Przejdź do głównej zawartości

Ałbena Grabowska "Lady M" - recenzja

Źródło: http://www.2-pietro.pl/ksiazka/lady-m-ebook-pdf-epub-mobi/

Z twórczością Pani Ałbeny spotkałam się już jakiś czas temu. Oczywiście, jak przy każdej nieznanej mi autorce, pojawił się dreszcz niepokoju. Biorąc pod uwagę fakt, że raczej nie przepadam za literaturą stricte kobiecą, a już tym bardziej obyczajową. No bo ileż razy można czytać o nieszczęśnicach, które zostawił mąż dla długonogiej blond istoty o oczach łani i figurze seksbomby. Takich książek jest masa. Nie liczę już filmów np. „Nigdy w życiu”. Tutaj jednak doza niepokoju raczej przerodziła się w coś, co mogłam nazwać przyjemnym połechtaniem wyobraźni. Pani Ałbena, tak manipuluje czytelnikiem, że ten sam wpada w pułapkę swoich wyobrażeń o historii jaką czyta. Rzadko mi się też zdarza, że moje podejrzenia się nie potwierdzają. Mam bowiem talent odgadywania zakończenia czytanych pozycji. I nie, nie czytam ostatnich stron.
Pisarka nie tylko tworzy dla dorosłego czytelnika. Spod jej pióra wyszły również książeczki dla młodszego połykacza liter. I podobnie jak te dedykowane starszemu gronu, niosą one ze sobą pewnego rodzaju przesłanie, morał oraz uniwersalne wartości, zgrabnie okraszone mnóstwem świeżych obserwacji naszej rzeczywistości. „Lady M”, podobnie jak „Coraz mniej olśnień”, jest powieścią na tyle zaskakującą, że ci bardziej wybredni znajdą w niej coś dla siebie. Kupiłam w ciemno. Nie mam wersji papierowej, a e-book. Nie musiałam się długo zastanawiać. Od razu miałam pewność, że utwór literacki będzie skrojony na miarę moich wygórowanych gustów literackich.

Kim jest Pani Ałbena? Pozwólcie, że skopuję opis osoby tej pisarki z poprzednich opinii. Zwyczajnie nie lubię się powtarzać. I choć pewnie w życiu twórczyni nieco się pozmieniało. To zapewniam, że tylko w sferze prywatnej, ale o tym sza.
„ Pani Ałbena Grabowska-Grzyb jest Dr n.med., specjalista neurolog, epileptolog, kierownik Zakładu Patofizjologii i Elektroencefalografii w szpitalu dziecięcym w Dziekanowie Leśnym. Pełni także funkcję sekretarza Polskiego Towarzystwa Epileptologii. Wielokrotnie nagradzana za swoje prace naukowe. Jej korzenie sięgają za granice naszego kraju. Pochodzi bowiem z Bułgarii. Urodziła się 1971 roku i prywatnie jest mamą trójki urwisów. Bardzo kocha swoich synów i nie wyobraża sobie życia bez nich,czyli tak jak ja bez moich córek. Jest też autorką kilku książek,między innymi cyklu o Julku i Mai. Spod jej palców wyszły też książki związane z dziedziną naukową jaką się zajmuje: „O Małpce, która spadła z drzewa”, pierwsza jej powieść: „Tam, gdzie urodził się Orfeusz”, która nawiązuje do jej Bułgarskiego pochodzenia.”
Obecnie na jej koncie, pojawiają się kolejne pozycje, czyli coś dla najmłodszych: „ Julek i Maja - Podróż w nieznane”, „Lady M”, o której dziś wspominam, „Lot nisko nad ziemią” - premiera miała miejsce w tym miesiącu. I jeszcze saga rodzinna, która jest w przygotowaniu. Cóż mogę powiedzieć? Chyba jedynie to, że to bardzo płodny literacko autor. Podziwiam, szczerze. Aż dziw bierze kiedy znajduje czas na pisanie.

No to może o czym powieść. Jak zawsze, monotematycznie, kopia opisu książki zaczerpnięta ze stron wydawnictwa.
„Lady M.” to opowieść o chorobliwie ambitnej żonie i mężu, który nie dojrzał do roli głowy rodziny. Oboje udają uczucie w imię spokoju, utrzymania odpowiedniego wizerunku i pozornej kontroli nad własnym życiem.
Ale tłumione od lat emocje muszą znaleźć gdzieś ujście. Tragedia wisi w powietrzu. Kto zapłaci za popełniony błąd? Kochanka, która pomimo pozorów niewinności sięga po mężczyznę należącego do innej? Mężczyzna, oszukujący sam siebie? A może żona, która jak szekspirowska lady Makbet chce „dopomóc losowi” nie licząc się z nikim i niczym?
W tej książce szczególny znaczenie zyskuje powiedzenie, że każdy jest kowalem własnego losu, szczególnie jeśli próbuje losowi dopomóc. Dramat angielskiego klasyka, napisany kilka wieków temu zyskuje nowy wymiar. Współcześni bohaterowie osiągają cele przy pomocy kłamstw, intryg i manipulacji. Podłość i okrucieństwo goszczą na każdej stronie książki.
„Lady M.” zabierze was do mrocznych zakamarków kobiecej duszy.” *

