Przejdź do głównej zawartości

Z cyklu: Radosna twórczość Stag: "Równiny zapomnianych dusz" - odsłona druga

Grafika:Tumblur


Naskrobałam kolejny fragment mojego najnowszego grafomaństwa. Nie poddawałam go jeszcze drobiazgowej redakcji i korekcie, więc zapewne znajdziecie tam nieco baboli. Czasu mam bardzo mało. Zwyczajne, codzienne czynności, jak choćby umycie włosów zakrawają na nie lada wyczyn. Nie mniej staram się wyrwać choć pięć minut dla siebie. I coraz częściej marzę o tym by doba miała więcej niż dwadzieścia cztery godziny. Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć przyjemnej lektury... oby:)

(...) cd...
"
To miał być dzień jak co dzień. Zwyczajny, wypełniony pracą czy problemami zwyczajnych, niczym nie wyróżniających się ludzi. Powietrze ciężko falowało od gorąca. Wszyscy przeklinali skwar. Koniec lata dokuczał mieszkańcom. Jedynie dzieci zachwycone pogodą, mówiły jej zdecydowane, tak. Uliczki od rana rozbrzmiewały radosnym śmiechem bawiących się dziatw. I choć starsze latorośle zmuszano do pomocy rodzicom to młodsze skutecznie umykały przed obowiązkami. Popołudnia należały do nich. Nikt tak naprawdę nie wiedział jakie pomysły rodziły się w małych główkach. Psotom nie było końca. Szczególnie dawały się we znaki dzieci kowala. Rodzeństwo, które zawsze popadało w różne tarapaty. Ojciec choć srogi i potężny w barach, zwykle ignorował jazgot i zgrzytanie zębami swojej żony. Kobiety niskiej i okrągłej niczym jabłko, która nieustannie przeganiała dzieci z podwórka.
- Idźcie gdzieś indziej! - krzyczała wymachując szmatą.
Latorośle szybko znikały jej z oczu, nie w obawie, że dosięgnie je „gromowładna ścierka”, lecz dlatego, że obmierzłym im było zachowanie rodzicielki. Ariana, jako że najstarsza, wiodła młodszego brata na manowce. Dosłownie. Ten jak posłuszne ciele, dreptał za nią na małych prostowanych na beczce nóżkach, kołysząc się niczym mały kaczor. Nic jednak nie robił sobie ułomności. Podobnie jak większość dzieci, Adrian sporo czasu poświęcał na figle. Siostra zawsze świeciła przykładem, oczywiście nie dobrego zachowania, a pomysłowości. Żadne z dzieci zamieszkujących Rocharion, nie przysparzało tylu zmartwień.
- No chodź! - krzyczała zawsze do niego, kiedy ten zostawał nieco w tyle.
Dziś było podobnie. Z nudów, pół ranka, tych dwoje śledziło kundla Olega. Pies był czymś widocznie podniecony. Biegał w kółko katedry z wywieszonym jęzorem, prychając i śliniąc się jednocześnie. Kiedy już wykonał chyba z setną rundę wokół budynku, co sił w trzech zdrowych łapach pognał na pola. Dzieci pobiegły za nim, wietrząc sensację. Roderik bowiem zawsze im powtarzał, że nie ma mądrzejszego psa nad Olega.
- Pospiesz się, bo go zgubimy! - wydyszała dziewczynka, odgarniając jasny kosmyk z czoła.
- No przecież biegnę, nie widać? - burknął w jej stronę brat, spocony i zmęczony.
Trwało to może chwilkę zanim rodzeństwo dotarło na miejsce. Rolnicy zdążyli już zebrać tegoroczny plon, jaki rósł na tej części pola. Pozostało jedynie rżysko, z ostro sterczącymi resztkami. Szeleściło przy każdym kroku, to też, by nie zdradzić swej obecności, dzieci kuląc się zrobiły małą rundkę wokół miejsca, do którego udał się pies. Przycupnęły w krzakach rosnących nieopodal. Zwierzak począł obiegać wieżę.
- Co on robi? - szepnął Adrian.
- A bo ja wiem? - odpowiedziała siostra, lekko wyciągając szyję zza chaszczy.
- Widzisz coś? - znów się odezwał.
- Cicho bądź, bo nas usłyszy - skarciła go. - Pewnie coś tam kiedyś ukrył i teraz próbuje to odszukać – dodała.
- Ale co?
- A bo ja wiem, może jakieś stare gnaty.
