Przejdź do głównej zawartości

Konkursowe. Opowiadanie Kocury

Rys. Małgorzata Gwara.


Na prośbę autorki zamieszczam na moim blogu. Nie wiem czy Wam umknęło. Jeśli tak to nic straconego. Teraz możecie przeczytać je tutaj. Małgosia sama stworzyła grafiki do opowiadania. Są on we kanonie rysunku Burtona, jak już zdążyliście zauważyć. Jak na razie jest to mój ulubiony Leto. Miłego czytania i jak zawsze miłe słowa dla autorki wskazane. A ja wraz z Anną nadal się naradzamy i jak na razie, nie doszłyśmy do wiążących wniosków. Coś mi się widzi, że troszkę to potrwa. Gdyż ja zwracam uwagę na stronę techniczną, a Anna na emocje. Zobaczymy co z tego wyniknie. Uzbrajajcie się w cierpliwość. Wszak nagrody warte są tego:)



Rys. Małgorzata Gwara


                                                                         WILK I SZCZENIĘ

      Miała już tego serdecznie dosyć. Z zaczerwienionymi oczyma i umorusanymi rozmazanym przez łzy kurzem policzkami biegła przed siebie, przez gęste zarośla. Kolce krzaków jeżyn rozcinały jej skórę, a gałęzie krzewin co rusz uderzały ją w głowę i ramiona, pajęczyna wplątywała się we włosy. Krew powoli krzepła na biało-czarnych rajstopkach, porozrywanych o liczne przeszkody. Obraz nędzy i rozpaczy, niemal jakby przeszła przez "ścieżkę zdrowia".
"Dosyć! Po prostu dosyć! Oby jak najdalej od tego wszystkiego!", krzyczała w duchu przebijając się przez bezdroża. Chciała uciec, by jej mama wreszcie dostała nauczkę za odebranie jej przyjaciółki. Arina bardzo lubiła bawić się z Mirą, córką dwojga ulubionych niewolników jej rodziców.
Dotychczas fakt ten nie przeszkadzał głowie magicznego rodu. Jednak kiedy dziewczynki postanowiły wymienić się rolami - dziedziczka wplątała się w szarym gieźle między podkuchenne, a Mira przywdziała wizytową suknię młodej magiczki i przysiadła wśród gości, cierpliwość pana domu nie wytrzymała trudnej próby. Cienka linka naprężyła się i pękła z wielkim trzaskiem, niczym uderzenie bata. Na nic nie zdały się tłumaczenia dziewczynki, że to tylko niewinny żart, że to tylko zabawa. Rozgniewany mag następnego dnia sprzedał za bezcen całą rodzinę niewolników na targu, a jej matka... Matka kazała jej na to patrzeć. Rozkazała jej patrzeć jak jakaś obleśna zaśliniona bela mięcha chwyta Mirę tymi swoimi obmierzłymi łapskami i przy akompaniamencie krzyku dziewczyny ciągnie ją na drabiniasty wóz. Mała niewolnica zamilkła tuż po razie w policzek, a nowy pan założył jej obrożę i przypiął do jednego ze szczebli. Jak psa, jak krowę, jak nieświadome zwierzę ciągnięte na rzeź. Pani Vellieur stała wciąż tuż za Ariną i przytrzymywała dziewczynce głowę tak, by ta ani na moment nie mogła odwrócić wzroku.
Potknęła się o wystający korzeń i runęła jak długa. Uderzenie o ziemię na chwilę ją zamroczyło. Zacisnęła powieki. Z głuchym stęknięciem przysiadła. Gdy otworzyła oczy, jej oczom ukazał się oderwany kłapnięciem potężnych zębisk kikut wilczej łapy zatrzaśnięty w błyszczących dumnie sidłach. Przerażający, lecz przykuwający uwagę widok.
"No ładnie", słyszała już w głowie reprymendę matki. "Cała podrapana, do tego co żeś z tą sukienką zrobiła najlepszego, dziecko?! Tak nie przystoi jednej z Vellieur!"
      - No i co z tego?! - krzyknęła w przestrzeń. Niedaleko, w zaroślach, poruszyło się jakieś przestraszone zwierzę. Z gałęzi zerwał się mały, szary ptaszek i wyfrunął ku niebu. Nagłe poruszenie, a potem martwa cisza. Jakby miniaturowa fala uderzeniowa po wybuchu bomby ze świata przed Apokalipsą zmiotła wszystko dookoła.
Arina zamrugała z niedowierzaniem. Była sama. Wreszcie z dala od rodziców - od ojca, który sprzedał jej najlepszą przyjaciółkę; od matki, która nie pozwoliła jej nawet zamknąć oczu. "Pamiętaj, że to ty jesteś ich panią, to ty masz mieć nad nimi władzę", szeptała dziewczynce do ucha raniące serce słowa. "Nam nie wolno się z nimi spoufalać, bo źle się to skończy..."
