Przejdź do głównej zawartości

Konkursowe. Opowiadanie Zuzanny Boruc.

Grafika: Nadeine, https://www.facebook.com/pages/Nadeine/397610633642201?fref=ts

Czas na prace konkursowe. Wczoraj dostałam aż dwie. Fantastycznie, zaczyna się coś dziać, a Wasza wyobraźnia bardzo nas zaskakuje. Dziś prezentuję pierwszą, która do mnie dotarła, jutro kolejna. I tak do zakończenia konkursu. Chcemy się nimi podzielić, zanim same podejmiemy decyzję, która z nich jest najlepsza. Potem możecie się z nami zgodzić lub nie:) Zwracamy uwagę na kreatywność, kreowanie świata oraz postaci, nie przyczepiamy się do interpunkcji i innych. Te poniżej jest autorstwa Zuzanny Boruc. Szczerze powiedziawszy wbiło mnie w fotel, a opowiedziana historia aż prosi się o dopisanie... Co Ty na to autorko? Tego się nie spodziewałam. Mam nadzieję, że Was też zachwyci i zapraszam do czytania.



                                                              Mroki i Niewolnica




- Ekka etartum…
- Słyszałem to już setki razy. Może jakieś konkrety, bo samo węszenie, jak widać, nic nam nie daje. Cholernie tu zimno! Skończmy na dzisiaj i tak jej nie znajdziemy.
- Powiedziałem, że jest niedaleko. Czuję to…
- Tak samo jak godzinę temu. Daj spokój, wracamy do wioski. Skrytobójcą może jesteś niezłym, ale tropienie zagubionych zwierzątek w środku lasu jakoś ci nie idzie.
Leto z westchnieniem wstał z klęczek i otrzepał biały puch z kolan. Z wyrzutem popatrzył się na przyjaciela, lecz Veiner tylko wzruszył ramionami i ruszył w kierunku ludzkiej osady. Przecież musi gdzieś tu być, pomyślał skrytobójca, ale posłusznie podążył za przyjacielem.
W głębi duszy Leto wiedział, że nie ma szans na znalezienie Ariny. Od dobrych kilku minut szalała zamieć, która przykryła wszelkie tropy. Przedzierał się przez krzaki i ogromne ilości śniegu, mając na oku plecy Veinera. Elfy na ogół były samotnikami, lecz Veiner był inny. Lubił towarzystwo ludzi i elfów, był ujmujący i potrafił nawiązać kontakt dosłownie z każdym. Dlatego też to jemu przypadło stanowisko ambasadora, który miał za zadanie utrzymywać dobre stosunki z ludźmi. Niezwykle przystojnego ambasadora, pomyślał z przekąsem Leto, ciągle gapiąc się w wysoką postać przed sobą. Wysoki kalegoński elf o pociągłej twarzy i łagodnych, niebieskich jak ocean oczach od zawsze był obiektem westchnień młodych dziewcząt. Nie to co przedstawiciele areseińskiej rasy. Leto był niski jak na elfa, jego włosy przypominały czarne strąki cierni, ostre rysy twarzy przyprawiały o dreszcze, a całości dopełniały ciemne jak węgiel skośne oczy. Wieśniacy na jego widok czynili znaki przeganiające złe duchy, a zawód skrytobójcy nie pomagał w założeniu rodziny. Że też kiedyś pragnąłem spokojnego życia, prychnął. Zgnuśniałbym, zestarzał i tyle by z tego wyszło.
       - Słyszałeś, co powiedziałem? – krzyknął Veiner.
       - Hm… Co? – odparł wyrwany z zamyślenia Leto.
       - Idziesz do gospody na kolację? Mają dzisiaj baraninę na ruszcie, więc grzechem byłoby ominąć taką ucztę.
       - Nie, raczej zostanę u siebie.
       - Hej! – z uśmiechem trzepnął przyjaciela w ramię. – Udzielają nam takiej gościny, a ty od tygodnia nie pojawiłeś się na żadnym przyjęciu.
     - Przecież widzisz, jak na mnie patrzą. Jakbym zaraz miał się rzucić na ich dzieci z   nożami. Nie, to naprawdę zły pomysł.
       - Jak chcesz! Wiedz, że ominie cię dobra zabawa. Mówię ci – rzucił z zapałem. – Pyszne jedzenie, a kobietki też niczego sobie…