Siedzieli więc cicho, co rusz zerkając w stronę miejsca, w którym czworonóg z pasją coś węszył. Wyrzucił z pyska różowy jęzor i z nosem przy ziemi zataczał coraz to mniejsze kółka. Po chwili zatrzymał się i zaczął kopać wzniecając tuman kurzu. Kawałki suchych roślin, kamyczki i piach odbijały się od budowli i spadały na ziemię tworząc, rosnący z minuty na minutę, stożek. Nie wiedział, że nieopodal wpatrzone są w niego dwie pary dziecięcych oczu. Po chwili wciągnął do wilgotnego nosa zapach powierza. Stał tak dobre kilka minut, po czym wrócił do rozgrzebywania gleby. Czas ciągnął się nieubłaganie. Aż w końcu kundel wydobył to, co go tak najwidoczniej frapowało. Z daleka dostrzegli pobrudzony ziemi mieszek lub worek, nie duży. Średni. Musiał być bardzo stary, a przynajmniej na taki wyglądał. Żadne z nich nie przypominało sobie, że któreś z dzieci coś ukryło w cieniu wieży. Zatem musiała być to własność kogoś, kogo nie znały. Ciekawość rosła z minuty na minutę. Zwierzak jednak nie miał zamiaru pozostawić znaleziska. Złapał sakiewkę w zęby i potruchtał przed siebie. Schowane w krzakach dzieci zajęczały z dezaprobaty:
- I co idziemy za nim? - Zaproponowała, bardzo już znużona Ariana.
- Mamy coś ciekawszego do roboty?
- Raczej nie - pokiwała głową dziesięciolatka.
- No to zobaczmy gdzie ten kundel to zaniesie. Ciekawe co jest w środku. Może skarb? Wiesz, złote monety czy kamienie szlachetne. Albo inne fajne rzeczy – Rozmarzył się chłopczyk.
- No o chodźmy za nim, póki jeszcze go widzimy. Jak się gdzieś zaszyje to nici ze skarbu.
Oboje podnieśli się z kucek i szybkim krokiem podążyli w ślad za Olegiem. Pies był bardzo przewidywalny. Zaniósł zdobycz do przybudówki, w której mieszkał wraz ze swoim panem. Drzwi zamknięto, więc grzecznie przysiadł na zadzie i czekał w cieniu smukłych topoli.
Dwoje ciekawskich przycupnęło tuż przy murku okalającym katedrę. Bystrymi oczami lustrowali podwórze wyczekując rozwoju sytuacji. Trwali tam dobrą chwilę zanim stary pijaczyna wytoczył się na plac. Włosy sterczały mu na głowie, a raczej to, co z nich mu pozostało. Czerwony nos wskazywał na to, że zdążył już sobie dosyć porządnie pociągnąć flaszki. Popatrzał na czworonoga poczciwymi oczami. Pies radośnie zaszczekał i podbiegł do niego. Sakiewka została w miejscu, w którym kundel ją pozostawił. Całkowicie przestał o niej myśleć oddając się pieszczocie dłoni ukochanego pana. Kiedy ten skończył go głaskać wrócił po znalezisko i położył je u stóp Roderika. Mężczyzna zerknął na psa, potem na prezent. Dzieci przyglądające się scence zza murka, zżerała ciekawość. Zawartość sakiewki była tak tajemnicza, że zaczynała powoli w ich umysłach przybierać kształt mitycznego skarbu.
- Coś mi przyniósł stary druhu? - zaskrzeczał przepitym głosem.
Oleg szczeknął dwa razy i zamiótł cienkim ogonem liście leżące na chodniku. Mężczyzna schylił się i podniósł to, co przyniósł mu jego wierny druch.
- A to ci niespodzianka. Worek złota... he? A może to coś innego?
Powoli rozsupłał węzełek i niespiesznie, trzęsącymi się palcami otwarł woreczek. Musiał być pełny piachu, bo obrócił go i wysypał zawartość na ziemię. Rodzeństwo wstrzymało oddech, po czym odważniej wyjrzało z ukrycia. Nic nie błyszczało, ani tym bardziej nie zabrzęczało jak monety, ale jednak zawartością nie okazał się jedynie piasek. Po ziemi potoczyło się kilka kamyczków białych jak pióra gęsi. Roderik przykucnął i pozbierał je, potem chwile ważył w dłoni dziwne przedmioty. Po chwili brał każdy z nich i przyglądał mu się bardzo uważnie.
- Gdzieś to piesku znalazł? - spytał po tym, jak już każdy zdążył zlustrować.
Oczywiście odpowiedzi nie otrzymał, ale czworonóg ponownie wyrzucił jęzor i począł ziajać.
- Ciekawe, bardzo ciekawe. Wiele lat upłynęło od czasu, kiedy to widziałem coś podobnego - nadal kontynuował swój monolog.
Wrzucił kamyczki do sakiewki i wsunął do kieszeni spodni.
- Wiesz piesku, pewnie to nic takiego, ale zerknę do księgi, coś mi podpowiada, że to jest to o czym myślę. Jednak teraz zjedzmy coś. Gorzałka z rana pobudza mój apetyt. Co byś powiedział na rogaliki z masłem? - Oleg zerwał się na nogi i począł skakać wokół niego.
- Tak też myślałem. Chodź, na śniadanie."

CDN...




