Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2014

"Dziennik Pisarza" - opinia

Był sobie konkurs. Konkurs nie byle jaki, bo skusił mojego małżonka do wzięcia w nim udziału, a wierzcie mi, on raczej nie należy do grona osób, które uczestniczą w jakichkolwiek takiego typu zabawach. Masz ci los. Naskrobał biedaczek kilka zdań, podobno na szybko, jakoś tak od niechcenia i... wygrał. Jakież było moje zdziwienie, kiedy na fp Polacy Nie Gęsi... zobaczyłam jego nazwisko na liście laureatów. Musiałam sobie usiąść, założyć okulary, po czym je zdjąć, przetrzeć oczy i znów zerknąć, gdyż zwyczajnie nie dowierzałam. Potem mi wyjawił, że wziął udział w konkursie tylko dlatego, że chciał wygrać ten kalendarz dla mnie. Urocze, prawda? Ucieszyłam się. Chciałam sprawić sobie to cudeńko. Nie dlatego, że nosi wdzięczną nazwę „Dziennik Pisarza”, ale dlatego, że zwyczajnie kończy się rok, a z nim mój terminarz połączony z kalendarzem traci swoją ważność. Uwielbiam notować, zaznaczać terminy, bazgrolić jakieś bohomazy. Tym sposobem zawsze zapełniam wolne miejsce. Piszę też plany opowi…

Z cyklu: Radosna twórczość Stag: "Równiny zapomnianych dusz" - odsłona druga

Naskrobałam kolejny fragment mojego najnowszego grafomaństwa. Nie poddawałam go jeszcze drobiazgowej redakcji i korekcie, więc zapewne znajdziecie tam nieco baboli. Czasu mam bardzo mało. Zwyczajne, codzienne czynności, jak choćby umycie włosów zakrawają na nie lada wyczyn. Nie mniej staram się wyrwać choć pięć minut dla siebie. I coraz częściej marzę o tym by doba miała więcej niż dwadzieścia cztery godziny. Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć przyjemnej lektury... oby:)
(...) cd... " To miał być dzień jak co dzień. Zwyczajny, wypełniony pracą czy problemami zwyczajnych, niczym nie wyróżniających się ludzi. Powietrze ciężko falowało od gorąca. Wszyscy przeklinali skwar. Koniec lata dokuczał mieszkańcom. Jedynie dzieci zachwycone pogodą, mówiły jej zdecydowane, tak. Uliczki od rana rozbrzmiewały radosnym śmiechem bawiących się dziatw. I choć starsze latorośle zmuszano do pomocy rodzicom to młodsze skutecznie umykały przed obowiązkami. Popołudnia należały do nich. Nikt tak n…

Zapowiedź cyklu opinii na temat antologii "Światy Równoległe"

Jakiś czas temu otrzymałam w ramach współpracy recenzenckiej od Śląskiego Klubu Fantastyki, egzemplarz antologii wydanej pod ich patronatem. Nosi on tytuł „Światy Równoległe” i jest zbiorem opowiadań autorów będących członkami grupy literackiej "Lorgus", do której również należę, a której patronuje ŚKF oraz szefuje Anna Kańtoch. Fakt jednak jest taki, że ostatnio zaniedbuję comiesięczne obecności. Każdy jednak doskonale zna powód, więc po co wspominać wszystko jeszcze raz. Pomyślałam sobie, że pisanie horrendalnie długiej opinii, z uwzględnieniem treści, stylu oraz przybliżeniem sylwetki autora, będzie wyczynem nie lada. Biorąc pod uwagę to, że lubię się rozpisywać. Postanowiłam więc stworzyć cykl. Raz na tydzień, lub na kilka dni, wstawię opinię jednego z opowiadań zawartego w antologii. Opowiadań jest jedenaście, zatem jedenaście wpisów. Tym sposobem swobodnie, bez stresu i zbędnego ucinania tekstu, zamieszczę wszystko na blogu. Wilk syty i owca cała, jak mówi przysłowie.…

