Przejdź do głównej zawartości

Cezary Matczak "Listy do Ciebie" - Recenzja



 
Pojawiają się w naszym życiu takie książki, które albo czytamy z zapartym tchem, albo mamy ich dosyć już na samym starcie. Czasem są to dzieła grube, które czyta się tylko po to, by dowiedzieć się co jest na końcu i czy owa wątpliwa powieść nas zaskoczy, czy będziemy mieli odruch wymiotny na sam dźwięk jej tytułu. Oj uwierzcie mam takie pozycje. Nie nadają się nawet do zabijania komarów na ścianie. Tym razem wpadła mi w ręce książeczka. Wątła, otoczona różową okładką. I teraz tu zapewne nasunie się pytanie ludzi, którzy mnie znają: Przeczytałaś coś co jest różowe? Ty nienawidzisz tego koloru. No tak. Mają rację. To najpaskudniejszy kolor jaki natura nosi. Ale to moje subiektywne zdanie. Pamiętajcie nie oceniajcie książki po różowej okładce. Jednak ja tu zawodzę, a nie napisałam o czym. Otrzymałam książkę od autora. Jak zwykle wydarzyło się to w taki sposób, że samą mnie to zaskoczyło. Lubię dzielić się moimi Mrokami mając świadomość, że są, jakie są. Lecz nie miałam zamiaru tworzyć czegoś na miarę Tolkiena czy Sapkowskiego. Jeśli ktoś tak myślał to się pomylił i, jakoś nie jest mi z tego powodu przykro. Dlaczego to piszę?Ostatnio zbyt często jest mi zarzucane to, że moja pisaninka jest za lekka. Nic tylko wzdychać do Odkupicieli. „Listy do Ciebie” to nie moje ulubione fantasy, a literatura bardzo odmienna od tej, którą zazwyczaj czytam. Jest to powieść epistolarna, dla nie wtajemniczonych, pisana w formie listów. Spotkałam się z tą formą już w liceum i chyba nie tylko ja. W kanonie lektur obowiązkowych miałam „ Cierpienia młodego Wertera”. Książkę tę wspominam bardzo traumatycznie. I nie to, że mi się nie podobała. Bo podobała, ale zostawiła po sobie bardzo gorzki posmak. A jakie są „listy...”? O tym za chwilę.



Fot. Cezary Matczak.



Poznajmy autora. Miałam przyjemność wrzucić na Lubimy Czytać, krótką notkę na jego temat. Skorzystam z faktu, że dzięki prywatnym rozmowom, pozyskałam plik, na którym są najpotrzebniejsze dane, napisane właśnie przez autora, na potrzeby wyżej wymienionego wpisu. Zatem go ładnie skopiuję. Mam nadzieję, że Pan Cezary nie będzie miał nic przeciwko. To szalenie miły człowiek i wierzcie mi to sama przyjemność pisać o jego twórczości.



Cezary Matczak, ur. 15.11.1963r. w Chełmnie, absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Szczecińskiego, od młodości fascynował się historią starożytności oraz psychologią społeczną, relacjami między ludźmi. Ukończył Studia podyplomowe pomocy psychologicznej na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Wiele lat zajmował się problemem narkomanii i profilaktyką. Zainteresował się geodezją i kartografią. Studia podyplomowe geodezji numerycznej ukończył na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie. Miłośnik literatury i książek, sam zaczął pisać w połowie 2012 roku. Zaowocowało to wydaniem, we wrześniu 2013 roku „Listów do Ciebie”. W przygotowaniu jest kolejna książka pod roboczym tytułem „Twój zapach”. Obecnie kończy swoją trzecią książkę „Tajemnice Upadłych Aniołów”.

Fot. Prywatna


 A o czym „Lity do Ciebie”. Ciężko mi tutaj napisać cokolwiek. Dlatego, że tego typu powieści, nie da się tak po prostu streścić. Po raz kolejny zatem wykażę się strasznym lenistwem i zrobię kopię. Taki sam urywek znajdziecie na stronach Warszawskiej Firmy Wydawniczej, która wydała tę powieść.



Chcę zwrócić Waszą uwagę na drobny szczegół.
Dla niejednego z Was zachowanie Róży może budzić zastrzeżenia.
Dla innych niektóre zachowania Beniamina. Ba, głęboką krytykę.
Ja tak nie uważam.
A gdybyście teraz odwrócili role; gdyby zamiast Beniamin wstawić imię Róża, a zamiast imienia Róża wstawić Beniamin, to jak byście odczuli tę książkę? Czyż nie inaczej? Czyż nie przypominałoby to „normalnego” życia? Takiego, które często się zdarza wśród znajomych, współpracowników, a może i doświadczyliście czegoś podobnego?
Kilka milionów Polaków musiało wyjechać za chlebem, ale podobna historia mogłaby się zdarzyć i na miejscu, tu w kraju, może w innym mieście.
Jeśli to mężczyzna by zdradzał oraz nie byłby w stanie znieść kariery żony, to większość z Was uznałaby taką sytuacje za standard. Jeśli jest odwrotnie …, ilu z Was potępiło Różę?
A ja się pytam: dlaczego?

