Przejdź do głównej zawartości

Justyna Drzewicka "Niepowszedni. Porwanie" - opinia

Źródło: Lubimy Czytać


Lubię dostawać prezenty, w sumie wszyscy lubią je otrzymywać. A jeśli jest to już upominek, na który patrzyłeś od dawna, to radość tym większa. Ano i w tym przypadku było dosłownie tak samo. Od chwili, kiedy Julita pokazała na grupie okładkę tej książki z opisem i wzmianką, że jest to dzieło polskiej autorki, na domiar szczęścia – debiutantki. Oczy zaświeciły mi się jak znicze. Wiecie, niczym w tej piosence braci Golców. Tyle że nie będziemy tu rozprawiali o kwaśnicy, a o literaturze z gatunku young adult. A konkretnie adulcie osadzonym w realiach świata fantasy. Wydawcą tej pozycji jest Jaguar. Powiem szczerze, że jeszcze nie zdarzyło mi się, bym na nich psioczyła. Może też dlatego nastawiłam się na coś dobrego, co sprawi, że oderwę się choć na chwilę od otaczającego świata zanurzając w gęstej atmosferze fantastycznych realiów. Uwielbiam powieści młodzieżowe. Może dlatego, że zaczynają mi się po prostu przejadać wszystkie te pseudo erotyki, które miały być czymś świeżym i odkrywczym, a zamiast powiewu nowości dostawałam kolejnego gniota pisanego pod szablon Greya. No weźcie autorzyny nie róbcie siary i wymyślcie coś innego. Dopsz, koniec dygresji, lecim na Szczecin.

Kim jest zatem autorka? Pani Drzewicka to absolwentka filologii polskiej, zafascynowana dekadencją. Ukończyła również studia MBA (nie pytajcie, nie mam pojęcia co to jest). Jakiś czas temu zamarzyła o napisaniu powieści. Czekała jednak na chwilę, która (podobnie jak w moim przypadku) stanie się zapalnikiem. Co zabawne, sytuacja ta do złudzenia przypomina mi moją, gdyż czytając informacje zapisane przez wydawcę, umieszczone na skrzydełku książki, dowiaduję się, iż zanim nabazgroliła choć zdanie porozmawiała ze swoim mężem, który odpowiedział jej dokładnie to samo co mój - „spróbuj” (chyba go lubię). I takim oto zrządzeniem losu mamy „Niepowszednich” i moje nieszczęsne „Mroki”. Justyno musimy za to kiedyś wypić... kawkę.

A o czym książka? Klasyk, klasyków – kopij wklej z Lubimy Czytać, bo tak łatwiej, no i nie muszę tracić czasu na opisywanie czegoś, co zostało już poskładane do kupy:

„Nila i jej młodsza siostra Alla obdarzone są niezwykłymi mocami: Nila posiada zdolność leczenia wszelkich chorób, Alla natomiast potrafi zapanować nad każdym zwierzęciem, a ponadto jest Gwarkiem – wystarczy, aby usłyszała jedno zdanie w obcym języku, a już potrafi płynnie się nim posługiwać. Dzieci obdarzone tak niespotykanym darem nazywano Niepowszednimi. Rodzili się bardzo rzadko, więc stanowili cenny łup dla handlarzy ludźmi.
Podczas konnej przejażdżki Nila i jej siostra zostały schwytane przez Okrutnych Złotników, bezwzględnych łowców, zamierzających doprowadzić Niepowszednich na Targ Niewolników w Łoterskim Krańcu. Wraz z Samborem – Unikiem posiadającym wybitną zdolność walki, Źrenicznikiem Dalko, dostrzegającym najmniejszy szczegół z dużej odległości oraz Wodniczką, wytrzymującą pod wodą przez wiele minut, próbują wyrwać się z łap handlarzy zanim dotrą do miejsca, w którym prawdopodobnie czeka ich śmierć.”

Ostatni element czepialstwa. Okładka i samo wykonanie. Książka jest w miarę lekka, choć nie za bardzo. Czytałam ją dwa razy i nosiłam w torebce. Niestety obwoluta się przez to uszkodziła, a folia otulająca ją w niektórych miejscach zaczęła odchodzić. Nie wygląda to tragicznie, ale zbyt cudnie też nie. Gramatura papieru spoko. Dobrze się czyta, żółknie po czasie. To akurat plus. Klejenie solidne. Nic mi się nie rozpadło, kartki nie fruwają. Wzrok przyciąga jednak sama okładka i to, co na niej jest. Ilustracje oraz mapy wykonała Pani Małgorzata Gruszka. Dla mnie jest ona fantastyczna. To właśnie ta grafika sprawiła, że zatrzymałam się na chwilę i pomyślałam, że to powinno być to, czego szukam od dawna. Przygodowe fantasy z ciekawą fabułą. Wiem, że są osoby, którym ta praca się nie podoba. Ja bynajmniej do nich nie należę i z niecierpliwością czekam na drugi tom, bo mam cichą nadzieję, że Pani Gruszka również przyłoży rękę do stworzenia okładki. Jestem bardzo na tak.

