Przejdź do głównej zawartości

Konkursowe. Opowiadanie Avalon

Źródło: http://anndr.deviantart.com/art/Fight-183879111


Nadszedł czas na publikację ostatniego opowiadania, jakie dotarło do nas w ramach zorganizowanego konkursu. Nadesłała je Avalon. Szczerze powiedziawszy, musiałam się nieźle namęczyć, by doprowadzić je do stanu w jakim jest teraz. Myślałam też o odrzuceniu go z racji przysłania w takiej, a nie innej formie. Jednak okazałam się litościwa. Zatem zapraszam do czytania i komentowania. Może Wy odgadniecie co autorka miała na myśli ;p




Jest noc. Ciemność spowija cały świat. Jedynie gdzieniegdzie dociera srebrzystobiałe światło księżyca. Leto idzie przez las w poszukiwaniu tropu wilków. Cicho stawia stopy w zdradliwym
poszyciu. Nagle słyszy trzask.
'Cholera!'
Zatrzymuje się.
Słyszy kolejny trzask.
'Jeśli to nie byłem ja, to kto?'
Po chwili widzi jakąś sylwetkę. Mimo że ma na sobie długi, czarny płaszcz to widać, że jest ona wyraźnie kobieca. Gdy postać wchodzi w plamę światła księżycowego, w umyśle Leto coś krzyczy:
'MAG!'
Leto prostuje się mimo, aczkolwiek słabych protestów w jego myślach. Wychodzi zza krzaków.
     - Kim jesteś? - pyta.
     - Mam na imię Arina i jestem … Magiem.
     - Co ty tu robisz? - rzuca chłodnym tonem. Dziewczyna się waha.
     - Przyszłam na spacer. - Arina wie, że to kiepska wymówka, ale lepsza niż nic.
     - W samym środku nocy? Do lasu? - Leto jej nie wierzy. Sądzi, że coś ukrywa. W sumie to ma rację.
     - A ty co tu robisz, co
     - Nie twoja sprawa. - rzuca chamsko Leto.
     - To czemu żądasz ode mnie wyjaśnień?! - pyta rozzłoszczona Arina
     - Bo to nie jest twój las magu. Jeśli myslisz, że możesz sobie tutaj wchodzić bez zwracania uwagi to bardzo się mylisz. - warczy.
     - To także nie jest twój las i nie masz prawa mi zabraniać tu przychodzić.
     - A jeśli mam? - pyta Leto i wyszczerza swoje idealnie równe zęby.
     - A masz? Słuchaj, śmieszny jesteś … - dziewczyna przerywa, bo Leto gwałtownie ściska ją za rękę.
Podnosi ją do twarzy i cedzi przez zęby:
     - Ja nie żartuję. Wiem kim jesteś. Jesteś ICH własnością. Żyjesz narzuconymi przez nich prawani i opiniami. Założę się …
     - Leto tak mocno ściska jej nadgarstek, że dziewczyna klęczy. - że przyszłaś tu dla NICH Zniewolona … - to ostatnie słowo rzuca z pogardą. Wpatruje się natarczywie w dziewczynę.
     - Przestań, przestań! NIC o mnie nie wiesz! - Arina krzyczy. Próbuje wyrwać swoją drobną dłoń z ręki Leto. Po jej policzkach spływają wielkie łzy. Są idealnie czyste. Z całego bólu, który teraz się ulatnia.
Leto puszcza jej rękę. Czyżby przesadził? Nie chciał jej zrobić przykrości. Po prostu cały gniew za, który odpowiedzialni byli magowie wyładował na niej. Patrzy na nią zdezorientowany. Dziewczyna cały czas płacze, rozcierając zbolały nadgarstek. Ma na nim czerwone, grube pręgi. Leto nie wie co zrobić …
     - Eee … Słuchaj ja …
     - Nie. Już dosyć powiedziałeś. Wiem czym dla ciebie jestem. I wiesz co? Nie obchodzi mnie to … Ja … - mówi Arina i wybucha ponownie płaczem.