Język jakim operuje Pan Cezary, jest typowym współczesnym, dobrze znanym nam językiem literackim. Cechuję go lekkość oraz umiejętność posługiwania się potocznymi sloganami. Co bardzo dla mnie miłe, a konkretnie dla mojego oka. To fakt, że powieść nie ma jednakowej czcionki. Maile, listy oraz listy z grupy „Tych, które się nie wysyła”, napisane są zupełnie inną czcionką. Świetny zabieg. Bez problemu i bardzo płynnie przechodzi się z jednego akapitu do kolejnego. Można je czytać niezależnie. Próbowałam. Maile są krótkie i rzeczowe. Listy wysyłane, pełne ciepła i troski. Natomiast, te których Beniamin nie wysyłał, z czasem stają się gorzkie i lakoniczne. Nawet odniosłam wrażenie, że ociekają sarkazmem i żalem. Nie mniej to właśnie dzięki nim poznajemy całą historię Róży i Beniamina.

Listy pisze zakochany mężczyzna. Próbowałam go zrozumieć. Próbowałam wniknąć z umysł Beniamina i dowiedzieć się co takiego nim kieruje. Dlaczego właśnie tak reaguje i dlaczego jest taki, a nie inny. Nie przychodziło mi to z łatwością. Jestem kobietą, która jest realistką, a która reaguje na słowo „Kocham Cię”, przysłowiowym szczerzeniem zębów. Taka jestem, wolę czyny od słów. Często ludzie postrzegają mnie przez pryzmat chłodu, ale podobno jak się do mnie przyzwyczają to jest już wszystko dobrze. Tak było z głównym bohaterem. Musiałam się do niego przywyknąć. Musiałam przetrawić tego zakochanego po uszy człowieka, który nie widzi świata poza swoją ukochaną. Los ich rozdzielił. On został w Polsce, ona wyjechała do Tokio. Cały czas pielęgnuje jej obraz idealizując go. Róża w pewnym momencie wydała mi się laleczką z porcelany, taką w pięknym kapeluszu, którą sadza się na telewizorze i tylko podziwia. I tak do połowy powieści. Tymi młodymi ludźmi rzucają wichry namiętności, próby porozumienia się. Nie tylko przez maile, pisane listy, Skype czy choćby klasyczne pogaduszki telefoniczne. Rozmawiają, lecz te rozmowy w pewnej chwili nie prowadzą już do niczego. Ja tutaj nie chce robić spojlerów, dlatego staram się ograniczyć do minimum moją wypowiedź. Nie jest to radosna powieść. I choć dzieło ma raptem 116 stron, pod koniec czyta się je z zaciśniętym gardłem.

Pan Cezary Matczak poruszył tutaj bardzo trudne tematy. Tematy, które nomen omen tyczą się chyba każdego z nas. Wiodącym jest tęsknota, wymieszana z bólem. Emigracja sprawia, że ludzie umierają od środka. Owa tęsknota wypala ich od środka. Ta historia mogła się przytrafić każdemu z nas. Wielu polaków zmuszanych jest do opuszczania naszych granic. Nie z tego powodu, że chcą i właśnie teraz mają taki kaprys. Zmusza ich do tego gospodarka, bieda i bezrobocie. Sama przerabiałam wyjazd mojego byłego męża do Irlandii, jestem więc w stanie zrozumieć Beniamina, bardziej niż można sobie to wyobrazić. Cierpią nie tylko rozdzielone rodziny, najbardziej dotyka to dzieci. Tu na szczęście ich nie ma. Ta książka jest bardzo na czasie. Powinien przeczytać ją każdy. Nie dlatego, że styl jakim operuje Pan Matczak jest bardzo dobry, ale po to tylko, by poczuć, że tak naprawdę swoimi czynami i decyzjami jesteśmy w stanie skrzywdzić innych. Czasem nieświadomie. Nie koniecznie na emigracji, a tu w czterech ścianach naszych mieszkań.

Dla kogo powieść? Na pewno nie dla młodzieży. Nie polecam jej młodym blogerom, łasym na darmowe książki. Zawiodą się. To nie jest literatura lekka, łatwa i przyjemna i może jest tu milion razy powtarzane „kocham cię” i tak do znudzenia. To nie jest to miłość łatwa. To miłość, która w pewnych momentach staje się egoistyczna i destrukcyjna. Jeśli ktoś w życiu choć raz w taki sposób kochał, pojmie co mam na myśli. Przez karty wylewa nam się dojrzałość i ogromna spostrzegawczość autora, niebywała wnikliwość i lekkość obserwacji otaczającej go rzeczywistości. Na szczęście jest to fikcja. Polecam czytelnikowi dojrzałemu. Mającemu za sobą już pewien bagaż życiowych doświadczeń. Będzie on w stanie zrozumieć treść i mocno ją przeżyć. Ta książeczka zostawia po sobie ślad, nie jest to ten typ lektury, którą się zapomina. Osobiście polecam i czekam na kolejne powieści Pana Cezarego. 

