Przejdź do głównej zawartości

Konkursowe. Opowiadanie Hanny

Źródło: http://smilika.deviantart.com/art/Andrastes-grace-156173084

Opowiadanie, które zaskakuje i zadziwia. Kolejna perełka w naszej kolekcji. Przeczytałam z zapartym tchem. Myślę, że uczynicie dokładnie to samo. Jestem po raz kolejny pod wrażeniem i tylko same miłe słowa cisną mi się na usta. Ja tu widzę potencjał i to spory. Może koleżanka Hanna kiedyś nas zaskoczy nietuzinkowa powieścią, któż to wie. Po raz kolejny zapraszam do czytania oraz komentowania.



                                                                  CIEMNY GRAFIT  




     - Zamknij wreszcie to okno! – Gelp był już naprawdę zdenerwowany. Nie rozumiał miłości Leta do przyrody, a w dodatku wręcz nie znosił zimna. ‘Ale jak miałby zrozumieć? I jak miałby uwielbiać to orzeźwiające powietrze?’ pomyślał Leto, zamykając okno. ‘Nikt prócz elfa nie zna tego uczucia.’ I to była prawda. Było to niezwykłe powiązanie z naturą, które odczuwają tylko istoty na co dzień żyjące w dziewiczych puszczach, jeszcze nie zniszczonych przez człowieka. Leto podejrzewał, że ludzie też kiedyś potrafili kochać Matkę Naturę, jednak utracili tę zdolność, kiedy zaczęli budować wsie, ogromne miasta, porty, zamki i twierdze.

    Właśnie w jednej z takich twierdz się teraz znajdowali. Ogromna, kamienna budowla zdecydowanie nie wyglądała zachęcająco. W dodatku dwaj postawni mężczyźni, pilnujący wejścia, również nie zapraszali z uśmiechem do odwiedzin. Zresztą nikt się nie kwapił tam przychodzić. Twierdza była więzieniem dla najgorszych z najgorszych, znanym ze swojej złej sławy. A więc siedzieli tam zabójcy, zamachowcy, zdrajcy, ale przede wszystkim… magowie.

      Leto spiął się na samą myśl o nich. Wstrętne mieszanki ludzi i elfów, mieszkające wśród tych pierwszych, ale dysponujące również mocą tych drugich. Talent magiczny nie przejawiał się u każdego, więc rodzina mogła przez wiele pokoleń nie mieć w swoich kręgach żadnego czarownika, a potem nagle rodziło się dziecko, które przenosiło przedmioty siłą woli. Było to przykre doświadczenie, ponieważ najbliższa rodzina takiego dziecka była odsuwana na margines społeczny. Natomiast dziecko albo zabijano, albo wyrzucano gdzieś na pustkowiu, aby umarło z głodu. I właśnie w drugim przypadku miało ono większą szansę na przeżycie… Zazwyczaj odnajdywali i ratowali je dzicy magowie, mieszkający na takich równinach. Zwłaszcza ich więziono w cytadeli. Niestety, byli niezwykle trudni do odnalezienia i schwytania, gdyż ukrywali swoje domy za pomocą magii…

      Rozmyślania elfa przerwał sygnał, zwiastujący przybycie nowych więźniów. Już od kilku tygodni ich oczekiwano. Podobno Slugger, najsłynniejszy tropiciel i łowca dzikich magów, zniewolił ich aż siedmiu! To był naprawdę niezwykły wyczyn, zważywszy na to, że większość ludzi ginęła w starciu z jednym z nich, a co dopiero z siódemką.

     Leto razem z Gelpem czym prędzej wybiegli z pokoju, chcąc zobaczyć na własne oczy, jak człowiek prowadzi tylu magów. I najwyraźniej nie tylko oni- kiedy wybiegli na dziedziniec, tam już czekali inni mieszkańcy fortu. Wtem mechanizm otwierający bramę zaskrzypiał przeciągle, skutecznie uciszając podniecone rozmowy. Wszyscy zwrócili oczy w stronę ogromnego korytarza, którym wjeżdżało się do twierdzy, którego wnętrze skryte było w cieniu.

     Gelp stojący obok Leto, wspiął się na palce chcąc zobaczyć legendarnego łowczego. Nie pomogło mu to wiele, ponieważ był człowiekiem dość niskim, a poza tym jego koledzy z fortu stojący przed nim, robili to samo.

     Jednak okazało się, że było to zbyteczne, gdyż Slugger wyłonił się w pełni swej okazałości, jadąc na ogromnym bojowym ogierze, dzięki czemu był dla wszystkich doskonale widoczny. Zaraz za nim w bramie ukazało się siedmiu wychudzonych, posiniaczonych ludzi-sześciu mężczyzn i jedna kobieta. Ich ręce skute były łańcuchami wykonanymi z platyny, ponieważ tylko ten metal powstrzymywał ich moce.

