Przejdź do głównej zawartości

Ałbena Grabowska-Grzyb "Julek i Maja. Powrót do gry." - Recenzja





Współpraca z autorami to jest coś co lubię. No nie tylko ja. Posiadając dziecko czytające, doskonale się wie, że i ono skorzysta. Oczywiście prawda jest taka, że książki jakie otrzymuję, podlegają mojej surowej selekcji i niestety nie każda ląduje w jej rekach. Mam wyjątki, które są kierowane wyłącznie do niej. I jedną z takich książek jest „Julek i Maja – Powrót do Gry” Pani Ałbeny Grabowskiej Grzyb. Jeszcze raz serdecznie dziękuję za tę pozycję. Była dla mnie wielką niespodzianką, gdyż autorka postanowiła mi ją sprezentować, wysyłając jednocześnie z inną swoją powieścią, którą właśnie zaczęłam czytać. Córka zadowolona, od razu porwała lekturę i w jeden wieczór przeczytała. Ale jak to z nastolatkami bywa, które maja masę na głowie własnych i tylko sobie znanych spraw, pisanie opinii zajęło jej więcej aniżeli mogłam się spodziewać. Oczywiście mamusia jak zawsze dorzuci swoje trzy grosze, wszak nie była by sobą.

Książkę czytałam fragmentami, ale pierwsze wrażenie jakie na mnie zrobiła jest bardzo pozytywne. Szczególnie wydanie, projekt oraz sama powieść. Mamy tutaj doskonale skonstruowaną pozycję dla młodzieży, która jest jedną z cyklu. Pani Ałbena stworzyła coś, czego jeszcze nie miałam okazji poznać. Mój partner wspominał mi o anime, które ma podobną konstrukcję fabularną i nosi ono nazwę „.Hack”. Tutaj jest to wkomponowane w świat dziecięcy.

A kim jest pisarka?
Pani Ałbena Grabowska-Grzyb jest Dr n.med., specjalista neurolog, epileptolog, kierownik Zakładu Patofizjologii i Elektroencefalografii w szpitalu dziecięcym w Dziekanowie Leśnym. Pełni także funkcję sekretarza Polskiego Towarzystwa Epileptologii. Wielokrotnie nagradzana za swoje prace naukowe. Jej korzenie sięgają za granice naszego kraju. Pochodzi bowiem z Bułgarii. Urodziła się 1971 roku i prywatnie jest mamą trójki urwisów. Bardzo kocha swoich synów i nie wyobraża sobie życia bez nich. Czyli tak jak ja bez moich córek. Jest też autorką kilku książek. Między innymi cyklu o Julku i Maji. Spod jej palców wyszły też książki stricte związane z dziedziną naukową jaką się zajmuje: „O Małpce, która spadła z drzewa”. Jak i pierwsza jej powieść: „Tam, gdzie urodził się Orfeusz”, która nawiązuje do jej Bułgarskiego pochodzenia. Mogłabym wymieniać wiele więcej osiągnięć tej niezwykłej kobiety, jednak prywatnie mogę powiedzieć, że jest to niebywale ciepła i uczuciowa osoba, z którą można rozmawiać godzinami, a która bardzo mi w życiu pomogła, lecz nie zdradzajmy tajemnic lekarskich. 

Fot. Prywatna.

Powróćmy jednak do samej powieści.

Na tapetę idzie okładka i wykonanie. Tu nie mam się do czego przyczepić. Wydawnictwo AKAPIT PRESS ma genialną drukarnię i grafików pracujących nad ogólnym wyglądem wydawanych przez nich powieści. Książka wydana jest w twardej okładce. Cieszy oko nie tylko osoby dorosłej, ale przykuwa wzrok również dzieci, a przecież o to w tym chodzi. Czcionka jest duża i nie męczy oczu. Każda strona posiada nadaną jej grafikę, plus do tego rysunek, który klimatycznie odpowiada rozdziałowi lub scence jaka właśnie w tej chwili ma się wydarzyć. Książeczka jest szyta jak i klejona. Bardzo ładnie układa się w dłoniach i co bardzo ważne, jest niebywale lekka. Nie czuje się jej. Myślę, że ta pozycja powinna znaleźć się w każdej biblioteczce, jak i inne autorstwa Pani Ałbeny. Sądzę, że dzieci je pokochają.

A o czym literatura?
„Kontynuacja książki Julek i Maja w labiryncie

Julek i Maja wraz z przyjaciółmi podejmują grę – tym razem stawką jest uratowanie Ali, koleżanki Julka. Oba światy – realny i wirtualny – przenikają się. W obu trzeba być uważnym, bo pozory mylą: KTO OKAŻE SIĘ PRZYJACIELEM, A KTO WROGIEM?

