Przejdź do głównej zawartości

Konkursowe. Opowiadanie Shemmer.

Źródło:  http://25.media.tumblr.com/0e1f9085adf97fbc473849e968a345e3/tumblr_mk0ux1ku8f1s5tmjvo1_500.gif 

Dziś czas na kolejne opowiadanie, które przysłała Ola. Dała mi niezłą zagwozdkę. Od dwóch dni szukałam odpowiedniej grafiki do niego. Niestety bezskutecznie. Posłużyłam się zatem tą, którą przysłała wraz z opowiadaniem. Myślę, że odpowiednim będzie to, że napiszę tutaj, iż jest to praca dla osób 18+. Zatem, by nie gorszyć naszej szanownej młodzieży, stwierdzam, że czytacie na własną odpowiedzialność. Jakie moje odczucia? Bardzo pozytywne. Annie też się podobało. I choć mnie zawsze swędzą palce, aby coś poprawić. To udało mi się powstrzymać. Ech te łąki pełne kwiatów. Powiem szczerze, że nie zbadane są pokłady Waszej wyobraźni. Za każdym razem otrzymujemy coś zupełnie innego i nieszablonowego. Tak samo jest w tym przypadku. Pozostaje mi jedynie życzyć miłych wrażeń oraz jak zawsze miłe słowa dla autorki bardzo wskazane.



Gdzie troje nie może, tam czwarty dopomoże.



     Pytanie było tylko jedno. Dlaczego to wszystko zaczynać się musi w ciemności?
Odpowiedź jest prosta. Ciemność jest władcą. Snem, którego nie rozróżnisz od jawy. Wszystko to dzięki niemu. On jest tym, który tak łatwo oplata swoją wolę wokół ciebie, iż nie zdajesz sobie sprawy, czym jesteś.
W starciu z nim… W starciu z nim jesteś tylko żądzą. Nie koniecznie wymyślną, subtelną i spokojną.
Jesteś tym, czym on zapragnie.

