Przejdź do głównej zawartości

Angelina Kudenko "Kobieciara" - opinia

Źródło: Lubimy Czytać



Dawno, dawno temu. Jeszcze jako nastolatka pisałam wiersze. Wiecie, takie infantylne o miłości, przyjaźni i takich tam. Potem nadszedł czas, że wydoroślałam, a moje spojrzenie na niektóre sprawy nieco uległo zmianie, mogłabym nawet rzecz, że uległo wypaczeniu. Naprawdę. Ideały, szczególnie te młodzieńcze starła na pył ta dorosłość, o której zawsze marzymy, kiedy to mama, niczym mantrę, wpaja zasady lub co gorsza, dyktuje nam czego akurat NIE WOLNO! I tak oto moje poetyckie zakusy umarły sobie śmiercią naturalną. Zduszone i pogrzebane w zeszytach, które na ten czas obrasta pajęczyna kurzu oraz wspomnień. Nie mówię, że żałuję, iż dłubałam te swoje cudaki, nie. Nawet były z tego korzyści, takie jak choćby nagroda i stypendium odbierane z rąk pana premiera Buzka. Dawne dzieje, oj, dawne.

Jednak dziś nie o tym. Rozczulanie starej baby zostawmy na potem. Dziś o poezji bardzo młodej twórczyni, z którą jeszcze jakiś czas temu, na stopie prywatnej, darłam tak srogie koty, że gdyby te stworzenia miast wyimaginowanych były żywe, zapewniam Was, że teraz biegałyby bez futerka... golusieńkie takie. Jednak jak już wyżej pisałam, czas to brutalny twór, który robi z ludźmi co mu się rzewnie podoba. I tak oto nielubiana przeze mnie dziewczyna, po kilku długich rozmowach stała się lubiana. Ba! Nawet bardzo. Bo wszak do porozumienia trzeba obu stron i tak właśnie stało się w tym przypadku.

A kimże jest ta pannica, co mi tak dużo złej krwi utoczyła? To osoba chowająca się pod kilkoma pseudonimami. Miedzy innymi: Angelina Caligo. Teraz – Angela Kudenko. Na profilu, na Lubimy Czytać, taka jest o niej notka. Pozwólcie, że Wam ją skopiuję:

„Rocznik 97, jest poetą i autorem tomiku wierszy, który wyjdzie w maju 2016 roku. Jest także autorem kilkunastu opublikowanych utworów, między innymi drabbli i shortów.
Pisze głównie na tematy obyczajowe, związane z kobietami i kobiecością. Porusza problemy ludzi
homoseksualnych, odrzucanych przez współczesne, polskie środowisko. W kolejnym roku
akademickim zamierza podjąć studia filologiczne – język polski. Na samym początku pisała wiersze, krótkie utwory, dopiero potem zdecydowała się na prozę. Zaczęła pisać opowiadania,
następnie shorty i drabble, aż w końcu zakochała się w felietonach i artykułach wszelkiej maści.
Debiutowała swoją poezją w "Poezja dzisiaj" dwa lata temu. Kolejne wiersze ukazały się m.in na szuflada.net i w "Gazecie Kulturalnej". Publikowała też w "Drabble na niedzielę". Aktualnie jest pomocą korektorską dla autorów postów informacyjnych Codziennika Feministycznego, współpracuje ze Spiskiem pisarzy, PolacyNieGęsi, a także prowadzi bloga wraz ze swoją partnerką Polki gorszego sortu (www.gorszysort.blogspot.com).
Pod koniec roku wyjdzie wspólnie napisana z jej partnerką powieść erotyczno-obyczajowa.”
Wydawnictwo, które wydało jej debiutancki tomik zwie się Pearlic. Niszowy twór mający na koncie kilka pozycji. Zapewne mało o nich słyszano gdyż wydają autorów równie nieznanych jak oni sami. Obecnie na tapecie jest kilka powieści, które ukażą się niebawem. Mam w nie bardzo skromny wkład, ale dziś nie o tym. Nie miałam okazji mieć tomiku w ręce, w formie papierowej. Szefowa Gęsi uraczyła mnie zgrabnym, recenzenckim PDF-em, który przeczytałam w jeden wieczór. To prawda, że zbiorek ten nie jest jakiś obszerny. Utwory są krótkie, ale za to treściwe. Dużo w nich metafor, porównań i plastycznych opisów, które jakoś tak miło łechtają struną duszy. Miło zaskoczona zgodziłam się napisać blurb na okładkę. I muszę przyznać, że to była kolejna pierwsza rzecz, jaką w tym roku uczyniłam. Zrobiłam to z ogromną przyjemnością.

Poezja autorki bardzo różni się od tej, do której przywykłam. Niestety. Jeśli chodzi o ten gatunek literacki od zawsze polegałam na klasykach. Ulubiłam sobie między innymi Norwida czy Baudelaira. Shakespeare pobudzał moją wyobraźnię, a Baczyński wyciskał łzy. Tu mam coś zgoła odmiennego. Może dlatego bałam się współczesnej poetyki. Może po prostu jest ona dla mnie zbyt prosta? Nie wiem. Angela jednak odkryła we mnie coś, czego się zupełnie nie spodziewałam. Wrażliwość gdzieś tam ukrytą, o której już dawno zapomniałam. Przypomniała mi, że nawet człowiek, który otacza się skorupą codzienności, potrafi mieć miękkie i całkiem przyjazne wnętrze.