No i lecimy z okładką. Chyba każda z pozycji tej autorki ma bardzo prostą, a zarazem bardzo wymowną obwolutę. Nie ma tu udziwnień, skomplikowanej grafiki i przesytu. Zawsze jest bardzo prosty i wymowny przekaz. Tak samo było przy „Coraz mniej olśnień”, identycznie jest i tutaj. Biała okładka przykuwa swoją centralna częścią. Są nimi usta umiejscowione wzdłuż oprawy, a nie w poprzek, tak jak to zwyczajnie bywa. Grafika jest delikatna i subtelna, ale też przyciąga wzrok. Fonty są dostosowane, równie proste i znaczące. Zastosowano połączenie dwóch czcionek, które doskonale ze sobą harmonizują. Lubię naturalność to fakt, ale lubię też jasny przekaz i dbałość o szczegóły. Niektóre wydawnictwa hołdują w kiczu, i naprawdę wstyd przyznać, ale jest ich coraz więcej. Tanio, po kosztach, kiepscy graficy, Photoshop za free od Wujka Google. Nie dziękuję. Sama wolę zatrudnić artystów i mieć pewność, że otrzymam to, czego ja chcę. Myślę, że Pani Ałbena jest zadowolona z okładki, bo szczerze powiedziawszy mnie się bardzo podoba, mimo tak niewielu detali.

E-booka zaczęłam czytać siedząc w poczekalni w szpitalu. Miałam chyba najpaskudniejsze badania w życiu. Brr wolę o tym nie wspominać. Początek banalny, wprowadzenie w świat, w jakim żyją nasze kreacje. Potem jednak coś uległo zmianie. Mianowicie czas. Okazało się, że mam do czynienia z powieścią wielowątkową, umiejscowioną w dwóch rożnych rzeczywistościach. Nie będę jednak zdradzała nic więcej, niech czytelnicy sami to przeczytają. Zaskoczenie jednak było na tyle niezwykłe, że musiałam przeczytać jeszcze raz akapit, by móc przysłowiowo wbić się w specyficzny klimat książki. Autorka po raz kolejny tworzy coś na wzór gry z czytelnikiem, a odkrywając kolejne jej karty, dowiadujemy się coraz to nowszych i bardziej intrygujących faktów z życia bohaterów. Warto też wspomnieć, że po raz kolejny można przekonać się, iż autorka to z zawodu lekarz medycyny. Wszystko podszyte jest specyficzną medyczną aurą. Od terminologii, skrótów myślowych, po kreowanie realiów. Dla mnie w dużej mierze wszystko było klarowne i zrozumiałe. Może dlatego, że spędziłam kiedyś w szpitalach całkiem sporo czasu odbywając praktyki, w tym na oddziałach psychiatrycznych jako terapeuta, drobiazgowo opisanych w „Lady...”. Podoba mi się sarkazm, jakim posługuje się pisarka oraz dominujący charakter jednej z bohaterek.

Zaskakuje też prowadzenie dialogów i rozwój wątków. Czytelnik nie może odetchnąć, nie może też bezkarnie odłożyć książki na półkę, bez uprzedniego doczytania jej do końca. A czyta się ją bardzo szybko i płynnie. Pani Ałbena, po raz kolejny pokazuje, że jej warsztat pisarski jest na wysokim poziomie. Można dostrzec pracę nad tekstem. Nie otrzymujemy kolejnego gniota, który ląduje na półce przypisanej słabym książkom, proszącym się o pozbycie się przy bliższej okazji. Czaruje i wabi w pułapkę intryg, snuje domysły i zacieśnia więź z czytelnikiem. Niewielu znam autorów, którzy czynią podobnie.

Tekst nie jest bez wad. Jednak te wady są na tyle drobniutkie, że nie przeszkadzają w czytaniu. Znalazłam kilka ogonków, przecinków oraz brak spacji pomiędzy przecinkami czy kropkami. Autorka ma też dużą skłonność do stawiania wielokropków w miejscach, gdzie raczej nie powinno ich być. Tym zabiegiem sprawiała, że czasem czytanie niektórych fragmentów bywało uporczywe. Bo ileż można brać głębokich oddechów przy jednym dialogu czy akapicie. To jedyne minusy. Ale może zwyczajnie przesadzam i innym czytającym to nie będzie w zupełności przeszkadzało.

Komu polecam? No właśnie, tu mam problem. Bo nie polecam młodszemu czytelnikowi. Chyba, że ten jest dojrzalszy od reszty rówieśników. Książka wymaga zastanowienia się i wyciągnięcia wniosków, jakich raczej nie będzie w stanie uczynić. Dostajemy coś na wzór dramatu Szekspirowskiego, tyle że przedstawionego we współczesnych realiach. I to właśnie ta rzeczywistość sprawia, że nie jest nam łatwo przyznać się do niektórych błędów. W tej powieści da się odnaleźć, a przynajmniej przypisać sobie cechy bohaterów. Bo masa jest żon podobnych do Małgorzaty i mężów prowadzących podwójne życie. No właśnie. Sami czasem gubimy się w pajęczynie własnych intryg i knowań. I tak jak u Shakespeare zakończenie wcale nie musi być dobre. Gorąco polecam i wierzę, że to nie będzie ostatnia książka tej autorki, jaką przeczytałam. Oczywiście kolejnymi spostrzeżeniami podzielę się z Wami.