     Srebrzyste promienie tańczyły tak, jakby były żywe. Blask księżyca wirował we wszechświecie bez końca, przebijając się subtelnie przez szyby. Niemal przeźroczysta firanka unosiła się powabnie pod naporem wiatru. Chłodny powiew studził rozgrzane ciało kobiety, z zadowoleniem wyciągniętej na łóżku. Było jej mało, chciała więcej. Uśmiechała się delikatnie, próbując jakoś przedostać głos przez gardło. Rubinowe świece niczym punkty skupiające magię, porozstawiane zostały po pokoju. Ich swawolne płomienie wyginały się to w jedną to w drugą stronę, nadając głębszego wydźwięku dla cieni. Sypialnia zdawała się wręcz poświęcona przez wszystkie bóstwa, jakie kiedykolwiek chodziły po świecie, dla wyznawania w niej przyjemności. Nieprzyzwoicie ogromne łoże, zasłane lekkimi prześcieradłami, moc poduszek w odcieniach brązu, złota i czerwieni, do tego zmysłowe, ciemne ściany, które zdawały się nie mieć końca.
     Manipulator Snów również się uśmiechał. Wykrzywione usta jednak nie były słodkie. Drapieżnie rozciągnięte, kusiły niebezpieczeństwem. Tak ciężko się było przed nim obronić. Przejechał palcem po podbródku uważnie śledząc to nieruchome ciało na łóżku, to wygodnie rozwaloną postać na fotelu. Brzoskwiniowe spojrzenie Manipulatora zamigotało, kiedy mężczyzna ze zdumieniem poprawił zakrywający twarz kaptur. Po chwili elf jednak zrezygnował i całkowicie odrzucił z głowy nakrycie. Mrużył podejrzliwie oczy, niepewny czy aby nie śni.
     A śnił, och śnił tak błogo i niszczycielsko, jak nigdy dotąd w swym życiu. Manipulator Snów zachichotał złośliwie, po czym ustąpił w smudze karmazynowego dymu, odchodząc do swego wymiaru, by stamtąd swobodnie manipulować obrazami snu. Na jego miejsce pojawili się dwaj magowie, leniwie sunący w kierunku Ariny, która w końcu ocknęła się z mgły upojnego zamroczenia. Oniemiała, gdyż nie miała innego wyjścia. Wsparta na łokciu wytrzeszczyła oczy, lekko rozwierając usta. Po kobietach wszakże ciężko oczekiwać czegoś innego, kiedy dwa nagie…samce, zmierzają w ich kierunku. Nie zdążyła zerwać się, czy chociażby przykryć - już byli przy niej. Arina pragnęła wić się dziko, byleby tylko uniknąć ich gorących dłoni. Bardzo, bardo powoli sunęli smukłymi palcami po jej obnażonym ciele. Azarel kreślił nieznane nikomu znaki wokół kostki kobiety, drażniącym tempem zmierzając wzdłuż łydki, ponad kolano… Wyżej, wyżej, niemal sprawiając, iż zmysły Ariny oszalały. Boleśnie głośny jęk wyrwał się z jej ust, kiedy Severio drażniąco zadrapał delikatną skórę przedramienia. Do góry, na dół – operował zmyślnie palcem, z ramienia kierując się ku obojczykowi, by zejść powoli do piersi. Straciła oddech. Znała ich, jednocześnie nie mogąc pojąć ich istoty.
     Wtedy zobaczyła siedzącego naprzeciw łoża mężczyznę. Krzyknęła z przestrachem. Czuła się nierzeczywiście, kiedy nadzy magowie w końcu umościli się po obu jej stronach. Nie mogła oderwać spojrzenia od równie zdumionego elfa. Był inny od tych, o których słyszała. Był taki… Och. Kolejny raz jęknęła, nie mogąc się skupić. Azarel i Severio byli jak dwie połówki przyciągających się magnesów. Bez pośpiechu kręcili biodrami koła, zbliżając się do Ariny jeszcze bardziej. Nie miała gdzie uciec. Dusiła się swoim pożądaniem oraz powietrzem, które ze świstem opuszczało jej klatkę piersiową. Rzuciła spanikowane spojrzenie w kierunku elfa, nie bardzo wiedząc, co robić. Słodka dezorientacja wiła się wokół niej, zacieśniając pole manewru zdrowego rozsądku.
Jego smukła sylwetka powierciła się trochę niepewnie na fotelu. Na litość Odkupicieli, co jego umysł mu podsuwał? Kolejny raz poruszył się niespokojnie i sprawdził obecność sztyletów. Bliski był zerwania się z miejsca, by… By co? Porwać dziewczynę i wybiec stąd w te pędy? Oszalałby gdyby zrobił coś tak skrajnie idiotycznego. Szmaragdowymi oczyma łypał to w prawo, to w lewo. Nigdzie nie było drzwi. Wściekłość mignęła mu w umyśle, czarnymi plamkami zwężając jego pole widzenia. Zacisnął dłonie na podłokietnikach. Nic mu się tu nie podobało. Wątpił, aby skok z okna był…
~ Dlaczego śnisz? Po co potrzebujesz przyjemności? Rossssskosznie jest ci patrzeć na to widowisko. Tęsknota za tym, co ulotne. Nie chcesz tego? Nie chcesz ulecieć na sekundę, dwie, na godzinę? Chodź, chodź waleczny elfie. Nie pożałujesz tego.
Syknął zdezorientowany, słysząc głęboki głos z łobuzerską nutą, wijącą się między słowami.
Naśladowcze ruchy frykcyjne mężczyzn stały się bardziej natarczywe, lecz żaden nie uczynił jeszcze nic, żeby posiąść kobietę. Wypieki na jej twarzy prawie świeciły, kiedy gwałtownie odsuwała rękę Azarela, wędrującą w kierunku jej krocza. Aszarte uśmiechnął się na to szelmowsko. Bliźniacze ruchy mężczyzn poczęły przerażać Arinę, kiedy równocześnie zaczęli na przemian lizać i kąsać jej piersi. Spróbowała zerwać się z łoża. Silne dłonie skutecznie przytrzymały ją w miejscu. Złoto bransolet i pierścienia zalśniło, dzięki setkom świec.
Dojrzała pogardliwy wyraz twarzy elfa.
     - Magowie, oczywiście, jakżeby inaczej – warknął wściekle, samemu podejmując próbę zerwania się z miejsca.
