Przejdź do głównej zawartości

Konkursowe. Opowiadanie Eternity

Źródło: http://fc05.deviantart.net/fs71/i/2010/353/7/f/dogs__bullets___carnage__heine_by_cha_san-d2xbz6q.jpg

Czas na kolejne opowiadanie. Tym razem przysłała je dziewczyna, ukrywająca się pod nickiem Eternity. Grafikę, którą macie okazję zobaczyć w czołówce, również ona nadesłała. Oczywiście, każdy z uczestników może dołączyć ulubiony rysunek lub art. Ja nie mam nic przeciwko. Tym razem jednak opowiadanie różni się diametralnie od pozostałych. Ci którzy znają uniwersum Dragon Age, stworzone przez Dawida Gaidera. Odnajdą się w lot, ci którzy nie mieli styczności z jego twórczością nie tylko na polu tworzenia gier ale i pisania powieści, mogą mieć lekki kłopot. Nie mniej uczestniczka, wykazała się pomysłowością oraz bardzo dobrym rozeznaniem w temacie. Operuje też dobrze językiem. Jest moją faworytką. Zatem macie coraz wyże progi do przeskoczenia. Zatem zapraszam do czytania i komentowania.


                                                                      KONKURSOWE


      Noc. Dla wielu istot jest to czas błogiego odpoczynku, zatopienia się w słodkich sennych marzeniach, czy też może przeżywania dawnych wydarzeń na nowo. Jednak nie wszyscy mieli dziś na tyle szczęścia by móc w zupełnym spokoju podążać szlakiem Morfeusza.
Wokół wioski kręciła się pewna postać - na pierwszy rzut oka niedostrzegalna, lecz gdyby lepiej się przyjrzeć to w blasku księżyca można było dostrzec błyskające co i raz srebrzyste, prawie białe włosy. Zielone oczy prześwietlające wszystko dookoła z wypatrzeniem każdego, nawet najmniejszego szczegółu, ruchy zwinne jak u jakiegoś sporych rozmiarów dzikiego kota, smukła sylwetka ubrana w lekki skórzany pancerz. Tylko jedna osoba w tym miejscu miała tak charakterystyczne cechy - Leto. Elf, który przybył w to dawno zapomniane miejsce aż z odległych Wolnych Marchii. Skrytobójca, który w swoim życiu bywał już w wielu miejscach i tyle samo, a może i więcej poznał ludzi, krasnoludów, oczywiście elfów i na jego nieszczęście magów. Teraz znajduje się w małej miejscowości nieopodal Rivain, gdyż nie zgodził się na wykonanie wyroku na jednym z antiviańskich Kruków. Prawdą było, że płacili za jego głowę podwójnie, ale znał go wcześniej a pewnego czasu przyjaźnili się ze sobą. Toteż zadania nie wykonał, a na domiar złego ostrzegł Zevrana o knuciach ze strony jego byłych pracodawców, tym samym spisując na siebie wyrok. Jednak gdyby spojrzeć na wszystko z praktycznego punktu widzenia - był najlepszy w całych Wolnych Marchiach i na niewiele zdałyby się ataki na jego osobę. Poszukując na chwilę stateczności i normalnego życia nie zamierzał wynosić się zbyt szybko z wioski. Skoro zaufał już na tyle ludziom i na domiar złego przyzwyczaił się do nich, nie mógł ich zostawić w tej okrutnej sytuacji w jakiej obecnie się znajdowali.
      Wilki atakujące ich co noc, nie wydawały się być jakąś bezmyślną watahą. Ktoś musiał je kontrolować, a za tego typu matactwami mogli stać jedynie magowie. Leto uważał, że wszystkie pałające się magią istoty trzeba jak najszybciej zabić, albo w najlepszym wypadku wyciszyć. Nienawidził ich z całego serca i nie docierały do niego tłumaczenia Zeva, który uważał ich za w pełni normalnych i najzupełniej bezpiecznych osobników. Gardził magią i wszystkim co z nią związane. Nie przepadał także za templariuszami biorącymi lyrium, by polować na apostatów. W tych ich Zakonach może uczyli dobrze, ale nie tak jak w miejscu w którym dorastał elf. Być może warunki nie były najlepsze i nie raz dostał chłostę od lepszych od siebie, ale pomogło mu to w staniu się cholernie dobrym skrytobójcą. Zabił wszystkich, którzy szydzili z jego elfiego pochodzenia, wymyślając dlań wyszukane metody tortur. Chyba w tej kwestii był niewielkim psychopatą, ale gdyby poznać go lepiej to całkiem sympatyczny z niego gość. Gdyby zapytać wszystkich kobiet i mężczyzn, którzy mieli przyjemność wylądować z nim w łóżku to wielu usłyszałoby, że kochanek również z niego przedni.
