Przejdź do głównej zawartości

"Wikingowie" - opinia na temat I sezonu serialu

Źródło: http://premierywtv.pl/



Dziś filmowo. W sumie jeszcze nigdy nie pisałam opinii na temat seriali, ale może dziś spróbuję. 

Jakiś czas temu ktoś życzliwy wysłał mi link. Kliknęłam sobie, kuszona obietnicą: „Spodoba Ci się.” I co ukrywało się pod rzędem cyferek? Trailer do serialu „Wikingowie”. Ucieszyłam się niezmiernie, gdyż te klimaty od zawsze mnie interesowały. Tak samo jak mitologia czy teksty historyczne, które kiedyś z lubością pochłaniałam. Oczywiście na lekcjach historii ktoś coś tam bąknął o Normanach i jakoś podchwyciłam temat, odczuwając wzmagający się we mnie niedosyt. No niestety, podręcznik wiele nie wyjaśniał, a raczej oferował strzępy informacji. Na własną rękę zaczęłam szukać w literaturze materiałów, wzmianek czy zapisków historycznych na wyżej wymieniony temat. Reasumując, byłam nastolatką inną niż wszystkie. Zamiast w głowie mieć koncerty i imprezy, moją uwagę kierowałam w stronę bibliotek czy sklepów dla artystów plastyków, bo przecież czytanie to nie jedno z moich zainteresowań. Chlapałam farbą, paćkałam tuszem, uczyłam się kaligrafii, no i pisałam swoje młodzieńcze wypociny. Teraz zastanawiam się wielokrotnie, co ja takiego ćpałam. Tak, twory mojej wyobraźni przetrwały do dziś. Upstrzone milionem błędów ortograficznych i interpunkcyjnych. Do tego treść, która mnie przeraża, eh czas to spalić na stosie. Wracając jednak do linku. Trailer na tyle mnie zainteresował, że postanowiłam zobaczyć jeden odcinek. Pomyślałam wtedy: „Będzie to zapewne wprowadzenie, ale zobaczmy”. No i rzeczywiście. Klimat całkiem całkiem, kreacje nawet w porządku, no to obejrzyjmy resztę. Nic nie tracę.

A o czym serial? No, o Wikingach. Jak sama nazwa na to wskazuje. Serial składa się już z dwóch sezonów, gdzie pierwszy sezon zamknięto w 9 częściach, a drugi dopiero się zaczyna. Wyemitowanych odcinków drugiego sezonu jeszcze nie widziałam. Nie przepadam za czekaniem na każdy z osobna, więc uzbroję się w cierpliwość i zobaczę wszystkie za jednym zamachem. Odczucia po obejżeniu pierwszego sezonu miałam jednak różne, od tych naprawdę bardzo pozytywnych do tych negatywnych, ale o tym za chwilę.

Tu kilka słów o serialu:

„”Wikingowie” opowiadają o ambicjach Ragnara, który pragnie odkryć cywilizacje po drugiej stronie wielkiego oceanu, na zachodzie, co nieuchronnie wywołuje rozmaite konflikty. Dzięki pomocy jego przyjaciela, uwielbiającego żarty Flokiego, powstaje nowa generacja statków – szybszych, smuklejszych i piękniej wykonanych niż wszystko, co dotąd pływało po morzu. Serial pokazuje też, jak wikingowie – ostatni poganie – czcili prastarych bogów: Odyna, Thora, Freja i Lokiego. Ragnar uważa się za potomka nordyckiego Odyna, patrona wojowników poległych w walce, ale także boga ciekawości. Ale prócz tych wszystkich wojen i rozlewu krwi „Wikingowie” to również historia rodziny i braterstwa, miłości i przywiązania Ragnara do jego żony Lagerthy, także szanowanej wojowniczki. To opowieść o bracie Ragnara Rollo, okrutnym wojowniku chorym z zazdrości, o żonie jarla Haraldsona Siggy, pięknej, acz niekoniecznie wiernej, oraz o mnichu Athelstanie, którego chrześcijańska moralność zderza się z pogańskimi obyczajami wikingów. Kiedy ambicje i innowacje wstrząsają fundamentami społeczności, wszyscy zostaną wystawieni na próbę – a ich styl życia już nigdy nie będzie taki sam.” *