Wrzasnął dziko, siła przyciągania okazała się być potężniejsza, niżby się do wydawało. Mozolnie wznosił się ku górze, próbując zerwać jakieś nierzeczywiste więzy, przykuwające go do fotela. Arina widziała, że nie było to nic nierzeczywistego. Przypominające błotnisty szlam wicie, ciągnęły się od siedzenia Leta, do siedzenia fotela. Wici te drgały konwulsyjnie. To, co robił elf, zabijało je. Z ostatnim głośnym krzykiem oderwał się od tego. Siła impetu posłała go na kolana, lecz szybko zerwał się na równe nogi. Ponownie, wyjątkowo szybko, rozejrzał się po pomieszczeniu. Na sekundę oniemiał, gdyż oczy go zwodziły. Cofnął się o krok, konstatując, iż jednak nie oszalał. Dosłownie cztery kroki od niego, na przeciwległej ścianie, pyszniły się drzwi. Drzwi, inkrustowane wzorami, zdawać by się mogło, skomplikowanymi. Dokładne oględziny potwierdziły jednak coś innego. W środku pierścienia, centralnym punkcie kręgu, widniał symbol Odkupicieli. Natomiast obramowanie składało się z symboli rodowych. Nierealne. Nie do pomyślenia. Niewidziane od… tysiącleci? Mieszało mu się już w głowie.
Bez zastanowienia ruszył w ich kierunku. Zignorował przyśpieszone oddechy kotłujących się w pościeli ludzi. Trzymał zbawczą klamkę w dłoni, a ociekający rozkoszą głos, znów zabrzmiał w jego umyśle.
     ~ Jak to tak, zostawiać damę w opresji?
Głośny, niemalże szyderczy śmiech, rozniósł się echem. Leto szarpał się z drzwiami, próbując otworzyć je czym prędzej. Ruszyły się zaledwie o milimetr. Klnąc wniebogłosy, naparł na drewno z całej siły. Nic. Znaki na drzwiach zamigotały złociście. Obejrzał się przez ramię.
Arina nie znajdowała się znowu w aż tak komfortowej sytuacji, jakby się mogło komuś zdawać. Silne ciała mężczyzn przygniatały ją. Dławiła się ich i swoją żądzą. Tego było za wiele. Nie mogła krzyczeć, skutecznie udaremniał jej to ciekawski język Severia. Stawiała opór. Marny. Chciała ich od siebie odsunąć, a pragnęła wciągnąć ich w siebie i już nigdy nie wypuścić. Nie. Wiedziała. Co. Myśleć. Ciemne wejrzenie całującego mężczyzny, palące dłonie, rozgrzane ciała – wszystko to zniknęło na raz, by przed jej twarzą ukazać zaciśniętą pięść. Elf, wygięty w dość śmiesznej pozie, dyszał ciężko jedną nogą klęcząc na łóżku. Płynnym szarpnięciem zerwał z siebie pelerynę i podał ją rozedrganej kobiecie. Nie miała nawet okazji wymamrotać podziękowania, gdyż ten już przypadł do drzwi. Z tryumfującym okrzykiem, otwarł je na całą szerokość. Pośpieszyła ku nim, narzucając na siebie ofiarowany materiał. Przez chwilę dreptała za elfem w ciszy. Ani razu nie obejrzała się za siebie. Nie powinna ufać nieznajomemu. Nie chciała wracać do tamtej komnaty. Sytuacja bez wyjścia.
     - Jestem Arina, - przedstawiła się cicho, szczelniej owijając się peleryną mężczyzny.
     - Co mnie to interesuje? – burknął pod nosem. Korytarz zdawał się ciągnąć od nieskończoności po wieczność i jeszcze dalej. Zimne, niebieskawe pochodnie nie poprawiały mu nastroju. Półnaga magiczna u boku, tym bardziej.
     - Tam w komnacie. – Wskazał kciukiem bliżej nieokreślony punkt za nimi. – Twoi, powiedzmy, przyjaciele…
     - Nie pamiętam – przerwała mu gwałtownie. – Choć może pamiętam, lecz czy wiem? Bądź rozumiem? To tak jakbym miała ich przed sobą, a jednocześnie tak daleko jakby nigdy nie istnieli. Tylko ty zdajesz się być…
Brednie, pomyślał mężczyzna, do tego takie trafne. Wszystko, co sam myślał, że wie, zacierało się w jego umyśle.
     - Rzeczywisty. Leto, - mruknął cicho i przyśpieszył.
Na zbyt długą chwilę Arina zatrzymała się, zagapiwszy się w plecy elfa. Nadzwyczajny okaz komunikatywności, uprzejmości i gracji… Potrząsnęła głową i podbiegła do niego. Jakżeby inaczej, nie zaszczycił ją ani jednym spojrzeniem.
     - Masz może jakiś plan, co do tego, gdzie idziemy?
Mruknął coś niezobowiązującego pod nosem, bezwiednie bawiąc się rękojeścią sztyletu.
Mijali niewielkie ołtarzyki, suto zastawione jadłem oraz rzeczami, którym woleli nie przyglądać się zbyt natarczywie. Krzykliwie barwne, niejednokrotnie wabiły do siebie, próbując śmiertelnie usidlić. Starali się umknąć ich powabowi, próbowali być głusi na rubaszne, lecz zadziwiająco zwodniczo przyjemne, nawoływania. Od czasu do czasu bezpłciowej barwy dym wił się pomiędzy ich kostkami. Wpierw wprawiło to ich w panikę. Skąd mogli wiedzieć, czy opary, aby na pewno nie są trujące? Halucynogenne?
Arina wlepiła w Leta dość natarczywe spojrzenie. Oddech zatrzymał się w jej piersi, kiedy nos podrażnił pikantny, egzotyczny aromat. Zbliżyła się do mężczyzny o krok i jeszcze jeden, zaciągając się mocno. Czuła się zaczarowana. Jęknęła z zachwytu, obejmując elfa w pasie. Zaskoczony, odepchnął ją gwałtownie. Nie tylko jego serce zabiło mocniej. Z kobietą było coś nie tak. Dotyk jej ciała diametralnie się zmienił. Był jak ogień, zamknięty w żwawej, ochronnej powłoce, która strzeże, jednocześnie wywodząc na pokuszenie. Przyglądał się Arinie podejrzliwie. Postąpił krok do tyłu. Wtem wszystko się zmieniło. Zniknął zapach, ogień, szeroko pojęte życie. Ciemność zstąpiła na otaczający ich świat, z brzękiem tłuczonego szkła. Był to ostry, wbijający się w umysł dźwięk. Bolesny.
Nie zdążyli krzyknąć ostrzegawczo. Nawet nie mieli możliwości, by wskazać na cokolwiek palcem. Wyłącznie ich oczy, nagle robiące się niczym duże monety, mogły coś zdradzić. Podły uśmieszek, błyszczący bielą zębów, tuż za kobietą. Nonszalanckie, pełne okrucieństwa oczy, łypiące znad ramienia mężczyzny. Ciemność wijących się cieni, otaczająca postacie. Ciężkie ramiona, niezrównane w swej sile, ciągnące do tyłu. Do krainy, która kiedyś istniała.