Leto opada obok niej na ziemię. Nie wie skąd nagle w nim taka czułość. Może coś w niej jest, takiego, że chce się jej pomóc. Chce się ją pocieszyć.
    - Arino … Ja … Przepraszam Cię.
    - Ja … Jak to? Przecież …
    - Wiesz … Ja po prostu nie lubię magów. Ale to nie znaczy, że miałem prawo się tak na tobie wyżyć. Po prostu musiałem wyładować, na kimś mój gniew i niestety padło na ciebie.
    - Myślę, że dla mnie zrobisz wyjątek.
    - Jaki?
    - Chodzi o to nie lubienie magów. Ja nie jestem magiem. Jestem zniewolonym magiem, a to już różnica. Słuchaj przepraszam, że tutaj przyszłam, jeśli cokolwiek to znaczy, ale miałam coś do załatwienia dla mojego Pana.
     - Wiesz co? Może w drodze wyjątku pomogę Ci. A na czym polegało to coś? - Leto wstaje i otrzepuje ubranie z liści. Podaje dłoń Arinie, która z wdzięcznością ją przyjmuje.
    - No to jak? - pyta z ciekawością Leto.
    - Mój Pan prosił mnie żebym mu zwerbowała wojownika z tej wioski, który walczyłby w jego imieniu.
    - Aha. Wiesz … W nas w wiosce jest bardzo dużo wojowników. Będzie trzeba tylko któregoś wybrać. Na przykład taki Emael jest świetny w strzelaniu z łuku do celu. Natomiast Kedir genialnie posługuje się oburęczną bronią. Samuel jest najlepszy w walce wręcz, a …
    - Ja … Ja pomyślałam o tobie. O … Oglądałam już wasze walki z ukrycia i twierdzę, że to ty najlepiej władasz wszelką bronią, a takiej osoby nam właśnie trzeba.
    - No niewiem … Czy ty w ogóle słuchałaś co Ci mówiłem. NIE LUBIĘ MAGÓW. A szczególnie takich jak twój pan.
Przecież ty w ogóle go nie znasz. - Usprawiedliwia się Ariana
     - To prawda. Ale nie muszę go znać, żeby mieć o nim zdanie. Już samo to, że wysłał wątłą dziewczyne w niebezpieczną podróż, żeby zwerbowała wojownika, źle o nim świadczy. Przepraszam Cię, ale obawiam się, że nie moge tego zrobić.
Dziewczyna potakuje głową i zanurza się w myślach. Leto prowadzi Arianę do wioski, w której mieszka. Przechodzą przez las niepostrzeżenie. Na szczęście dla nich. Gdy docierają do młego miasteczka, Leto kieruje się do areny. Powinien ktos tam jeszcze ćwiczyć. Szczególnie nowicjusze są tak zdeterminowani, że ćwiczą dniami i nocami. W końcu to odbija się na ich zdrowiu. Na arenie Leto wypatruje Kedira i kiwa na niego ręką. Mężczyzna jest potężny. Ma ciemną karnacje i czarne oczy. Jest obcięty na łyso. U jego boku zwisają przeróżne bronie. Niektórych Arina nie potrafiłaby nazwać.
    - Kedir.
    - Leto.
    - Mam dla ciebie propozycję.
    - Zatem słucham.
    - Ta oto dziewczyna poszukuje mężnego wojownika dla swego pana.
    - Miło mi słyszeć, że o mnie pomyślałeś. - odpiera Kedir.
    - Zróbmy tak: zmierzysz się za mną w pojedynku. Jeśli wygrasz pójdziesz z tą oto niewiastą do jej Pana i będziesz mu służył.
    - A co jeśli ty wygrasz? - wtrąca się Arina. Leto spogląda na nią niepewnie.
    - Jeśli ja wygram … To ja pójdę z tobą. - Arina nie może się nadziwić. Przed chwilą Leto mówił, że nie ma zamiaru służyć u jej pana. Może to milczenie w drodze zmusiło go do przemysleń? W każdym razie Arina cieszy się, że Leto pojedzie z nią do jej Pana.
    - Dobrze. To zaczynamy … - mówi Leto i wskakuje na arenę.