       - Powiedziałem – stanowczo odparł Leto. – Nie idę i już.
       - Dobra, dobra. Jeszcze miesiąc tutaj pobędziemy, więc będę miał jeszcze szansę na namówienie cię!
Śnieżyca powoli ustawała, ale nadal prószył śnieg. Z mgły zaczęły wyłaniać się drewniane zabudowania wioski. Osada była niewielka, ale stanowiła ważny ośrodek polityczny – znajdowała się bowiem na granicy Elfiego Księstwa i państwa ludzi, Odokerdu. To tutaj przeplatały się najważniejsze szlaki handlowe. To tutaj elficka krew mieszała się z ludzką. To tutaj także odbywają się największe ambasadorskie chryje, jak to zwykł mawiać Veiner. Niekiedy opowiadał tym, którzy chcieli go słuchać, jak to kilkanaście lat temu ambasador magów prawie zatłukł na śmierć elfickiego posła, który przypadkowo zastąpił mu drogę podczas wspólnej podróży.
Teraz wioska Gerrindum wydawała się uśpiona, ale elfy doskonale wiedziały, że na straży czatują wojowie, którzy wypatrywali Wilczurów. Ich zakrzywione pazury i ostre kły rozrywały ciała nieszczęśników, którzy stanęli im na drodze. Wilki często atakowały ludzi w czasie mrozów. Najdziwniejsze było to, że te krwiożercze bestie nie zaspokajały głodu – szarpały swoje ofiary, a następnie ciągnęły ciała pod drewnianą palisadę. Nie pożerały ofiar. Wywlekały wnętrzności, jakby była to przestroga dla potomnych.
Właśnie dlatego Leto nie były w głowie hulanki i zabawy. Miał dług wdzięczności do spłaty i nie zamierzał zawieść mieszkańców Gerrindum. Pożegnał się z przyjacielem, który pognał w stronę gospody, i udał się więc do swojej kwatery, aby przebrać się w suche ubranie.
Jego lokal znajdował się na poddaszu w chacie starej zielarki. Jako jedyna cieszyła się z jego towarzystwa, prawdopodobnie dlatego że dawno straciła wzrok. Natomiast słuch miała niezawodny.
       - Ach, Leto! Witaj kochaniutki! – zawołała donośnie, kiedy drzwi wejściowe cicho skrzypnęły. – Udało się wam? Znaleźliście tę biedną duszyczkę?
Skrytobójca podszedł do stołu przy, którym siedziała babka. Sporządzała jakieś mikstury, na których Leto kompletnie się nie znał. Nie pachniało to zbyt dobrze, ale znając umiejętności starej znachorki, na pewno było skuteczne.
     - Nie tym razem – powiedział cicho. – Zamieć przeszkodziła nam w poszukiwaniach.
     - Och, jaka szkoda – zawodziła. – A można było ją przesłuchać dużo wcześniej, Ale nie! Przecież gwardziści uznali, że nie ma dowodów. Teraz to powinni za nią latać dniem i nocą, by ją złapać! Pewnie teraz wygrzewają swoje tłuste tyłki przy kominku, grając w karty, a was zapędzają do roboty, kochaniutki.
       - Nic na to nie poradzę. Odgórny rozkaz.
       - Ja wiem, wiem, kochaniutki – pogładziła elfa po szorstkim policzku. – radziłabym ci się przespać, ale zapewnie mnie nie posłuchasz, co?
Leto uśmiechnął się półgębkiem.
- Raczej nie. Idę pomóc strażnikom. Może dzisiaj pojawią się Wilczury i ubijemy kilka z tych bestii.
       - No, powodzenia, kochaniutki – uśmiechnęła się ciepło i zajęła się eliksirami.
Elf pomknął na górę po schodach, zostawiając za sobą mokre kałuże. W biegu zdjął przemoczoną pelerynę i z impetem otworzył drzwi do pokoju.
Czego jak czego, ale szmaragdowej mgły wyłaniającej się spod łóżka nie spodziewał się.
Leto stanął jak wryty. Jednak umysł skrytobójcy nakazał mu działać. Szybko dobył zakrzywionych noży i stanął w lekkim rozkroku naprzeciw dziwacznego zjawiska. Doskonale wiedział, że to sztuczka magów, a ich wyjątkowo nie znosił.
