Przejdź do głównej zawartości

Wpis z cyklu: Flaki na wierzchu, czyli Stag się uzewnętrznia. Dziś o... nałogach



Źródło: http://www.slodycze-reklamowe.pl/produkty-50.html

Zanim na nowo rozkręcę blog napiszę Wam o tym jak to od wieków walczę ze swoim nałogiem. Nałogiem, który de facto zabójczy nie jest, ale może zaszkodzić osobom w moim otoczeniu kiedy to ingrediencji nie ma w pobliżu. Ci, którzy mnie znają wiedzą, że nie palę, nie piję, nie imprezuję i nie pluję na ludzi. No dobra teraz te go nie robię. Za czasów studiów mogłabym powiedzieć co innego, było minęło. No dobra, za smarkacza plułam sąsiadce na głowę, bo francy nie lubiłam. Mieszkała na parterze a ja na pierwszym piętrze. Siedziałam zatem na balkonie i polowałam. Do dziś kobieta o tym nie wie, gdyż miała tak utapirowaną czuprynę, że nawet nie poczuła. Do rzeczy. Jakiś czas temu postanowiłam zerwać z uciążliwym ustrojstwem. Przygotowywałam się do tego długo. Myślałam, próbowałam raz jeden dzień, potem drugi, po trzecim pękałam niczym bańka mydlana w zderzeniu z twardym podłożem. Tak, zderzenie zazwyczaj kończyło się bólem... ale mojego ego. Nie, żebym je miała jakoś wybujałe czy coś. Nic z tych rzeczy. Po prostu cierpiałam, miałam klasyczny syndrom odstawienia. Nigdy nie przypuszczałam, że siądę i powiem: Jestem uzależniona. Da mnie zawsze to kojarzyło się z narkomanią, alkoholizmem czy nikotynizmem. Wiem, ludzie mają rożne zboczenia. Oglądałam program o babce myjącej się Domestosem, mężczyźnie jedzącym wyłącznie surowe mięso i dziewczynie, która odczuwała lęk przed przypieczonymi frytkami. 


Źródło: Kwejk


Myślę, że już kilka osób domyśliło się o czym mam zamiar napisać. Zapewne są to ci, którzy przebywają ze mną non stop. Ewentualnie Ci, którymi radośnie gaworzę wieczorami na twarzoksiążce. Tak, jest to cukier. Nawet tapeta ma moim blogu wypełniona jest nim po brzegi. Czekolada, ciasteczka, batoniki, wymieniajcie sobie co chcecie. Jeśli jest słodkie, a to macie, chętnie zostanę Waszą przyjaciółką i zjem wszystko, co chowacie po szafkach, kieszeniach ewentualnie torbach. Stawianie oporu jest zbyteczne, szybko się nie poddaję. Mam wbudowany radar. Wiem, że coś przede mną ukrywacie. Przyznanie się do tego, było dla mnie krokiem milowym. Chyba już mam za sobą ten okres, kiedy to cały czas zaprzeczałam i oznajmiałam radośnie, że ja tylko lubię słodycze. Na lubieniu się oczywiście nie skończyło. Miłość do nich mnie pochłonęła bez reszty. Teraz przyszedł czas na rozrachunek. Postanowiłam jeść mniej słodkości. Nawet kawy nie słodzę, a dosładzam i to słodzikiem. Nie wiem czy to jest zdrowe, ale pal to licho. Kawa smakuje tak samo dobrze jak z łyżeczką białej śmierci. Oczywiście dziś już zdążyłam pocieszyć się chałwą. Bo przecież na smuteczek nie ma niczego lepszego ponad kawusię i coś do niej. Jednak chwila, kiedy to całkowicie pozbędę się cukru ze swojego życia nadejdzie i to szybko. Patrzę w lustro i widzę to, czego pewnie inni nie widzą. Przecież kobiety tak mają, że dostrzegają tłuszczyk tam gdzie go w rzeczywistości nie ma. Do tego mam dosyć sztucznie podtrzymywanego dobrego humoru. W aktach desperacji szukania po szafkach pozostałości po lukrecjach, czekoladkach i czy innych. Mam dosyć wpadania w czarną rozpacz tylko dlatego, że mąż zapomniał kupić mi batona, a przecież prosiłam: Kup! Do tego te nieszczęsne, nie zgubione kilogramy po ciąży. Ciuchy, w których wyglądam jak pączek, i poczucie winy towarzyszące każdemu kęsowi czekolady. Więc nie pozostaje mi nic innego jak zacząć działać. Jak napiszę, że od jutra to pewnie będzie śmiech na sali, bo każda dieta zaczyna się od jutra. Jutro jest takie magiczne, bo zawsze odległe, zawsze jest... jutro, jest czas. Jednak nie mogę napisać od dziś, bo dziś już zapchałam się słodkim. Więc od jutra.


