wtorek, 7 lutego 2017

Wywiad - A.M Chaudiere, autorka "Niewolnicy" gaworzy ze Stag.


Wywiad! Czujecie to? Ja nie mogę, serio. Fakt, przeprowadziłam ich w życiu bardzo niewiele i szczerze powiedziawszy lekko się cykam. Bo wiecie, człowiek zawsze obawia się rzeczy, które są dla niego niezbyt znane. No to wpływam na nieodgadnione wody. Pocę się i trzęsę, bo mam przepytać moją koleżankę po piórze, która właśnie doczekała się reedycji swojej debiutanckiej powieści. Mowa tu o Annie Chaudiere.

Niewolnica” wstrząsnęła w posadach blogerskim światkiem. Dziewczyny jedna przez drugą zachwycały się Ariną oraz płakały rzewnymi łzami nad jej losem. Autorka zaś zbierała gwiazdeczki na „Lubimy Czytać” w tak ekspresowym tempie, że za tym nie nadążałam. Teraz znów jest czas „Niewolnicy” - odświeżonej, poprawionej, w nowej, o wiele ładniejszej okładce, wzbogaconej ilustracjami i przypisami. Do tego nie mamy już do czynienia z vanity, a Warszawska Firma Wydawnicza po personalnych, wewnętrznych rotacjach i przebudowie „wydawnictwa” (tak, ma być w cudzysłowie, ale to są tylko i wyłącznie moje pobudki) wznowiła wydanie tego opasłego tomiska, na które czekałam wieki, bo w jakiś magiczny sposób pozycja ta wlekła się do mnie tygodniami.

Jakie jest moje zdanie na temat tej lektury, autorka jak i Wy, dowiecie się niebawem. Niebawem, ponieważ wzięłam sobie za punkt honoru aby opinię tę, z czystej sympatii dla twórczyni, napisać rzetelnie, drobiazgowo i bardzo szczerze. Zatem czas na radosne gaworzenie. Zapraszam Was na wywiad!






Cześć Anna.

- Cześć Stag, cześć Wam!

Doczekałaś się, co?

- Doczekałam? Szczerze mówiąc, czekałam jedynie na to, aby N. powróciła do księgarń – i tego się doczekałam, fakt. Z zaskakującą nawiązką.

Na instagramie oraz na twarzoksiążkowym profilu aż huczy od rewelacyjnych wieści. Powiedz mi, proszę, skąd pomysł na wznowienie „Niewolnicy”. To był Twój pomysł, czy raczej WFW zaproponowało Ci, że fajnie by było, gdyby ta pozycja ukazała się w nowej, lepszej formie?

- To pomysł Warszawskiej, mnie pozostało przystać na propozycję.

Szefowa Gęsi poprosiła mnie o napisanie blurba. Cieszysz się?

- Cieszę się, ładny jest. I dzięki!

Ile czasu zajęło Ci doprowadzenie książki do tego stanu, w którym jest obecnie?

- Hm. Jeśli mnie pamięć nie myli, to około dwóch tygodni. Zbyt wiele tego czasu nie było, ruszyli z kopyta, a i tak tradycyjnie mieliśmy opóźnienie.

Fot. Autorka.


Pytanie z serii tych głupich. Tak, śmiej się. Wolno Ci. Lubisz Arinę, czy dałabyś jej czymś ciężkim po głowie.

- Haha! (Rany, jak mi brakuje emotek, których używać w wywiadach nie wypada!) Lubię Arinę, to moja pierworodna. Mam chyba tak z każdą swoją postacią. Może dlatego, że lubię to, co robię i większość z tego jest zamierzona. Ariny charakter też lubię, chociaż nie ukrywam, że gdybym miała pisać N1 teraz, po tych prawie czterech latach, niektóre zdarzenia mogłyby nie mieć miejsca, tak samo, jak niektóre zachowania z pewnością byłyby inne.

Jak sądzisz czy nowi czytelnicy pokochają „nową” odsłonę „Niewolnicy”?

- No pewnie! Mam nadzieję. W końcu to wciąż ta sama N. Ta sama Arina, ten sam Severio i Azarel. Cath też jest taka sama. „Niewolnica” nie zmieniła się aż tak bardzo, żeby ją odrzucić, kiedy kochało się pierwszą wersję.

Na kiedy planujesz kontynuację pisania historii Ariny? Będzie to również vanity, czy pokusisz się o wysłanie jej do wydawnictw, które wydają nie ze współfinansowaniem?