No i kilka moich spostrzeżeń. Mogłabym teraz rozpisywać się i brać pod lupę każdy odcinek, tylko się zastanawiam jaki by to miało cel? Jedynie rzuciłabym garść spojlerów, a tego raczej nie chcę. Serial tym sposobem może zyska, a może nie. W sumie mnie to nie oceniać. Moja opinia jest raczej subiektywna. Po dyskusji z moim mężem okazało się, że postrzegam go zupełnie w innym świetle. Serial na początku nie wciąga, nie intryguje. Znam osobę, która utknęła na pierwszym odcinku, i raczej nie ma w najbliższym czasie ochoty na kontynuację. Ze mną było podobnie. Zobaczyłam i odczekałam około dwóch tygodni. Potem oglądałam po dwa dziennie, z każdym zaostrzając sobie apetyt na więcej. I choć kreacje bardzo mi się podobają to prowadzenie niektórych wątków doprowadza mnie do szału. Szczególnie ich ucinanie. Mnie, jako autora grafomana najgorszej kategorii, uczono zawsze, że nie można zostawiać czytelnika w zawieszeniu. Czyli trzeba wszystko wyjaśnić i przedstawić to tak, aby czytelnik widział wszystko twoimi oczami. Oczywiście odbiór słowa pisanego jest zgoła odmienny od serialowej rzeczywistości. To nie mniej, mocno denerwujące jest wycinanie takich rzeczy jak podróż łodzią przez morze. Płyną sobie płyną... bum, jesteśmy w Anglii i plądrujemy sobie klasztor, bierzemy jeńców i do domciu. Dla mnie natomiast to bardzo ważne jak wyglądała żegluga. Ciekawi to ile czasu spędzili na morzu, jak żyli i jakie nastroje panowały na łodzi. Tu tego nie ma. Rejs trwa raptem mgnienie oka. Wsiadają, prowadzą jakiś dialog, coś skubią do jedzenia i tyle. Takie rzeczy znajdziemy niemalże w każdym odcinku. Domyślam się, że jest to pewnego rodzaju ograniczenie fabuły do najważniejszych jej aspektów. Nie mniej takiemu dociekliwemu widzowi jak ja, przeszkadza taki zabieg reżyserski. Wiem też, że gdyby uwzględniono to co wycięto, sezon nie zawierał by dziewięciu odcinków, a być może nawet piętnaście. A wiąże się to z kosztami i pracą nad fabułą. Zatem to tyle z minusów.

Ogromnym plusem jest kreowanie rzeczywistości. Dopieszczanie szczegółów oraz wprowadzanie widza w świat mitologii. Ci, którzy pierwszy raz stykają się z wierzeniami wikingów, będą z zapartym tchem słuchać opowieści o bogach, jakie snuje Floki czy Ragnar. W sumie nie tylko oni raczą widza legendami. Przez cały serial przewijają się w rożnych formach - czyniąc tym sposobem treść tajemniczą i intrygującą. Chętnie poddajemy się atmosferze, która nas zaczyna otaczać. Jeśli oglądamy serial nocą, potęguje się. Myślę, że tym sposobem, nie jeden widz zechce zapoznać się szerzej z wierzeniami i sięgnie do źródeł. Ci bardziej dociekliwi będą usatysfakcjonowani, kiedy dotrą do przedostatniego odcinka sezonu. Opowiada on bowiem o pielgrzymce do Uppsali. Raz na dziewięć lat ludzie przemierzają ogromne połacie terenu, by móc podziękować bogom za dobrodziejstwo losu, jak i poprosić ich o łaski na następne lata. Widz jednak nie tylko może śledzić na srebrnym ekranie obrządki towarzyszące wizycie w tym tajemniczym miejscu, jest wrzucony w odmęty najmroczniejszych rytuałów. Bogowie bowiem nie tylko żądają ofiary z zwierzęcej krwi, ale także z ludzkiej. W tych chwilach rzeczywiście emocje biorą górę. Śledzący fabułę serialu ma zaciśnięte gardło i nie wie co o tym wszystkim myśleć. Główni bohaterowie nie są z kamienia i nawet nimi targają głęboko ukryte namiętności. Najmocniej to widać po Athelstanie, mnichu.