     Zerwali się ze swych posłań jak na komendę. Równomiernie mocne bicie serc, przyśpieszony oddech i słabo skrywana panika w spojrzeniu.
Leto parsknął śmiechem, na powrót moszcząc się pod cienkim okryciem.
Arina zaś rozejrzała się półprzytomnie po sypialni. Nie mogła uspokoić oddechu. Leżący u boku kobiety Azarel, uniósł się na łokciu. Marszcząc brwi, przesunął palcami w górę szyi, kciukiem obracając jej podbródek, kierując twarz kobiety ku sobie.
     - Wszystko w porządku? – spytał no poły beznamiętnie. Czujne spojrzenie mówiło jednak coś innego.
Arina otwarła lekko usta, zmarszczyła brwi i przytaknęła. Sekundę później jednak pokręciła głową, by w końcu wzruszyć ramionami. Opadła bezwładnie na poduszki, zagapiwszy się w sufit.
- Nie wiem, - odszepnęła, masując dłonią czoło, jakby miało jej to pomóc.
Gdzieś tam w eterze rozbrzmiał śmiech Manipulatora, który spowity w czerwień wiedział. Wiedział aż za dobrze. 

Prawa autorskie zastrzeżone. Kopiowanie tylko za zgoda autora. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Podsumowanie roku na Fp - Człowiek Matka

