Przejdź do głównej zawartości

Konkursowe. Opowiadanie Niki

Grafika Anna Kuchniak

Dziś dotarło do mnie kolejne opowiadanie konkursowe. Nika raczy Was czymś innym. Mnie to bardzo cieszy. Kreatywność i wyobraźnia zawsze mile widziane. Pamiętajcie konkurs trwa do 20 listopada. I nie będziemy go już przedłużały. Do wygrania książki i koszulki. Powodzenia. A ja wraz z Anną zapraszam do czytania i komentowania.


                                                                    ARINA & LETO  


      Liście zaszeleściły, a wiatr gwizdał swoją własną, niepowtarzalną melodię uderzając przy tym o gałęzie drzew. Pomniejsze krzaki stały prosto, niewzruszone, osłonięte wysokimi kasztanowcami i dębami. Spojrzawszy w górę, między zielenią tych pięknych roślin można było dostrzec zaróżowione chmury i promienie zachodzącego słońca. Co chwilę rozlegał się trzepot ptasich skrzydeł i delikatne szuranie ostrych, zwierzęcych pazurów.
      Dziewczyna o długich, brązowych włosach co chwilę rozglądała się wokół i zerkała za siebie przez ramię, jakby ktoś ją gonił, a ona sama spodziewała się w każdej chwili poczuć zaciskające się na nadgarstku silne, stwardniałe od lat walki palce. Była przyzwyczajona do tego dotyku, przez całe swoje życie musiała go znosić bez cienia sprzeciwu, ale teraz była wolna, nic jej nie ograniczało oprócz jej własnego, niekiedy paraliżującego strachu zamieniającego się powoli w paranoję. W końcu niewiele normalnych osób mogło myśleć tylko o tym, kto czeka na nie za kolejnym pniem.
     Pełna obaw i najgorszych przeczuć po raz kolejny okręciła się wokół własnej osi i oparła o drzewo znajdujące się za jej plecami. Odetchnęła głęboko i pokręciła głową, jakby próbowała przekonać samą siebie, że ten niedorzeczny lęk ma jakiś sens, a ona sama wcale nie traci zmysłów. Powoli uspokoiła oddech, policzyła do dziesięciu tak jak ktoś nauczył ją przed laty, choć nie potrafiła sobie przypomnieć, kim był ów człowiek. Zamrugała jakby coś wpadło jej do oka i odwróciła się w kierunku, w którym podążała. Jak najdalej od miejsca, które dotychczas pogardliwie nazywała domem. Prychnęła, wciągnęła do płuc jak najwięcej zimnego, świeżego powietrza i ruszyła przed siebie, ostrożnie przenosząc ciężar z jednej nogi na drugą, jakby dopiero nauczyła się chodzić. Stres i zdenerwowanie bez wątpienia nie pozwalały jej cieszyć się wolnością i cudownym zapachem porannego powietrza wypełniającym jej nozdrza.
      Po kilku minutach niepewnego marszu dotarła na skraj lasu. Ujrzała przed sobą szeroką polanę pokrytą miękką, zieloną trawą, jakby dopiero wyrosła, choć wszędzie wokół panowała jesień. Ten fakt powinien ją zaniepokoić, jednak odrzuciła wszystkie wątpliwości kiedy spostrzegła szczupłą sylwetkę balansującą na brzegu urwiska, które gwałtownie kończyło pole zieleni. Przestraszyła się, ale nie mogła oderwać wzroku wpatrzona w delikatne, płynne ruchy. Zrobiła krok w stronę tajemniczej postaci i natychmiast znieruchomiała widząc, jak ta przechyla się do przodu i wpada w przepaść. Dziewczyna powinna była wtedy odwrócić się i uciec stamtąd jak najszybciej, jednak coś mówiło jej, że nie może tak po prostu zostawić tego człowieka, kimkolwiek był. Pod wpływem tego nagłego impulsu zerwała się z miejsca, podbiegła na skraj urwiska i wszystkie swoje myśli skupiła na drobnej sylwetce, która ułamek sekundy wcześniej zniknęła jej z oczu. Jej powieki opadły, dłonie automatycznie zacisnęły się w pięści, a na twarzy odmalował się wyraz wielkiego wysiłku.
      Kiedy jej głębokie, zielone oczy znów błysnęły w resztkach słonecznego światła, zobaczyła przed sobą drobnego, umięśnionego chłopaka o krótkich, jasnych włosach i niemal czarnych oczach, wpatrującego się w nią z niedowierzaniem, które już po chwili zamieniło się we wściekłość i nutę... strachu? Nie mogła odszyfrować tego mignięcia na krańcach jego rozszerzonych źrenic. Spiorunował ją wzrokiem i skrzyżował ręce na piersi, jakby to dawało mu poczucie kontroli nad własnym ciałem, której w tamtej chwili nie miał. Jego życie zależało tak naprawdę od Ariny, to ona powstrzymywała go przed upadkiem.