      Bezszelestnie poruszał się po granicy lasu z wioską poszukując jakichkolwiek śladów tych zniewolonych - jak przypuszczał - wilków. Księżyc będący dziś w pełni rozświetlał bezchmurne niebo, w oddali dało się usłyszeć ciche pohukiwania sów, a nawet trzepotanie skrzydeł nietoperzy przelatujących nad lasem. Jasnowłosy mężczyzna był gotowy na ich ataki - wyostrzone zmysły dostrzegały o wiele więcej niż przeciętnego człowieka, więc mógł szybciej oraz skuteczniej ocenić sytuację w której się znajdował. Jedyna rzecz, która go niepokoiła to ciche pomruki z głębi ciemnego, pełnego tajemnic lasu przeplatane z cicho pękającymi gałęziami - najwidoczniej ktoś nieudolnie próbował się skradać. Leto znał ten typ ludzi - sam jako skrytobójca potrafił być cichy jak mysz, niewidzialny jak powietrze, szybki jak wiatr i skuteczny jak drapieżnik czający się na swoją ofiarę. Zaczął skradać się w kierunku owego hałasu, omijając miejsca w których mógł zrobić więcej hałasu niż się wydaje, a przeszkody w postaci bluszczu przecinał swoim sztyletem z valyriańskiej stali.
      Odgłosy na moment ucichły, a potem usłyszał donośne wycie wilka gdzieś niedaleko. Przedostał się prędko na polanę na której znajdowała się już jakaś osoba. Po budowie sylwetki i stroju mógł domyślić się, że była to kobieta. Pochylona w stronę wilka szeptała coś do niego, nie uszedł jego uwadze fakt, że owa nieznajoma trzymała w ręce kostur - nieodłączne narzędzie maga.
     - Przeklęci magowie.- Syknął cicho zachodząc ją od tyłu i przyciskając do jej alabastrowej szyi sztylet. Domyślał się bowiem, że mogła ona lada moment sprowadzić tu całą watahę wilków będących zapewne pod jej przywództwem.
     - Co ty wyczyniasz? - Zapytał gardłowym tonem naciskając mocniej ostrzem na jej skórę.
     - Zaatakował mnie. Chciałam dowiedzieć się co nim kierowało. - Wyszeptała zaciskając mocniej dłoń na swoim kosturze nieznajoma. Leto prychnął cicho na jej tłumaczenia.
     - Szkoda, że z tobą nie skończył. Nie musiałbym brudzić sobie rąk twoją krwią. - Rzucił z przekąsem próbując wytrącić jej z rąk ten jej magiczny kijek. W blasku księżyca połyskiwały jej srebrne bransolety - symbol zniewolenia.
     - Mój Pan się o tym dowie. - Powiedziała pewnym głosem unosząc dumnie głowę ku górze. Jej kasztanowe włosy opadły kaskadami na zgięte w półprzysiadzie kolana elfa.
     - Zgaduję, że też jest jakimś przeklętym magiem. - Splunął na bok pokazując tym samym co sądzi zarówno o niej jak i osobach jej pokroju. Ściągnął nóż z jej gardła i podciągnął na lewe ramię do góry odwracając dziewczynę twarzą do siebie. Jej szare oczy wydawały się nazbyt pewne siebie. Próbowała miotnąć w niego jakimś zaklęciem, jednak skrytobójca wyczuwając to wytrącił jej kostur z ręki, powodując że ten opadł bezwiednie na ziemię.
     - Nie masz prawa mnie tknąć! - Krzyknęła chyląc się po swoją własność, ale Leto przysunął się do niej szybko i złapał za prawą dłoń. Sztylet znów znalazł się blisko jej ciała, tyle że tym razem był wycelowany w jej brzuch.