      - A ja się zastanawiałem co tak śmierdzi, a to mała magiczka zgubiła się w lesie. - z krzaków wyłonił się smukły elf otulony płaszczem. Leto, przypomniała sobie Arina wzdychając z goryczą. Jednak ktoś zakłócił tę jej małą samotność.
Najnowszy nabytek jej rodziców od początku dał się poznać jako tajemniczy, niepokorny skrytobójca, którego wieku nikt nie potrafił określić. Równie dobrze mógł mieć dwadzieścia lat, jak i dwieście.
Dziewczynka pamiętała dobrze ten wieczór, gdy kilku niewolników wniosło jej ojca do domu na prowizorycznie uczynionych noszach. Jego krew była wszędzie: na ubraniu, na niewolnikach, na podłodze...
A z oddali dochodziły odgłosy szarpaniny i stłumione krzyki. To był chyba najgorszy wieczór w jej życiu, tuż przed utratą Miry.
      - Odejdź niewolniku, nie wolno wam się ze mną zadawać. - warknęła, a z oczu na nowo popłynęły łzy. - Bo to się źle kończy... - dodała cicho, lecz te słowa nie umknęły uwadze elfa.
      - Niby jak? - znalazł się przy niej momentalnie. Zacisnął palce na jej drobnym nadgarstku i szarpnął ku górze. Jęknęła z bólu, ale poddając się jego sile wstała. - Rzucisz na mnie jeden z tych swoich magicznych uroków? Wypowiesz formułkę? "Abra-kadabra"?
Milczała wpatrując się w niego gniewnie. Był od niej o wiele wyższy i potężniejszy, choć wśród znanych mężczyzn mógł uchodzić za drobnego. Cóż, z perspektywy dziesięciolatki cały świat wydaje się ogromny.
      - Zachciało się smarkuli ucieczek, jakbyś nic innego do roboty nie miała. - ciągnął ją za sobą jak szmacianą lalkę. Arina starała się jak najszybciej przebierać krótkimi nóżkami, by nadążyć za elfem.
      - Co ty możesz wiedzieć? - wrzasnęła. - Jesteś tylko niewolnikiem!
Zwolnił uchwyt. Wreszcie mogła wyszarpnąć z jego dłoni obolały nadgarstek. Patrząc na niego spode łba rozmasowywała pulsujące miejsce.
Jego nienawistne spojrzenie zmroziło ją do szpiku kości. Skuliła się w oczekiwaniu na wybuch, który nie nastąpił. Zamiast tego Leto podwinął mankiety skrywające jego wstydliwą tajemnicę - dwie srebrne bransolety, po jednej na każdym nadgarstku. Symbole przynależności. Dwa palące kawałki srebra.
      - Myślisz, że to czyni mnie bezmyślną kukłą, którą można pomiatać, że niewolnicy nie czują nic? Kto ci nakładł takich głupot do głowy, magu? - ostatnie słowo wypowiedział z wyraźną odrazą. - Jesteście wszyscy tacy sami, dumni panowie i paniusie, co nie chcą sobie koronkowych rękawiczek ubrudzić. Istne "bułkę przez bibułkę, a gówno gołą ręką"!
      - Wcale nie. - wyszeptała zmieszana dziewczynka. - Ja miałam przyjaciółkę wśród niewolników taty. Ale on Mirę i całą jej rodzinę... - zaniosła się płaczem. Zszokowany Leto przytulił dziecko do siebie. Nie wiedział nawet dlaczego to zrobił, po prostu zwykły odruch, nad którym nie zapanował.
Milczeli oboje - on wpatrujący się w skupieniu w sprytnie ukryte między jeżynami zaciśnięte na kikucie wilczej łapy sidła; ona wtulona w przepocony strój najnowszego niewolnika jej rodziców.
      - Musimy wracać do posiadłości Vellieur - Leto przerwał przeszkadzającą mu ciszę. Obraz odgryzionej wilczej łapy nie dawał mu spokoju. Wciąż przyciągał uwagę, kusił.
Ogromne, metalowe zębiska zaciśnięte na strzępie kości obciągniętej mięśniami i skórą, odrzucony jako zapłata za wolność zlepek komórek. Tym samym mogłyby stać się jego pięści, gdyby tylko się odważył. Gdyby te dłonie nie były mu tak przydatne w przetrwaniu.
Wysunięta zza lewego mankietu bransoleta zabłysnęła złowieszczo, jakby ten zimny kawałek metalu chciał się do niego uśmiechnąć szyderczo. "I co łowco, potrafiłbyś oddać dłonie za wolność? Czy spękasz?"