       Dziewczyna cofnęła się o parę kroków, odwróciła i rozluźniła, czekając na głuche uderzenie za plecami. Kiedy się rozległo, spojrzała przez ramię aż stanęła twarzą do, jak się okazało, elfa. Odrzuciła długie, ciemne włosy i zbliżyła się do niego ostrożnie. Chłopak podniósł głowę, ale wciąż siedział niezgrabnie na ziemi strzelając z oczu piorunami. Co za ironia, że ktoś, kogo nie znał i moc, której nienawidził ocaliła mu życie. Wszyscy bogowie zapewne zaśmiewali się teraz ze swojego genialnego pomysłu, by sprowadzić mu na pomoc maga. Potrząsnął głową i wstał gwałtownie, rozdzierając rękaw koszuli, którą miał na sobie.
     - Stój - dziewczyna odezwała się po raz pierwszy, a jej delikatny głos wydawał się płynąć przez powietrze.
Elf westchnął cicho, czekając na jej dalsze słowa. Ona jednak stała tylko i wpatrywała się w niego ze strachem i niekrytą fascynacją w oczach, widoczną na kilometr. Zaciskała dłonie, by ukryć ich drżenie i uspokoić samą siebie, powtarzając sobie w kółko, że on nic jej nie zrobi, że gdyby chciał wystarczyłby jeden jego ruch. Nie miałaby szans.
Uśmiechnęła się niepewnie, myśląc nad reakcją jasnowłosego. Ten zachował powagę, rozejrzał się dokoła, odwrócił na palach i ruszył w stronę lasu. Uśmiech zniknął z twarzy Ariny, zastąpił go wyraz zaskoczenia i irytacji, który nie gościł na niej od lat. Przynajmniej nie w chwilach, gdy ktoś mógł ją zobaczyć.
     - Gdzie idziesz? - zawołała, zrywając się, by go dogonić.
Chłopak milczał zawzięcie i nic nie wskazywało na to, żeby miał zamiar otworzyć usta. Ona jednak nic sobie z tego nie robiła, pierwszy raz od kilku godzin czuła się względnie bezpieczna, a jej galopujące myśli zajęły się analizowaniem zachowania elfa, zamiast rozpatrywaniem przeróżnych sposobów, na jakie jej pan mógłby ją ukarać, gdyby ją znalazł.
Przez następną godzinę gadała jak najęta, wypytywała go o różne rzeczy, ale on uparcie siedział cicho i zaciskał zęby, jakby od tego zależały jego losy. Arina zaprzestała na chwilę swoich pytań i szła w milczeniu, choć z trudem powstrzymywała chęć odezwania się. Dopiero po kilkunastu minutach zaczerpnęła powietrza i westchnęła.
     - Jak masz na imię? - szepnęła, jakby bała się jego reakcji na swój głos.
     - Dlaczego tak cię to interesuje? - zapytał głośno, odzywając się po raz pierwszy, a słowa szorstko wydobywały się z jego wąskich ust. - Czy ja wypytuję cię o to, skąd pochodzisz, jak się nazywasz i inne podobne bzdury? Znalazłem się tu z konkretnych powodów, tak samo jak i ty, ale ja jakoś nie zasypuję cię bezsensownymi pytaniami.
      Dziewczyna aż zatrzymała się pod wpływem jego głosu, a on zrobił to samo, zwróciwszy się w jej stronę. Spojrzał jej w oczy, a jego twarz złagodniała, jakby przypomniał sobie coś wyjątkowo przyjemnego. Zmiana ta utrzymała się jedynie przez ułamek sekundy, gdyż niemal natychmiast z powrotem przybrał groźną minę.
     - Zapamiętaj sobie, nie będę z tobą rozmawiał. Jesteś magiem. Jesteś złem. Nie chcę mieć z tobą nic do czynienia.
     - A-ale.. – zająknęła się. -Magia uratowała ci życie. Twoje „zło” to zrobiło. Dzięki niemu stoisz tutaj i możesz się na mnie wydzierać! - słowa płynęły nieprzerwanie, właśnie w tej chwili wiedziała dokładnie co chce powiedzieć, a jej głos stał się pewniejszy i silniejszy. - Jesteś niewdzięczny. Nie wymagam, byś mi dziękował, ale mógłbyś okazać choć trochę szacunku.
     - Doprawdy? Dlaczego uważasz, że na niego zasługujesz?
     - Uratowałam twój kościsty tyłek. To, że byłam niewolnicą nie oznacza, że możesz mną pomiatać.
Elf zamarł na dźwięk słowa, którym się nazwała. „Niewolnicą”. Ktoś ją skrzywdził, dopiero teraz to do niego dotarło. W tej chwili zobaczył w jej oczach ból, niepewność, poczucie zagrożenia i poniżenia. Zamrugał, westchnął i odwrócił się na pięcie. Ruszył przed siebie, a ona podążyła za nim, tak jak do tej pory.
     - Na imię mi Leto – mruknął pod nosem, ale wystarczająco głośno, by usłyszała.
     - Arina - odpowiedziała z delikatnym uśmiechem. - Miło mi cię poznać.