Mirosław Tomaszewski "Marynarka" - Recenzja

Na wstępie pisania tej opinii chciałam podziękować za zaufanie oraz przekazanie w moje ręce tej powieści. Chciałam również przeprosić za tak długi okres oczekiwania. Niestety bycie mamą trójki dzieci wcale nie jest łatwe, a zajmowanie się latoroślami bywa niezwykle wyczerpujące. Szczególnie teraz, kiedy zaczął się okres przeziębień, wizyt w szkole i innych, związanych z dzieciakami rzeczami. Niemniej do powieści jako takiej miałam lekko sceptyczne nastawienie. Nie dlatego, że to e-book, bo w końcu czytnik posiadam, a pozycje wydane w formie elektronicznej są dla mnie takimi samymi książkami jak inne, ale z racji takiej, że wydarzenia, jakie zawarł Pan Tomaszewski w publikacji, zbytnio mi nie leżały. Postanowiłam jednak przełamać niechęć do opisywanego okresu historycznego i przeczytałam. Na początku szło mi to niebywale opornie. Odrywana co chwilę od lektury, musiałam nieraz wracać do poprzednich stron i zaznajamiać się z nimi od nowa. I w sumie właśnie w taki sposób przebrnęłam prze…

Wpis z cyklu: Radosna twórczość Stag - roboczy fragment najnowszej grafomanii.

Ostatnimi czasy na bogu cisza jak makiem zasiał. Nie mam czasu na czytanie, a już tym bardziej pisanie. Przez pewien czas myślałam nawet, że ciąży nade mną jakieś fatum i raczej długo niczego nie nabazgrolę. A jednak. Zły omen przerwany za sprawą ultra cichej klawiatury. Niestety i ona ma swoje wady. Silikonowe klawisze nie są tak czułe jakbym tego chciała. I może nie budzę już stukaniem synka to i tak muszę się nieźle nadenerwować. Dlaczego? Bo z reguły piszę bardzo szybko, tu się zwyczajnie nie da. Bardziej skupiam się na wciskaniu guziczków, niż na pomysłach gnieżdżących się w mojej głowie. Ale do rzeczy. Prezentuję Wam wstępny szkic najnowszej grafomanii, jaką mam zamiar w najbliższym czasie zacząć pisać. Tytuł roboczy to „Równiny zapomnianych dusz” i będzie to lekki romans w kanonie fantasy. Takie mam założenia, wiem jednak, że plany, przynajmniej w moim przypadku, lubią ulegać drastycznym zmianom, i z lekkiej lekturki wychodzi mi krwawa jatka.
Kochany czytelniku. Tekst może za…

Mateusz Sękowski "Dziedzice Krwi" - Recenzja

Przerywam ciszę na blogu, na jak długo? W sumie nie mam pojęcia. Teraz, kiedy urodził mi się syn, nie mam czasu zupełnie na nic. Myślałam, że będzie inaczej, niestety na „myśleniu” się skończyło. Międzyczasie, jak dziecko mi zasypia, próbuję nadrabiać zaległości. Z jakim skutkiem? No raczej miernym. Tak słabym, że czytam po jednej stronie czasem po dwie. Z „Dziedzicami Krwi” udało mi się zapoznać już jakiś czas temu, a to za sprawą mojej wizyty w szpitalu, jeszcze przed narodzinami najmłodszej latorośli. Może i książeczka nie należy do cieniutkich, nie mniej fabuła jest tak prowadzona, że kartki przewraca się bardzo szybko, no i nauczyłam się szybciej czytać. To kolejny plus bycia molem książkowym. Pan Mateusz swoje naczekał się na opinię. Oczywiście zapoznałam go ze swoimi uwagami, tak pokrótce, po przeczytaniu powieści. Opinia zatem jest formalnością. Oczywiście w ferworze zdarzeń, jakie mi ostatnio towarzyszą, przegapiłam urodziny bloga. Chyba serio nie jestem rasowym blogerem. Ni…