     - Och... Czyżby? - Spytał unosząc jedną brew i uśmiechając się półgębkiem z premedytacją naciskając mocniej zaostrzonym czubkiem na jej suknie, a ten bez problemu przedarło się przez poły szkarłatnego materiału i zadrasnęło delikatną skórę.
     - Azarel zrobi z Tobą okrutne rzeczy, jeśli jeszcze raz mnie dotkniesz. - Powiedziała drżącym głosem. Skrytobójca zaśmiał się gardłowo i popatrzył na maginkę z żalem.
     - Jeżeli będziesz martwa, nie skontaktujesz się z nim. Droga... - Zwiesił na chwilę głos pozwalając by kobieta mu się przedstawiła.
     - Arina - wymamrotała tracąc czucie w nadgarstku, który ściskał srebrnowłosy.
     - Cóż nie powiem, żeby było mi specjalnie miło. - Przekrzywił głowę i przyglądając się jej spod przymrużonych powiek zastanawiał się w jaki sposób ma się z nią rozprawić. Mógł ją po prostu dźgnąć tym nożem w serce i skończyć jej żywot zaskakująco szybko - gdyby tylko była jakąś niemagiczną istotą. Fakt, że była magiem sprawiał, że w Lecie budziła się jego najmroczniejsza i najgłębiej skrywana natura zabójcy.
      Rozmyślania elfa przerwały szelesty dobiegające z oddali. Wytężył wzrok, wsłuchał się w ciszę i poczuł w nosie zapach podobny zmokłym udomowionym ogarom. Oznaczało to jedno - wilki były blisko. Puścił maginkę, minął ją bez słowa i ruszył ku małej watasze. Było ich może pięciu, ale zbyt duże jak na zwykłe leśne wilki. Elf uskoczył przed kłami pierwszego z nich pojawiając się tym samym za jego plecami. Jedno pewne pchnięcie i wilk zaskomlał głośno opadając na ziemię. Później praktycznie przed jego nosem przeleciał promień zaklęcia zabijający zwierze, które prawie zadrasnęło mężczyznę. Rzucił krótkie przekleństwo i pozbył się kolejnych dwóch wilków zamachując się na nie dwoma sztyletami. Pozostał więc tylko jeden, najwidoczniej najsilniejszy z nich, bo nawet zaklęcia Ariny nie działały na niego. Leto przemknął obok niego i wykonał swój popisowy cios, po którym wilk zawył donośnie i zachwiał się na łapach - na ten moment właśnie czekał. Pchnął w niego krótszym sztyletem, a dłuższym odciął mu łeb z którego wytrysnęła szkarłatne krew brudząca jego czysty pancerz. Głowa zwierzęcia potoczyła się ku stopom Ariny, która zapaliła się najwidoczniej do walki. Jasnowłosy wyczuwał dobrze, że ich pojawienie się mogło źle dla niego wróżyć. Pluł sobie w brodę, że nie zabił jej wcześniej. Uchylił się przed jednym zaklęciem zbliżając się do niej i próbując zajść od tyłu. Jednak była to nieźle wyszkolona sztuka, gdyż jej oczy ciągle błądziły w mroku wyszukując jakichkolwiek znaków obecności elfa w pobliżu. Jej zaklęcia śmigały mu niebezpiecznie blisko ciała, aż w momencie, w którym doskoczył do niej i przystawił jej ponownie sztylet do gardła, stracił czucie w swoim ciele i bezszelestnie osunął się na wilgotną trawę.
     - Miałaś szczęście, że byłem blisko. - Powiedział Azarel podchodząc bliżej ukochanej i poprawiając jej włosy. Potem spojrzał na nieprzytomnego srebrnowłosego młodzieńca, przerzucił go sobie przez ramię i zaniósł do ciemnej i zatęchłej piwnicy znajdującej się w jego posiadłości. Arina posłusznie podążyła za nim nie mówiąc ani słowa o wydarzeniu, które miało miejsce około godzinę temu.
     - Massë ni ea? Lye lerya nye!- Krzyknął w ciemność w swoim rodowitym języku. Nie wiedział co się dzieje. Jak się tu znalazł i dlaczego był praktycznie rozebrany. Czuł jak z jego ciała sączyła się szkarłatna gorąca krew. Najwidoczniej ta maginka bawiła się jego kosztem. Spróbował się wyszarpać z lin, którymi go obwiązano, lecz na nic to. Uspokoił oddech i wciągnął ciężkie, piwniczne powietrze - przynajmniej już wiedział, że jest jakimś jeńcem. Wolałby już umrzeć niż być pod wpływem tych magów. Na samą myśl o nich miał ochotę splunąć.