Jeśli doczytaliście do końca, jesteście wielcy. Gdyż tak sobie myślę, że nie jest to raczej temat na czasie. Ja to nie Chodakowska, którą wielbią tłumy, a która jest taka fit. Jednak postanowiłam to napisać, naprawdę nie wiem czemu. Może dlatego, że ostatnio bardzo dużo na ten temat rozmawiałam. Moja przyjaciółka piecze cudowne muffiny i tarty. Jedna od dugiej się uczy, jedna z drugą też dużo na ten temat gada. Może dlatego, że dojrzałam do tego by się przełamać i zrobić coś dla siebie. A może dlatego, że lubię Wam zawracać dupę błahostkami :) A tak po prawdzie to sądzę, że nie tylko ja mam z tym problem. Mylę się?


Ogłoszenia parafialne.


Blog nie zmienia charakteru. Niebawem po bardzo długim czasie pojawi się opinia. Opinia dosyć szczegółowa, tak sobie to zakładam, debiutanckiej powieści pwenego młodego człowieka o tajemniczym tytule "Paranoia".


Źródło: Piotr Adach, autor



Do zaczytania!

Komentarze

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie do tak modnej obecnie fit kobitki daleko :P Jak tak patrzę na te zdjęcia, czytam to wpisy, statusy, co kto zdrowego pił, jadł i zrobił, to sobie myślę, że jestem wymierającym gatunkiem człowieka :P Słodycze, przede wszystkim czekoladę, muszę zjeść raz na jakiś czas. Nie jestem odkurzaczem i nie mam tak, że jak się dorwę to wszystko zjem, ale potrzebuję takie pocieszacza/rozweselacza etc. Za to muszę zawsze, codziennie, przynajmniej raz dziennie, napić się mocnej, osłodzonej czarnej herbaty. Jak się takiej rano nie napiję, to się źle czuję i jestem nie do życia. Ale reszty napoi nie słodzę. A biały cukier zamieniłam na brązowy nierafinowany fair trade :P Powiem Ci jeszcze, że jakiś czas temu wytrzymałam 890 dni bez cukru, słodyczy etc. Wszyscy powtarzali, że jak dam radę, to zniknie moje łaknienie na słodkości... No i d..a blada, nic takiego się nie stało, bo ostatnio wrąbałam pół nutteli :P Ale trzymam za Ciebie kciuki! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy wokół gadają: Cukier to zUo. A ja im gadam, że farmazony pociskajo. Ale tak serio. Dziennie muszę coś, bom nerwowa i nie do życia. Po wypłacie pewnie pobiegnę ochoczo wydać drobiale na chrom. Kiedyś pomagał. Teraz? Hmmm...

      Usuń
  3. Słodkości oj tam one zawsze naturalnie poprawiają humor :D Zapowiadam, że w sierpniu i wrześniu mam być w Niemczech czyli... czyli znowu kupię lukrecję ^^ i wyślę ew dostarczę sama w październiku :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś tu ewidentnie czyha na moje życie, i wiem kto;p

      Usuń
  4. Ada lubi cukier, co widać :D Ja to raczej potrafię się powstrzymać, ale najgorzej gdy robię sobie drzemkę popołudniu, budzę się i pierwsza myśl: dajcie cukier! Ale kawę ze słodzikiem wolę bardziej, niż tą z cukrem :d Cukier to narkotyk, tylko czemu jest taki dobry?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo biały? ;p A tak serio to od dziś zaczynam. Już dostaję kręćka, a nie wybiła jeszcze dwunasta w południe. :/

      Usuń
  5. Ja bez cukru nie potrafię żyć. Mogę nic treściwego nie zjeść przez cały dzień, ale całą czekoladę zjem w ciągu pięciu minut na kolację. Kocham słodycze i chociaż wiem, że to niezdrowe, jem je cały czas.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Wypowiedzi w formie obraźliwej lub wulgarnej, zostaną usunięte. Miłego czytania.