     - Witajcie, dzielni mężowie! Miło mi znów was widzieć – wykrzyknął Slugger. Mimo niezbyt przyjemnego przydomku, dla ludzi których znał był niezwykle uprzejmy.

      - Witaj, Sluggerze! Widzę, że przywiozłeś nam wielu nowych podopiecznych - Gerald, dowódca fortu, ostatni wyraz wymówił z wyraźnym sarkazmem.

      - A jakże, ode mnie zawsze dostaniecie nowych skazańców – roześmiał się. - Myślę, że oni cieszą się, iż nie będą już żyć w bezprawiu i niedługo wyprawią się na tamten świat. Prawda ślicznotko? – tutaj zwrócił się do przyprowadzonej magiczki.

Dziewczyna popatrzyła na niego nienawistnie. Potem spuściła wzrok i zaczęła mówić coś bezgłośnie.

     - Co tam szepczesz, kwiatuszku? Pewnie mnie teraz przeklinasz – nadal śmiał się łowca. Jednak to było coś znacznie poważniejszego… Dookoła dziewczyny wytworzyła się magiczna aura, widoczna tylko dla innych magów lub dla elfów. Leto wciągnął gwałtownie powietrze, kiedy moc przybrała odcień grafitu.

      - Co się dzieje? Ona coś robi? – szepnął zdezorientowany Gelp.

      - Tak… używa magii, której nie powinna znać… - odszepnął ze strachem elf. – Muszę coś zrobić!

Wybiegł przed szereg. Wszyscy łącznie z Geraldem i Sluggerem zwrócili na niego zaciekawione spojrzenia.

     - Ja… chciałem zgłosić się na ochotnika, by zostać strażnikiem-opiekunem magiczki! – szybko znalazł wymówkę.

    - Hmm… Jesteś wystarczająco doświadczony? Z iloma miałeś już do czynienia? – dowódca spojrzał na niego z namysłem. – Ona jest niezwykle silna i utalentowana…

      - Poradzę sobie – zapewnił szybko Leto.

      - A więc… dobrze. Sluggerze, odepnij ją i przekaż pod opiekę naszemu strażnikowi.

Łowczy sprawnie wykonał polecenie. Elf oddalił się, trzymając w ręku koniec łańcucha. Za nim szła magiczka. Leto czuł na swoich plecach jej świdrujące spojrzenie – już wyczuła, że jest silnym magiem. ‘Pewnie myśli, jak mnie podejść’ uśmiechnął się w duchu. Już nieraz miał do czynienia z magami. Byli niezwykle przebiegli.

Tylko jedna sprawa nie dawała mu spokoju… Skąd znała to zaklęcie, tak pilnie strzeżone przez jego braci?

- Dlaczego to zrobiłeś? Przecież i tak byś przeżył, a wiem, że się tutaj dusisz… - z tyłu rozległ się dźwięczny głos dziewczyny. Odwrócił się z niedowierzaniem.

      - Dlaczego? Dlaczego?! Chociażby dlatego, że nie jestem taki jak ty i nie chcę śmierci tych ludzi!

       - Nic o mnie nie wiesz! – wykrzyknęła płaczliwym głosem.

      - Nie?! Wiem, że jesteś okrutna i nie masz serca! Chciałaś skazać tych wszystkich strażników na śmierć, bez możliwości ratunku! – doprowadzała go do szału, ale równocześnie miał ochotę ją przytulić. Odpędził od siebie tę myśl. Jak mógł chcieć przytulić niedoszłą zabójczynię? – Może mi opowiesz inne ciekawe historie, w których próbowałaś kogoś zabić?!

Dalej szli już w milczeniu. Wydawało mu się, że usłyszał cichy płacz, ale potem jedynym dźwiękiem były kroki magiczki na wilgotnym podłożu podziemi.

Dotarli do celu – jednej z wielu niewielkich, kwadratowych cel, znajdujących się w piwnicach twierdzy. Były one specjalnie umocnione platyną przez krasnoludy, aby moc magów była zupełnie bezużyteczna. Leto wprowadził dziewczynę do środka, rozkuł łańcuchy krępujące jej nadgarstki i wyszedł. Już miał odejść, kiedy znów usłyszał jedno słowo:

      - Arina.

      - Słucham?

      - Mam na imię Arina – powtórzyła. – Zostałeś moim opiekunem, do czasu mojej śmierci. Będzie łatwiej, kiedy chociaż trochę się poznamy. Jak masz na imię?