     - Obudziłeś się wreszcie. - Usłyszał z oddali kobiecy głos. Po kilku minutach podeszła do niego ta cała Arina ze świecą w dłoni. Odstawiła ją na stół, a siłujący się z linami Leto patrzył na nią z mordem w oczach. Po co go tu sprowadziła? Czyżby nie była na tyle silna by go zabić? A może bała się tego swojego pana?
     - Jak widać. Wypuść mnie stąd. - Syknął, gdy lina obtarła jego świeżo zagojoną ranę. Zagryzł mocno zęby i powoli zaczął kręcić dłońmi z tyłu próbując wyswobodzić nadgarstki. Jeśli tylko udałoby mu się zająć dziewczynę rozmową to były szanse, że uda mu się ujść z życiem.
     - Mogę uśmierzyć twój ból, ale nie mogę wypuścić. - Mruknęła sięgając po kostur i zbliżając go do nagiego ciała jasnowłosego.
     - Nie używaj na mnie tej przeklętej magi! - Splunął w bok i popatrzył na nią spod przymrużonych oczu. Nieco zmieszana Arina odsunęła się od niego o kilka kroków i bacznie przyjrzała.
     - Chciałam tylko pomóc. Gdyby tylko Azarel nie zakazał mi Cię wypuszczać to rozwiązałabym liny i...
     - I co? Wypuściła? - Prychnął rozjuszony. Jego dłonie już prawie wydostały się z oplatających go więzów, więc rozejrzał się dokładniej za swoimi ruchomościami.
     - Gdzie moje sztylety? I pancerz? - Zapytał gdy dziewczyna nie odpowiedziała mu na poprzednie zaczepki.
     - Na stole, ale niestety nie mogę Ci ich zwrócić. - Powiedziała łagodne patrząc w jego chłodne tęczówki. Może wydawało jej się, że kiedy będzie taka potulna i uprzejma względem elfa to on odwdzięczy się tym samym, a może po prostu taka była. Ciężko powiedzieć, ale Leto nie był skory do ufania ludziom, a zwłaszcza magom. Gdy udało mu się uwolnić ręce zaczął skrycie majstrować przy więzach wykonanych wokół jego ciała.
     - Po co tu przyszłaś? - Rzucił oschle odwracając głowę gdzieś w bok. W półmroku wypatrzył swoje sztylety i prawdopodobnie gdzieś niedaleko musiał znajdować się jego pancerz. Gdy wydostanie się z więzów nie będzie miał wiele czasu i był tego świadomy. Żywił też nikłą nadzieję, że Arina nie zacznie krzyczeć, gdy zrzuci z siebie liny.
     - Chciałam sprawdzić jak się trzymasz i... ostrzec Cię. - Powiedziała szeptem odwracając się do niego tyłem. Właśnie miał bardzo dobrą chwilę na wydostanie się i bezszelestne zabicie maginki, ale zamiast tego jego ciało stało się sztywne niczym niewyprawiona bydlęca skóra.
- Przed czym? - Spytał zdejmując z szyi czarną przepaskę, która za każdym razem, gdy tylko się poruszył zacieśniała się na jego gardle.
     - Azarel chce Cię zabić dziś wieczorem. Jak tylko wróci z zebrania. - Powiedziała i nie odwracając głowy ruszyła ku wyjściu. Elf nie czekał na lepszą okazję, nieudolnie wykonane wiązania opadły na ziemię, a on doskoczył do stołu na którym były jego rzeczy. Z drugiej strony ten, kto go tu rozebrał i związał był wyjątkowo roztargniony. Powinni wynieść jego ruchomości do innego pomieszczenia, a nie zostawiać tutaj. W krótkiej chwili znalazł się za jej plecami i przycisnął do jej tętnicy szyjnej valyriańską stal. Złapał ją w niedźwiedzim uścisku i cofnął z nią do miejsca w którym to wcześniej on był splątany.