DLA MIŁOŚNIKÓW GIER KOMPUTEROWYCH I MOLI KSIĄŻKOWYCH!” *

Obiecałam autorce recenzję mojej córki Dagmary. Pewnie moja pierworodna zamieści ją prywatnie na Lubimy Czytać, gdzie również można znaleźć tę książkę, jednak spełniając obietnicę, umieszczę kilka słów skreślonych przez córkę:

„Bardzo dziękuję autorce książki Ałbenie Grabowskiej - Grzyb, za możliwość przeczytania tej świetnej powieści. Od pierwszych stron, przeniosłam się w świat Julka, gdzie byłam z nim na każdym kroku. Nie raz martwiłam się o Alę oraz jej awatara – Katalinę. Ta opowieść jest warta tego, by poświęcić jej wieczór lub popołudnie. Jest idealna dla miłośników gier komputerowych oraz moli książkowych.

Cała ta historia zaczyna się od tego, że Julek otrzymuje nową grę komputerową, od zupełnie nie znanej mu osoby, z prośbą o to, aby namówił swoich znajomych do gry. Przychodzi mu to z łatwością. Dołącza do niego także Ala – koleżanka ze szkoły. Julek nie wie, kto jest administratorem gry. Kiedy Katalina zostaje pokonana w nierównej walce i nie może zregenerować po tym sił, a Ala trafia do szpitala, Julek zaczyna wątpić w to, że gra jest całkowicie wirtualna…

Podczas czytania, o przygodach Julka za nic nie można się nudzić. Na każdej stronie dzieje się coś ciekawego. Bohaterowie nigdy się nie nudzą, pomagają sobie nawzajem i świetnie się dogadują. Sądzę, że spodobałaby się również tym starszym czytelnikom. Książka godna uwagi. Okładka i opracowanie, przyciągają uwagę, a czcionka jest duża i czytelna.”

Pozdrawiam Dagmara Nagel.


Jako rodzic bardzo dużą wagę przykładam do tego co moje dzieci czytają i po co sięgają. Staram się też podsuwać taką literaturę, która coś za sobą niesie. Doskonale sobie zdaję sprawę, że prędzej czy później moje wskazówki pójdą w odstawkę, a córka tak i tak będzie czytała to, co akurat wpadnie jej w ręce. Na szczęście nie przejawia zainteresowania literaturą obecnie bardzo modną jak paranormal romans. Zobaczymy co mnie jeszcze czeka. Wiem natomiast, że książki Pani Ałbeny na pewno znajdą u nas miejsce i mam zamiar zakupić większość. Wszak posiadam dwoje dzieci. Świat gier już będzie przeplatał się przez nasze życie. Sama jestem graczem, który lubi sobie zabić smoka, czasem dwa, ewentualnie siedem, jednak świat wirtualny nie dominuje w moim życiu. Osobiście, życzę autorce samych sukcesów. Ałbeno pisz... Twoje książki są piękne. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce.  
Wszystkich zainteresowanych zapraszam też na Lubimy Czytać



 
Moje recenzje znajdziecie:




Komentarze

  1. No proszę... Widzę, że połączyłyście siły z Dagą :)
    A książka wydaje mi się bardzo ciekawa i z chęcią bym po nią sięgnęła :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pożyczę Ci:) Tylko wróć do mnie;p Doczytam Kresa i paczuchę sklecę. A czyta się lekko i łatwo, fajna, taka młodzieżowa. Dadze się podobało, a to już duży pozytyw.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Póki co poznałam pióro autorki poprzez powieść dla dorosłyvh. Jednak wszystko przede mną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, czytałam recenzję na Pani stronach. Teraz czas na mnie;)

      Usuń
  3. Tak sobie czytam tą recenzję i pierwsze co chcę to pogratulować czytającej córki ;) Moja mama też mnie zaraziła do tej wspaniałej czynności, jednak ona woli inne gatunki niż ja. A po drugie to fabuła tak tyci skojarzyła mi się z "Hyperversum". Książka genialna i myślę, że po przygody Julka i Mai też sięgnę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo. Czasem czyta więcej niż ja. Mnie oczy wysiadają i staram się łączyć pisanie z czytaniem. Czy mi się udaje, nie mnie oceniać;) My lubimy podobne gatunki. Obie siedzimy w fantasy.
      Pozdrawiam Stag.