Pierwszą rzeczą, jaka rzuca się czytelnikowi - to język. Niewyobrażalnie plastyczny, sugestywny, pełen fantastycznych zwrotów, słów oraz sformułowań, których dotychczas nie zdarzyło mi się przeczytać u debiutanta. Pani Justyna płynnie operuje polszczyzną, która najzwyczajniej w świecie zapiera dech w piersiach. W tym tekście od pierwszych stron wyczuwamy fascynację słowem. Dbałość o szczegóły oraz czas, jaki został włożony w napisanie tej książki. Tu ani razu nie ma drogi na skróty. Fabuła jest spójna, pozbawiona uchybień, z czasem zapętlająca się tak, że czytelnik brnąc głębiej czuje gęsią skórkę, ciśnienie krwi pulsujące w żyłach i niepokój roszący skronie drobnymi kroplami potu. Tak. Nierzadko moje serce zaczynało bić mocniej, a strach o dalsze losy bohaterów sprawiał, że nie potrafiłam usiedzieć na miejscu.

Każdy z wykreowanych bohaterów ma swój niepowtarzalny charakter i choć może postacie trzecioplanowe czasami wydawały mi się płaskie niczym deski na moście, to po czasie przestałam na to zwracać uwagę. Liczyli się główni protagoniści oraz to, w jaki sposób poprzez przygody i zdarzenia kształtują się na nowo, ewoluują na oczach czytelników - dojrzewają. Od zwyczajnych, obdarzonych niezwykłymi mocami nastolatków, po osoby, które wbrew wszystkiemu potrafią sobie radzić w ekstremalnych dla siebie warunkach.

Autorka bardzo sprawnie wprowadza czytelnika w wykreowany przez siebie świat. Opisy otrzymujemy nakreślone bardzo szczegółowo. Osobiście mam lekkie skrzywienie na punkcie tworzenia świata i dokładam największych starań do tego, by czytelnik mógł oczami mojej wyobraźni śledzić to, co sobie wymyśliłam. Tu jest dokładnie tak samo. Niemalże czujemy na policzku srogie powiewy wiatru, smród rynsztoka czy zapach zwierzęcej sierści nieznośnie podrażniający nasze nozdrza. Śmiem stwierdzić, że każdy scenarzysta byłby w stanie odwzorować to, co pani Justyna spisała na stronach swojej debiutanckie pozycji. Autorka nie szczędzi nam też wartkiej akcji oraz scen, które mogłabym nazwać brutalnymi, ale są one tak naszkicowane, że nie rażą. Ja tak nie potrafię. U mnie zawsze flak na wierzchu, a tu w tle opis, że coś się stało, ktoś zginął, ale wiecie, doza taktu, która nie kala krwią i smrodem gnijących ciał.

Jeszcze przed zakończeniem krótka wzmianka techniczna. Czasem miałam wrażenie, że zdania są zbyt długie. Może dlatego, że nauczono mnie, iż wielokrotnie złożone konstrukcje czasem bywają okrutnie męczące, a czytelnik w pewnym momencie nie wie co ten biedny autor miał na myśli. W niektórych miejscach mam wątpliwości do prowadzenia dialogów pomiędzy bohaterami. Nie wiem czy były one pisane na siłę, a twórczyni miała może gorszy dzień, ale są momenty kiedy ma się wrażenie, że coś nie gra i można to było bardziej podczas redakcji pogłaskać. I to chyba tyle z mojego czepialstwa.

Reasumując. Dzieło to z powodzeniem podsunęłabym szanownej młodzieży w targecie 14+. Nie wyżej i nie niżej oraz tym, którzy szukają czegoś nowego. Nie mogę powiedzieć, że jest to fantasy inne niż wszystkie, bo bym skłamała. Jest tu szablon, liniowa fabuła, czasem ciut naiwnie, czasem za bardzo płaczliwie. Częściej jednak wątek ten porywa czytelnika. Moje najstarsze dziecię wzgardziło po przeczytaniu rozdziału. Ona teraz faza „Pamiętnik narkomanki”, więc nic nie wciskam na siłę, niech sobie czyta, co tam chce, ale śmiało mogę wspomnieć, że ci, którzy lubią debiuty i nie boją się sięgać po książki polskich twórców - nie zawiodą się. Mnie się podobało. Z przyjemnością wystawiam więc wysoką notę na Lubimy Czytać, a autorce odsyłam link z recenzją. Książka ta ma bowiem spore szanse podbić serca młodych, a także starych wyjadaczy i choć może jest w niej bardzo wiele rzeczy białych i czarnych, to historia Niepowszednich sprawia, że ta ogólnikowość gdzieś nam pierzcha i nie zwracamy zbytnio na nią uwagi. To nie drażni. Polecam.


Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję:

Polacy nie gęsi i swoich autorów mają:


oraz

Wydawnictwu Jaguar:




Źródło opisu książki: Lubimy Czytać.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Podsumowanie roku na Fp - Człowiek Matka

Od jakiegoś czasu prowadzę stronkę, która nazywa się - Człowiek Matka. Jest to lekko ironiczne miejsce, w którym opiniuję rzeczy, które zakupiłam na chińskiej stronie Aliexpres. Dowiedziałam się o niej od jednej z moich koleżanek, kiedy to zaczęłam moją przygodę z lakierami hybrydowymi. Podobno na niej miałam znaleźć to, czego mi było wtedy potrzeba. Mianowicie lakierki hybrydowe w bardzo okazyjnych cenach. Niestety, majfrendowe mazadła okazały się beznadziejne, za to inne rzeczy już nie. Zamówiłam kilka produktów, wrzuciłam recenzje na grupę zrzeszająca fanów zakupów z Chin. I tak urodziła się myśl, że może by tak fp z tym zrobić. No i jest. Tworzę na niego grafomańskie wpisy, nasycone wszelakiego rodzaju babolami i radosnym słowotwórstwem (ale to są bardzo przemyślane babole, które nomen omen bardzo często mi są wytykane, co śmieszy mnie do łez). Z dnia na dzień przybywa lubisów tego miejsca, co mnie niezmiernie zaskakuje. Dlaczego więc na blogu, na którym opiniuję książki, znalazł …

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Intruz - recenzja

Przyszedł czas na ostatnie DLC do Inkwizycji, po którym, niestety, musimy się pożegnać z kolejnymi dodatkami, ponieważ ten jest ostateczny i zamykający rozgrywkę. Powiem szczerze, że poczułam lekkie rozczarowanie. Po chwili jednak przyszło otrzeźwienie, przecież studio nie może w nieskończoność klepać DLCeków, bo jakaś Stag chce grać w grę. Intruz został stworzony dla PC. Ma on rozszerzyć fabułę, pozwalając graczowi rozegrać ostatnią niewielką kampanię, która umiejscowiona jest po pewnym czasie, od zakończenia głównego wątku. Gracz będzie też mógł poznać dalsze losy towarzyszy, którzy opuszczają go po pokonaniu Koryfeusza.
Warto też wspomnieć, bo generalnie „Przebudzenie”, które wyszło po Dragon Age: Origin, w które można było grać bez ukończenia podstawy, kreując jedynie postać, jest dodatkiem niezależnym. Tak tutaj wymagana jest baza. Nie obejdziemy tego. Zatem, jeśli ktoś jest leniuszkiem i mu się nie chciało kończyć, no to bardzo mi przykro. W tym przypadku nie pobiega sobie po tym…

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Zstąpienie - recenzja

Jest to ta z opinii, którą piszę drugi raz, bo poprzednią szlag trafił, podobnie jak screeny i zapisy gry. No niestety. Dysk czasem się pali, a wraz z nim znika to, co tak skrzętnie się gromadzi. Troszkę mnie zdziwił fakt, że jakimś tajemniczym zrządzeniem losu z chmury ulotnił się cały zapis stanu gry, włącznie z postacią, która przemierzałam dodatek. Cuda na kiju, ewentualnie Andrasta maczała w tym swoje paluchy. No, nie wnikam. Poszło w cholerę, po co drążyć. 
 Kody do dodatków, tak dodatków, bo jeszcze w pakiecie znalazł się ostatni, wiążący - „Intruz”. Otrzymałam od szefa grupy fanowskiej - „Dragon Age – Przystań Szarego Strażnika”, Łukasza. Zwanego przez przyjaciół - Ilidanem. Za co mu niezmiernie dziękuję, gdyż był to prezent „z zaskoczenia”, który wywołał na mojej twarzy niewyobrażalnie szeroki uśmiech. Wyglądałam przy tym jak genlok ucieszony z nowej, krwawej jatki. Rozpracowałam jak sobie to wpisać, załadować i pobrać. Trzeba brać pod uwagę to, że jestem babą – kurą domową,…