      - Leto. – Odwrócił się i odszedł.


     Wrócił do swojego pokoju. Usiadł na łóżku i schował twarz w dłoniach. Nie wiedział czemu, ale zaczął myśleć o Arinie. Była niska i szczupła, miała piękne zielone oczy i bardzo długie, kruczoczarne włosy. Zupełnie jak Ona. Wydawała się taka bezbronna. ‘Ale przecież nie jest!’ skarcił się Leto w myślach. ‘Skąd mogła znać to zaklęcie?! Przecież chwilę później nie byłoby już ifortu, i ludzi!’ On by przeżył – elfy są o wiele bardziej wytrzymałe niż ludzie. Czy naprawdę była tak bezduszna i zimna, jak myślał i wykrzyczał w celi? Czy to była tylko bezmyślność chwili, czy wyrachowanie? Musiał się dowiedzieć…

     Następnego dnia, kiedy tylko się obudził, Leto poszedł do celi Ariny. Jako jej strażnik-opiekun, codziennie musiał do niej schodzić, dawać jej jedzenie i na wszelki wypadek, pilnować wejścia do celi.

     Magiczka siedziała skulona na sianie rzuconym pod ścianę, najwyraźniej mającym służyć za łóżko. Leto wszedł do pomieszczenia. Dopiero kiedy odchrząknął, dziewczyna zwróciła na niego swoje smutne oczy. Na bladych policzkach widać było ślady łez. Podał jej miskę z rzadką zupą. Arina wzięła ją, ale zaraz odstawiła obok.

       - Jedz – powiedział chłodno elf.

      - Nie, wolę umrzeć z głodu, niż zostać poniżona na oczach tych ludzi – odpowiedziała cicho. Jej oczy zaszkliły się.

    - Jak chcesz – wzruszył ramionami. Wielu więźniów wolało tak zginąć, gdyż opowieści o egzekucjach na terenie fortu, nawet najodważniejszych mogły przyprawić o dreszcze.

      - Dlaczego jesteś taki zimny i nieczuły? Przecież twoi rodacy potrafią być bardzo mili i pomocni.

      - Powiedzmy, że to długa historia i raczej cię nie zainteresuje.

      - Mam dużo czasu… - delikatnie uniosła kącik ust.

I Leto, nawet nie wiedząc kiedy, opowiedział tej zupełnie nieznajomej dziewczynie swoją historię. Opowiedział o dzieciństwie bez rodziców, zabitych w potyczce z magami. O dorastaniu wśród elfów dziwnie patrzących na samotnego chłopaka, włóczącego się wśród nich. Wreszcie o znamiennej w skutki decyzji o zostaniu skrytobójcą. O latach pracy w ogromnych miastach, w których ukrywał się przed władzami, próbującymi złapać go i oskarżyć. O głupiej pomyłce, przez którą został nakryty i zesłany tutaj, jako strażnik najsilniejszych magów. I wreszcie o swojej pierwszej miłości. Nie wspomniał tylko o tym, że Arina była tak do niej podobna.

Magiczka siedziała zamyślona – najwyraźniej nie spodziewała się, że tak się przed nią otworzy. Otworzyła usta i już chciała coś powiedzieć, ale przerwał jej dźwięk gongu, wzywającego strażników na posiłek. Leto również zaskoczył ten dźwięk – nawet nie zauważył kiedy minęło popołudnie. Tak dobrze się czuł w jej towarzystwie, nawet jeśli tylko słuchała…

Arina spoglądała na niego, kiedy wychodził z jej celi. Nawet nie przypuszczała, że w kimś może kryć się tyle tajemnic i skrywanego bólu. Nie spodziewała się, że ktoś tak na pierwszy rzut oka zimny, może żywić takie uczucia do kobiety. Szczerze mówiąc, w ogóle nie myślała, że na jej pytanie po prostu odwróci się i odejdzie, że nie podzieli się swoimi wspomnieniami z kimś zupełnie obcym. ‘Ale z drugiej strony, przecież za kilka tygodni umrę, więc jakie to ma znaczenie…’

Następnego dnia, kiedy stanął przed drzwiami jej celi, już na niego czekała. Nic nie powiedział, tylko podał jej miskę. Szybko zjadła posiłek. Elf usiadł pod ścianą i nic nie mówił. Nie wiedział, jak się teraz wobec niej zachowywać, po swojej wczorajszej opowieści. Ona, jakby czytając w jego myślach, powiedziała:

      - Rozumiem, co przeżyłeś, też wychowałam się bez rodziców i miałam trudne życie. I jeśli tylko chcesz posłuchać, opowiem ci o nim…

