Przejdź do głównej zawartości

"Mroki" - tom I... nowa umowa, nowe perspektywy, nowe nadzieje



Nadszedł ten dzień. W sumie oczekiwałam go już od jakiegoś czasu, lecz za każdym razem powtarzałam sobie: "Kiedyś to nastąpi, uzbrój się w cierpliwość." Moje doświadczenie z wydawnictwami, jak wiecie, nie jest zbyt dobre. Gardzę selfem, przeklinam i psioczę, o toczeniu piany z ust nie wspomnę. Mocno się też zastanawiam, co takiego jest w wydawnictwach ze współfinansowaniem, że przyciągają takie tłumy autorów. Czyżby rozgoryczenie piszących spowodowane odrzuceniem przez tzw. nie-selfowców? No, ale nie dziś nie o tym. Dziś o mojej radości. Dzielę się nią z Wami. Po dosyć długim czasie oczekiwania, wydawnictwo RW2010 przysłało mi umowę wydawniczą. Radość tym większa, że nie jest to współfinansowanie. A i takie mają w swojej ofercie. Jest to prawdziwa umowa, jaką otrzymują autorzy nie działający przy współfinansowaniu. Jedynym moim wkładem jest tekst oraz okładka, jaką zaprojektowała katowicka artystka Katarzyna Kara. Teraz tylko czekam na redakcję tekstu, i książeczka powinna ukazać się w odświeżonej wersji już w te wakacje. Nie macie pojęcia jak się cieszę. Może tym razem sprostam wymaganiom szerszego grona odbiorców. Bo jak wiecie, moja grafomania była odbierana w bardzo różny sposób. Wiele się nauczyłam od czasu wydania tego nieszczęsnego I tomu. Teraz wiem gdzie popełniłam błędy i gdzie ich raczej już nie zrobię. Wzbogaciłam język, nieco podrasowałam styl, stałam się odważniejsza, ale o tym przekonacie się czytając kolejne części trylogii. Jednak nie mnie oceniać wyżej wymienione 'postępy'. Ocenią czytelnicy, a ja nadal będę uczyła się na własnych błędach i szlifowała niedociągnięcia. No cóż, byle do przodu.


Grafika: Katarzyna Kara

Komentarze

  1. gratuluję z całego serca, najważniejsze, by uczyć się na błędach i słuchać tych, co dobrze radzą :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, konstruktywna krytyka zawsze mile widziana:) I oczywiście dziekuję;)

      Usuń
  2. Trzymam kciuki! Oby jak najwięcej takich odważnych i pełnych wiary w siebie autorów, którzy zapełnią półki księgarń wartościowymi pozycjami.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratulacje i trzymam kciuki. I jako psychofanka (a niech będzie, że noszę ten tytuł) i nie tylko wiem doskonale, że zasłużyłaś :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniałe wieści! Gratuluję!!! :) Teraz pozostaje czekać na II tom, a później czytać, czytać, czytać... :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No to ja tak Wszystkim odpwoiem za jednym zamachem:3
    - Ania Urbańska: Bardzo dziekuję. Raczej odważna nie jestem, a i moje pisanie do amitnego czy wartościowego nie należy. Jest czymś, czym można zabić czas. Króciutkie i niewymagające.
    - Małgorzata Gwara: Uwielbiam Twoje fanarty:) Dobrze jest mieć psychofana, a co;p
    - Edyta: Nie znam terminu wydania II tomu, może jeszcze w tym roku. Któż to wie :3
    - Kasia Roszczenko: Bardzo dziekuję :)
    - Thori: Duża sie odezwała Oo ;p

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratulacje i niech Ci się wiedzie. To kiedy te autografy w empiku rozdajesz? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej dziekuję :3 Ale chyba jestem za cienka w uszach na autografy w empiku;p

      Usuń

Prześlij komentarz

Wypowiedzi w formie obraźliwej lub wulgarnej, zostaną usunięte. Miłego czytania.