Prawa autorskie zastrzeżone. Kopiowanie za zgoda autora. 




Komentarze

  1. Nie czaję o co w tym chodzi :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety czas teraźniejszy niezbyt fajnie się komponuje, może oddaje dynamikę, ale tu odczuwam zarzewia dramatu w klasycznym tego słowa ujęciu.
    Ćwicz autorko droga i szukaj nowych rozwiązań, a także schyl się ku czasowi przeszłemu w tekstach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale czy szanowna Kocura zrozumiała co autorka miała na myśli? I raczy mi to przybliżyć?

      Usuń
    2. Nie umiem. Nie wiem.

      Dlatego skupiłam się na formie.

      Usuń
    3. No właśnie ja też nie wiem, osiwieje kiedyś od tych tekstów.

      Usuń
  3. Jestem tu pierwszy raz. Książek, z których zostali zaczerpnięci bohaterowie niestety nie znam, ale postaram się wypowiedzieć o tekście.
    Mam wrażenie, że bohaterowie są trochę niestabilni emocjonalnie. Leto spotyka nieznajomą dziewczynę, atakuje ją po czym ona wybucha płaczem. Natychmiastowo zmienia swoje nastawienie. Wcześniej jednak odniosłam wrażenie, że nienawidzi wszystkich magów. Czy nie powinien uznać, że zachowanie dziewczyny jest jakimś podstępem? Jeśli wystarczą łzy (idealnie czyste łzy, of course), by tak na niego wpłynąć, to ma dość słaby charakter.
    Ponad to wszystko działo się strasznie szybko. Autorka nie dała czytelnikowi szanse, by zrozumiał, co się dzieje. Osobiście czuję się trochę zmieszana, bo mimo moich usilnych starań nie potrafię do końca stwierdzić, o co chodziło.
    Mimo wszystko gratuluję autorce opowiadania odwagi, by wysłać swój tworek. Mnie zawsze takie konkursy strasznie stresują. Myśl, że autorka książki miałaby oceniać moje małe ff jest ciut przerażający ;)
    Pozdrawiam ciepło,
    J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jesteśmy potworami;p Ale czasem nawet nam jest trudno rozszyfrować niektóre treści. A niestety, ja jako osoba robiąca korekty i edycje tekstów, musiałam się nieźle nagłowić nad tym opowiadaniem.
      Pozdrawiam Stag.

      Usuń
    2. Wiem, wiem, jednakże autorzy ff ingerują i zmieniają dany świat. Chociaż bardzo lubię ff, to często sobie myślę, co autor powiedziałby na to ;)
      W każdym razie trzeba patrzeć na pozytywy - obrazek na początku jest bardzo ładny :)
      PS Strasznie fajna opcja, takie rozmowy z pisarzem. Nie planowałam teraz kupować żadnej książki, bo portfel po ostatnich zakupach świeci pustkami, ale od poniedziałku zaczynam polowanie na "Mroki".
      Pozdrawiam ciepło,
      J.

      Usuń
    3. Oczywiście, że tak. Każdy ma inne postrzeganie świata. Tak samo styl pisania. Czasem jednak jest tak, iż osoby są przeświadczone o swym niebywałym talencie, a tak naprawdę to grafomani. A ci, którzy są zdolni, nie wierzą w siebie. Znam wielu z tego i tamtego kręgu. Oczywiście ogromny szacunek i uznanie dla autorki powyższego tekstu, za odwagę oraz inwencję twórczą. A co do moich nieszczęsnych Mroków. To dziękuję za zainteresowanie i ostrzegam na wstępie, że mają nieco zepsutą korektę. Na szczęście pracuję nad tym i ta część trylogii została już wysłana do profesjonalisty. Zatem to kwestia czasu, jak pojawi się edytowana wersja w sprzedaży:)
      Pozdrawiam Stag.

      Usuń

Prześlij komentarz

Wypowiedzi w formie obraźliwej lub wulgarnej, zostaną usunięte. Miłego czytania.