Mgła zaczęła się formować, przybierać różne kształty, aż w końcu oczom elfa ukazała się kobieta. Niesłychanie piękna kobieta, gdyby nie to, że była cała posiniaczona i ubrudzona.
Dziewczyna wydawała się jeszcze bardziej zaskoczona niż Leto. Skrytobójca natychmiast skoczył w jej stronę i przygwoździł ją do ściany, zaciskając jej usta dłonią. Próbowała krzyknąć, ale nic to nie dało. Z zielonych oczu zaczęły skapywać łzy.
       - Nie próbuj swoich sztuczek, wiedźmo – wyszeptał groźnie. – Jak się tutaj dostałaś? I dlaczego akurat tu?
Dziewczę trzęsło się jak osika ze strachu. Leto powoli odjął rękę od jej twarzy i wtedy to zauważył – półokrągłą, czarną bliznę nad prawym kącikiem ust, znak rozpoznawczy zniewolonych magów. To jej szukali, maga podejrzanego o władanie Wilczurami.
Przerażona Arina zaczęła bełkotać:
       - Na Reinoka… Udało się, tak, udało się! Nie wierzę, po prostu… Nie, to przecież…
Leto szybko przerwał jej tyradę słów:
       - Zamilcz! – warknął. – Krótko i na temat. Już!
O dziwo dziewczyna zaczęła się uspokajać, choć nadal miała na gardle ostrą krawędź noża. Łzy wyrzeźbiły na jej twarzy mokre ścieżki, ale z zielonych oczu nie kapały już łzy. Wzięła głęboki oddech i dumnie się wyprostowała.
       - Jestem Arina – odrzekła. – Lecz zapewne wiesz jak mam na imię, skoro od kilku dni mnie ścigacie. Nie mam nic wspólnego z Wilczurami, nie mogę ich kontrolować, choćbym chciała! Nie jestem w stanie niczego wyczarować!
       - A to przedstawienie przed chwilą? Co to było? Nagły przebłysk talentu?
       - Naprawdę nie wiem, jak to zrobiłam – zaczęła szybko się tłumaczyć. – To nie powinno się stać. On nie dopuściliby do tego, abym…
       - Po prostu powiedz… - przerwał jej skrytobójca, ale coś zwróciło jego uwagę. – Zaraz, jaki on?
       - Mój Pan, Azarel. Myślisz, że sama pozbawiłam się mocy? Że z własnej woli chodzę za nim jak pies? Brakuje mi jeszcze smyczy i obroży! – rzuciła ze złością.
Leto odsunął się od niej nieznacznie i przyjrzał się jej dokładnie. Choć pomieszczenie oświetlało tylko światło księżyca, to doskonale widział kształty dziewczyny. Arina była piękna, nieziemsko piękna, mimo że jej ciało pokrywał brud i resztki roślin. Miała pełne kształty, nie to co kościste elfki. Nie była wychudzona, co zdziwiło skrytobójcę – zazwyczaj niewolnicy byli źle traktowani. Jak widać Arina nie była dziewczyną od sprzątania i podawania wykwintnych kolacji. Owalną twarz okalały brązowe loki, spod których spoglądały zielone oczy. Duże usta tylko dodawały uroku kobiecie.
       - No dobrze – powiedział i wskazał jej dużą skrzynię. – siadaj, ale pamiętaj, że jeśli zrobisz cokolwiek, co mi się nie spodoba, to ubędzie ci trochę krwi.
Jeszcze przez chwilę lustrowała go wzrokiem, a następnie posłusznie usiadła na skraju mebla. Wbiła wzrok w ścianę, wydawało się, że myślami jest gdzie indziej.
Leto przestawił stare krzesło, tak że siedział na wprost młodej kobiety. Nadal trzymał w pogotowiu nóż – nigdy nie wiesz, kiedy może się przydać.
       - Zacznijmy jeszcze raz. Oczywiście wiem kim jesteś, a ty wiesz dlaczego na ciebie poluję.
Arina prychnęła:
       - Nie jestem jakimś dzikusem. Polować, to sobie możesz na kaczki, nie na ludzi. No chyba, że twoja rasa…
       - Zamkniesz się wreszcie? – Leto był już zmęczony, miał jeszcze sporo roboty, a ta jędza jeszcze się z nim kłóciła. – Oboje chcemy mieć tę rozmowę z głowy, więc współpraca będzie chyba najlepszym pomysłem, co?
Arina skuliła się w sobie, nic nie powiedziała. Skrytobójca ponownie podjął rozmowę.