- To pytanie jest bardzo dobre – na kiedy? Chciałam w tym roku, ale prym wiodą teraz Rozkazy. Dopóki nie wyrzucę z głowy drugich bohaterów N. nie ma szans wejść na podium. Erotyki za bardzo pochłaniają, ale na szczęście nam pisze się je szybko. Poza tym, chcę wrócić do niej w momencie, w którym nic innego nie będzie mi przeszkadzać, bo kiedy to zrobię – przepadnę na tak długo, dopóki nie napiszę całej trylogii. Istnieje więc szansa, że będzie gotowa w tym roku, ale czy się ukaże? To jedna wielka niewiadoma. Między innymi dlatego, że to nie pojawi się jako vanity. Chcę zostać przy Warszawskiej – tak, z własnej woli. Nie pracuje mi się z nimi aż tak źle, aby na siłę to zmienić. Nie dlatego, bo uważam, że N. nie ma szans gdzie indziej – przeciwnie. Myślę, że ma. Ale dlatego, że zwyczajnie mi pasuje taki stan rzeczy. A jeśli chodzi o finansowanie. Nie będę do niej dokładać i wydawnictwo już jest tego świadome. Planują zorganizować zbiórkę na zasadzie tych „wspieram kulturę”, na przykład. Mi to bez różnicy, czy wydadzą ją tylko za swoje, czy za swoje i jakieś zgromadzone pieniądze.

Widziałam zdjęcia tego pokaźnego stosu książek, który do Ciebie dotarł. Jakie to uczucie ponownie trzymać w rekach swoje „pierwsze” dzieło?

- Ekscytujące! Zwłaszcza, że to wszystko nie zadziało się z mojej inicjatywy.

Fot: Autorka.


Wydałaś, wraz ze swoją partnerką, inną książkę. Jak została odebrana przez czytelników?

- Podobnie do N. - i dobrze, i mniej dobrze. Każda książka ma swoich zwolenników i przeciwników. Z Rozkazami jest o tyle trudniej, że poruszają tematykę tabu (wciąż w Polsce), obracają się w środowisku nieznanym, zamkniętym. Postrzeganym między innymi jako coś bardzo dziwnego. Ale całkiem nieźle się trzymamy.

Czym się teraz zajmujesz? I nie pytam się o kolejną, pisaną powieść.

- Pracuję w... korporacji. (haha) I każdego dnia proszę los o to, aby moja doba stała się o dobę dłuższa. Do tego dom, kobieta, typowe obowiązki i te mniej typowe, jak właśnie pisanie. Dużo by wymieniać.

Pytanie z serii tych standardowych, które chyba zadają wszyscy. Jakie plany na przyszłość?

- Mało kto mi je zadaje, dzięki! Nie mam konkretnych planów. Podobno najlepiej mają ci, którzy niczego nie planują. Chcemy spędzić w takim stanie rzeczy kilka najbliższych lat, mając na względzie samorealizację, doskonalenie wszystkiego wokół nas. A później czas pokaże. Pewnie wyemigrujemy, zanim ten kraj nas zeżre, ale nic więcej nie zdradzę.

Kiedy mnie odwiedzisz, co?
- O! A kiedy chcesz? Bliżej lata to ładny czas na odwiedzanie – pod warunkiem, że nie poszczujesz mnie pająkiem i nie zdepczę jakiegoś robaczka... Dogadamy się, na pewno.

Dzięki za poświęcony czas. Wiem, że masz go bardzo mało, a jak już coś tam wyłuskasz, to zasiadasz wraz z Angelą i skrobiecie swoje „grafomanie”.

- Skąd wiesz! Jest weekend, na moim zegarku trzydzieści minut po północy (w piątek) – o tej porze mam trochę czasu. Zaraz siadam do pisania, fakt. Życie w biegu do pewnego momentu jest cool, więc nie ma sprawy. Dzięki za wywiad, lubię te inne, niestandardowe. I do usłyszenia!
(ps. Też byłam taktowna i miła, dziwne...)


Uf. Udało się! Żyję, ale czacha mi dymi jak miernemu studentowi po kolokwium z matmy. Chyba nie nadaję się na przepytywacza. Ana mnie nie zabiła, starałam się być taktowną i miłą. Czy mi się udało, oceniajcie sami. A tymczasem dzięki za uwagę i wypatrujcie na horyzoncie mojej długiej opinii dotyczącej reedycji „Niewolnicy” Będzie się działo.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wypowiedzi w formie obraźliwej lub wulgarnej, zostaną usunięte. Miłego czytania.