      - Idziemy - syknął jakby przeciwko sobie. - Chyba nie chcesz, byśmy oboje mieli przerąbane, co?
      - Porozmawiam z ojcem. - oświadczyła Arina rozpalona nagłym napadem ślepej ufności i wiary. - To moja wina, nie powinieneś mieć problemów.
      - Tak jak Mira? - nie potrafił się powstrzymać przed rzuceniem tej uwagi. Nie musiał patrzeć na dziewczynkę, by wiedzieć, że blednie. Sięgnął do kieszeni.
Gdy trafił do baraków niewolników rodu Vellieur, ze szpary między przydzieloną mu pryczą, a ścianą wyszperał malutką laleczkę z gałganków. Nie musiał długo dociekać, do kogo należała owa zabawka. Współmieszkańcy z trwogą w głosach opowiedzieli mu losy pewnej poddańczej rodziny, która cieszyła się niegdyś łaską właścicieli. Sytuacja uległa drastycznej zmianie, gdy mała dziedziczka założyła szare łachmany posługaczki i wmieszała się w tłum kuchcików, a Mira zaczęła udawać córkę maga. Obie skończyły na tym źle, panienka została dotkliwie ukarana, a cała rodzina małej niewolnicy trafiła do posiadłości Tamarillo.
Dziewczynka westchnęła ciężko. Nie miała siły płakać, zbyt wiele łez już wylała.
      - Czy mógłbyś ją odnaleźć? - wiedziona nagłym impulsem spojrzała mu niepewnie w oczy. - Proszę.
      - Jest tylko jeden problem, mała. - uderzył kilkakrotnie paznokciem o bransoletę. - Powiem nawet, że dość poważny.
      - Jeśli tylko obiecasz, ja... - wzięła jego potężną dłoń do swoich małych rączek. Wyśpiewała inkantację, w której Leto nie potrafił rozróżnić ani słowa. No tak, tajemniczy język magów.
Pierwsza bransoleta pękła. Upadła między ich stopy, w krzaki jeżyn.
      - Jak ty to zrobiłaś? - elf nie potrafił ukryć swojego zaskoczenia. Obracał uwolnionym nadgarstkiem przed rozszerzonymi oczyma.
      - Sam mówiłeś, że jestem małą magiczką, co śmierdzi. - uśmiechnęła się szelmowsko. - To bransoleta rodowa, więc każdy, kto ma w sobie krew Vellieur, może ją zdjąć. O ile zna odpowiednie zaklęcie. Wolałabym, by rodzice nie dowiedzieli się, że nocami zakradam się do ich biblioteki i czytam manuskrypty. - popatrzyła na niego znacząco. Od teraz mieli wspólną tajemnicę. - Więc nie daj się złapać, bo wtedy i ja będę miała kłopoty.
      - Czemu więc nie uratowałaś swojej przyjaciółki? - zapytał Leto pocierając drugą oswobodzoną dłoń. Arina posmutniała.
      - Proponowałam jej to wielokrotnie, ale siły wystarczyłoby mi na uwolnienie jednej osoby, potem musiałabym odczekać kilka dni, aż moja moc się zregeneruje. Mira nie chciała uciec sama, a gdyby ktoś zauważył, że nie ma bransolet na nadgarstkach... Wolę nie wiedzieć.
"Zresztą jak mała dziewczynka poradziłaby sobie w tej głuszy wokół posiadłości rodu Vellieur?", pomyślała gorzko.
Elf nie przerywał jej. Ta mała dziewczynka w tak krótkim czasie zyskała w jego oczach szacunek, nawet jeśli w jej żyłach krążyła ta znienawidzona, magiczna krew.
      Odwrócił się na pięcie i ruszył przed siebie przez gęste krzaki dojrzałych jeżyn. Podejrzewał, że mała panienka prędzej czy później powróci do rodzinnego domu i modlił się w duchu, by nie powiązano jej zniknięcia z ucieczką najnowszej zdobyczy. Był jej wdzięczny, nie potrafił tego ukryć. Jedynej magiczce na jego drodze życia, dumnej smarkuli, której ród przez krótką chwilę stanowił o jego życiu i śmierci. Jej jednej nie życzył zaznania niewolniczego losu. Gdyby tylko wiedział, że jego wola się nie spełni.
      Wyszedł z lasu ściskając gałgankową lalkę. Był wystarczająco daleko od posiadłości Vellieur, by nie czuć gorącego oddechu pościgu na karku. Uśmiechnął się. Musiał złożyć wizytę dziedzicowi Tamarillo.
Prawa autorskie zastrzeżone. Kopiowanie tylko za zgodą autora. 