Popularne posty z tego bloga

Podsumowanie roku na Fp - Człowiek Matka

Od jakiegoś czasu prowadzę stronkę, która nazywa się - Człowiek Matka. Jest to lekko ironiczne miejsce, w którym opiniuję rzeczy, które zakupiłam na chińskiej stronie Aliexpres. Dowiedziałam się o niej od jednej z moich koleżanek, kiedy to zaczęłam moją przygodę z lakierami hybrydowymi. Podobno na niej miałam znaleźć to, czego mi było wtedy potrzeba. Mianowicie lakierki hybrydowe w bardzo okazyjnych cenach. Niestety, majfrendowe mazadła okazały się beznadziejne, za to inne rzeczy już nie. Zamówiłam kilka produktów, wrzuciłam recenzje na grupę zrzeszająca fanów zakupów z Chin. I tak urodziła się myśl, że może by tak fp z tym zrobić. No i jest. Tworzę na niego grafomańskie wpisy, nasycone wszelakiego rodzaju babolami i radosnym słowotwórstwem (ale to są bardzo przemyślane babole, które nomen omen bardzo często mi są wytykane, co śmieszy mnie do łez). Z dnia na dzień przybywa lubisów tego miejsca, co mnie niezmiernie zaskakuje. Dlaczego więc na blogu, na którym opiniuję książki, znalazł …

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Intruz - recenzja

Przyszedł czas na ostatnie DLC do Inkwizycji, po którym, niestety, musimy się pożegnać z kolejnymi dodatkami, ponieważ ten jest ostateczny i zamykający rozgrywkę. Powiem szczerze, że poczułam lekkie rozczarowanie. Po chwili jednak przyszło otrzeźwienie, przecież studio nie może w nieskończoność klepać DLCeków, bo jakaś Stag chce grać w grę. Intruz został stworzony dla PC. Ma on rozszerzyć fabułę, pozwalając graczowi rozegrać ostatnią niewielką kampanię, która umiejscowiona jest po pewnym czasie, od zakończenia głównego wątku. Gracz będzie też mógł poznać dalsze losy towarzyszy, którzy opuszczają go po pokonaniu Koryfeusza.
Warto też wspomnieć, bo generalnie „Przebudzenie”, które wyszło po Dragon Age: Origin, w które można było grać bez ukończenia podstawy, kreując jedynie postać, jest dodatkiem niezależnym. Tak tutaj wymagana jest baza. Nie obejdziemy tego. Zatem, jeśli ktoś jest leniuszkiem i mu się nie chciało kończyć, no to bardzo mi przykro. W tym przypadku nie pobiega sobie po tym…

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Zstąpienie - recenzja

Jest to ta z opinii, którą piszę drugi raz, bo poprzednią szlag trafił, podobnie jak screeny i zapisy gry. No niestety. Dysk czasem się pali, a wraz z nim znika to, co tak skrzętnie się gromadzi. Troszkę mnie zdziwił fakt, że jakimś tajemniczym zrządzeniem losu z chmury ulotnił się cały zapis stanu gry, włącznie z postacią, która przemierzałam dodatek. Cuda na kiju, ewentualnie Andrasta maczała w tym swoje paluchy. No, nie wnikam. Poszło w cholerę, po co drążyć. 
 Kody do dodatków, tak dodatków, bo jeszcze w pakiecie znalazł się ostatni, wiążący - „Intruz”. Otrzymałam od szefa grupy fanowskiej - „Dragon Age – Przystań Szarego Strażnika”, Łukasza. Zwanego przez przyjaciół - Ilidanem. Za co mu niezmiernie dziękuję, gdyż był to prezent „z zaskoczenia”, który wywołał na mojej twarzy niewyobrażalnie szeroki uśmiech. Wyglądałam przy tym jak genlok ucieszony z nowej, krwawej jatki. Rozpracowałam jak sobie to wpisać, załadować i pobrać. Trzeba brać pod uwagę to, że jestem babą – kurą domową,…