Popularne posty z tego bloga

Podsumowanie roku na Fp - Człowiek Matka

Od jakiegoś czasu prowadzę stronkę, która nazywa się - Człowiek Matka. Jest to lekko ironiczne miejsce, w którym opiniuję rzeczy, które zakupiłam na chińskiej stronie Aliexpres. Dowiedziałam się o niej od jednej z moich koleżanek, kiedy to zaczęłam moją przygodę z lakierami hybrydowymi. Podobno na niej miałam znaleźć to, czego mi było wtedy potrzeba. Mianowicie lakierki hybrydowe w bardzo okazyjnych cenach. Niestety, majfrendowe mazadła okazały się beznadziejne, za to inne rzeczy już nie. Zamówiłam kilka produktów, wrzuciłam recenzje na grupę zrzeszająca fanów zakupów z Chin. I tak urodziła się myśl, że może by tak fp z tym zrobić. No i jest. Tworzę na niego grafomańskie wpisy, nasycone wszelakiego rodzaju babolami i radosnym słowotwórstwem (ale to są bardzo przemyślane babole, które nomen omen bardzo często mi są wytykane, co śmieszy mnie do łez). Z dnia na dzień przybywa lubisów tego miejsca, co mnie niezmiernie zaskakuje. Dlaczego więc na blogu, na którym opiniuję książki, znalazł …

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Intruz - recenzja

Przyszedł czas na ostatnie DLC do Inkwizycji, po którym, niestety, musimy się pożegnać z kolejnymi dodatkami, ponieważ ten jest ostateczny i zamykający rozgrywkę. Powiem szczerze, że poczułam lekkie rozczarowanie. Po chwili jednak przyszło otrzeźwienie, przecież studio nie może w nieskończoność klepać DLCeków, bo jakaś Stag chce grać w grę. Intruz został stworzony dla PC. Ma on rozszerzyć fabułę, pozwalając graczowi rozegrać ostatnią niewielką kampanię, która umiejscowiona jest po pewnym czasie, od zakończenia głównego wątku. Gracz będzie też mógł poznać dalsze losy towarzyszy, którzy opuszczają go po pokonaniu Koryfeusza.
Warto też wspomnieć, bo generalnie „Przebudzenie”, które wyszło po Dragon Age: Origin, w które można było grać bez ukończenia podstawy, kreując jedynie postać, jest dodatkiem niezależnym. Tak tutaj wymagana jest baza. Nie obejdziemy tego. Zatem, jeśli ktoś jest leniuszkiem i mu się nie chciało kończyć, no to bardzo mi przykro. W tym przypadku nie pobiega sobie po tym…

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Zstąpienie - recenzja

Jest to ta z opinii, którą piszę drugi raz, bo poprzednią szlag trafił, podobnie jak screeny i zapisy gry. No niestety. Dysk czasem się pali, a wraz z nim znika to, co tak skrzętnie się gromadzi. Troszkę mnie zdziwił fakt, że jakimś tajemniczym zrządzeniem losu z chmury ulotnił się cały zapis stanu gry, włącznie z postacią, która przemierzałam dodatek. Cuda na kiju, ewentualnie Andrasta maczała w tym swoje paluchy. No, nie wnikam. Poszło w cholerę, po co drążyć. 
 Kody do dodatków, tak dodatków, bo jeszcze w pakiecie znalazł się ostatni, wiążący - „Intruz”. Otrzymałam od szefa grupy fanowskiej - „Dragon Age – Przystań Szarego Strażnika”, Łukasza. Zwanego przez przyjaciół - Ilidanem. Za co mu niezmiernie dziękuję, gdyż był to prezent „z zaskoczenia”, który wywołał na mojej twarzy niewyobrażalnie szeroki uśmiech. Wyglądałam przy tym jak genlok ucieszony z nowej, krwawej jatki. Rozpracowałam jak sobie to wpisać, załadować i pobrać. Trzeba brać pod uwagę to, że jestem babą – kurą domową,…