      Przez następne kilka dni wędrowali między drzewami, wymieniali się wartą kiedy jedno z nich szło spać i wspólnie szukali jedzenia i wody. Leto wciąż trzymał się na dystans i ciężko byłoby nazwać ich choćby nawet dobrymi znajomymi, o przyjaciołach nie wspominając. Mimo wszystko zaczynał przekonywać się do młodziutkiej Ariny i zaczął dostrzegać, że nie można wsadzać wszystkich do jednego wora, jak mawiali ludzie w wiosce. Nadal jednak nie ufał jej w pełni i obserwował niemal każdy ruch jaki wykonywała.
      Któregoś wieczoru siedzieli razem przy ognisku, które wyjątkowo pozwolili sobie rozpalić mimo ryzyka bycia zauważonym. Dziewczyna nabiła na patyk kawałek zajęczego mięsa i przytrzymała tuż nad tańczącymi płomieniami, a elf kończył właśnie czyścić kolejny ze swoich noży. Ptaki śpiewały ostatnią piosenkę, idealnie współgrając z szeleszczącymi liśćmi. Całą tę symfonię wspomagał dzięcioł uderzający dziobem w pień i wiatr gwiżdżący między gałęziami. Delikatne podmuchy rozsypywały włosy Ariny na wszystkie strony, a ona roześmiała się głośno widząc minę Leta. Uśmiechnął się tylko, pierwszy raz od dawna i pokręcił głową. Wstał, obszedł ognisko dokoła i opadł na ziemię obok dziewczyny. Podał jej małą, skórzaną torebkę wypełnioną wodą, a ona delikatnie podniosła ją do ust i przechyliła, a słodkie krople spłynęły na jej język. Westchnęła i oddała napój towarzyszowi, który zawiązał kilka sznurków i schował skarb do kieszeni.
Spokój nocy zakłócił nagły, nienaturalny szelest, pod wpływem którego elf zerwał się na równe nogi. Rozejrzał się wokół i uklęknął, by podnieść noże. Odwrócił się gwałtowne i rzucił trzy z nich, po czym usłyszał serię jęków i krzyków w ciemnościach. Dziewczyna podskoczyła i stanęła za nim, usiłując dojrzeć kogoś między drzewami. Już po chwili wybiegło stamtąd około siedmiu mężczyzn, jeden za drugim padali od ostrzy chłopaka. Świsty, posapywania. Noże przecinały skórę równie dobrze jak powietrze, a ciała ścieliły ziemię gęsto niczym liście.
      Nareszcie, wszyscy leżeli martwi, a Arina odetchnęła z ulgą. Usiedli na chwilę, zwróceni twarzami do siebie. Dziewczyna spojrzała ponad ramieniem elfa i zachłysnęła się. Chwyciła nóż, który leżał przy jego bucie i zamachnęła się w mężczyznę napinającego łuk, gotowego do strzału. Ostrze przeleciało między pniami, otarło się o krzak, zakręciło i w końcu trafiło prosto w pierś napastnika. Niestety strzała również wyleciała z hukiem, a Leto zatrząsł się i przechylił do przodu. Arina rzuciła się przed siebie, a on podniósł głowę i spojrzał jej w oczy tak, że zamarła z ręką w górze. Wpatrywali się tak w siebie przez minutę, która zdawała się być wiecznością.