Ledwo zauważalnie skinął głową, nawet na nią nie patrząc, ale jej to wystarczyło…

Urodziłam się w niezamożnej rodzinie miejskiego kowala. Byłam ich jedynym dzieckiem. Kiedy miałam siedem lat, ujawnił się u mnie talent magiczny. Mama, kiedy zobaczyła, jak lewituję, wybiegła na ulicę z krzykiem, że jestem przeklęta. Natychmiast przybiegli sąsiedzi. Moi rodzice zostali pojmani i straceni. Mnie zostawiono na pustkowiu…

Pewnie trafiłabym do dzikich magów, ale prędzej znaleźli mnie handlarze niewolników. Zabrali mnie. Wychowywałam się pod opieką żony jednego z nich. Jednak, kiedy miałam szesnaście lat, sprzedali mnie magowi Azarelowi. Zostałam jego niewolnicą…

Mimo, że mógł mieć takich jak ja ile tylko zechciał, to mnie upodobał sobie najbardziej. Zabierał mnie wszędzie ze sobą, na wyprawy, nawet w odwiedziny. I właśnie podczas jednej z takich podróży zaatakowali nas dzicy magowie. Było ich około dwudziestu i Azarel, mimo że miał ogromną, nie mógł sobie z nimi poradzić. Pojmali jego, mnie i resztę jego służby …

Zabrali nas do swojego obozu. Magowie przekonywali mnie, żebym przeszła na ich stronę, a Azarel – bym pomogła mu uciec. Nie wiedziałam, kto chce dla mnie dobrze, która decyzja będzie lepsza. Wtedy po raz pierwszy użyłam tego zaklęcia…

Nie wiedziałam, jak działa, co się stanie. Przeczytałam o nim w jednej z magicznych ksiąg Azarela. Po prostu wymówiłam formułę… I stało się, wybuch zniszczył cały obóz i zabił większość jego mieszkańców. Cudem przeżyłam tylko ja i tych sześciu mężczyzn… A potem złapał nas ten łowca…

Pod koniec swojej historii płakała już rzewnymi łzami. Leto podszedł do niej i po prostu ją przytulił, gdyż naprawdę poruszyła go jej historia. Domyślił się, że było jej bardzo ciężko ze świadomością, że zabiła tylu niewinnych ludzi…

- Nie martw się, wszystko będzie dobrze – powiedział. – Coś wymyślę i wydostanę cię stąd…

Tak minęło im te kilka tygodni – na rozmowach i wspólnym milczeniu. Od czasu, kiedy opowiedzieli sobie swoje historie, bardzo się do siebie zbliżyli. Od tamtego czasu, Leto cały czas myślał, jak uchronić Arinę przed śmiercią. Niestety nieskutecznie…

Oboje wiedzieli, że on kiedyś nadejdzie, ale i tak w dzień, w którym zapowiedziano śmierć magików na popołudnie, siedzieli smutni i milczący. Nie żegnali się, ale wiedzieli, że to już koniec. Nie było ratunku…

Na dźwięk gongu Leto wszedł do celi Ariny. Musiał założyć jej platynowe kajdany, aby zachować pozory. Ciężko było mu patrzeć na nią skrępowaną łańcuchami. Wychodząc z celi przystanęła, po jej twarzy spłynęła łza. Nie chciała teraz rozstawać się z Leto, nie kiedy go pokochała!

Słoneczny, bezwietrzny dzień, jakby naigrywał się z tragedii, która miała się tu wydarzyć. Na dziedzińcu zebrali się już wszyscy mieszkańcy. W powietrzu czuć było podekscytowanie – nieczęsto trafiała się egzekucja magiczki, do tego bardzo silnej.

Arina weszła na podwyższenie. Pustymi oczami rozejrzała się po zgromadzeniu, szukając tej jedynej twarzy. Stał z tyłu, patrząc w jej stronę. Posłał jej ostatni smutny uśmiech…

Kat kazał jej uklęknąć i położyć głowę na pieńku. Jeszcze raz rozejrzała się po dziedzińcu. Uchwyciła jeszcze szydercze spojrzenie dowódcy. Twarz Ariny pozostała spokojna, ale po jej policzku spłynęła pojedyncza łza – jedyna oznaka emocji kotłujących się w jej wnętrzu…

Uklęknęła…

Pochyliła głowę…

Kat uniósł topór…

Zdążyła tylko pomyśleć, jak bardzo go kocha…

Topów opadł…

Nie widział Jej śmierci. Dopiero po entuzjazmie zgromadzonego tłumu poznał, że już po wszystkim…

Spuścił wzrok…

Aura wokół niego przybrała odcień ciemnego grafitu…

 
Prawa autorskie zastrzeżone. Kopiowanie tylko za zgodą autora.