      Kobieta przez pierwsze kilka sekund była sparaliżowana i nie pomyślała, by zrobić cokolwiek innego niż zacząć się szamotać, ale to akurat nie wyszło jej na dobre, gdyż na szyi poczuła lepką i ciepłą ciecz o metalicznym zapachu. A gdy tylko zaczęła krzyczeć skrytobójca zasłonił jej usta dłonią, a potem sięgnął po jakiś kawałek szmatki robiąc z niego knebel. Arina próbowała go wyjąć, ale na jej nieszczęście Leto splątał liny wokół jej nadgarstków w ciasnym węźle marynarskim. Co znaczyło nie mniej nie więcej tyle, że im bardziej się będzie kręcić tym więcej krzywdy sobie zrobi. Na jej czerwonej od krwi alabastrowej szyi pojawiła się ta sama opaska, którą przed chwilą miał na sobie elf. Zaśmiał się jedynie cicho widząc jak maginka patrzy na niego z rozżaleniem w oczach i wiedząc, że ma jeszcze trochę czasu ubrał na siebie swój pancerz i schował do pochwy swój jeden z dwóch sztyletów. Rozmasował nieco piekące ciało w miejscu, gdzie znajdowały się jeszcze niedawno sznury i podszedł do dziewczyny.
     - Nie powinnaś mi ufać. Dobrze wiedziałaś, że tak to się może skończyć. - Powiedział znajdując się niebezpiecznie blisko jej twarzy. Kobieta mogła niemal poczuć jego słodki oddech na swoim policzku. A słowa które usłyszała wprawiły w drżenie jej ciało mimo ciepłego odzienia, które na sobie miała.
     - Liczyłam, że uciekniesz dając mi spokój. Powiedziałam Ci co zamierza Azarel. - Na jej ostatnie słowa niemal wybuchł gromkim śmiechem. Ze skrytobójcami się nie handluje, a przynajmniej nie w ten sposób. Elf wierzył jedynie w sakiewki pełne złotych, pobrzękujących miło monet, a nie w informacje, które były aż nader oczywiste.
     - A ja liczyłem na złoto, ale skoro nie dogadaliśmy się w tej kwestii nie pozostawiasz mi wyboru.      
     - Dotknął delikatnie jej kasztanowych włosów zaciągając się przez chwilę ich zapachem. Gdyby tylko nie była magiem mógłby stracić z nią noc czy dwie - o ile byłaby dostatecznie dobra.
     - Nie zabijesz mnie, uratowałam Cię. - Wyszeptała niepewnie, drżącym głosem. Leto uwielbiał patrzeć na bezradność swoich ofiar, które do ostatnich chwil swego marnego istnienia wierzyły, że daruje im życie.
     - Śmierć jest jedynie przebudzeniem ze snu - powiedział tuż przy jej uchu, a potem podarował jej coś na koniec ich spotkania. Śmierć, która nie była poprzedzona długo godzinną agonią, była czymś czystym i klarownym. Jej serce przestało bić kilka sekund po tym jak znalazło się tam ostrze valyriańskiego sztyletu. Głowa dziewczyny opadła bezwiednie i wydała z siebie ostatni dech.
     Potem elf zniknął z mroku pomieszczenia uciekając na powrót do wioski w której życie dalej płynęło swoim wolnym rytmem. Usiadł w jedynej gospodzie, jaka znajdowała się w tym miejscu, zamówił swoje ulubione mięso z sosem i zabrał się za jedzenie. Ta przygoda pochłonęła wiele jego sił i zdrowia, a nie chciał budzić znachorki o tej godzinie tylko po to, by uśmierzyć ból. Niebo ponownie chyliło się ku zachodowi, więc domyślał się, że spędził cały dzień w piwnicy magów. Nie siedział długo w samotności, bo gdy tylko jedzenie wylądowało przed jego nosem poczuł na ramieniu czyjąś dłoń. Odwrócił głowę i uśmiechnął się lekko do swojego starego przyjaciela.
     - Zev, co Ty tutaj robisz?- zapytał wskazując mu wolne miejsce naprzeciw siebie i dając mu swojego piwa do zaspokojenia pragnienia.
     - Słyszałem, że miałeś małe potyczki z magami. No cóż... Ten cały Azarel postawił wszystkie Kruki na nogi by Cię znaleźć. - powiedział uśmiechając się łobuzersko do Leta.
     - Więc pewnego dnia spierzemy im tyłki, a dziś cieszmy się Twoim powrotem. - Puścił mu znacząco oczko i nie zważając już na swoje jedzenie wyszedł za elfem z gospody kierując się w dobrze znanym im kierunku. 

