Przejdź do głównej zawartości

Wakacyjne wyzwania czytelnicze




Nigdy tego nie robiłam. Tak, wyzwania... jakiekolwiek dodam, są mi obce. Obserwuję z rosnącym zainteresowaniem jak blogerzy nominują się nawzajem, komentują, wyliczają, dodają etc. Dla mnie ten świat nadal jest obcy, obcy do takiego stopnia, że nie udzielam się w nim. Jestem niemym czytelnikiem. Tak po prostu. Czytam jedynie to, co mnie interesuje, lub opinie tych pozycji, po które mam zamiar sięgnąć w najbliższej przyszłości. Owszem, zdarza mi się naskrobać kilka zdań, ale tylko tym, którzy opiniują moją grafomanię, lub tym, których choć odrobinkę znam. A tak. Cisza. Jestem niewidzialnym czytaczem...

Tego roku postanowiłam się przełamać, dać się ponieść fali letniej euforii i skuszona ciekawymi wydarzeniami, na jakie zaproszono mnie za pośrednictwem twarzoksiążki, spróbować wejść w tłum. Tłum, który mnie chyba nie zje, nie przeklnie lub co gorsza nie zaleje falą hejtu... oby. Bo ja bardzie nie lubię internetowych "gównoburzy". Nie żebym nie miała argumentów. Zwyczajnie uważam, że to tylko Internet. Miejsce pełne napinaczy, którzy w rzeczywistości nie potrafią zrobić sobie samemu kanapki z serem. No ok, lecimy z tymi wyzwaniami.

Najpierw zaproszono mnie na wydarzenie pod tytułem: "Noc Książkoholików". Zabrzmiało fajnie. Radośnie się przyłączyłam. Zaskoczyła mnie ilość chętnych. Ludzie z całej polski ochoczo kliknęli przycisk: "Wezmę udział". W tym masa znajomych, nie koniecznie tych tylko fejsbuniowych. Atmosfera bardzo przyjazna, byłam w szoku. Zero przepychanek etc. Tablicę zdominowały pytania jaką to lekturę wziąć ze sobą do łózka, fotela, na balkon, gdziekolwiek. Królowała literatura młodzieżowa. Nie czułam się jednak jak odmieniec. Postanowiłam zabrać się za Dukaja "Starość Aksolotla", "Szczury Wrocławia", a na deser "Uzdrowiciel - cienie przeszłości" debiutującej autorki Pani Magdaleny Kułagi.

Noc ciepła, w czytniku bateria załadowana do maximum... można czytać. No i poczytałam. Oczywiście nie spędziłam z e-bookami całej nocy. Po pierwsze syn by mi nie dał, po drugie, bateryjka nie dała by rady, a po trzecie byłam styrana. Pomiędzy wstawaniem do małego, karmieniem, tuleniem i uspokajaniem, udało mi się gładko przechodzić od strony do strony. Oczywiście do czasu aż czytnik wyzionął ducha. Padł jednak po sporym maratonie, bo Dukajowi trzasnęło prawie 100 stron, "Szczurom Wrocławia" około 60ciu, a "Uzdrowicielowi... " bagatela aż 5. Nie zmienia to faktu, że uważam te wyzwanie bardzo owocne i jestem zadowolona z wyniku. Oczywiście informacje ile to, i czego zeszło zamieściłam na stronce, ciesząc się jak dziecko z cukierka. Udowodniłam sobie bowiem to, że w końcu mogę, mogę czytać kiedy młody śpi. Chyba jestem szczęśliwa.


Zachęcona tym osiągnięciem dałam się skusić na kolejne wydarzenia. Są to dwie akcje. 

Jedna zorganizowania przez znane już Wam "Polacy nie gęsi... ". Nosi ona nazwę: "Gąskowe wyzwanie czytelnicze". Znajdziecie je w tym linku:




Druga to: "Wyzwanie czytelnicze - Lato 2015". Zorganizowane przez trzy dziewczyny, które prowadzą te blogi:


- Book Reviews

- Blask Książek

- Książkowe "kocha, nie kocha"


To wydarzenie znajdziecie w tym linku:



Każde z nich ma bardzo podobny program. I w zasadzie za bardzo nie rożni się od tych wyzwań, z którymi miałam już styczność. Każde jednak ma nieco inne wymogi. Na przykład.



Aby wziąć udział w wyzwaniu od "Polacy nie gęsi... " trzeba spełnić właśnie taki warunek.
Od razu wiedziałam za co się zabiorę. Mam bowiem kilka promowanych przez nich pozycji. Oczywiście jak wiadomo, większość z nich wydawana jest ze współfinansowaniem. Czego się naprawdę obawiam. Tak, boję się gniotów i książek, które tylko zmarnują mój czas. Czas którego de facto mam. Jednak postanowiłam spróbować i wygrzebałam trzy książki. Jedną już czytam. To "Szczury Wrocławia". Za resztę wezmę się potem. Postanowiłam również napisać opinie. Mam cichą nadzieję, że mi się uda.