       - Jesteś podejrzana o morderstwo ponad dziesięciu wieśniaków. Wilki wypatroszyły ich i pozostawiły na środku drogi. Wiesz, rozszarpane ciała, jelita na wierzchu… Mówi ci to coś?
Zielone oczy gwałtownie zwróciły się ku niemu:
       - Nie zrobiłam tego – odparła cicho. – Nie jestem potworem…
       - Tego nie wiem.
       - Tam była moja rodzina.
Leto zauważył, że dziewczyna zaraz ponownie zaleje się łzami.
       - Nazywał się Nidor. Nawet nie wiesz jak bardzo go kochałam – uśmiechnęła się smutno. – Zawsze był taki pogodny, taki roześmiany. Aż pewnego dnia poszedł do lasu. Wrócił nad ranem. Szkoda tylko, że przywleczony przez Wilczury.
Młody elf odchrząknął, zmieszany. Nie spodziewał się, że Arina pochodzi z Gerrindum, a tym bardziej, że straciła tutaj kogoś bliskiego. Wiedział, że nie kłamie. Widział to w jej oczach, smutek i niezagojone rany.
      - Był moim bratem – odpowiedziała na niezadane pytanie. – Miał tylko osiem lat. Nikomu nie życzę takiego losu, a tym bardziej dziecku, które niczym nie zawiniło. Może i był zbyt ruchliwy, czasami sprzeczał się z mamą, ale przecież to maluch, który czasem musi zrobić cos na przekór światu – spuściła wzrok i pociągnęła nosem – Też masz rodzinę, za którą tęsknisz?
Leto już miał odpowiedzieć, że to nie jest jej cholerny interes, lecz w tej chwili coś huknęło, a posady domu zatrzęsły się. Arina krzyknęła rozpaczliwie i zasłoniła uszy dłońmi.
     - Zamknij się głupia! – wycharczał rozwścieczony skrytobójca. – Ktoś właśnie włamuje się do chaty, a ty drzesz się jak opętana!
Leto wyjrzał przez dziurkę od klucza, kurczowo trzymając sztylet. W korytarzu stało trzech najemników, obskurnych dryblasów, którzy dzierżyli w dłoniach naładowane kusze. Rozglądali się nerwowo po pomieszczeniu i niszczyli napotkane przedmioty. Nigdzie nie widział starej zielarki. Nie wiedział, co się z nią stało, ale wątpił, aby poddała się bez walki. Nie miał szans w starciu z kusznikami, więc musiał zwiewać stąd ile sił w nogach.
Pozostał mu tylko jeden problem o imieniu Arina. Dziewczyna nadal siedziała przestraszona na drewnianej skrzyni. Nie mogli tutaj zostać, gdyż po kilku minutach zostałaby z nich tylko krwawa miazga.
        - Dobra – zadecydował. – A teraz ruchy księżniczko i wyskakujemy dziarsko przez okno.
        - Ty chyba żartujesz? – wydusiła z siebie. – Przecież się połamiemy!
        - Lepsze bliskie spotkanie z ziemią, niż bełt w brzuchu, nieprawdaż? No dawaj, nie ma czasu.
        - Ale… - dziewczyna chciała jeszcze coś powiedzieć, lecz przerwał jej kolejny huk. – Na kamienie Strigotta! Dobrze, już dobrze, wynośmy się stąd!
Leto popchnął ją w kierunku niewielkiego okna. Zawahała się, ale głośne kroki zmierzające w kierunku pokoju na piętrze, pozwoliły jej podjąć decyzję. Wyskoczyła, lądując ciężko i niezgrabnie na ziemi. Elf ruszył tuż za nią, z gracją dotykając stopami ziemi. Skrytobójca i zniewolony mag popędzili w stronę gęstego lasu, aby schronić się przed prześladowcami.
Elf mógłby biec bez ustanku godzinami, lecz kondycja Ariny pozostawiała wiele do życzenia. Już po piętnastu minutach musieli zrobić odpoczynek, gdyż dziewczyna ledwie trzymała się na nogach. Rzuciła się z impetem na runo leśne, łapiąc z trudem powietrze. Dopiero po chwili odzyskała oddech i bąknęła:
- Wysłannicy Azarela… To oni chcieli cię zabić.
Leto właśnie pił wodę z wartkiego strumienia, lecz na jej słowa odwrócił się szybko.