Prawa autorskie zastrzeżone. Kopiowanie tylko za zgodą autora.   

Komentarze

  1. Książek o Dragon Age nie czytałam, bo kiedy wypożyczyłam z biblioteki dorwała ją moja ciocia :D Ale znam grę, którą zresztą uwielbiam :) A opowiadanie super, zwłaszcza, że wystąpił mój ukochany Zev, więc... Cóż, jest teraz nawet moim faworytem :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Opowiadanie podoba mi się, tyle że jestem w lesie, jeśli chodzi o Dragon Age. :D Dlatego nie mam pojęcia kim jest Zev, a wszystkie te dziwne pojęcia są mi nieznane. :) Przez to opowiadanie chyba wgłębię się w universum DA, bo widać, że jest ciekawe. :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ogarniam niestety "Dragon Age", ale czytało się bardzo miło. Przerąbane ma ta Arinka :p

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Wypowiedzi w formie obraźliwej lub wulgarnej, zostaną usunięte. Miłego czytania.

Popularne posty z tego bloga

Podsumowanie roku na Fp - Człowiek Matka

Od jakiegoś czasu prowadzę stronkę, która nazywa się - Człowiek Matka. Jest to lekko ironiczne miejsce, w którym opiniuję rzeczy, które zakupiłam na chińskiej stronie Aliexpres. Dowiedziałam się o niej od jednej z moich koleżanek, kiedy to zaczęłam moją przygodę z lakierami hybrydowymi. Podobno na niej miałam znaleźć to, czego mi było wtedy potrzeba. Mianowicie lakierki hybrydowe w bardzo okazyjnych cenach. Niestety, majfrendowe mazadła okazały się beznadziejne, za to inne rzeczy już nie. Zamówiłam kilka produktów, wrzuciłam recenzje na grupę zrzeszająca fanów zakupów z Chin. I tak urodziła się myśl, że może by tak fp z tym zrobić. No i jest. Tworzę na niego grafomańskie wpisy, nasycone wszelakiego rodzaju babolami i radosnym słowotwórstwem (ale to są bardzo przemyślane babole, które nomen omen bardzo często mi są wytykane, co śmieszy mnie do łez). Z dnia na dzień przybywa lubisów tego miejsca, co mnie niezmiernie zaskakuje. Dlaczego więc na blogu, na którym opiniuję książki, znalazł …

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Intruz - recenzja

Przyszedł czas na ostatnie DLC do Inkwizycji, po którym, niestety, musimy się pożegnać z kolejnymi dodatkami, ponieważ ten jest ostateczny i zamykający rozgrywkę. Powiem szczerze, że poczułam lekkie rozczarowanie. Po chwili jednak przyszło otrzeźwienie, przecież studio nie może w nieskończoność klepać DLCeków, bo jakaś Stag chce grać w grę. Intruz został stworzony dla PC. Ma on rozszerzyć fabułę, pozwalając graczowi rozegrać ostatnią niewielką kampanię, która umiejscowiona jest po pewnym czasie, od zakończenia głównego wątku. Gracz będzie też mógł poznać dalsze losy towarzyszy, którzy opuszczają go po pokonaniu Koryfeusza.
Warto też wspomnieć, bo generalnie „Przebudzenie”, które wyszło po Dragon Age: Origin, w które można było grać bez ukończenia podstawy, kreując jedynie postać, jest dodatkiem niezależnym. Tak tutaj wymagana jest baza. Nie obejdziemy tego. Zatem, jeśli ktoś jest leniuszkiem i mu się nie chciało kończyć, no to bardzo mi przykro. W tym przypadku nie pobiega sobie po tym…

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Zstąpienie - recenzja

Jest to ta z opinii, którą piszę drugi raz, bo poprzednią szlag trafił, podobnie jak screeny i zapisy gry. No niestety. Dysk czasem się pali, a wraz z nim znika to, co tak skrzętnie się gromadzi. Troszkę mnie zdziwił fakt, że jakimś tajemniczym zrządzeniem losu z chmury ulotnił się cały zapis stanu gry, włącznie z postacią, która przemierzałam dodatek. Cuda na kiju, ewentualnie Andrasta maczała w tym swoje paluchy. No, nie wnikam. Poszło w cholerę, po co drążyć. 
 Kody do dodatków, tak dodatków, bo jeszcze w pakiecie znalazł się ostatni, wiążący - „Intruz”. Otrzymałam od szefa grupy fanowskiej - „Dragon Age – Przystań Szarego Strażnika”, Łukasza. Zwanego przez przyjaciół - Ilidanem. Za co mu niezmiernie dziękuję, gdyż był to prezent „z zaskoczenia”, który wywołał na mojej twarzy niewyobrażalnie szeroki uśmiech. Wyglądałam przy tym jak genlok ucieszony z nowej, krwawej jatki. Rozpracowałam jak sobie to wpisać, załadować i pobrać. Trzeba brać pod uwagę to, że jestem babą – kurą domową,…