Przejdź do głównej zawartości

Piotr Molenda "Worn" - Recenzja


Od jakiegoś czasu, zwracam jako bardziej uwagę na naszych rodzimych autorów. A już w szczególności upodobałam sobie debiutantów. Wiąże się to z faktem, iż sama jestem debiutantką i niebywale mnie interesuje, jak sobie radzą moim znajomi po piórze. Oh zabrzmiało strasznie, ale uwierzcie, wcale tak nie miało wyglądać. Przeglądam zatem blogi, śledzę popularne wortale o treści stricte poświęconej literaturze i wyłapuję perełki. W tym przypadku było dokładnie tak samo, a jak już jest książka fantasy to jestem wniebowzięta. Tę pozycje wypatrzyłam na stronie jednej blogerki, mowa to o „Subiektywnie o książkach”, bardzo dziękuję Pani Awioli za przesłanie e-booka oczywiście za zgodą autora. O jakiej powieści mówię? O powieści Pana Piotra Molendy „Worn”. To bardzo obszerne dzieło, mające prawie 700 stron. Moje pierwsze wrażenie, było dosyć osobliwe. Poczułam jakby lęk. Taka ilość stronic lekko mnie przeraziła, ale nie tylko to.

Nie byłabym sobą, gdybym na wstępie się do czegoś nie przyczepiła, a jak na razie jest to pierwsza rzecz, jest ich więcej, ale o nich w dalszej części opinii. Mowa tu o okładce. To było bardziej niż do przewidzenia. I podobnie jak u Pani Elli, oprawa książki mnie zniesmaczyła. Nie podoba mi się. Zdaje sobie sprawę z faktu, że autor wszystko robił sam, co się bardzo chwali. Jednak jakbym mogła coś zasugerować. To jest taka strona w przepastnych internetach i nazywa się deviantART, gdzie można wrzucić propozycję wykonania okładki. Bardzo często, pośród mrowia użytkowników, znajdą się bardzo uzdolnione istoty, które za same nazwisko na okładce, wyczarują coś pięknego. Zatem następnym razem zachęcam do tego. Bo niestety, ale nie ma Pan talentu rysownika. Proszę nie brać tego zbytnio do siebie. To tylko i wyłącznie moje zdanie.

A kim jest Pan Piotr?
Pan Molenda urodził się we Wrocławiu i we Wrocławiu mieszka. Jest absolwentem Politechniki Wrocławskiej. Zatem mamy tutaj umysł ścisły, który już na początku bardzo mocno nam o sobie przypomina. W jednym z wywiadów, jaki czytałam również u Pani Wioletty, autor mówi tak:

„ Bardzo zależało mi na możliwości stworzenia własnego, wyimaginowanego świata z krajobrazami powstałymi w mojej głowie lub podejrzanymi na rozmaitych fantastycznych ilustracjach.„

Sam określa się też mianem: „Przeciętnego człowieka: średniego wzrostu, średniej urody i średniego wieku.„ Bardzo przemówiła do mnie skromność, której pozazdrościć mogą niejedni debiutanci. Zatem zapalałam sympatią do piszącego od samego początku. To jego debiut, o którym myślał już od dawna, a pozycja powstawała przez około pięciu lat.

A o czym „Worn”?
„Główny bohater, mający wśród swych ziomków status przybłędy i odmieńca, decyduje się opuścić zamieszkiwaną od dziecka osadę i poszukać szczęścia poza nią. Pojmany w leśnej dziczy przez zamieszkujące knieję człekokształtne stwory, zostaje doprowadzony przed oblicze tajemniczego bóstwa. Pod okiem swego gospodarza i pana w trakcie lat ćwiczeń zmienia się w perfekcyjnego wojownika, by ostatecznie móc wyruszyć w trudną i wymagającą misję. Przebrany za włóczęgę, spotyka w drodze podobnego sobie łazika i nieświadomy prawdziwych motywów nowego kompana, przemierza wraz z nim fantastyczny, nieznany świat.”

Powieść „Worn” jest wydana w formie e-book. Zatem nie ma możliwości, na dzień dzisiejszy, zakupić jej w innej wersji. A jedynym miejscem, w którym ją znajdziecie jest strona autora. Zatem mamy tutaj ewidentny freelansing. I z mojej strony ogromne brawa. Bo powieść ma nie tylko ISBN ale i regulamin, znaki wodne i wszystko to co powinna. Pan Molenda dopiął wszystko na ostatni guzik... SAM! Nie potrzebował do tego wydawnictwa oraz innych pośredników i tu kolejny plus dla tego twórcy. Kolejnym atutem jest bardzo niska cena. Nie obarczona procentami dla pośredników czyli dla wydawnictwa, księgarni i innych.