        - To ten twój pan i władca, tak? Ładnie pogrywa, sukinsyn jeden.
        - A teraz wyobraź sobie życie z nim pod jednym dachem, kiedy się zdenerwuje. A wkurzony jest przez większość swojego marnego istnienia – wstała z ziemi i popatrzyła się w skośne oczy elfa. – To co teraz zrobimy?
        - Obejdziemy wioskę dookoła, a potem wstąpimy z niezapowiedzianą wizytą do mojego przyjaciela.
Przedzierali się przez krzaki, które znaczyły ich czerwonymi szramami, lecz nawet odbite światło księżyca nie pomagało w odnalezieniu drogi. Włóczyli się po lesie przez dobre kilka godzin. Dopiero nad ranem ujrzeli jedyną gospodę w wiosce, w której rezydował Veiner.
W karczmie pozostały tylko niedobitki nocnej biesiady, która musiała być przednia, sądząc po ilości pustych beczułek po piwie i potłuczonym szkle. Leto i Arina wyglądali jak siedem nieszczęść i choć nikt nie zwracał na nich uwagi, to bezszelestnie przemknęli koło śpiących pijaczków i kurtyzan.
Z lokum Veinera wychynęła młoda dziewczyna, która jednak nie grzeszyła urodą i boso przemknęła przez ciemny korytarz. Leto wszedł do pokoju przyjaciela, który mógł w tej chwili uchodzić za niezbyt czysty chlew. Resztki jedzenia, potłuczone kufle, zdewastowane krzesło i niezidentyfikowane ciecze na podłodze, których pochodzenie nie bardzo interesowało niskiego elfa. Leto odrzucił brudną kołdrę, pod którą leżał Veiner, i trzepnął przyjaciela w łeb.
          - ghhhhaaaaghhhh… - wybełkotał. – Kto tu do cholery jest? Ja już nie piję – i zakrył głowę poduszką.
          - Coś ty z siebie zrobił? Ambasador od siedmiu boleści. Nie udawaj męczennika, elfy nie mają kaca.
          - Miałbyś, gdyby ludzie wciskali ci tanie piwo, a przy okazji dolewali do kielicha jeszcze śmierdzące wino.
          - Ale chyba dobrze się bawiłeś? – zapytał z przekąsem. – Idziemy, bo zaraz będziemy mieć na ogonie zgraję magów i najemnych żołdaków.
Veiner podniósł się na łokciu i odrzekł:
- W coś ty się wpakował? – dopiero teraz zauważył Arinę stojącą w kącie. – Ty chyba żartujesz, Leto? Co ta wariatka tu robi?!
- Później ci wyjaśnię. A teraz zbieraj się i wynosimy się z tej wioski.
Lada moment Veiner był już zwarty i gotowy do drogi. We trójkę wyszli z gospody, kierując się w stronę Granicy. Ambasador patrzył się z pogardą na kobietę, która przylgnęła do Leta jak rzep, gdyż obawiała się wzroku błękitnookiego elfa.
- Dobrze rozumiem? – spytał Veiner. – Po prostu pojawiła się u ciebie, a ty zabrałeś ją ze sobą jak gdyby nigdy nic?
- Długo będziemy jeszcze wałkować ten temat? – zirytował się skrytobójca. – Tak, tak zrobiłem! Masz w tym jakiś problem?
- Mam, chociażby taki, że ona jest magiem i to potężnym, skoro została zniewolona. A, przypominam ci jeszcze, że nie przepadasz za czarodziejami. W razie jakbyś zapomniał.
- Do jasnej cholery! Zrób z nią, co tylko zechcesz! Nie zależy mi na niej, ale na bezpieczeństwie ludzi. Muszę dowiedzieć się, kto za tym wszystkim stoi.
Mimo że Arina nie znała dobrze Leto, to jego słowa zabolały ją. Rozumiała, że nie była darzona przez niego sympatią, ale myślała, że znalazła kogoś, kto jej pomoże. Widać, jej marzenia spełzły na niczym.
- Oczywiście, że to ta dziewucha! Któżby inny?
- Ale nie widzisz, że coś się nie zgadza? Żaden mag nie jest w stanie kontrolować tylu bestii na raz!
- Chłopaki… - szepnęła Arina.
- Nic nie rozumiesz, Leto! Widać gołym okiem, że w jakiś sposób jest inna. Potężniejsza i silniejsza.
- Na Reinoka! – krzyknęła rozpaczliwie.