„Wikingowie” to nie tylko podboje nowych ziem, krwawe rytuały dla Odyna. To opowieść o braterstwie, walce oraz miłości. Każda z kreacji ma swoje ambicje i cele. Każdy z nich podąża ścieżkami losu. Dla mnie wyśmienitą postacią jest wieszcz. Na pierwszy rzut oka, typ odrażający i budzący wstręt. Po bliższym zapoznaniu wzbudzający masę dziwacznych odczuć. Jawi się jako istota wszechwiedząca, lecz nie pozbawiona uczuć. Doskonale jest to zilustrowane w ostatnim odcinku serii.
Na uwagę telewidza zasługuje też brat Ragnara, Rollo. Nie lubię typa. Może i cieszy oko. Damska część widowni powinna się ze mną zgodzić. Nie mniej jest to bardzo dobrze zagrany czarny charakter, który na pierwszy rzut oka nie wydaje się być groźny, ani tym bardziej zagrażający komukolwiek. Dostrzegamy jednak jego okrucieństwo i porywczość już w drugim odcinku. Z czasem ewoluuje. Zmienia się. Robi się podejrzliwy i zazdrosny. I choć Ragnar zapewnia go, że zawsze będą sobie równi, ten ma co do niego zupełnie inne plany, podsycana braterska nienawiść staje się namacalna. O tym dowiecie się w odcinku dziewiątym, czyli ostatnim.
Kolejna ciekawą postacią jest żona głównego bohatera, Lagertha. Kobieta waleczna i niedostępna. Bogini domowego ogniska, czuła matka, w walce nieugięta i bezlitosna. Posiada masę wad, między innymi jest nią nadmierne zaufanie i dobroć. Pod płaszczykiem spokojnej i zrównoważanej czai się prawdziwa bestia, broniąca obejścia i dóbr w nim zgromadzonych. Jest też przebiegła i inteligentna. No i kocha swojego męża. Głęboko przeżywa każdą jego wyprawę, nie tylko tą morską.

Grzechem było by nie wspomnieć o kostiumach oraz scenografii. Tutaj dopieszczono wszystko w najmniejszych szczegółach. Przyznam, że dawno nie widziałam tak dobrze wykonanych przedmiotów. Od tych codziennego użytku, po biżuterię, kostiumy, zakończywszy na fryzurach, czy broni i statkach. Wszystko jest klimatyczne i przesiąknięte atmosferą epoki. Małe przedmioty odgrywają ogromną rolą, ożywiają ten świat. Od drewnianych misek i łyżek, po ciężki oręż bojowy. Scenarzystka zadbała o najmniejsze detale i wystrój. Ogromną rolę w serialu odgrywa światło oraz struktura materiałów, których jest naprawdę wiele. Możemy podziwiać pięknie tkane dywany, skóry upolowanej zwierzyny czy drewniane, wprawnie rzeźbione figurki. Inspirację czerpano z podań oraz zapisków historycznych, przywiązując wagę do najdrobniejszego elementu dekoracyjnego. Podobnie jest z fryzurami. Każda została dobrana indywidualnie do granej postaci. Od eleganckiego upięcia Siggy, po zadziorny i buntowniczy styl Lagerthy. Zastosowano też masę dopinek i sztucznych włosów, by tym sposobem zagęścić brody czy uczesanie wojowników. Wiele z nich jest autentycznie odwzorowana według znalezionych tekstów źródłowych z epoki. Co wiele tłumaczy. Np. Ogolona do połowy głowa, miała chronić wojownika przed pociągnięciem za włosy w walce, tym też sposobem wygodniejsze było noszenie hełmów oraz unikało się wszawicy. Na uwagę zasługują kostiumy, podobnie jak wystrój dopracowane w najdrobniejszych detalach. Użyto wyłącznie naturalnych surowców. Od wełny po futra i skórę, drewno, metale etc. Wiele z nich zawiera elementy pogańskie. Odzienie kobiet jest zróżnicowane. Inaczej noszą się arystokratki, a inaczej kobiety pospólstwa, odziane w zgrzebne, lniane suknie. A wszystko zostało osiągnięte wspólną pracą kostiumologów, scenografów czy historyków. Za co jestem ogromnie wdzięczna. Warto zwracać na takie rzeczy uwagę. To one tworzą niewymierną i spójną całość.

Komu polecam? Chyba wszystkim. Nieważne czy ktoś jest pasjonatem wikingów, czy historii jak i mitologii z tamtego okresu. Tu nawet laik się nie pogubi. Serial pewnie zaostrzy apetyt. Jeśli ktoś szuka nietuzinkowych postaci, nie zawiedzie się. Nadwrażliwi zawsze mogą odwrócić wzrok podczas mordowania niewinnych ofiar. Lub gdy jakaś niewiasta jest gwałcona. Dostajemy doskonałą dawkę rozrywki. To serial na wysokim poziomie i grzechem jest go nie zobaczyć. Odrywamy się dzięki niemu od rzeczywistości jaka nas otacza i dajemy się pochwycić czarowi wikingów. Bohaterowie nas bawią i smucą jednocześnie. Razem z nimi przeżywamy śmierć i rozgoryczenie, by za chwilę ucztować i cieszyć się z triumfu. Celowo pominęłam watek miłosny. Może dlatego, że nie jestem romantyczna. Niemniej stanowi on bardzo ciekawe tło opowieści. Zachęcam do zapoznania się z serialem.