Wiersze czyta się jeden za drugim. Zwyczajnie płynie się przez karty, nie zauważając, że właśnie skończył się jeden i zaczęło się drugi. Czasem miałam niedosyt. Chciałam utkwić pomiędzy strofami na dłużej, lecz one nieubłaganie kończyły swój bieg, niczym pociąg na ostatniej stacji. Szkoda. Mogły by być dłuższe, bardziej magiczne, pozwalające ugrzęznąć w nich i móc rozkoszować się aromatem słów.

Czy polecam? Oczywiście. Czasem warto oderwać się od utartych schematów i zakosztować czegoś innego. Mnie się podobało. Było mi mało. Mam nadzieję, że kolejna publikacja nasyci mój apetyt na więcej.

Za przeczytanie pozycji dziękuje wydawnictwu Pearlic:








i akcji Polacy nie gęsi i swoich autorów mają:











Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Podsumowanie roku na Fp - Człowiek Matka

Od jakiegoś czasu prowadzę stronkę, która nazywa się - Człowiek Matka. Jest to lekko ironiczne miejsce, w którym opiniuję rzeczy, które zakupiłam na chińskiej stronie Aliexpres. Dowiedziałam się o niej od jednej z moich koleżanek, kiedy to zaczęłam moją przygodę z lakierami hybrydowymi. Podobno na niej miałam znaleźć to, czego mi było wtedy potrzeba. Mianowicie lakierki hybrydowe w bardzo okazyjnych cenach. Niestety, majfrendowe mazadła okazały się beznadziejne, za to inne rzeczy już nie. Zamówiłam kilka produktów, wrzuciłam recenzje na grupę zrzeszająca fanów zakupów z Chin. I tak urodziła się myśl, że może by tak fp z tym zrobić. No i jest. Tworzę na niego grafomańskie wpisy, nasycone wszelakiego rodzaju babolami i radosnym słowotwórstwem (ale to są bardzo przemyślane babole, które nomen omen bardzo często mi są wytykane, co śmieszy mnie do łez). Z dnia na dzień przybywa lubisów tego miejsca, co mnie niezmiernie zaskakuje. Dlaczego więc na blogu, na którym opiniuję książki, znalazł …

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Intruz - recenzja

Przyszedł czas na ostatnie DLC do Inkwizycji, po którym, niestety, musimy się pożegnać z kolejnymi dodatkami, ponieważ ten jest ostateczny i zamykający rozgrywkę. Powiem szczerze, że poczułam lekkie rozczarowanie. Po chwili jednak przyszło otrzeźwienie, przecież studio nie może w nieskończoność klepać DLCeków, bo jakaś Stag chce grać w grę. Intruz został stworzony dla PC. Ma on rozszerzyć fabułę, pozwalając graczowi rozegrać ostatnią niewielką kampanię, która umiejscowiona jest po pewnym czasie, od zakończenia głównego wątku. Gracz będzie też mógł poznać dalsze losy towarzyszy, którzy opuszczają go po pokonaniu Koryfeusza.
Warto też wspomnieć, bo generalnie „Przebudzenie”, które wyszło po Dragon Age: Origin, w które można było grać bez ukończenia podstawy, kreując jedynie postać, jest dodatkiem niezależnym. Tak tutaj wymagana jest baza. Nie obejdziemy tego. Zatem, jeśli ktoś jest leniuszkiem i mu się nie chciało kończyć, no to bardzo mi przykro. W tym przypadku nie pobiega sobie po tym…

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Zstąpienie - recenzja

Jest to ta z opinii, którą piszę drugi raz, bo poprzednią szlag trafił, podobnie jak screeny i zapisy gry. No niestety. Dysk czasem się pali, a wraz z nim znika to, co tak skrzętnie się gromadzi. Troszkę mnie zdziwił fakt, że jakimś tajemniczym zrządzeniem losu z chmury ulotnił się cały zapis stanu gry, włącznie z postacią, która przemierzałam dodatek. Cuda na kiju, ewentualnie Andrasta maczała w tym swoje paluchy. No, nie wnikam. Poszło w cholerę, po co drążyć. 
 Kody do dodatków, tak dodatków, bo jeszcze w pakiecie znalazł się ostatni, wiążący - „Intruz”. Otrzymałam od szefa grupy fanowskiej - „Dragon Age – Przystań Szarego Strażnika”, Łukasza. Zwanego przez przyjaciół - Ilidanem. Za co mu niezmiernie dziękuję, gdyż był to prezent „z zaskoczenia”, który wywołał na mojej twarzy niewyobrażalnie szeroki uśmiech. Wyglądałam przy tym jak genlok ucieszony z nowej, krwawej jatki. Rozpracowałam jak sobie to wpisać, załadować i pobrać. Trzeba brać pod uwagę to, że jestem babą – kurą domową,…