Za możliwość zapoznania się z powieścią dziękuję autorowi.  









Komentarze

  1. Lubię takie wyzwania. Książki, które skłaniają do przemyśleń i refleksji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A było trudno. Jedna z trudniejszych książek, jakie czytałam w ostatnim czasie;)

      Usuń
  2. ciekawa recenzja. sama jestem aktualnie za granica mimo, ze nie mam ukochanej osoby to jest mi ciezko. nie potrafie postawic sie w sytuacji glownego bohatera jednak smiem sadzic ze jest mu ciezko. kazdemu jest ciezko. mimo wszystko poczekam z siegnieciem po ksiazke kiedy bede miala swoje lata i troche doswiadczen zyciowym bo darmowa ksiazka przeczytana by przeczytac nie ma sensu. Ksiazki trzeba czytac z przyjemnoscia a nie by czytac.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Wypowiedzi w formie obraźliwej lub wulgarnej, zostaną usunięte. Miłego czytania.

Popularne posty z tego bloga

Podsumowanie roku na Fp - Człowiek Matka

Od jakiegoś czasu prowadzę stronkę, która nazywa się - Człowiek Matka. Jest to lekko ironiczne miejsce, w którym opiniuję rzeczy, które zakupiłam na chińskiej stronie Aliexpres. Dowiedziałam się o niej od jednej z moich koleżanek, kiedy to zaczęłam moją przygodę z lakierami hybrydowymi. Podobno na niej miałam znaleźć to, czego mi było wtedy potrzeba. Mianowicie lakierki hybrydowe w bardzo okazyjnych cenach. Niestety, majfrendowe mazadła okazały się beznadziejne, za to inne rzeczy już nie. Zamówiłam kilka produktów, wrzuciłam recenzje na grupę zrzeszająca fanów zakupów z Chin. I tak urodziła się myśl, że może by tak fp z tym zrobić. No i jest. Tworzę na niego grafomańskie wpisy, nasycone wszelakiego rodzaju babolami i radosnym słowotwórstwem (ale to są bardzo przemyślane babole, które nomen omen bardzo często mi są wytykane, co śmieszy mnie do łez). Z dnia na dzień przybywa lubisów tego miejsca, co mnie niezmiernie zaskakuje. Dlaczego więc na blogu, na którym opiniuję książki, znalazł …

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Intruz - recenzja

Przyszedł czas na ostatnie DLC do Inkwizycji, po którym, niestety, musimy się pożegnać z kolejnymi dodatkami, ponieważ ten jest ostateczny i zamykający rozgrywkę. Powiem szczerze, że poczułam lekkie rozczarowanie. Po chwili jednak przyszło otrzeźwienie, przecież studio nie może w nieskończoność klepać DLCeków, bo jakaś Stag chce grać w grę. Intruz został stworzony dla PC. Ma on rozszerzyć fabułę, pozwalając graczowi rozegrać ostatnią niewielką kampanię, która umiejscowiona jest po pewnym czasie, od zakończenia głównego wątku. Gracz będzie też mógł poznać dalsze losy towarzyszy, którzy opuszczają go po pokonaniu Koryfeusza.
Warto też wspomnieć, bo generalnie „Przebudzenie”, które wyszło po Dragon Age: Origin, w które można było grać bez ukończenia podstawy, kreując jedynie postać, jest dodatkiem niezależnym. Tak tutaj wymagana jest baza. Nie obejdziemy tego. Zatem, jeśli ktoś jest leniuszkiem i mu się nie chciało kończyć, no to bardzo mi przykro. W tym przypadku nie pobiega sobie po tym…

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Zstąpienie - recenzja

Jest to ta z opinii, którą piszę drugi raz, bo poprzednią szlag trafił, podobnie jak screeny i zapisy gry. No niestety. Dysk czasem się pali, a wraz z nim znika to, co tak skrzętnie się gromadzi. Troszkę mnie zdziwił fakt, że jakimś tajemniczym zrządzeniem losu z chmury ulotnił się cały zapis stanu gry, włącznie z postacią, która przemierzałam dodatek. Cuda na kiju, ewentualnie Andrasta maczała w tym swoje paluchy. No, nie wnikam. Poszło w cholerę, po co drążyć. 
 Kody do dodatków, tak dodatków, bo jeszcze w pakiecie znalazł się ostatni, wiążący - „Intruz”. Otrzymałam od szefa grupy fanowskiej - „Dragon Age – Przystań Szarego Strażnika”, Łukasza. Zwanego przez przyjaciół - Ilidanem. Za co mu niezmiernie dziękuję, gdyż był to prezent „z zaskoczenia”, który wywołał na mojej twarzy niewyobrażalnie szeroki uśmiech. Wyglądałam przy tym jak genlok ucieszony z nowej, krwawej jatki. Rozpracowałam jak sobie to wpisać, załadować i pobrać. Trzeba brać pod uwagę to, że jestem babą – kurą domową,…