Tym razem elfy odwróciły się w stronę miejsca, gdzie stała młoda mag. Na powalonej kłodzie stał rosły mężczyzna w średnim wieku. Ubrany był w wilcze skóry, a na głowę narzucił łeb wielkiego Wilczura. W ręce dzierżył wygięty kostur z czarnego drewna, zwieńczony groźnym pyskiem rzeźbionej bestii. Pod jego nogami siedziało szczenię, lecz nie było one wychudzone jak zwierzęta atakujące wieśniaków. Złote ślepia przyjaźnie lustrowały trójkę nieznanych mu przybyszów. Tajemniczy osobnik uśmiechał się przebiegle.
- Szukacie morderców, tak? – głos mężczyzny był głęboki, ale zadziwiająco miękki. – Zapuszczacie się na moje tereny, a wilki, wśród których żyję, nigdy nie polują na dwunożne dziwolągi…
- Kim ty jesteś, że możesz nas tak obrażać – żachnął się Veiner.
- Właściwie pytanie brzmi: Kim TY jesteś, elficka hołoto, skoro masz czelność kwestionować moją pozycję.
Ambasador rzuciłby się z pięściami na mężczyznę, gdyby nie Leto, który przytrzymał siłą przyjaciela.
- Jeśli tu jesteś, to musisz coś wiedzieć o tych atakach – odparł spokojnie skrytobójca.
W tej chwili zagadkowa postać wzięła na ręce młodego wilka i zaczęła go głaskać po puchatym pyszczku. Szczenię zabawnie skomlało i z radością lizało właściciela po dłoniach.
- Wiem co nieco, ale zdaje mi się, że tak samo niewiele jak wy. Ja także mam interes w złapaniu tego potwora. Moje wilcze stado kurczy się z każdym dniem, gdyż wilki werbowane są potajemnie. Dla mnie to jak utrata członka rodziny, dlatego muszę odnaleźć źródło problemu
Arina spojrzała ze współczuciem w złote oczy mężczyzny. Wiedziała, jak to jest. Strata kogoś bliskiego zawsze boli, nieważne czy jest to matka, siostra, brat, czy przyjaciel. Serce zostaje roztrzaskane na milion kawałków i żaden klej nie jest w stanie poskładać wszystkich elementów do kupy.
- Wiesz o czym mówię, prawda – powiedział cicho spoglądając na umorusaną dziewczynę, a ona w milczeniu skinęła głową. – Czyli ruszacie dalej? – ponownie podjął wątek. – Niech wam sprzyjają bóstwa natury, a dojdziecie do celu.
Szybkim krokiem podszedł do Leto, którego ręka powędrowała przezornie w kierunku pochwy z zakrzywionym sztyletem. Szpakowaty mężczyzna stał kilka centymetrów od niskiego skrytobójcy, wciąż trzymając miękką kulkę futra.
- I pamiętaj o tym młody elfie. Zawilce nie wszędzie są białe jak śnieg o poranku.
Po chwili zniknął w czeluściach lasu.
- Co to znaczy? – zagadnęła Arina. – Wiesz o czym on mówił?
- Nie mam zielonego pojęcia, ale musimy dowiedzieć się, o co chodzi.
Nagle usłyszeli odległy szelest i zrozpaczony krzyk wieśniaka, biegnącego w stronę Veinera. Padł mu u stóp, kłaniając się nisko i desperacko łapiąc powietrze.
- Zielarka… - wydyszał. – Zielarka… nie żyje… Wszyscy pomrzemy! – I zalał się łzami.
Veiner odtrącił delikatnie szlochającego chłopa i zwrócił się do Leto:
- Jeśli staruszka wyzionęła ducha, to cała wioska upadnie. Była wielkim autorytetem, a teraz mieszkańcy nie mają żadnej podpory. Trzeba działać i to szybko, gdyż niedługo ludzie się zbuntują przeciwko krwiożerczym bestiom. A wszyscy wiemy, że to będzie tylko żałosna desperacja.
- Najważniejsze jest to, co miał na myśli ten mężczyzna. Komuś coś świta? – Ani Arina, ani Veiner nie wiedzieli, co znaczą tajemnicze słowa. – Tak myślałem. W takim razie ruszamy do posiadłości Azarela, może tam znajdziemy jakieś wskazówki.
Szybkim krokiem skierowali się na północ z nikłą nadzieją, że uda im się powstrzymać bezwzględnego zabójcę i jego watahę.
  

