Przejdź do głównej zawartości

Podsumowanie roku 2017 na fp - Człowiek Matka

Grafika: Joanna Sowińska


Hej!

Zbliża się koniec roku, więc czas na podsumowanie matkowych, Aliexpressowych zakupów. Powiem szczerze, że tym razem jakoś za bardzo nie szalałam. Nie, że jakoś mi się nie chciało, lub co gorsza - zbiedniałam. Nie. Jednakże jestem z tych ludzików, które nie lubią przeginać i nie pakują w koszyk pierdolet, których nie potrzebują. No dobra, nie jestem święta, jednakże, wiecie, umiar trzeba mieć, bo mieszkania z reguły się nie poszerzają. Ba! Ma się wrażenie, że ściany z czasem nieuchronnie się zwężają, bo gratów przybywa. I tym o to przydługim wstępem doszliśmy do meritum.

Pokażę dziesięć fajnych rzeczy, które bez wątpienia ponownie przywędrują w moje skromne progi. Niby nic, a jednak bardzo ułatwiają życie, są fajne i przydatne. A, i co ważne: nie niszczą się tak szybko. No tak, regułą już jest, że chińczykowe cudactwa nie mają powalającej jakości. Mnie się udało, być może i Wam trafią się perełki, czego ogromnie życzę. Dodam, że kolejność zakupionych produktów jest przypadkowa. Nie namawiam też nikogo, na ten rodzaj transakcji, a już tym bardziej nie reklamuję. Wiadomo, iż rzeczy zakupione na Alie nie posiadają testów, a napisom i znaczkom znajdującym się na opakowaniach nie zawsze można dać wiarę. Ale… mnie krzywdy nie zrobiły. Oko mi nie wyskoczyło, nic nie wybuchło ani nie ożyło terroryzując rodzinkę… Zatem do dzieła!


Grafika: Joanna Sowińska


  1. Płatki pod oczy z Osmatusem.



 Cóż mogę rzec. To bardzo dobra rzecz. Nie spodziewałam się fajerwerków. Zamówiłam raczej z ciekawości, bom kobieta z wiecznie zasinioną okolicą pod oczami. Myślałam, że może to coś da. No i w sumie robi robotę. I, mimo że te obwódki jakoś tak bardzo się nie zmniejszyły, to przy regularnym stosowaniu, odczułam przyjemne nawilżenie i napięcie delikatnej skóry. Nadal je mam, choć zbliżam się do zdenkowania. Oczywiście polecam.


2. Łyżeczki-miarki.



Gadżet, który powinien znaleźć się w każdym domu. Niby nic, a przydatny jak diabli. Sporo piekę, a powiem szczerze, że to katastrofa, jak musisz kombinować z dozowaniem i mierzeniem. Nie powiem, nie jest ze mnie miszcz, ale coś tam umiem w garnki, dlatego skusiłam się. Ładne, solidne, nic im się nie dzieje. Szorowane wielokrotnie. Polecam.


3. Szkiełka hartowane do telefonów.




Nie znam osoby, która nie potrzebowałaby tego. Teraz, w erze smartfonów i sprzętu „na raz” takie rzeczy zawsze są warte uwagi. Mam Nokie Lumię, Wy pewnie inne, fajniejsze telefony, aczkolwiek to bez różnicy. W Polsce zakup i zamontowanie szybki kosztuje swoje, na Alie grosze, plus zestaw, który pozwoli samodzielnie zamontować ochronkę na ekran. Jak się strzaska, mogę dać gwarancję, że nikt łzami się nie zaleje. Wszak to cebulka. Polecam!


4. Piórko wieczne Hero.




Nie mówcie, że nie znacie tych piórek. Nie uwierzę. Bosz… one są chyba od zawsze. Pamiętam jeszcze z czasów podstawówki, a były to lata osiemdziesiąte (tak, matka stara jest jak dinozaury). Towarzyszyły mi przez liceum i początek studiów, to nic, że plamiły ręce i wszystko wokół. Bardzo je lubiłam i ta fascynacja jakoś nie przeszła, wszak: „Stara miłość nie rdzewieje.” Na jakiś czas zapomniałam o nich, potem dostrzegłam u Chińczyka, zamówiłam. Są super, nie brudzą, piszą cieniutko i przede wszystkim są solidne. Polecam!