Dostajemy przepastne dzieło, pełne uniwersalnych wartości. Okraszone niebotycznie długimi i plastycznymi opisami, które nomen omen budują pewien rodzaj mistycyzmu, który towarzyszy czytelnikowi niemalże od pierwszych stron. Kreuje on postaci bardzo złożone, a zarazem bardzo proste w swym postępowaniu. Moje stwierdzenie, nie tyczy się każdego napotkanego człowieka czy kudłacza. Układa on każdego z osobna, dając im niebywałą swobodę oraz lekkość. Tytułowy Worn to człowiek bardzo różniący się od innych i może ta odmienność sprawiła, że Władca Czasu, bliżej mu się przygląda. Jego podróż zaczyna się już na samym początku, kiedy to uprowadzony przez leśne gnomy, doprowadzony zostaje przed jego oblicze. Powierzone zadanie, na pozór wydaje się proste, a nasz wędrowiec jawi się czytelnikowi jako bardzo prostolinijna osoba, jednak są to pozory. Postać ta wzbudza wiele sprzecznych odczuć i ewoluuje na naszych oczach. Z prostego człowieka staje się wojownikiem, który nie ma skrupułów, by za chwilę stać się łagodnym i ludzkim. To mistrz zasadzek, walki wręcz i chłodnego postrzegania otoczenia. Od początku mnie zaintrygował, a chwile spędzone z tym bohaterem dostarczyły mi sporo emocji.

Niejednokrotnie, autor wkłada w usta swoich kreacji wiele nawiązań do wartości religijnych oraz postrzegania rzeczywistości. Doskonale przedstawia wizje destrukcji planety przez ludzi chciwych i żadnych jej bogactw. Wszystkie przemyślenia są trafne i poparte argumentami, które raczej trudno odeprzeć. Co mnie irytowało, wiele nawiązań do religii katolickiej. Jakby sam twórca nie potrafił stworzyć własnej. Wszak to fantasy, pełne latających wysp, więc dlaczego świat wykreowany, nie mógłby mieć własnego kultu, stworzonego na jego potrzeby. Kler jest wypisz wymaluj odbiciem lustrzanym naszych szanownych księży. Czyli tłuści, powolni, bogobojni do przesady hołdujący dobrym trunkom i dziwnym przyjemnościom, do tego omamiający wiernych fanatyczną aurą fałszywej dobroci. Mmmm jak w domu.

Powieść jest wciągająca, ale ma swoje minusy. Czytam bardzo uważnie, starając się nie pominąć wszystkiego. Efektem tego, jest wyłapywanie drobnych błędów. Obszerna powieść ma to do siebie, że łatwiej w tym morzu tekstu zrobić uchybienie. „Worn” ma ich nawet sporo. Są nimi potknięcia interpunkcyjne, bardzo ich dużo. Ulubiony byk korektorów, powtarzający się jak mantra czyli: słowo, spacja, przecinek, spacja, słowo. Szalałam na widok tego. Na dokładkę gubienie tzw. ogonków i rozjeżdżanie się tekstu. Jednak, tak skromne rzeczy, nie przeszkadzają w czytaniu. Myślę, że po części winien niektórych wad jest sam łam tekstu.

Dla kogo „Worn”? No tak. Jeśli jesteś czytelnikiem, który uwielbia obszerne opisy, szczegółowe, ciągnące się przez kilka stron, jest to powieść dla Ciebie. Generalnie cała książka jest jednym wielkim opisem, dodam, że pięknym opisem, który trzeba sobie dozować, inaczej męczy. To e-book, zatem bez czytnika się nie obędzie. Chyba, że ktoś potrafi czytać na komputerze, więc chwała mu. Ja bym oszalała. Pan Piotr umieszcza bez liku mistycznych stworzeń rodem z fantastycznych grafik, daje nam latające wyspy, trakt i żołdaków czyhających w zasadzce na naszego bohatera. Mamy tu wartką akcję, pełną nieprzewidywalnych zdarzeń. Ewoluowanie głównej kreacji, a także jej dwulicowość. Tajemnicę i drogę, która z każdym krokiem ukazuje swoje meandry, raz w pozytywne raz negatywne. Osobiście zachęcam do sięgnięcia. Czytałam wyjątkowo długo, ale warto było. Nawet mam zarwaną noc dzięki tej powieści, tak mnie wciągnęła. To dowodzi tylko temu, że warto przyglądać się debiutom. Czasem nas zawodzą, czasem jednak wprawiają w osłupienie. Życzę autorowi wielu sukcesów, należy mu się, przede wszystkim za odwagę. Polecam. 