Źródła opisów:
http://wikingowie.historytv.pl/
http://www.filmweb.pl/serial/Wikingowie-2013-659055
Fot: http://premierywtv.pl/

Komentarze

  1. Podobnie, jak Ty zgrzytam zębami na to ucinanie wątków w serialu, ale już się przyzwyczaiłam. Lubię oglądać "Wikingów", ja na nie utknęłam na pierwszych odcinkach, ja serial połknęłam - to moja słabość do kultury nordyckiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ciekawa drugiego sezonu. Zobaczymy co nam wysmażą;)

      Usuń
  2. Kto ma chęć zawalczyć ze mną zapraszam na fejsa netii. Odpowiedz na pytanie który z braci będzie dominował w drugim sezonie?
    https://www.facebook.com/netia.sa/posts/776225322387566
    jest 6 zgłoszeń a 10 zestawów gadżetów do wygrania związanych z filmem:-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Wypowiedzi w formie obraźliwej lub wulgarnej, zostaną usunięte. Miłego czytania.

Popularne posty z tego bloga

Podsumowanie roku na Fp - Człowiek Matka

Od jakiegoś czasu prowadzę stronkę, która nazywa się - Człowiek Matka. Jest to lekko ironiczne miejsce, w którym opiniuję rzeczy, które zakupiłam na chińskiej stronie Aliexpres. Dowiedziałam się o niej od jednej z moich koleżanek, kiedy to zaczęłam moją przygodę z lakierami hybrydowymi. Podobno na niej miałam znaleźć to, czego mi było wtedy potrzeba. Mianowicie lakierki hybrydowe w bardzo okazyjnych cenach. Niestety, majfrendowe mazadła okazały się beznadziejne, za to inne rzeczy już nie. Zamówiłam kilka produktów, wrzuciłam recenzje na grupę zrzeszająca fanów zakupów z Chin. I tak urodziła się myśl, że może by tak fp z tym zrobić. No i jest. Tworzę na niego grafomańskie wpisy, nasycone wszelakiego rodzaju babolami i radosnym słowotwórstwem (ale to są bardzo przemyślane babole, które nomen omen bardzo często mi są wytykane, co śmieszy mnie do łez). Z dnia na dzień przybywa lubisów tego miejsca, co mnie niezmiernie zaskakuje. Dlaczego więc na blogu, na którym opiniuję książki, znalazł …

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Intruz - recenzja

Przyszedł czas na ostatnie DLC do Inkwizycji, po którym, niestety, musimy się pożegnać z kolejnymi dodatkami, ponieważ ten jest ostateczny i zamykający rozgrywkę. Powiem szczerze, że poczułam lekkie rozczarowanie. Po chwili jednak przyszło otrzeźwienie, przecież studio nie może w nieskończoność klepać DLCeków, bo jakaś Stag chce grać w grę. Intruz został stworzony dla PC. Ma on rozszerzyć fabułę, pozwalając graczowi rozegrać ostatnią niewielką kampanię, która umiejscowiona jest po pewnym czasie, od zakończenia głównego wątku. Gracz będzie też mógł poznać dalsze losy towarzyszy, którzy opuszczają go po pokonaniu Koryfeusza.
Warto też wspomnieć, bo generalnie „Przebudzenie”, które wyszło po Dragon Age: Origin, w które można było grać bez ukończenia podstawy, kreując jedynie postać, jest dodatkiem niezależnym. Tak tutaj wymagana jest baza. Nie obejdziemy tego. Zatem, jeśli ktoś jest leniuszkiem i mu się nie chciało kończyć, no to bardzo mi przykro. W tym przypadku nie pobiega sobie po tym…

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Zstąpienie - recenzja

Jest to ta z opinii, którą piszę drugi raz, bo poprzednią szlag trafił, podobnie jak screeny i zapisy gry. No niestety. Dysk czasem się pali, a wraz z nim znika to, co tak skrzętnie się gromadzi. Troszkę mnie zdziwił fakt, że jakimś tajemniczym zrządzeniem losu z chmury ulotnił się cały zapis stanu gry, włącznie z postacią, która przemierzałam dodatek. Cuda na kiju, ewentualnie Andrasta maczała w tym swoje paluchy. No, nie wnikam. Poszło w cholerę, po co drążyć. 
 Kody do dodatków, tak dodatków, bo jeszcze w pakiecie znalazł się ostatni, wiążący - „Intruz”. Otrzymałam od szefa grupy fanowskiej - „Dragon Age – Przystań Szarego Strażnika”, Łukasza. Zwanego przez przyjaciół - Ilidanem. Za co mu niezmiernie dziękuję, gdyż był to prezent „z zaskoczenia”, który wywołał na mojej twarzy niewyobrażalnie szeroki uśmiech. Wyglądałam przy tym jak genlok ucieszony z nowej, krwawej jatki. Rozpracowałam jak sobie to wpisać, załadować i pobrać. Trzeba brać pod uwagę to, że jestem babą – kurą domową,…