Popularne posty z tego bloga

Podsumowanie roku na Fp - Człowiek Matka

Od jakiegoś czasu prowadzę stronkę, która nazywa się - Człowiek Matka. Jest to lekko ironiczne miejsce, w którym opiniuję rzeczy, które zakupiłam na chińskiej stronie Aliexpres. Dowiedziałam się o niej od jednej z moich koleżanek, kiedy to zaczęłam moją przygodę z lakierami hybrydowymi. Podobno na niej miałam znaleźć to, czego mi było wtedy potrzeba. Mianowicie lakierki hybrydowe w bardzo okazyjnych cenach. Niestety, majfrendowe mazadła okazały się beznadziejne, za to inne rzeczy już nie. Zamówiłam kilka produktów, wrzuciłam recenzje na grupę zrzeszająca fanów zakupów z Chin. I tak urodziła się myśl, że może by tak fp z tym zrobić. No i jest. Tworzę na niego grafomańskie wpisy, nasycone wszelakiego rodzaju babolami i radosnym słowotwórstwem (ale to są bardzo przemyślane babole, które nomen omen bardzo często mi są wytykane, co śmieszy mnie do łez). Z dnia na dzień przybywa lubisów tego miejsca, co mnie niezmiernie zaskakuje. Dlaczego więc na blogu, na którym opiniuję książki, znalazł …

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Intruz - recenzja

Przyszedł czas na ostatnie DLC do Inkwizycji, po którym, niestety, musimy się pożegnać z kolejnymi dodatkami, ponieważ ten jest ostateczny i zamykający rozgrywkę. Powiem szczerze, że poczułam lekkie rozczarowanie. Po chwili jednak przyszło otrzeźwienie, przecież studio nie może w nieskończoność klepać DLCeków, bo jakaś Stag chce grać w grę. Intruz został stworzony dla PC. Ma on rozszerzyć fabułę, pozwalając graczowi rozegrać ostatnią niewielką kampanię, która umiejscowiona jest po pewnym czasie, od zakończenia głównego wątku. Gracz będzie też mógł poznać dalsze losy towarzyszy, którzy opuszczają go po pokonaniu Koryfeusza.
Warto też wspomnieć, bo generalnie „Przebudzenie”, które wyszło po Dragon Age: Origin, w które można było grać bez ukończenia podstawy, kreując jedynie postać, jest dodatkiem niezależnym. Tak tutaj wymagana jest baza. Nie obejdziemy tego. Zatem, jeśli ktoś jest leniuszkiem i mu się nie chciało kończyć, no to bardzo mi przykro. W tym przypadku nie pobiega sobie po tym…

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Zstąpienie - recenzja

Jest to ta z opinii, którą piszę drugi raz, bo poprzednią szlag trafił, podobnie jak screeny i zapisy gry. No niestety. Dysk czasem się pali, a wraz z nim znika to, co tak skrzętnie się gromadzi. Troszkę mnie zdziwił fakt, że jakimś tajemniczym zrządzeniem losu z chmury ulotnił się cały zapis stanu gry, włącznie z postacią, która przemierzałam dodatek. Cuda na kiju, ewentualnie Andrasta maczała w tym swoje paluchy. No, nie wnikam. Poszło w cholerę, po co drążyć. 
 Kody do dodatków, tak dodatków, bo jeszcze w pakiecie znalazł się ostatni, wiążący - „Intruz”. Otrzymałam od szefa grupy fanowskiej - „Dragon Age – Przystań Szarego Strażnika”, Łukasza. Zwanego przez przyjaciół - Ilidanem. Za co mu niezmiernie dziękuję, gdyż był to prezent „z zaskoczenia”, który wywołał na mojej twarzy niewyobrażalnie szeroki uśmiech. Wyglądałam przy tym jak genlok ucieszony z nowej, krwawej jatki. Rozpracowałam jak sobie to wpisać, załadować i pobrać. Trzeba brać pod uwagę to, że jestem babą – kurą domową,…