Przejdź do głównej zawartości

Słów kilka o Hurts oraz najnowszej płycie „Exile”.





Zespołem Hurts zainteresowałam się już jakiś czas temu. Zaskoczyli mnie nietuzinkowym brzmieniem oraz aranżacją swoich tekstów. Może ich muzyka do mnie przemówiła z racji tego, że ich inspiracją byli tacy wielcy jak: Depeche Mode, New Order, Pet Shop Boys czy Prince. Wychowałam się na tych brzmieniach. Sam brytyjski zespół tworzą dwie ciekawe osobowości Theo Hutchcraft, który jest wokalistą oraz Adam Anderson – kompozytor. Poznali się zupełnym przypadkiem w jednym z barów w Manchesterze. Początki były skromne, lecz po czasie zaowocowały oryginalnymi połączeniami dźwięków. Hurts łączy w sobie brzmienia klasyczne, czerpane z lat 80-tych oraz przebojowość XXI wieku. Powstanie zespołu więc możemy przypisać na 2009 r. Już w 2010 zadebiutowali albumem Happiness, który w sprzedaży pojawił się 6 września. Znajdziemy na nim 11 bardzo klimatycznych utworów. Okrzyknięto ich drugim Depeche Mode, gdyż przywodzą one na myśl stare brzmienia tego zespołu. Hurts nie dementowali tego. Zależało im właśnie na synthpopowych kawałkach, które miały słuchacza przenieść w lata 80. XX wieku. Szybko znaleźli się na listach przebojów na całym świecie, a płyta zyskała status platynowej. W Polsce sprzedajała się w nakładzie ponad 20 000 egzemplarzy. W jednym z wywiadów Theo, którego zapytano o Polskę powiedział:

 „Kiedy miałem 17 lat odwiedziłem Puławy i Łódź. To bardzo fajne miasta. Czerpiemy dużo inspiracji z Europy Wschodniej, czyli m.in. z Polski, bo dużo tu nadziei, a ludzie mają niezwykłą dumę. Wyróżnia was wiara w to, że coś niezwykłego zdarzy się w waszych życiach, a to dla nas niezwykle cenne uczucie.


Słowa te tak spodobały się polskim fanom, że dzięki nim zdobyli jeszcze większa popularność w naszym kraju. Szacuje się, iż mają podobne grono miłośników jak samo Depeche Mode. Dodam, że sama należę do tej ogromnej społeczności i doskonale wiem, jak potrafią wspierać nie tylko siebie nawzajem, lecz także swoich ulubionych muzyków.
Po wydaniu debiutanckiego albumu na rynku pojawiły się w 2010 roku 4 single w tym wydanie świąteczne o tytule All I Want for Christmas Is New Year’s Day. Mnie jednak zauroczył Illuminated, który na dobre wpisał się w listę utworów mnie inspirujących. Wydany został w 2011 r. wraz z dwoma innymi. Członkowie zespołu nie spoczęli na laurach. Czekała ich bowiem ogromna trasa koncertowa, która promowali Happiness.


Najnowsze płyta Exile wytwórni Label, która pojawiła się na rynku zaledwie kilka dni temu (12.03.2013), to finezyjne połączenie brzmień synthpopowych, ale ma on już zupełnie inny wydźwięk. Jest raczej bardziej mroczny i melancholijny. Doprawiony szczyptą hip-hopowych akordów. Jeden z krytyków muzycznych pokusił się nawet o stwierdzenie, że można tam wyczuć samego Kanye Westa, a tego nie można w tej kwestii przemilczeć, tylko wprawny słuchacz wyczuje niuanse. Zaskakująco dużo jest brzmień, które można przypisać Muse czy The Killers. Oni bowiem byli inspiracją do stworzenia tych innowacyjnych i ekscytujących brzmień. Każdy utwór jest inny i bardzo do siebie niepodobny. Zróżnicowanie gatunkowe powoduje eksplozję wszelakich emocji od euforii po głęboką zadumę. Doprowadza do drżenia nawet zatwardziałego melomana. Szczerze powiedziawszy, nie mogę przestać ich słuchać. Jedyną ich wadą na tym krążku jest ogromna powaga, której nie da się przeoczyć. Dla mnie płyta jest genialna i doskonale przygotowana. Zespół okazał się bardziej barwny niż można byłoby się spodziewać. Nie ma tu ani krztyny pójścia na tzw. łatwiznę. Widać rozwój od czasu debiutanckiego Happiness i nie skupiają się na powielaniu wypracowanych już standardów. Brną do przodu, bawiąc się brzmieniem i robiąc coś, co ich wyróżnia na tle popularnej muzyki rozrywkowej. Wydawca albumu poinformował, że jeśli sprzedaż płyty Exile utrzyma się na obecnym poziomie, możemy spodziewać się Platynowej Płyty za 20-tysięczny nakład. 20 marca zespół Hurts da jedyny tej wiosny koncert w warszawskim klubie Palladium. Tego samego dnia duet będzie podpisywał płyty Exile w warszawskim Empik Junior. Początek spotkania z fanami planowany jest na godzinę 17:00. Na obecną chwilę młodzi Brytyjczycy przygotowują się do największej w swojej karierze trasy koncertowej, która obejmie między innymi: Londyn, Amsterdam, Warszawę, Hamburg oraz Pragę. Życzę im sukcesu i czekam na kolejne równie doskonałe krążki.