A oto trzy wybrane tytuły:





Jeśli chodzi o drugie wyzwanie. Myślę, że będę z nim miała lekki kłopocik. Dlaczego? sami zobaczcie:


 Dużo tu książek o lekkim miłosno - romansowo - wakacyjnym stylu. Wcale się też nie dziwię. W końcu mamy wakacje, słońce i rozleniwienie. I miast czytać lektury ciężkie, nadwyrężające nasze szare komórki, wolimy coś lekkiego nierzadko frywolnego. Sama czasem lubię takie rzeczy. Ale, i jest tu wielkie ALE. Wyłamię się, ponieważ nie trzeba się trzymać sztywno reguł zgrabnie nakreślonych przez organizatorki w króciutkim regulaminie. Wszak to zabawa, a nie smutna powinność. Poczytam więc coś z fantastyki, fantasy. Może skubnę coś z obyczajówki, a na deser zarzucę sobie czymś popularnonaukowym lub dramatem. Nie mam jeszcze stosiku, ale myślę, że za kilka dni się zdecyduje i wrzucę.


Tak więc...


Do zaczytania.

Źródła grafik zaczerpnięte ze stron wydarzeń.



Komentarze

  1. Ja do wszelkich wyzwań podchodzę dość sceptycznie. Nie zawsze mam czas i ochotę by czytać to, co w danym wyzwaniu trzeba. Ale staram się brać udział w wyzwaniu Grunt to okładka na blogu sylwuch.blogspot.com i już z przyzwyczajenia w Polacy nie gęsi... na soy-como-el-viento.blogspot.com Ale czasem warto się tak pobawić, można poszerzyć własne horyzonty czytelnicze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Uderzam w fantastykę, w której też jest lekkość czy romans, a tylko dlatego, że to przewaga w mojej biblioteczce. Myślę, że może wyjść z tego coś fajnego:)
      Pozdrawiam.

      Usuń

Prześlij komentarz

Wypowiedzi w formie obraźliwej lub wulgarnej, zostaną usunięte. Miłego czytania.

Popularne posty z tego bloga

Podsumowanie roku na Fp - Człowiek Matka

Od jakiegoś czasu prowadzę stronkę, która nazywa się - Człowiek Matka. Jest to lekko ironiczne miejsce, w którym opiniuję rzeczy, które zakupiłam na chińskiej stronie Aliexpres. Dowiedziałam się o niej od jednej z moich koleżanek, kiedy to zaczęłam moją przygodę z lakierami hybrydowymi. Podobno na niej miałam znaleźć to, czego mi było wtedy potrzeba. Mianowicie lakierki hybrydowe w bardzo okazyjnych cenach. Niestety, majfrendowe mazadła okazały się beznadziejne, za to inne rzeczy już nie. Zamówiłam kilka produktów, wrzuciłam recenzje na grupę zrzeszająca fanów zakupów z Chin. I tak urodziła się myśl, że może by tak fp z tym zrobić. No i jest. Tworzę na niego grafomańskie wpisy, nasycone wszelakiego rodzaju babolami i radosnym słowotwórstwem (ale to są bardzo przemyślane babole, które nomen omen bardzo często mi są wytykane, co śmieszy mnie do łez). Z dnia na dzień przybywa lubisów tego miejsca, co mnie niezmiernie zaskakuje. Dlaczego więc na blogu, na którym opiniuję książki, znalazł …

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Intruz - recenzja

Przyszedł czas na ostatnie DLC do Inkwizycji, po którym, niestety, musimy się pożegnać z kolejnymi dodatkami, ponieważ ten jest ostateczny i zamykający rozgrywkę. Powiem szczerze, że poczułam lekkie rozczarowanie. Po chwili jednak przyszło otrzeźwienie, przecież studio nie może w nieskończoność klepać DLCeków, bo jakaś Stag chce grać w grę. Intruz został stworzony dla PC. Ma on rozszerzyć fabułę, pozwalając graczowi rozegrać ostatnią niewielką kampanię, która umiejscowiona jest po pewnym czasie, od zakończenia głównego wątku. Gracz będzie też mógł poznać dalsze losy towarzyszy, którzy opuszczają go po pokonaniu Koryfeusza.
Warto też wspomnieć, bo generalnie „Przebudzenie”, które wyszło po Dragon Age: Origin, w które można było grać bez ukończenia podstawy, kreując jedynie postać, jest dodatkiem niezależnym. Tak tutaj wymagana jest baza. Nie obejdziemy tego. Zatem, jeśli ktoś jest leniuszkiem i mu się nie chciało kończyć, no to bardzo mi przykro. W tym przypadku nie pobiega sobie po tym…

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Zstąpienie - recenzja

Jest to ta z opinii, którą piszę drugi raz, bo poprzednią szlag trafił, podobnie jak screeny i zapisy gry. No niestety. Dysk czasem się pali, a wraz z nim znika to, co tak skrzętnie się gromadzi. Troszkę mnie zdziwił fakt, że jakimś tajemniczym zrządzeniem losu z chmury ulotnił się cały zapis stanu gry, włącznie z postacią, która przemierzałam dodatek. Cuda na kiju, ewentualnie Andrasta maczała w tym swoje paluchy. No, nie wnikam. Poszło w cholerę, po co drążyć. 
 Kody do dodatków, tak dodatków, bo jeszcze w pakiecie znalazł się ostatni, wiążący - „Intruz”. Otrzymałam od szefa grupy fanowskiej - „Dragon Age – Przystań Szarego Strażnika”, Łukasza. Zwanego przez przyjaciół - Ilidanem. Za co mu niezmiernie dziękuję, gdyż był to prezent „z zaskoczenia”, który wywołał na mojej twarzy niewyobrażalnie szeroki uśmiech. Wyglądałam przy tym jak genlok ucieszony z nowej, krwawej jatki. Rozpracowałam jak sobie to wpisać, załadować i pobrać. Trzeba brać pod uwagę to, że jestem babą – kurą domową,…