Z cyklu: Radosna twórczość Stag - Fragment opowiadania... jeszcze bez tytułu

Raz na jakiś czas udaje mi się coś skrobnąć. Biorąc pod uwagę fakt, że teraz idzie mi to gorzej (wiadomo ciąża, wielgachny brzuchal i ogólna niewygoda) piszę mniej. Więcej redaguję i się uczę. Opowiadanko powstaje. Najpisane jest więcej, ale urywam je celowo, by wzbudzić zainteresowanie, o ile takie zaistnieje;) Jesli się będzie podobało, dokończę je, oczywiście nie daję sobie terminu.. Ostatnio nie mam głowy do wymyslania nazw, może ktoś wspomoże. Nie pozostaje mi nic innego jak życzyc przyjemnej choć krótkiej lektury. Sugestie i krytyka mile widziane;)




„Dzień dobry, dzień dobry. Wita nas piękny, poniedziałkowy poranek. Wyskakujcie wcześniej z łóżek, bo Warszawa dziś będzie zakorkowana. Mamy paskudny wypadek w na rondzie Dmowskiego, wszystko stanęło! Dosłownie. Na pocieszenie wrzucam wam pozytywną nutę, oto Justin Bieber „Baby”...” - O nieee, nie ma mowy! - warknęłam naciskając na guziczek w radio-budziku. Takich pobudek to ja nie chcę, szczególnie jak mi jakiś Żastę Bimber wyje …

"Mroki" - tom I... nowa umowa, nowe perspektywy, nowe nadzieje

Nadszedł ten dzień. W sumie oczekiwałam go już od jakiegoś czasu, lecz za każdym razem powtarzałam sobie: "Kiedyś to nastąpi, uzbrój się w cierpliwość." Moje doświadczenie z wydawnictwami, jak wiecie, nie jest zbyt dobre. Gardzę selfem, przeklinam i psioczę, o toczeniu piany z ust nie wspomnę. Mocno się też zastanawiam, co takiego jest w wydawnictwach ze współfinansowaniem, że przyciągają takie tłumy autorów. Czyżby rozgoryczenie piszących spowodowane odrzuceniem przez tzw. nie-selfowców? No, ale nie dziś nie o tym. Dziś o mojej radości. Dzielę się nią z Wami. Po dosyć długim czasie oczekiwania, wydawnictwo RW2010 przysłało mi umowę wydawniczą. Radość tym większa, że nie jest to współfinansowanie. A i takie mają w swojej ofercie. Jest to prawdziwa umowa, jaką otrzymują autorzy nie działający przy współfinansowaniu. Jedynym moim wkładem jest tekst oraz okładka, jaką zaprojektowała katowicka artystka Katarzyna Kara. Teraz tylko czekam na redakcję tekstu, i książeczka powinna …

Anna Głomb "Śmierciowisko" - recenzja

Czasem trzeba przeczytać coś, co nie jest egzemplarzem recenzenckim. Coś, na co ma się ochotę już od dłuższego czasu. Coś, co jest debiutem, a zarazem czymś świeżym, zawieszonym na pograniczu. Bo tak naprawdę jest to książka, której nie można przypisać do jakiegokolwiek gatunku. To tym mocniej mnie do niej przyciągnęło. Lubię rzeczy nietypowe, magiczne. I ta pozycja taka właśnie jest. Ogromnym plusem również jest to, że być może dane mi będzie poznać autorkę, gdyż jest członkinią ŚKF. Na pewno będę próbowała zdobyć autograf. Pani Anna debiutowała w tym samym roku co ja, czyli w 2012, lecz dla mnie ten debiut był raczej słaby. Moim zdaniem jej udało się to wyśmienicie, i chylę czoła. Zamieściła na kartach swojej powieści świat tak wciągający i enigmatyczny, że ciężko mi jest go opuścić, mimo że przerażał mnie za każdym razem, kiedy miałam pozycję w rękach. Jak już się zorientowaliście, chodzi o „Śmierciowisko” Anny Głomb. Zdobyłam książkę dzięki portalowi czytelniczemu Lubimy Czytać i…

