Przejdź do głównej zawartości

Catherine Gueguen "Wychowanie szczęśliwego dziecka w świetle rewolucyjnych odkryć naukowych" - opinia

Źródło: Lubimy Czytać


Chciało by się na początku tej opinii napisać kilka wzniosłych i nieco napuszonych słów. Bo wszak mowa będzie o lekturze nietuzinkowej, która podobno czytelnikowi ma „otworzyć oczy”. Podobno już nigdy, po przeczytaniu tej pozycji: „nie spojrzymy na swoje dzieci z dotychczasowej perspektywy”. Pewnie słowa te włożyłabym pomiędzy bajki, gdyby nie jeden malutki szczegół... przeczytałam. Ale może od początku. Szefowa Gęsi podrzuciła mi link, w którym wydawnictwo Amber informuje, iż szukają blogerów, którzy mają swój przychówek, mówię tu o dzieciach, ponieważ mają do zaoferowania tę oto pozycję. Pokręciłam nosem, pofurczałam, jak to ja, ale maila wysłałam. Dostałam odpowiedz, zgodziłam się przyjąć tę publikację. Czyli klasyk klasyków. Dlaczego narzekałam? Ano dlatego, że nieco orientuję się w rynku wydawniczym oferującym młodym rodzicom wszelakiego rodzaju poradniki, które to mają „nauczyć” młodych, zdezorientowanych rodziców jak zajmować się malutkim człowiekiem. Po przeczytaniu kilku takich lektur doszłam do wniosku, że szkoda mojego czasu na kolejną. No, bo powiedzcie sami cóż jeszcze można wymyślić, tak innowacyjnego, świeżego co zwróciłoby uwagę matki, mającej już trójkę rozwrzeszczanych pacholąt, a każde na innym etapie rozwojowym, co gorsza każde w wieku przełomowym (1 rok, 6 lat i 15... o matkoboskouchowajmnieprzedzuem) No co? No właśnie... nic. A tu pojawia się takie coś. Człowiek myśli, analizuje i w końcu zaczyna czytać... i mówi do siebie: Amber niebiosa mi Was zesłały! Dzięki! Teraz już wiem! Zatem po przydługim wstępie, za który bardzo przepraszam, chciałabym Was zaprosić na bardzo nietypową i naładowaną bardzo pozytywnymi emocjami recenzję genialnej książki, która, nie łudźcie się, nie jest klasycznym poradnikiem... jest czymś więcej.

Kim jest autorka tej pozycji? To Catherine Gueguen, doktor oraz wybitna pediatra. Od 27 lat pracuje we francusko-brytyjskim instytucie w podparyskiej miejscowości Levallois-Perret. Specjalizuje się we wspieraniu wychowania opartego na dotyku i komunikacji bez przemocy. Jest organizatorem grup lekarzy, psychologów i nauczycieli, które pomagają rodzicom w problemach wychowawczych. *

Szkoda, że nie mogę więcej napisać na temat tej autorki. Bo prawdę mówiąc zaintrygowała mnie ta postać. Jeśli jednak macie ochotę bliżej przyjrzeć się pracy tej genialnej kobiety zapraszam na cykl krótkich filmików, jaki możecie obejrzeć na YouTube. Niestety są one po Francusku. Mnie w tłumaczeniu pomogła koleżanka, a wierzcie, jeśli jesteście rodzicami, którym zależy jak najlepszych wychowaniu swoich pociech, to warto na nie zwrócić uwagę. Pod spodem macie jej kanał YT:


Zawsze staram się w moich opiniach powiedzieć kilka słów na temat okładki. Tutaj mamy do czynienia z oryginałem. W tej samej obwolucie można kupić te pozycję przetłumaczoną na inne języki. Nie jest to jakieś tam arcydzieło, które krzyczy do nas z półki księgarskiej, byśmy już, w tej chwili, wyciągnęli po nie zachłanne łapska. Okładka jest prosta. W centralnej jej części, na żółtym, dosyć jaskrawym tle widzimy grafiki przedstawiające dzieci, które hasają radośnie. Ilustracje stworzył francuski rysownik i ilustrator Jean-Jacques Sempé, którego prace znamy choćby z „Przygód Mikołajka”. Mnie się podoba. Chyba więcej pisać już nie trzeba.