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję autorowi.  Odsyłam zatem do strony Pana Piotra:
Źródło cytatów:


Moje recenzje znajdziecie też na; 
Lubimy Czytać: http://lubimyczytac.pl/profil/152325/stagerlee
Webook: http://www.webook.pl/Stagerlee  






Komentarze

  1. Panu Autorowi serdecznie gratuluję stworzenia Dzieła obszerniejszego, niż moje! Wiem ile to wymaga pracy, oraz ile można narobić przy tym błędów. 5 lat to jednak dużo na jej drobiazgowe dopracowanie.
    Papier z przyjemnością bym kupiła, natomiast w e-book zaopatrzę się dopiero, gdy czytnik spadnie mi z nieba ;) Przeczytałabym, bo również jestem ciekawa tego, co piszą nasi "pobratymcy". Nie skreślę książki przez to, że jest jednym, wielkim opisem...chociaż to straszne... :D
    Zaś ponoć mamy podobny styl w dzieleniu rozdziałów - świetnie! ^^
    Stag, wcale nie byłaś taka straszna. Napisałaś fajnie. Jak zawsze :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaciekawilaś :) a zastanawialam sie nad tą pozycją, po mailu od Autora z propozycją recenzji.
    Hmmm... chyba się zdecyduję . pozdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka jest fajna:) Mnie się dobrze czytało;)

      Usuń
  3. Mnie też urzekły plastyczne opisy. I nawiązania do paleoastronautyki, miodzio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zdolny człowiek. Mam nadzieję, że nie poprzestanie na jednej powieści:)

      Usuń

Prześlij komentarz

Wypowiedzi w formie obraźliwej lub wulgarnej, zostaną usunięte. Miłego czytania.

Popularne posty z tego bloga

Podsumowanie roku na Fp - Człowiek Matka

Od jakiegoś czasu prowadzę stronkę, która nazywa się - Człowiek Matka. Jest to lekko ironiczne miejsce, w którym opiniuję rzeczy, które zakupiłam na chińskiej stronie Aliexpres. Dowiedziałam się o niej od jednej z moich koleżanek, kiedy to zaczęłam moją przygodę z lakierami hybrydowymi. Podobno na niej miałam znaleźć to, czego mi było wtedy potrzeba. Mianowicie lakierki hybrydowe w bardzo okazyjnych cenach. Niestety, majfrendowe mazadła okazały się beznadziejne, za to inne rzeczy już nie. Zamówiłam kilka produktów, wrzuciłam recenzje na grupę zrzeszająca fanów zakupów z Chin. I tak urodziła się myśl, że może by tak fp z tym zrobić. No i jest. Tworzę na niego grafomańskie wpisy, nasycone wszelakiego rodzaju babolami i radosnym słowotwórstwem (ale to są bardzo przemyślane babole, które nomen omen bardzo często mi są wytykane, co śmieszy mnie do łez). Z dnia na dzień przybywa lubisów tego miejsca, co mnie niezmiernie zaskakuje. Dlaczego więc na blogu, na którym opiniuję książki, znalazł …

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Intruz - recenzja

Przyszedł czas na ostatnie DLC do Inkwizycji, po którym, niestety, musimy się pożegnać z kolejnymi dodatkami, ponieważ ten jest ostateczny i zamykający rozgrywkę. Powiem szczerze, że poczułam lekkie rozczarowanie. Po chwili jednak przyszło otrzeźwienie, przecież studio nie może w nieskończoność klepać DLCeków, bo jakaś Stag chce grać w grę. Intruz został stworzony dla PC. Ma on rozszerzyć fabułę, pozwalając graczowi rozegrać ostatnią niewielką kampanię, która umiejscowiona jest po pewnym czasie, od zakończenia głównego wątku. Gracz będzie też mógł poznać dalsze losy towarzyszy, którzy opuszczają go po pokonaniu Koryfeusza.
Warto też wspomnieć, bo generalnie „Przebudzenie”, które wyszło po Dragon Age: Origin, w które można było grać bez ukończenia podstawy, kreując jedynie postać, jest dodatkiem niezależnym. Tak tutaj wymagana jest baza. Nie obejdziemy tego. Zatem, jeśli ktoś jest leniuszkiem i mu się nie chciało kończyć, no to bardzo mi przykro. W tym przypadku nie pobiega sobie po tym…

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Zstąpienie - recenzja

Jest to ta z opinii, którą piszę drugi raz, bo poprzednią szlag trafił, podobnie jak screeny i zapisy gry. No niestety. Dysk czasem się pali, a wraz z nim znika to, co tak skrzętnie się gromadzi. Troszkę mnie zdziwił fakt, że jakimś tajemniczym zrządzeniem losu z chmury ulotnił się cały zapis stanu gry, włącznie z postacią, która przemierzałam dodatek. Cuda na kiju, ewentualnie Andrasta maczała w tym swoje paluchy. No, nie wnikam. Poszło w cholerę, po co drążyć. 
 Kody do dodatków, tak dodatków, bo jeszcze w pakiecie znalazł się ostatni, wiążący - „Intruz”. Otrzymałam od szefa grupy fanowskiej - „Dragon Age – Przystań Szarego Strażnika”, Łukasza. Zwanego przez przyjaciół - Ilidanem. Za co mu niezmiernie dziękuję, gdyż był to prezent „z zaskoczenia”, który wywołał na mojej twarzy niewyobrażalnie szeroki uśmiech. Wyglądałam przy tym jak genlok ucieszony z nowej, krwawej jatki. Rozpracowałam jak sobie to wpisać, załadować i pobrać. Trzeba brać pod uwagę to, że jestem babą – kurą domową,…