Komentarze

  1. Jest o wiele lepiej, niż poprzednim razem. Czytałam dwa opowiadanie konkursowe i to jest zdecydowanie lepsze od poprzedniego. Świetnie, że autorka nie goniła z akcją i pozwoliła mi, zupełnie przypadkowej osobie, wczuć się w sytuacje. Chociaż bohaterowie nie wywołali we mnie żadnych emocji, to jednak uważam, że byli dobrze opisani. Dialogi między nimi były naturalne i ani razu nie miałam przeczucia, ze coś nie gra :)
    Zastanawia mnie tylko czemu do spotkania zawsze musi dochodzić w lesie. Czy to jakieś zalecie od szanownych organizatorek? ;)
    Pozdrawiam ciepło,
    J.

    PS świetne rysunki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest jedno z tych opowiadań, których bym nie poprawiała. A czemu w lesie? Bo moja książka zaczyna się w lesie. Pewnie obrali sobie to jako punkt zaczepienia. Las to neutralne miejsce. Co do rysunków Gosi to bardzo je lubię. A szczególnie ten:)
      https://www.facebook.com/photo.php?fbid=580767605317827&set=pb.521026877958567.-2207520000.1385320872.&type=3&theater
      Pozdrawiam Stag.

      Usuń
    2. Dzięki za miłe słowa :)
      Cóż, co do lasu - jest tajemniczy, mroczny, chciałam jeszcze naściubić jakiś skąpanych w rosie pajęczyn, ale zamknęłam w ten sposób. Las pasował mi pod względem sideł - nie wiem jak Wy, ale dla mnie najprostsze skojarzenie na pytanie o ich miejsce to las. W lesie występują również wilki (i tu mi ten kikut przypasował).

      Co do rysunków - dzięki również za pochwałę :) Wszystko bazgrolę dla samej radochy tworzenia, co zresztą widać. Mam pomysł na scalenie "Mroków" i "Niewolnicy", ale potrzebuję na to nieco czasu. Efekt będzie taki, że pospadacie z krzeseł :D

      Usuń
  2. piękne rysunki, burton love, szkoda że nie mam zdolności do jakiegokolwiek rysowania :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Wypowiedzi w formie obraźliwej lub wulgarnej, zostaną usunięte. Miłego czytania.