Dla dociekliwych mam również opis tej pozycji, oczywiście skopiowany ze stron wydawnictwa:

„Szeroko komentowany we Francji bestseller, dzięki któremu rodzice wiedzą więcej o swoich dzieciach…
Najnowsze badania mózgu i odkrycia neurobiologii wskazują drogę właściwego postępowania z dziećmi.

Wszyscy znają tę scenę ze sklepu: maluch zaczyna płakać, grymasi, potem wrzeszczy, rzuca się na podłogę. Mama, a czasami tata, uspokaja, prosi, wpada w irytację, podnosi głos, szarpie… Na twarzy umęczonego rodzica maluje się pytanie: „Boże, dlaczego to moje dziecko jest takie?”

Doktor Catherine Gueguen wyjaśnia w oparciu o najnowsze odkrycia neurobiologii, że takie zachowanie to nie wynik złego wychowania czy jakichkolwiek zaburzeń. To zupełnie normalna reakcja dziecka, związana z dojrzewaniem jego mózgu. Badania pokazały, że każdy obszar mózgu rozwija się inaczej i w innym tempie. Emocje i uczuciowość dojrzewają etapami. Dziecko jest wobec nich bezbronne i nie potrafi kontrolować swoich zachowań.

Pozwólmy rosnąć mózgowi dziecka w łagodności – mówi Catherine Gueguen w „Le Monde. Science et Medicine”.

Takie są wnioski z najnowszych badań nad rozwojem mózgu. Autorka pokazuje to na konkretnych, czasami kryzysowych przykładach, jakie znają wszyscy rodzice, i wyjaśnia, dlaczego powinni postępować z empatią. Współodczuwanie, bliskość i rozmowy pomogą w rozwoju mózgu dziecka, co zdecyduje o jego rozwoju emocjonalnym i intelektualnym. Dr Gueguen przestrzega, że przemoc może hamować rozwój mózgu. Jak mówi: „ta wiedza nie ułatwi roli rodziców, ale uczyni ich bardziej świadomymi i odpowiedzialnymi za postępowanie z dzieckiem, by dać mu szansę stać się szczęśliwym dorosłym.”

Zanim zacznę muszę wspomnieć, że jest to pozycja, która wywarła na moim, matczynym umyśle niezatarte wrażenie. Nie tylko język w jakim jest pisany poradnik, ale podejście do spraw małych ludzi, które nierzadko są bagatelizowane przez nas odrosłych jest bardzo dla mnie wymowne. Z uporem maniaka zaznaczałam w tekście podsumowania rozdziałów, mądre cytaty i wskazówki, które będę mogła wykorzystać w przyszłości. I jak tak teraz na siebie patrze, jako na człowieka-matkę widzę z nieukrywanym smutkiem ileż to błędów, nieodwracalnych dodam, popełniłam. Wstyd się przyznawać przed samą sobą, a także przed Wami czytelnikami moich recenzenckich gryzmoł.

Doktor Gueguen skupia się na uczuciach i emocjach jakie towarzyszą dzieciom podczas ich zwyczajnych (wg nas dorosłych) dniach, zabawach, obowiązkach czy choćby kontaktach interpersonalnych. Na prostych przykładach pokazuje zachowania te pozytywne jak i te negatywne, które mają zgubny wpływ na przyszły rozwój naszych pociech. Czytając ten poradnik wyraźnie dostrzega się zależności między tak zwanym „zimnym chowem” (cóż za paskudne określenie, ale niestety funkcjonuje), a wychowywaniem dzieci przez rodziców ciepłych i pełnych zrozumienia. Wyjaśnia w jaki sposób przemawiać do krnąbrnego urwisa, by ten nas słuchał. Daje masę wskazówek, które są dla rodzica niemalże światełkiem w tunelu. Dzięki tej lekturze możemy z powodzeniem dostrzec patologiczne zachowania jakie kształtują negatywne zachowania naszych pociech, a wystarczy tak niewiele by nasza latorośl stała się spokojnym i pełnym ufności dorastającym młodym człowiekiem.