     - Nie trafił – wyszeptała dziewczyna, zerkając na strzałę wystającą z jego ramienia.
     - Wręcz przeciwnie – powiedział elf, wykrzywiając się z bólu. - Trafił idealnie.
     - Jak to? - zapytała, ale w tej samej chwili znała już odpowiedź. Spojrzała w dół, gdzie na ziemię spadła z grota kropla niemal przezroczystej mazi. Trawa poszarzała i wygięła się, jakby uschła.
     - Nie... - szepnęła. - Nie, nie, nie...
Potrząsnął nią, choć kosztowało go to wiele wysiłku. Wykrzywił się, zacisnął zęby i powstrzymał jęk bólu.
     - To samo dzieje się teraz z moją krwią. Nie pomożesz mi.
Piekły ją oczy, ale nie chciała płakać. Przywiązała się do niego, a teraz zginął. Zerknęła na ciała leżące bezwładnie kilka metrów dalej i rozpoznała ubrania najemników jej pana. Poczucie winy ścisnęło ją za serce i przez chwilę nie dopuszczało powietrza do płuc. Gdyby jej tam nie było, gdyby się nie spotkali i gdyby za nim nie poszła, nic by się nie stało.
Popatrzyła na niego, a on spojrzał za sztylet, leżący między nimi. Od razu zrozumiała, o co mu chodziło.
     - Nie. Nie mogę.
     - Musisz!
Automatycznie chwyciła za rękojeść i podniosła broń na wysokość swojej piersi. Odetchnęła głęboko, zbliżyła czubek ostrza do miejsca, gdzie biło serce chłopaka i spojrzała mu w oczy.
     - Nie zapomnę.
     - Będę tu cały czas – obiecał.
Zacisnęła powieki i z całej siły pchnęła nóż, po czym wyszarpnęła go, odrzuciła na bok, zerwała się i odbiegła wgłąb lasu, jak najdalej od tego miejsca. Nie chciała widzieć jego martwego ciała, pustego wyrazu twarzy. Nie chciała wiedzieć, czy zamknął oczy, czy pozostały wciąż otwarte, spoglądające pusto w niebo.
      Decyzja o powrocie zajęła jej kilkanaście godzin, które spędziła na szlochaniu, oparta o gruby pień jednego z dębów. Uświadomiła sobie, że polana była przygotowana. Tam ją znaleźli, a potem za nią podążyli. Później zdradziło ich ognisko.
Wstała i wróciła do miejsca, w którym jeszcze poprzedniego wieczoru siedzieli i jedli kolację, nieświadomi co stanie się za chwilę. Westchnęła i zatrzymała się przy drzewie. Wychyliła się zza niego i podeszła do ciała elfa, leżącego bez życia wśród innych. Nie mogła się pogodzić z tym, że znajduje się tutaj, wśród morderców i przestępców.
     - Leto, tak mi przykro. - Pojedyncza łza spadła na jego skroń i zostawiła na niej mokrą, błyszczącą strużkę.
      Kolejne kilka dni spędziła na kopaniu dla niego symbolicznego grobu, do którego włożyła razem z nim odcięty kawałek swoich spodni i pukiel włosów, by zaznaczyć, że wraz z nim zostawia także część siebie.
      Po miesiącach odnalazł ją jej pan, ale udało jej się uciec. Przez cały czas czuła obecność Leta, która dodawała jej siły i odwagi. Musiała żyć. Dla niego.