5. Magiczne gąbki z melaminy.




Białe cuda, które radzą sobie z każdym, nawet koszmarnym brudem. Przyznam, że miałam w domu miejsca, które nie ulegały żadnym środkom chemicznym, druciakom i innym ustrojstwom, one sobie poradziły. Nie wiem w czym tkwi sekret, i nawet nie chcę wiedzieć. Prawdą jest to, iż są skuteczne, mimo że ich trwałość ma wiele do życzenia. Oczywiście polecam.


6. Rękawiczki kąpielowe do peelingu.




Niby nic, a cieszy. W tym przypadku jestem królową cebuli. Nie lubię przepłacać za takie rzeczy, a z naszym cudownym kraju kosztują one od ośmiu złotych w górę, zaś na Alie są to grosiki. Więc czemu nie. Kupuję je raz na pół roku, niemalże systematycznie i bezsprzecznie skradły moje serce. Zawsze staram się odnajdować najtańsze oferty, zazwyczaj nie przekraczające 60 centów. Te tańsze są z wysyłką. Polecam.

https://pl.aliexpress.com/item/Creative-Color-Peeling-Glove-Scrubber-Five-Fingers-Exfoliating-Tan-Removal-Mitts-Paddy-Soft-Fiber-Massage-Glove/32617049591.html?spm=2114.13010608.0.0.XVjKrd

7. Magiczna maść.




Mówcie sobie co chcecie, psioczcie i osądzajcie, ale wiem swoje. To genialny cudak na wszystkie możliwe wypryski etc. Wystarczy ociupinka na pryszcza, a ten znika jak zaczarowany. Jeśli ktoś nie lubi mentolu, może go drażnić, aczkolwiek mi pomaga podczas miesięcznych wykwitów, które uwielbiają wyskakiwać koło nosa i na brodzie. Nie zostają blizny. Nic mnie nie uczuliło ani nie skrzywdziło. Polecam dla odważnych.


8. Perfumentka podróżna 5 ml.




Coś dla perfumeryjnych lubisiów, którym zdarza się wyjeżdżać, a ich flaszki w ulubionymi pachnidłami są wielkie, ciężkie i zajmują pół kosmetyczki. To będzie rozwiązanie dla Was. Małe, lekkie, poręczne, w sam raz do kieszonki, torebki, kosmetyczki. W sugestywnym, obłym kształcie (if ju noł łot aj min ;p). Do tego taniusie, dające spory komfort użytkowania, gdyż atomizer rozpyla perfumy delikatną mgiełką. Moim zdaniem super i bardzo polecam.


9. Gąbeczka do makijażu typu BB.




Tamtego roku też pod koniec dotarł do mnie tego typu cudak i przeżył ze mną pełne dwanaście miesięcy. Liczę, że i ta pozostanie tak długo. Jarałam się, i jaram nadal. To świetny, niedrogi gadżet kosmetyczny, który warto mieć w swojej szafce z kosmetykami. Jest mięciutka, miła w dotyku i przede wszystkim nie zjada tyle podkładu, co niektóre. Z powodzeniem jestem w stanie porównać do gąbeczki BlendIT. Polecam.


10. Pyłek do paznokci.




Każda paznokciowa stroka wie, że nie ma nic fajniejszego ponad ozdóbki. Może takową sroczką nie jestem, ale lubię akcentować jeden pazur, dla dla kontrastu. Pyłki od razu przypadły do gustu. I znów powtórzę: tanie! Nawet walnęłam wykrzyknik bo ona dają efekt - WOW. Pięknie się mienią, są niebywale wydajne, można uzyskać nimi kilka rodzajów wykończeń. Po pełne krycie, poprzez małe akcenty etc. Super. Wiem, że jak się skończą to zamówię kolejne, choć pewnie nastąpi to za jakieś dwa lata. Polecam!