 Autor Zuzanna Boruc.
Prawa autorskie zastrzeżone. Kopiowanie tylko za zgodą autora. 

Komentarze

  1. Rzeczywiście chciałoby się przeczytać ciąg dalszy :) Bardzo fajne opowiadanie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Autorka (czyli ja) jakimś cudem pogodziła szkołę i inne obowiązki, w związku z czym zyskała nieco wolnego czasu. :) Wprawdzie myślałam, że już się poddam i nie zdołam dokończyć tekstu, ale wczoraj wzięłam się do roboty i skończyłam pisać.
    Cieszę się, że tak się spodobało jury, naprawdę nie spodziewałam się, gdyż było pisałam to "na kolanie". :) Jakoś musiałam zakończyć cały ten tekścik, gdyż inaczej rozpisałabym się niemiłosiernie. I jakieś tam pomysły mam na kontynuację, choć pewnie koncepcja zmieni się jeszcze wielokrotnie. :)
    Życzę szczęścia innym, a ja po cichutku liczę na docenienie mojej pracy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opowiadanie jest super. Mnie się bardzo podoba. Z niecierpliwością czekam na inne. Uczestniczy postawili sobie wysoką poprzeczkę. To trzeba przyznać;) Niezbadane są meandry ludzkiej wyobraźni. Pisz, wychodzi Ci to bardzo dobrze:)
      Pozdrawiamy Stag i Anna.

      Usuń
    2. Dziękuję, bardzo mi miło. :3 Jeśli mój słomiany zapał uleci gdzieś w powietrze i nie powróci w szybkim tempie, to na pewno dopiszę kolejne rozdziały. I oczywiście podzielę się z Wami. :)

      Usuń
    3. Jak miło. Sama jestem ciekawa. Też na obecną chwilę nie chce mi się nic;p Mam nadzieję, że to chwilowe;) Zwalę an grypę, a co se będę żałowała ;p

      Usuń
    4. Lenistwo się szerzy, ale mam nadzieję że w końcu znajdzie sobie inną ofiarę. A, i jeszcze jedno. Zapomniałam pozdrowić kolejną fankę DM :3

      Usuń
    5. Już mi lepiej:) Katar irytuje, da się jednak przeżyć. O tak DM ze mną od 14 lat, niezmiennie. I dalej ich słucham z taką samą fascynacją, jak za pieszym razem, kiedy dane mi było zanurzyć się w tych synth-popowych dźwiękach:) Zatem również pozdrawiam :3

      Usuń
  3. Czy to jest ta sama Zuza co mi tak dużo pomaga? Szok bardzo mi się podoba chce dalej kochana pisz pisz czekam masz talent

    OdpowiedzUsuń
  4. Po przeczytaniu tego opowiadania zaczynam wątpić w moje "dzieło". ;)
    Chwalę organizatorki, za przeciągnięcie terminu, bo na dziś mam tylko połowę i plany na rozwinięcie zakończenie. ;D
    Więc... Gratuluję Zuza, świetnego opowiadania i pomysłu. ;D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Wypowiedzi w formie obraźliwej lub wulgarnej, zostaną usunięte. Miłego czytania.