Prawa autorskie zastrzeżone. Kopiowanie tylko za zgodą autora.  


Komentarze

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak czytałam inne opowiadania konkursowe to chyba tylko w tym Leto został zabity. Akcja potoczona w ciekawy i przyjemny dla oka sposób. ;) Opisy przyrody bardzo mi się podobały, bo mogłam sobie to wszystko wyobrazić. ;D
    Pozdrawiam serdecznie i życzę sukcesów, Eter.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Ha, cóż, ta moja oryginalność :D
      Pozdrawiam,
      Nika :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Wypowiedzi w formie obraźliwej lub wulgarnej, zostaną usunięte. Miłego czytania.

Popularne posty z tego bloga

Podsumowanie roku na Fp - Człowiek Matka

Od jakiegoś czasu prowadzę stronkę, która nazywa się - Człowiek Matka. Jest to lekko ironiczne miejsce, w którym opiniuję rzeczy, które zakupiłam na chińskiej stronie Aliexpres. Dowiedziałam się o niej od jednej z moich koleżanek, kiedy to zaczęłam moją przygodę z lakierami hybrydowymi. Podobno na niej miałam znaleźć to, czego mi było wtedy potrzeba. Mianowicie lakierki hybrydowe w bardzo okazyjnych cenach. Niestety, majfrendowe mazadła okazały się beznadziejne, za to inne rzeczy już nie. Zamówiłam kilka produktów, wrzuciłam recenzje na grupę zrzeszająca fanów zakupów z Chin. I tak urodziła się myśl, że może by tak fp z tym zrobić. No i jest. Tworzę na niego grafomańskie wpisy, nasycone wszelakiego rodzaju babolami i radosnym słowotwórstwem (ale to są bardzo przemyślane babole, które nomen omen bardzo często mi są wytykane, co śmieszy mnie do łez). Z dnia na dzień przybywa lubisów tego miejsca, co mnie niezmiernie zaskakuje. Dlaczego więc na blogu, na którym opiniuję książki, znalazł …

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Intruz - recenzja

Przyszedł czas na ostatnie DLC do Inkwizycji, po którym, niestety, musimy się pożegnać z kolejnymi dodatkami, ponieważ ten jest ostateczny i zamykający rozgrywkę. Powiem szczerze, że poczułam lekkie rozczarowanie. Po chwili jednak przyszło otrzeźwienie, przecież studio nie może w nieskończoność klepać DLCeków, bo jakaś Stag chce grać w grę. Intruz został stworzony dla PC. Ma on rozszerzyć fabułę, pozwalając graczowi rozegrać ostatnią niewielką kampanię, która umiejscowiona jest po pewnym czasie, od zakończenia głównego wątku. Gracz będzie też mógł poznać dalsze losy towarzyszy, którzy opuszczają go po pokonaniu Koryfeusza.
Warto też wspomnieć, bo generalnie „Przebudzenie”, które wyszło po Dragon Age: Origin, w które można było grać bez ukończenia podstawy, kreując jedynie postać, jest dodatkiem niezależnym. Tak tutaj wymagana jest baza. Nie obejdziemy tego. Zatem, jeśli ktoś jest leniuszkiem i mu się nie chciało kończyć, no to bardzo mi przykro. W tym przypadku nie pobiega sobie po tym…

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Zstąpienie - recenzja

Jest to ta z opinii, którą piszę drugi raz, bo poprzednią szlag trafił, podobnie jak screeny i zapisy gry. No niestety. Dysk czasem się pali, a wraz z nim znika to, co tak skrzętnie się gromadzi. Troszkę mnie zdziwił fakt, że jakimś tajemniczym zrządzeniem losu z chmury ulotnił się cały zapis stanu gry, włącznie z postacią, która przemierzałam dodatek. Cuda na kiju, ewentualnie Andrasta maczała w tym swoje paluchy. No, nie wnikam. Poszło w cholerę, po co drążyć. 
 Kody do dodatków, tak dodatków, bo jeszcze w pakiecie znalazł się ostatni, wiążący - „Intruz”. Otrzymałam od szefa grupy fanowskiej - „Dragon Age – Przystań Szarego Strażnika”, Łukasza. Zwanego przez przyjaciół - Ilidanem. Za co mu niezmiernie dziękuję, gdyż był to prezent „z zaskoczenia”, który wywołał na mojej twarzy niewyobrażalnie szeroki uśmiech. Wyglądałam przy tym jak genlok ucieszony z nowej, krwawej jatki. Rozpracowałam jak sobie to wpisać, załadować i pobrać. Trzeba brać pod uwagę to, że jestem babą – kurą domową,…