Michalina Kłosińska-Moeda "Kochaj i jedz, Brazyliszku" - Recenzja

Ostatnio jest u mnie cicho. Nie myślcie, że spoczęłam na laurach... w sumie, mogło by to tak wyglądać. To prawda, że z czytaniem jest gorzej, to fakt. Za to obdarzono mnie ogromnym zaufaniem i powierzono niemały stosik tekstów do zredagowania. Zatem tkwię przed komputerem, skrzętnie wyłapując drobne uszczerbki, jakie pozostawili autorzy powierzonych mi opowiadań, fragmentów książek, czy artykułów. Konkluzja z tego taka, że nadal jestem pochylona nad literkami. Ja to lubię, więc chyba jest dobrze. Nie mniej, jak każdy książkoholik, jestem zawsze łakoma na nowe pozycje wydawnicze. I tym oto sposobem, po raz kolejny, udało mi się pozyskać coś miłego i odprężającego do poczytania. Oczywiście szczota. Na papierek będzie mi dane poczekać. Nawet nie wiem, czy mi się należy. To wydawnictwo zadecyduje. Książeczka, może i skromna objętościowo, przerobiona przeze mnie na PDF (wybaczcie prywatę), wydała mi się ciekawą. Z twórczością Pani Moedy miałam już styczność przy okazji czytania komedii ro…

Zapowiedź - "Kochaj i jedz, Brazyliszku" Michalina Kłosińska-Moeda

Moi drodzy:) Z przyjemnością po raz kolejny chciałabym Wam zaprezentować najnowszą zapowiedź wydawnictwa Replika. Pewnie pamiętacie, że jakiś czas temu zamieszczałam podobny banerek. Dotyczył on jednak innej powieści Pani Michaliny. Tym razem to kolejna, zapowiadająca interesująco, powieść pod tytułem " Kochaj i jedz, Brazyliszku".  Coraz częściej przekonuję się, że literatura obyczajowa może dostarczyć równie interesujących doznań, co moje ulubione fantasy. By Was zachęcić do sięgnięcia po tę pozycję, wklejam opis oraz link do wydarzenia. Może i Wam uda się przeczytać tę książkę przed premierą. Powodzenia :)

Opis: 

"Edyta pracuje jako kelnerka w Copacabanie – jedynym barze znajdującym się w maleńkiej miejscowości, w której mieszka. Szara rzeczywistość nie przeszkadza dziewczynie w snuciu kolorowych marzeń o barwnej Brazylii, jej gorącym klimacie, atmosferze korowodów, tańcach i strojach z piór i cekinów. Marzy, że pewnego dnia spotka przystojnego Latynosa, który za…

Ałbena Grabowska "Lady M" - recenzja

Z twórczością Pani Ałbeny spotkałam się już jakiś czas temu. Oczywiście, jak przy każdej nieznanej mi autorce, pojawił się dreszcz niepokoju. Biorąc pod uwagę fakt, że raczej nie przepadam za literaturą stricte kobiecą, a już tym bardziej obyczajową. No bo ileż razy można czytać o nieszczęśnicach, które zostawił mąż dla długonogiej blond istoty o oczach łani i figurze seksbomby. Takich książek jest masa. Nie liczę już filmów np. „Nigdy w życiu”. Tutaj jednak doza niepokoju raczej przerodziła się w coś, co mogłam nazwać przyjemnym połechtaniem wyobraźni. Pani Ałbena, tak manipuluje czytelnikiem, że ten sam wpada w pułapkę swoich wyobrażeń o historii jaką czyta. Rzadko mi się też zdarza, że moje podejrzenia się nie potwierdzają. Mam bowiem talent odgadywania zakończenia czytanych pozycji. I nie, nie czytam ostatnich stron. Pisarka nie tylko tworzy dla dorosłego czytelnika. Spod jej pióra wyszły również książeczki dla młodszego połykacza liter. I podobnie jak te dedykowane starszemu …