Popularne posty z tego bloga

Podsumowanie roku na Fp - Człowiek Matka

Od jakiegoś czasu prowadzę stronkę, która nazywa się - Człowiek Matka. Jest to lekko ironiczne miejsce, w którym opiniuję rzeczy, które zakupiłam na chińskiej stronie Aliexpres. Dowiedziałam się o niej od jednej z moich koleżanek, kiedy to zaczęłam moją przygodę z lakierami hybrydowymi. Podobno na niej miałam znaleźć to, czego mi było wtedy potrzeba. Mianowicie lakierki hybrydowe w bardzo okazyjnych cenach. Niestety, majfrendowe mazadła okazały się beznadziejne, za to inne rzeczy już nie. Zamówiłam kilka produktów, wrzuciłam recenzje na grupę zrzeszająca fanów zakupów z Chin. I tak urodziła się myśl, że może by tak fp z tym zrobić. No i jest. Tworzę na niego grafomańskie wpisy, nasycone wszelakiego rodzaju babolami i radosnym słowotwórstwem (ale to są bardzo przemyślane babole, które nomen omen bardzo często mi są wytykane, co śmieszy mnie do łez). Z dnia na dzień przybywa lubisów tego miejsca, co mnie niezmiernie zaskakuje. Dlaczego więc na blogu, na którym opiniuję książki, znalazł …

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Intruz - recenzja

Przyszedł czas na ostatnie DLC do Inkwizycji, po którym, niestety, musimy się pożegnać z kolejnymi dodatkami, ponieważ ten jest ostateczny i zamykający rozgrywkę. Powiem szczerze, że poczułam lekkie rozczarowanie. Po chwili jednak przyszło otrzeźwienie, przecież studio nie może w nieskończoność klepać DLCeków, bo jakaś Stag chce grać w grę. Intruz został stworzony dla PC. Ma on rozszerzyć fabułę, pozwalając graczowi rozegrać ostatnią niewielką kampanię, która umiejscowiona jest po pewnym czasie, od zakończenia głównego wątku. Gracz będzie też mógł poznać dalsze losy towarzyszy, którzy opuszczają go po pokonaniu Koryfeusza.
Warto też wspomnieć, bo generalnie „Przebudzenie”, które wyszło po Dragon Age: Origin, w które można było grać bez ukończenia podstawy, kreując jedynie postać, jest dodatkiem niezależnym. Tak tutaj wymagana jest baza. Nie obejdziemy tego. Zatem, jeśli ktoś jest leniuszkiem i mu się nie chciało kończyć, no to bardzo mi przykro. W tym przypadku nie pobiega sobie po tym…

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Zstąpienie - recenzja

Jest to ta z opinii, którą piszę drugi raz, bo poprzednią szlag trafił, podobnie jak screeny i zapisy gry. No niestety. Dysk czasem się pali, a wraz z nim znika to, co tak skrzętnie się gromadzi. Troszkę mnie zdziwił fakt, że jakimś tajemniczym zrządzeniem losu z chmury ulotnił się cały zapis stanu gry, włącznie z postacią, która przemierzałam dodatek. Cuda na kiju, ewentualnie Andrasta maczała w tym swoje paluchy. No, nie wnikam. Poszło w cholerę, po co drążyć. 
 Kody do dodatków, tak dodatków, bo jeszcze w pakiecie znalazł się ostatni, wiążący - „Intruz”. Otrzymałam od szefa grupy fanowskiej - „Dragon Age – Przystań Szarego Strażnika”, Łukasza. Zwanego przez przyjaciół - Ilidanem. Za co mu niezmiernie dziękuję, gdyż był to prezent „z zaskoczenia”, który wywołał na mojej twarzy niewyobrażalnie szeroki uśmiech. Wyglądałam przy tym jak genlok ucieszony z nowej, krwawej jatki. Rozpracowałam jak sobie to wpisać, załadować i pobrać. Trzeba brać pod uwagę to, że jestem babą – kurą domową,…