Komentarze

  1. No i proszę bardzo, muszę na Ciebie nakrzyczeć: Jak to można tak czytelnika wprowadzić w manowce, czytam, czytam i nagle bum, muszę czekać na kolejną część. I to w takim momencie. Czuję intrygę i wspaniałą historię.
    Jedyne co mi nie pasuje, ale to chyba raczej tylko moja fanaberia to: Oleg, to trochę dziwna nazwa, która gdy jest odmieniana wygląda nader dziwnie. Ale już słyszałam inne imiona zwierząt, więc i ta mnie nie dziwi.
    Podoba mi się zarys tego nieznanego miejsca, człowieka pijaczek, który osobiście czuję, ma jeszcze coś w zanadrzu.
    Dzieciaki są świetne, oczywiście piękne imiona, Adrian i Ariana xD
    Jak zwykle świetnie wprowadzasz czytelnika w historię, nawet tak dość epizodyczną, wprawiasz moją twarz w uśmiech - kąsek ze szmatą superancki.
    Więc cóż mi pozostało innego: czekam na kolejną część :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję bardzo, dla takich opinii warto zarywać noce;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Wypowiedzi w formie obraźliwej lub wulgarnej, zostaną usunięte. Miłego czytania.

Popularne posty z tego bloga

Podsumowanie roku na Fp - Człowiek Matka

Od jakiegoś czasu prowadzę stronkę, która nazywa się - Człowiek Matka. Jest to lekko ironiczne miejsce, w którym opiniuję rzeczy, które zakupiłam na chińskiej stronie Aliexpres. Dowiedziałam się o niej od jednej z moich koleżanek, kiedy to zaczęłam moją przygodę z lakierami hybrydowymi. Podobno na niej miałam znaleźć to, czego mi było wtedy potrzeba. Mianowicie lakierki hybrydowe w bardzo okazyjnych cenach. Niestety, majfrendowe mazadła okazały się beznadziejne, za to inne rzeczy już nie. Zamówiłam kilka produktów, wrzuciłam recenzje na grupę zrzeszająca fanów zakupów z Chin. I tak urodziła się myśl, że może by tak fp z tym zrobić. No i jest. Tworzę na niego grafomańskie wpisy, nasycone wszelakiego rodzaju babolami i radosnym słowotwórstwem (ale to są bardzo przemyślane babole, które nomen omen bardzo często mi są wytykane, co śmieszy mnie do łez). Z dnia na dzień przybywa lubisów tego miejsca, co mnie niezmiernie zaskakuje. Dlaczego więc na blogu, na którym opiniuję książki, znalazł …

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Intruz - recenzja

Przyszedł czas na ostatnie DLC do Inkwizycji, po którym, niestety, musimy się pożegnać z kolejnymi dodatkami, ponieważ ten jest ostateczny i zamykający rozgrywkę. Powiem szczerze, że poczułam lekkie rozczarowanie. Po chwili jednak przyszło otrzeźwienie, przecież studio nie może w nieskończoność klepać DLCeków, bo jakaś Stag chce grać w grę. Intruz został stworzony dla PC. Ma on rozszerzyć fabułę, pozwalając graczowi rozegrać ostatnią niewielką kampanię, która umiejscowiona jest po pewnym czasie, od zakończenia głównego wątku. Gracz będzie też mógł poznać dalsze losy towarzyszy, którzy opuszczają go po pokonaniu Koryfeusza.
Warto też wspomnieć, bo generalnie „Przebudzenie”, które wyszło po Dragon Age: Origin, w które można było grać bez ukończenia podstawy, kreując jedynie postać, jest dodatkiem niezależnym. Tak tutaj wymagana jest baza. Nie obejdziemy tego. Zatem, jeśli ktoś jest leniuszkiem i mu się nie chciało kończyć, no to bardzo mi przykro. W tym przypadku nie pobiega sobie po tym…

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Zstąpienie - recenzja

Jest to ta z opinii, którą piszę drugi raz, bo poprzednią szlag trafił, podobnie jak screeny i zapisy gry. No niestety. Dysk czasem się pali, a wraz z nim znika to, co tak skrzętnie się gromadzi. Troszkę mnie zdziwił fakt, że jakimś tajemniczym zrządzeniem losu z chmury ulotnił się cały zapis stanu gry, włącznie z postacią, która przemierzałam dodatek. Cuda na kiju, ewentualnie Andrasta maczała w tym swoje paluchy. No, nie wnikam. Poszło w cholerę, po co drążyć. 
 Kody do dodatków, tak dodatków, bo jeszcze w pakiecie znalazł się ostatni, wiążący - „Intruz”. Otrzymałam od szefa grupy fanowskiej - „Dragon Age – Przystań Szarego Strażnika”, Łukasza. Zwanego przez przyjaciół - Ilidanem. Za co mu niezmiernie dziękuję, gdyż był to prezent „z zaskoczenia”, który wywołał na mojej twarzy niewyobrażalnie szeroki uśmiech. Wyglądałam przy tym jak genlok ucieszony z nowej, krwawej jatki. Rozpracowałam jak sobie to wpisać, załadować i pobrać. Trzeba brać pod uwagę to, że jestem babą – kurą domową,…