Źródła: Wikipedia, Oficjalna strona Hurts, Hurts-Funpage, Onet Muzyka, Internet, Premiery.pl

Artykuł napisany na potrzeby gazety internetowej Debiutext.







Moje recenzje znajdziecie też na; 
Lubimy Czytać: http://lubimyczytac.pl/profil/152325/stagerlee
Debiutext:  http://debiutext.eu/
Webook: http://www.webook.pl/Stagerlee

 

Komentarze

  1. Lubie ich, nawet na jednym z moich blogów robią jako podkład muzyczny :D
    Swoją drogą tak obserwuję Twoje poczynania na blogu i muszę przyznać, że czasu nie marnujesz na recenzje itp :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pati, wrzucam na razie wszystko to, co gdzieś się tam pojawiło. Potem będę wrzucała coś raz na tydzień. Zapewne będą to recenzje. Troszkę tych wydawnictw współpracujących nazbierałam :)
      Pozdrawiam Stag.

      Usuń

Prześlij komentarz

Wypowiedzi w formie obraźliwej lub wulgarnej, zostaną usunięte. Miłego czytania.

Popularne posty z tego bloga

Podsumowanie roku na Fp - Człowiek Matka

Od jakiegoś czasu prowadzę stronkę, która nazywa się - Człowiek Matka. Jest to lekko ironiczne miejsce, w którym opiniuję rzeczy, które zakupiłam na chińskiej stronie Aliexpres. Dowiedziałam się o niej od jednej z moich koleżanek, kiedy to zaczęłam moją przygodę z lakierami hybrydowymi. Podobno na niej miałam znaleźć to, czego mi było wtedy potrzeba. Mianowicie lakierki hybrydowe w bardzo okazyjnych cenach. Niestety, majfrendowe mazadła okazały się beznadziejne, za to inne rzeczy już nie. Zamówiłam kilka produktów, wrzuciłam recenzje na grupę zrzeszająca fanów zakupów z Chin. I tak urodziła się myśl, że może by tak fp z tym zrobić. No i jest. Tworzę na niego grafomańskie wpisy, nasycone wszelakiego rodzaju babolami i radosnym słowotwórstwem (ale to są bardzo przemyślane babole, które nomen omen bardzo często mi są wytykane, co śmieszy mnie do łez). Z dnia na dzień przybywa lubisów tego miejsca, co mnie niezmiernie zaskakuje. Dlaczego więc na blogu, na którym opiniuję książki, znalazł …

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Intruz - recenzja

Przyszedł czas na ostatnie DLC do Inkwizycji, po którym, niestety, musimy się pożegnać z kolejnymi dodatkami, ponieważ ten jest ostateczny i zamykający rozgrywkę. Powiem szczerze, że poczułam lekkie rozczarowanie. Po chwili jednak przyszło otrzeźwienie, przecież studio nie może w nieskończoność klepać DLCeków, bo jakaś Stag chce grać w grę. Intruz został stworzony dla PC. Ma on rozszerzyć fabułę, pozwalając graczowi rozegrać ostatnią niewielką kampanię, która umiejscowiona jest po pewnym czasie, od zakończenia głównego wątku. Gracz będzie też mógł poznać dalsze losy towarzyszy, którzy opuszczają go po pokonaniu Koryfeusza.
Warto też wspomnieć, bo generalnie „Przebudzenie”, które wyszło po Dragon Age: Origin, w które można było grać bez ukończenia podstawy, kreując jedynie postać, jest dodatkiem niezależnym. Tak tutaj wymagana jest baza. Nie obejdziemy tego. Zatem, jeśli ktoś jest leniuszkiem i mu się nie chciało kończyć, no to bardzo mi przykro. W tym przypadku nie pobiega sobie po tym…

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Zstąpienie - recenzja

Jest to ta z opinii, którą piszę drugi raz, bo poprzednią szlag trafił, podobnie jak screeny i zapisy gry. No niestety. Dysk czasem się pali, a wraz z nim znika to, co tak skrzętnie się gromadzi. Troszkę mnie zdziwił fakt, że jakimś tajemniczym zrządzeniem losu z chmury ulotnił się cały zapis stanu gry, włącznie z postacią, która przemierzałam dodatek. Cuda na kiju, ewentualnie Andrasta maczała w tym swoje paluchy. No, nie wnikam. Poszło w cholerę, po co drążyć. 
 Kody do dodatków, tak dodatków, bo jeszcze w pakiecie znalazł się ostatni, wiążący - „Intruz”. Otrzymałam od szefa grupy fanowskiej - „Dragon Age – Przystań Szarego Strażnika”, Łukasza. Zwanego przez przyjaciół - Ilidanem. Za co mu niezmiernie dziękuję, gdyż był to prezent „z zaskoczenia”, który wywołał na mojej twarzy niewyobrażalnie szeroki uśmiech. Wyglądałam przy tym jak genlok ucieszony z nowej, krwawej jatki. Rozpracowałam jak sobie to wpisać, załadować i pobrać. Trzeba brać pod uwagę to, że jestem babą – kurą domową,…