Czytając tę pozycję otrzymujemy również bogaty zarys budowy mózgu. I choć dla laika te pojęcia mogą być bardzo niezrozumiałe. Tu, dzięki genialnej Pani doktor nawet ten, który nie miał nigdy styczności z terminologią medyczną opiewającą funkcjonowanie tego organu będzie w stanie wszystko zrozumieć. Książka jest naznaczona licznymi rycinami przedstawiającymi funkcjonowanie poszczególnych partii mózgu, a także tłumaczącymi jego rozwój oraz wpływ negatywnych emocji na jego dalszy rozwój. Bezustannie przypomina czytelnikowi, że maluchy nie potrafią sobie radzić z emocjami gdyż nie rozumieją ich. Krzyk oraz tupanie nogami nie jest oznaką niegrzeczności czy krnąbrności, a bezradności i zagubienia. Dlatego tak ważna jest tu rola rodzica, który „poskromi” w rozjuszonym dziecku demona, którymi są jego nieodgadnione emocje.

Autorka nie tylko skupia się na maluchach. Daje masę ciekawych spostrzeżeń dotyczących samych rodziców. A jak wiadomo – szczęśliwi i niezestresowani rodzice to uśmiechnięty i spokojny malutki człowiek. Kładzie duży nacisk na pojęcie dbania o siebie oraz zwracania uwagi na własne potrzeby. Dzięki ich zaspokojeniu będziemy w stanie skupić się na potrzebach latorośli, która z biegiem czasu będzie miała coraz to bogatszy wachlarz wymogów. Informuje również o tym, że dzieci nie można porównywać gdyż jest to nie dość, że krzywdzące to jeszcze szkodliwe. Ponieważ każde rozwija się w swoim tempie i nie ważne, że córka Kryśki znad przeciwka mając trzy latka płynnie czyta, a nasze ledwo interesuje się alfabetem. Wszystko przychodzi z czasem. Trzeba tylko uzbroić się w cierpliwość gdyż każdy ma swój temperament oraz ograniczone zasoby energii.

Pozycja ta jest jedną z najlepiej napisanych książek, która wnikliwe opisuje wpływ stresu na rozwój człowieka, a także na egzystowanie we współczesnym społeczeństwie. Nie wciska nam żadnych bzdurnych teorii o „bezstresowym wychowaniu”, czy magii klapsa. Ukazuje natomiast masę maleńkich rzeczy, które potrafią cieszyć nie tylko dzieci, a także dorosłych, którzy nawet by się tego nie spodziewali. Daje wskazówki jak radzić sobie z napięciem i jak go unikać właśnie poprzez odpowiednie zabiegi. Wnikliwie porusza też kwestię przemocy i jej destrukcyjnego wpływu na rozwój mózgu, a co się za tym niesie, psychiki i przyszłości człowieka. Wyraźnie oddziela zagadnienia przemocy fizycznej i psychicznej nie umniejszając żadnej. Co może wydawać się nam jako niewinne wrzaski na dzieci może oddziaływać bardzo niekorzystnie. A wszystko okraszone zostało przykładami, które nam mocno uświadamiają, że bardzo często postępujemy w podobny sposób.

Czy polecam? Oczywiście. Nie tylko rodzicom, ale tym, którzy planują mieć dzieci. To obowiązkowa lektura warta swojej ceny. Pewnie nie raz do niej zajrzę, poczytam i zastanowię się nad swoim zachowaniem.

Dziękuję za uwagę oraz wydawnictwu Amber za książkę.







Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Podsumowanie roku na Fp - Człowiek Matka

Od jakiegoś czasu prowadzę stronkę, która nazywa się - Człowiek Matka. Jest to lekko ironiczne miejsce, w którym opiniuję rzeczy, które zakupiłam na chińskiej stronie Aliexpres. Dowiedziałam się o niej od jednej z moich koleżanek, kiedy to zaczęłam moją przygodę z lakierami hybrydowymi. Podobno na niej miałam znaleźć to, czego mi było wtedy potrzeba. Mianowicie lakierki hybrydowe w bardzo okazyjnych cenach. Niestety, majfrendowe mazadła okazały się beznadziejne, za to inne rzeczy już nie. Zamówiłam kilka produktów, wrzuciłam recenzje na grupę zrzeszająca fanów zakupów z Chin. I tak urodziła się myśl, że może by tak fp z tym zrobić. No i jest. Tworzę na niego grafomańskie wpisy, nasycone wszelakiego rodzaju babolami i radosnym słowotwórstwem (ale to są bardzo przemyślane babole, które nomen omen bardzo często mi są wytykane, co śmieszy mnie do łez). Z dnia na dzień przybywa lubisów tego miejsca, co mnie niezmiernie zaskakuje. Dlaczego więc na blogu, na którym opiniuję książki, znalazł …

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Intruz - recenzja

Przyszedł czas na ostatnie DLC do Inkwizycji, po którym, niestety, musimy się pożegnać z kolejnymi dodatkami, ponieważ ten jest ostateczny i zamykający rozgrywkę. Powiem szczerze, że poczułam lekkie rozczarowanie. Po chwili jednak przyszło otrzeźwienie, przecież studio nie może w nieskończoność klepać DLCeków, bo jakaś Stag chce grać w grę. Intruz został stworzony dla PC. Ma on rozszerzyć fabułę, pozwalając graczowi rozegrać ostatnią niewielką kampanię, która umiejscowiona jest po pewnym czasie, od zakończenia głównego wątku. Gracz będzie też mógł poznać dalsze losy towarzyszy, którzy opuszczają go po pokonaniu Koryfeusza.
Warto też wspomnieć, bo generalnie „Przebudzenie”, które wyszło po Dragon Age: Origin, w które można było grać bez ukończenia podstawy, kreując jedynie postać, jest dodatkiem niezależnym. Tak tutaj wymagana jest baza. Nie obejdziemy tego. Zatem, jeśli ktoś jest leniuszkiem i mu się nie chciało kończyć, no to bardzo mi przykro. W tym przypadku nie pobiega sobie po tym…

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Zstąpienie - recenzja

Jest to ta z opinii, którą piszę drugi raz, bo poprzednią szlag trafił, podobnie jak screeny i zapisy gry. No niestety. Dysk czasem się pali, a wraz z nim znika to, co tak skrzętnie się gromadzi. Troszkę mnie zdziwił fakt, że jakimś tajemniczym zrządzeniem losu z chmury ulotnił się cały zapis stanu gry, włącznie z postacią, która przemierzałam dodatek. Cuda na kiju, ewentualnie Andrasta maczała w tym swoje paluchy. No, nie wnikam. Poszło w cholerę, po co drążyć. 
 Kody do dodatków, tak dodatków, bo jeszcze w pakiecie znalazł się ostatni, wiążący - „Intruz”. Otrzymałam od szefa grupy fanowskiej - „Dragon Age – Przystań Szarego Strażnika”, Łukasza. Zwanego przez przyjaciół - Ilidanem. Za co mu niezmiernie dziękuję, gdyż był to prezent „z zaskoczenia”, który wywołał na mojej twarzy niewyobrażalnie szeroki uśmiech. Wyglądałam przy tym jak genlok ucieszony z nowej, krwawej jatki. Rozpracowałam jak sobie to wpisać, załadować i pobrać. Trzeba brać pod uwagę to, że jestem babą – kurą domową,…