Popularne posty z tego bloga

Podsumowanie roku na Fp - Człowiek Matka

Od jakiegoś czasu prowadzę stronkę, która nazywa się - Człowiek Matka. Jest to lekko ironiczne miejsce, w którym opiniuję rzeczy, które zakupiłam na chińskiej stronie Aliexpres. Dowiedziałam się o niej od jednej z moich koleżanek, kiedy to zaczęłam moją przygodę z lakierami hybrydowymi. Podobno na niej miałam znaleźć to, czego mi było wtedy potrzeba. Mianowicie lakierki hybrydowe w bardzo okazyjnych cenach. Niestety, majfrendowe mazadła okazały się beznadziejne, za to inne rzeczy już nie. Zamówiłam kilka produktów, wrzuciłam recenzje na grupę zrzeszająca fanów zakupów z Chin. I tak urodziła się myśl, że może by tak fp z tym zrobić. No i jest. Tworzę na niego grafomańskie wpisy, nasycone wszelakiego rodzaju babolami i radosnym słowotwórstwem (ale to są bardzo przemyślane babole, które nomen omen bardzo często mi są wytykane, co śmieszy mnie do łez). Z dnia na dzień przybywa lubisów tego miejsca, co mnie niezmiernie zaskakuje. Dlaczego więc na blogu, na którym opiniuję książki, znalazł …

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Intruz - recenzja

Przyszedł czas na ostatnie DLC do Inkwizycji, po którym, niestety, musimy się pożegnać z kolejnymi dodatkami, ponieważ ten jest ostateczny i zamykający rozgrywkę. Powiem szczerze, że poczułam lekkie rozczarowanie. Po chwili jednak przyszło otrzeźwienie, przecież studio nie może w nieskończoność klepać DLCeków, bo jakaś Stag chce grać w grę. Intruz został stworzony dla PC. Ma on rozszerzyć fabułę, pozwalając graczowi rozegrać ostatnią niewielką kampanię, która umiejscowiona jest po pewnym czasie, od zakończenia głównego wątku. Gracz będzie też mógł poznać dalsze losy towarzyszy, którzy opuszczają go po pokonaniu Koryfeusza.
Warto też wspomnieć, bo generalnie „Przebudzenie”, które wyszło po Dragon Age: Origin, w które można było grać bez ukończenia podstawy, kreując jedynie postać, jest dodatkiem niezależnym. Tak tutaj wymagana jest baza. Nie obejdziemy tego. Zatem, jeśli ktoś jest leniuszkiem i mu się nie chciało kończyć, no to bardzo mi przykro. W tym przypadku nie pobiega sobie po tym…

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Zstąpienie - recenzja

Jest to ta z opinii, którą piszę drugi raz, bo poprzednią szlag trafił, podobnie jak screeny i zapisy gry. No niestety. Dysk czasem się pali, a wraz z nim znika to, co tak skrzętnie się gromadzi. Troszkę mnie zdziwił fakt, że jakimś tajemniczym zrządzeniem losu z chmury ulotnił się cały zapis stanu gry, włącznie z postacią, która przemierzałam dodatek. Cuda na kiju, ewentualnie Andrasta maczała w tym swoje paluchy. No, nie wnikam. Poszło w cholerę, po co drążyć. 
 Kody do dodatków, tak dodatków, bo jeszcze w pakiecie znalazł się ostatni, wiążący - „Intruz”. Otrzymałam od szefa grupy fanowskiej - „Dragon Age – Przystań Szarego Strażnika”, Łukasza. Zwanego przez przyjaciół - Ilidanem. Za co mu niezmiernie dziękuję, gdyż był to prezent „z zaskoczenia”, który wywołał na mojej twarzy niewyobrażalnie szeroki uśmiech. Wyglądałam przy tym jak genlok ucieszony z nowej, krwawej jatki. Rozpracowałam jak sobie to wpisać, załadować i pobrać. Trzeba brać pod uwagę to, że jestem babą – kurą domową,…