Podsumowując… jest tego więcej. Na przykład dorzuciłabym do kółeczka wzajemnej adoracji:

- maseczki w płachcie – rewelacja,
- zestaw ołówków – dla maniaków rysunków,
- krem do twarzy ze śluzem ze złotego ślimaka – genialnie niweluje blizny i przebarwienia,
- laka i pieczęć do laki – każdy, kto otrzymuje ode mnie listy wie, że to pięknie wygląda,
i
- pluszak Totoro – który zagościł na dobre w łóżku mojej ośmiolatki.

Moi drodzy, dziękuję za przeczytanie tego rozlazłego jak dorzecza Amazonii postu i życzę samych udanych transakcji, szybkich okazji za cebulowe goldy, ekspresowych przesyłek i przede wszystkim listonoszy, którzy bez marudzenia będą napychać Wam skrzynki samymi dobrociami. Życzę też spokoju, dystansu i zdrowia, dbajcie o siebie oraz o innych i pamiętajcie, że wszystko co uczynicie zawsze wraca – Do Siego Roku 2018.

- Człowiek Matka.

Ps: Informuję, że zdjęcia zawarte w podsumowaniu są tylko i wyłącznie moją własnością. Kopiowanie za zgodą autora.






Komentarze

  1. Widzę, że fanka ali tak jak i ja :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od dwóch lat mam fp, Julita założyła i tak się kręci. Ali ma fajne rzeczy w ofertach i można przede wszystkim kupić wszystko taniej. W Polsce, jak wiesz, marże dowalają takie, że oko bieleje :).

      https://www.facebook.com/czlowiekmatka/

      Usuń

Prześlij komentarz

Wypowiedzi w formie obraźliwej lub wulgarnej, zostaną usunięte. Miłego czytania.

Popularne posty z tego bloga

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Zstąpienie - recenzja

Jest to ta z opinii, którą piszę drugi raz, bo poprzednią szlag trafił, podobnie jak screeny i zapisy gry. No niestety. Dysk czasem się pali, a wraz z nim znika to, co tak skrzętnie się gromadzi. Troszkę mnie zdziwił fakt, że jakimś tajemniczym zrządzeniem losu z chmury ulotnił się cały zapis stanu gry, włącznie z postacią, która przemierzałam dodatek. Cuda na kiju, ewentualnie Andrasta maczała w tym swoje paluchy. No, nie wnikam. Poszło w cholerę, po co drążyć. 
 Kody do dodatków, tak dodatków, bo jeszcze w pakiecie znalazł się ostatni, wiążący - „Intruz”. Otrzymałam od szefa grupy fanowskiej - „Dragon Age – Przystań Szarego Strażnika”, Łukasza. Zwanego przez przyjaciół - Ilidanem. Za co mu niezmiernie dziękuję, gdyż był to prezent „z zaskoczenia”, który wywołał na mojej twarzy niewyobrażalnie szeroki uśmiech. Wyglądałam przy tym jak genlok ucieszony z nowej, krwawej jatki. Rozpracowałam jak sobie to wpisać, załadować i pobrać. Trzeba brać pod uwagę to, że jestem babą – kurą domową,…

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Intruz - recenzja

Przyszedł czas na ostatnie DLC do Inkwizycji, po którym, niestety, musimy się pożegnać z kolejnymi dodatkami, ponieważ ten jest ostateczny i zamykający rozgrywkę. Powiem szczerze, że poczułam lekkie rozczarowanie. Po chwili jednak przyszło otrzeźwienie, przecież studio nie może w nieskończoność klepać DLCeków, bo jakaś Stag chce grać w grę. Intruz został stworzony dla PC. Ma on rozszerzyć fabułę, pozwalając graczowi rozegrać ostatnią niewielką kampanię, która umiejscowiona jest po pewnym czasie, od zakończenia głównego wątku. Gracz będzie też mógł poznać dalsze losy towarzyszy, którzy opuszczają go po pokonaniu Koryfeusza.
Warto też wspomnieć, bo generalnie „Przebudzenie”, które wyszło po Dragon Age: Origin, w które można było grać bez ukończenia podstawy, kreując jedynie postać, jest dodatkiem niezależnym. Tak tutaj wymagana jest baza. Nie obejdziemy tego. Zatem, jeśli ktoś jest leniuszkiem i mu się nie chciało kończyć, no to bardzo mi przykro. W tym przypadku nie pobiega sobie po tym…