      Usuń
    2. Zazdraszczam :D
      W mojej rodzinie tylko z bratem mogę podać sobie dłonie, bo lubimy wiele podobnych rzeczy: od muzyki przez gry, programy telewizyjne i na książkach kończąc. Chociaż jest ode mnie o 14 lat starszy.

      Oby córka czytała jak najwięcej! :)

      Pozdrawiam cieplutko

      Usuń

Prześlij komentarz

Wypowiedzi w formie obraźliwej lub wulgarnej, zostaną usunięte. Miłego czytania.

Popularne posty z tego bloga

Podsumowanie roku na Fp - Człowiek Matka

Od jakiegoś czasu prowadzę stronkę, która nazywa się - Człowiek Matka. Jest to lekko ironiczne miejsce, w którym opiniuję rzeczy, które zakupiłam na chińskiej stronie Aliexpres. Dowiedziałam się o niej od jednej z moich koleżanek, kiedy to zaczęłam moją przygodę z lakierami hybrydowymi. Podobno na niej miałam znaleźć to, czego mi było wtedy potrzeba. Mianowicie lakierki hybrydowe w bardzo okazyjnych cenach. Niestety, majfrendowe mazadła okazały się beznadziejne, za to inne rzeczy już nie. Zamówiłam kilka produktów, wrzuciłam recenzje na grupę zrzeszająca fanów zakupów z Chin. I tak urodziła się myśl, że może by tak fp z tym zrobić. No i jest. Tworzę na niego grafomańskie wpisy, nasycone wszelakiego rodzaju babolami i radosnym słowotwórstwem (ale to są bardzo przemyślane babole, które nomen omen bardzo często mi są wytykane, co śmieszy mnie do łez). Z dnia na dzień przybywa lubisów tego miejsca, co mnie niezmiernie zaskakuje. Dlaczego więc na blogu, na którym opiniuję książki, znalazł …

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Intruz - recenzja

Przyszedł czas na ostatnie DLC do Inkwizycji, po którym, niestety, musimy się pożegnać z kolejnymi dodatkami, ponieważ ten jest ostateczny i zamykający rozgrywkę. Powiem szczerze, że poczułam lekkie rozczarowanie. Po chwili jednak przyszło otrzeźwienie, przecież studio nie może w nieskończoność klepać DLCeków, bo jakaś Stag chce grać w grę. Intruz został stworzony dla PC. Ma on rozszerzyć fabułę, pozwalając graczowi rozegrać ostatnią niewielką kampanię, która umiejscowiona jest po pewnym czasie, od zakończenia głównego wątku. Gracz będzie też mógł poznać dalsze losy towarzyszy, którzy opuszczają go po pokonaniu Koryfeusza.
Warto też wspomnieć, bo generalnie „Przebudzenie”, które wyszło po Dragon Age: Origin, w które można było grać bez ukończenia podstawy, kreując jedynie postać, jest dodatkiem niezależnym. Tak tutaj wymagana jest baza. Nie obejdziemy tego. Zatem, jeśli ktoś jest leniuszkiem i mu się nie chciało kończyć, no to bardzo mi przykro. W tym przypadku nie pobiega sobie po tym…

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Zstąpienie - recenzja

Jest to ta z opinii, którą piszę drugi raz, bo poprzednią szlag trafił, podobnie jak screeny i zapisy gry. No niestety. Dysk czasem się pali, a wraz z nim znika to, co tak skrzętnie się gromadzi. Troszkę mnie zdziwił fakt, że jakimś tajemniczym zrządzeniem losu z chmury ulotnił się cały zapis stanu gry, włącznie z postacią, która przemierzałam dodatek. Cuda na kiju, ewentualnie Andrasta maczała w tym swoje paluchy. No, nie wnikam. Poszło w cholerę, po co drążyć. 
 Kody do dodatków, tak dodatków, bo jeszcze w pakiecie znalazł się ostatni, wiążący - „Intruz”. Otrzymałam od szefa grupy fanowskiej - „Dragon Age – Przystań Szarego Strażnika”, Łukasza. Zwanego przez przyjaciół - Ilidanem. Za co mu niezmiernie dziękuję, gdyż był to prezent „z zaskoczenia”, który wywołał na mojej twarzy niewyobrażalnie szeroki uśmiech. Wyglądałam przy tym jak genlok ucieszony z nowej, krwawej jatki. Rozpracowałam jak sobie to wpisać, załadować i pobrać. Trzeba brać pod uwagę to, że jestem babą – kurą domową,…