Od jakiegoś czasu prowadzę stronkę, która nazywa się - Człowiek Matka. Jest to lekko ironiczne miejsce, w którym opiniuję rzeczy, które zakupiłam na chińskiej stronie Aliexpres. Dowiedziałam się o niej od jednej z moich koleżanek, kiedy to zaczęłam moją przygodę z lakierami hybrydowymi. Podobno na niej miałam znaleźć to, czego mi było wtedy potrzeba. Mianowicie lakierki hybrydowe w bardzo okazyjnych cenach. Niestety, majfrendowe mazadła okazały się beznadziejne, za to inne rzeczy już nie. Zamówiłam kilka produktów, wrzuciłam recenzje na grupę zrzeszająca fanów zakupów z Chin. I tak urodziła się myśl, że może by tak fp z tym zrobić. No i jest. Tworzę na niego grafomańskie wpisy, nasycone wszelakiego rodzaju babolami i radosnym słowotwórstwem (ale to są bardzo przemyślane babole, które nomen omen bardzo często mi są wytykane, co śmieszy mnie do łez). Z dnia na dzień przybywa lubisów tego miejsca, co mnie niezmiernie zaskakuje. Dlaczego więc na blogu, na którym opiniuję książki, znalazł …

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Intruz - recenzja

Przyszedł czas na ostatnie DLC do Inkwizycji, po którym, niestety, musimy się pożegnać z kolejnymi dodatkami, ponieważ ten jest ostateczny i zamykający rozgrywkę. Powiem szczerze, że poczułam lekkie rozczarowanie. Po chwili jednak przyszło otrzeźwienie, przecież studio nie może w nieskończoność klepać DLCeków, bo jakaś Stag chce grać w grę. Intruz został stworzony dla PC. Ma on rozszerzyć fabułę, pozwalając graczowi rozegrać ostatnią niewielką kampanię, która umiejscowiona jest po pewnym czasie, od zakończenia głównego wątku. Gracz będzie też mógł poznać dalsze losy towarzyszy, którzy opuszczają go po pokonaniu Koryfeusza.
Warto też wspomnieć, bo generalnie „Przebudzenie”, które wyszło po Dragon Age: Origin, w które można było grać bez ukończenia podstawy, kreując jedynie postać, jest dodatkiem niezależnym. Tak tutaj wymagana jest baza. Nie obejdziemy tego. Zatem, jeśli ktoś jest leniuszkiem i mu się nie chciało kończyć, no to bardzo mi przykro. W tym przypadku nie pobiega sobie po tym…

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Zstąpienie - recenzja

Jest to ta z opinii, którą piszę drugi raz, bo poprzednią szlag trafił, podobnie jak screeny i zapisy gry. No niestety. Dysk czasem się pali, a wraz z nim znika to, co tak skrzętnie się gromadzi. Troszkę mnie zdziwił fakt, że jakimś tajemniczym zrządzeniem losu z chmury ulotnił się cały zapis stanu gry, włącznie z postacią, która przemierzałam dodatek. Cuda na kiju, ewentualnie Andrasta maczała w tym swoje paluchy. No, nie wnikam. Poszło w cholerę, po co drążyć. 
 Kody do dodatków, tak dodatków, bo jeszcze w pakiecie znalazł się ostatni, wiążący - „Intruz”. Otrzymałam od szefa grupy fanowskiej - „Dragon Age – Przystań Szarego Strażnika”, Łukasza. Zwanego przez przyjaciół - Ilidanem. Za co mu niezmiernie dziękuję, gdyż był to prezent „z zaskoczenia”, który wywołał na mojej twarzy niewyobrażalnie szeroki uśmiech. Wyglądałam przy tym jak genlok ucieszony z nowej, krwawej jatki. Rozpracowałam jak sobie to wpisać, załadować i pobrać. Trzeba brać pod uwagę to, że jestem babą – kurą domową,…