Komentarze

  1. Wow! Świetne opowiadanie! Niby takie spokojne,a taki 'wybuch' na końcu! Również czytałam z zapartym tchem!

    Pozdrawiam autorkę i czekam na jej książkę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Hah, cieszę się, że opowiadanie się podoba :)

    Również pozdrawiam i jak tylko napiszę - dam znać :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Wypowiedzi w formie obraźliwej lub wulgarnej, zostaną usunięte. Miłego czytania.

Popularne posty z tego bloga

Podsumowanie roku na Fp - Człowiek Matka

Od jakiegoś czasu prowadzę stronkę, która nazywa się - Człowiek Matka. Jest to lekko ironiczne miejsce, w którym opiniuję rzeczy, które zakupiłam na chińskiej stronie Aliexpres. Dowiedziałam się o niej od jednej z moich koleżanek, kiedy to zaczęłam moją przygodę z lakierami hybrydowymi. Podobno na niej miałam znaleźć to, czego mi było wtedy potrzeba. Mianowicie lakierki hybrydowe w bardzo okazyjnych cenach. Niestety, majfrendowe mazadła okazały się beznadziejne, za to inne rzeczy już nie. Zamówiłam kilka produktów, wrzuciłam recenzje na grupę zrzeszająca fanów zakupów z Chin. I tak urodziła się myśl, że może by tak fp z tym zrobić. No i jest. Tworzę na niego grafomańskie wpisy, nasycone wszelakiego rodzaju babolami i radosnym słowotwórstwem (ale to są bardzo przemyślane babole, które nomen omen bardzo często mi są wytykane, co śmieszy mnie do łez). Z dnia na dzień przybywa lubisów tego miejsca, co mnie niezmiernie zaskakuje. Dlaczego więc na blogu, na którym opiniuję książki, znalazł …

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Intruz - recenzja

Przyszedł czas na ostatnie DLC do Inkwizycji, po którym, niestety, musimy się pożegnać z kolejnymi dodatkami, ponieważ ten jest ostateczny i zamykający rozgrywkę. Powiem szczerze, że poczułam lekkie rozczarowanie. Po chwili jednak przyszło otrzeźwienie, przecież studio nie może w nieskończoność klepać DLCeków, bo jakaś Stag chce grać w grę. Intruz został stworzony dla PC. Ma on rozszerzyć fabułę, pozwalając graczowi rozegrać ostatnią niewielką kampanię, która umiejscowiona jest po pewnym czasie, od zakończenia głównego wątku. Gracz będzie też mógł poznać dalsze losy towarzyszy, którzy opuszczają go po pokonaniu Koryfeusza.
Warto też wspomnieć, bo generalnie „Przebudzenie”, które wyszło po Dragon Age: Origin, w które można było grać bez ukończenia podstawy, kreując jedynie postać, jest dodatkiem niezależnym. Tak tutaj wymagana jest baza. Nie obejdziemy tego. Zatem, jeśli ktoś jest leniuszkiem i mu się nie chciało kończyć, no to bardzo mi przykro. W tym przypadku nie pobiega sobie po tym…

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Zstąpienie - recenzja

Jest to ta z opinii, którą piszę drugi raz, bo poprzednią szlag trafił, podobnie jak screeny i zapisy gry. No niestety. Dysk czasem się pali, a wraz z nim znika to, co tak skrzętnie się gromadzi. Troszkę mnie zdziwił fakt, że jakimś tajemniczym zrządzeniem losu z chmury ulotnił się cały zapis stanu gry, włącznie z postacią, która przemierzałam dodatek. Cuda na kiju, ewentualnie Andrasta maczała w tym swoje paluchy. No, nie wnikam. Poszło w cholerę, po co drążyć. 
 Kody do dodatków, tak dodatków, bo jeszcze w pakiecie znalazł się ostatni, wiążący - „Intruz”. Otrzymałam od szefa grupy fanowskiej - „Dragon Age – Przystań Szarego Strażnika”, Łukasza. Zwanego przez przyjaciół - Ilidanem. Za co mu niezmiernie dziękuję, gdyż był to prezent „z zaskoczenia”, który wywołał na mojej twarzy niewyobrażalnie szeroki uśmiech. Wyglądałam przy tym jak genlok ucieszony z nowej, krwawej jatki. Rozpracowałam jak sobie to wpisać, załadować i pobrać. Trzeba brać pod uwagę to, że jestem babą – kurą domową,…