Komentarze

  1. Zaintrygowałaś mnie i chyba się skuszę w najbliższym czasie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tej książki autorki nie czytałam. Rozumiem, że ona występuję tylko jako ebook?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na stronach wydawnictwa 2pietro, można ją zakupić za 9,90. Podobno w maju ma się ukazać w wersji papierowej:)

      Usuń
  3. wczoraj czytałam o innym utworze autorki i to same pochlebstwa, koniecznie muszę zajrzeć.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Wypowiedzi w formie obraźliwej lub wulgarnej, zostaną usunięte. Miłego czytania.

Popularne posty z tego bloga

Podsumowanie roku na Fp - Człowiek Matka

Od jakiegoś czasu prowadzę stronkę, która nazywa się - Człowiek Matka. Jest to lekko ironiczne miejsce, w którym opiniuję rzeczy, które zakupiłam na chińskiej stronie Aliexpres. Dowiedziałam się o niej od jednej z moich koleżanek, kiedy to zaczęłam moją przygodę z lakierami hybrydowymi. Podobno na niej miałam znaleźć to, czego mi było wtedy potrzeba. Mianowicie lakierki hybrydowe w bardzo okazyjnych cenach. Niestety, majfrendowe mazadła okazały się beznadziejne, za to inne rzeczy już nie. Zamówiłam kilka produktów, wrzuciłam recenzje na grupę zrzeszająca fanów zakupów z Chin. I tak urodziła się myśl, że może by tak fp z tym zrobić. No i jest. Tworzę na niego grafomańskie wpisy, nasycone wszelakiego rodzaju babolami i radosnym słowotwórstwem (ale to są bardzo przemyślane babole, które nomen omen bardzo często mi są wytykane, co śmieszy mnie do łez). Z dnia na dzień przybywa lubisów tego miejsca, co mnie niezmiernie zaskakuje. Dlaczego więc na blogu, na którym opiniuję książki, znalazł …

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Intruz - recenzja

Przyszedł czas na ostatnie DLC do Inkwizycji, po którym, niestety, musimy się pożegnać z kolejnymi dodatkami, ponieważ ten jest ostateczny i zamykający rozgrywkę. Powiem szczerze, że poczułam lekkie rozczarowanie. Po chwili jednak przyszło otrzeźwienie, przecież studio nie może w nieskończoność klepać DLCeków, bo jakaś Stag chce grać w grę. Intruz został stworzony dla PC. Ma on rozszerzyć fabułę, pozwalając graczowi rozegrać ostatnią niewielką kampanię, która umiejscowiona jest po pewnym czasie, od zakończenia głównego wątku. Gracz będzie też mógł poznać dalsze losy towarzyszy, którzy opuszczają go po pokonaniu Koryfeusza.
Warto też wspomnieć, bo generalnie „Przebudzenie”, które wyszło po Dragon Age: Origin, w które można było grać bez ukończenia podstawy, kreując jedynie postać, jest dodatkiem niezależnym. Tak tutaj wymagana jest baza. Nie obejdziemy tego. Zatem, jeśli ktoś jest leniuszkiem i mu się nie chciało kończyć, no to bardzo mi przykro. W tym przypadku nie pobiega sobie po tym…

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Zstąpienie - recenzja

Jest to ta z opinii, którą piszę drugi raz, bo poprzednią szlag trafił, podobnie jak screeny i zapisy gry. No niestety. Dysk czasem się pali, a wraz z nim znika to, co tak skrzętnie się gromadzi. Troszkę mnie zdziwił fakt, że jakimś tajemniczym zrządzeniem losu z chmury ulotnił się cały zapis stanu gry, włącznie z postacią, która przemierzałam dodatek. Cuda na kiju, ewentualnie Andrasta maczała w tym swoje paluchy. No, nie wnikam. Poszło w cholerę, po co drążyć. 
 Kody do dodatków, tak dodatków, bo jeszcze w pakiecie znalazł się ostatni, wiążący - „Intruz”. Otrzymałam od szefa grupy fanowskiej - „Dragon Age – Przystań Szarego Strażnika”, Łukasza. Zwanego przez przyjaciół - Ilidanem. Za co mu niezmiernie dziękuję, gdyż był to prezent „z zaskoczenia”, który wywołał na mojej twarzy niewyobrażalnie szeroki uśmiech. Wyglądałam przy tym jak genlok ucieszony z nowej, krwawej jatki. Rozpracowałam jak sobie to wpisać, załadować i pobrać. Trzeba brać pod uwagę to, że jestem babą – kurą domową,…