Przejdź do głównej zawartości

Katarzyna Szelenbaum "Wielki Północny Ocean - Ksiega II. Kosmos" - Recenzja


Czas na kolejny tom. Biedne wydawnictwo się naczekało. Naczekała się też autorka. Choć, co do tego stwierdzenia, nie jestem pewna. Za czekanie przepraszam i postaram się stanąć na wysokości zadania. Książka Pani Katarzyny Szelenbaum Wielki Północny Ocean, Księga II. Kosmos jest jedną z tych powieści, na którą warto czekać i cierpliwie znosić czas pomiędzy wydaniami. Ja miałam to szczęście, gdyż na rynku są już trzy tomy, więc łapczywie pochłaniam wszystko, co napisała autorka. Nawet znalazłam cykl opowiadań, w których Pani Katarzyna zamieściła jedno ze swoich. To bardzo dobre pisarstwo i muszę przyznać, że gdyby większość ludzi tak pisała, życie wewnętrzne czytelników byłoby niezmiernie bogate, nie tylko w nieznane im elementy duchowości, lecz także w język. Niestety zamiast wspaniałej literatury, znajdujemy gnioty i ludzi uważających się za pisarzy, a którzy wydali raptem jedno badziewie, którego nomen omen czytać się nie da. Tu mamy klasę i bogactwo, którego można jedynie zazdrościć. Powieść jest ciut cieńsza od tomu pierwszego, i nie mamy tu zielonej okładki, lecz pomieszanie błękitów z czernią, które wyglądają jakby się w nią wtapiały. I jeszcze oczywiście mamy kruki. Kruki muszą być. W końcu to ten już nieodłączny element: Rin i Kruk. Wydanie jest solidne i tym razem nie mam się do czego przyczepić. Ci, którzy już mnie znają, wiedzą, że jestem w stanie przyczepić się nawet do najmniejszego szczególiku wydruku, czy też jakości. Tu jest w porządku. Szkoda, że tych książek nie można zakupić w twardych okładkach. Byłaby to nie lada gratka. Doskonałe pisanie z czymś, co sprawi, że tytuł będzie nam służył wiele lat. Czcionka też jest dobrze dobrana – nie męczy i czytanie jest przyjemnością, a nie torturą. Poza tym, na szczęście nie ma niepotrzebnych ozdobników przy tytułach rozdziałów i numerach stron. To pocieszające, bo nie odwraca uwagi od treści. I jeszcze marginesy. Niebywale cienkie, dające nam w ten sposób maksimum tekstu. Lubię prostotę, bo generalnie moje życie jest proste. Cóż, wychodzę zawsze z założenia im mniej, tym lepiej, bo w końcu liczy się jakość, a nie ilość.

Jednak wróćmy do książki. Pisanie pozytywnych recenzji zawsze jest trudniejsze od skrobania negatywnych, trzeba dobrze przemyśleć każde słowo. Kolejna cześć i kolejne perypetie naszego Rina. Chyba mogę już ze spokojem powiedzieć, że zaczynam go nawet lubić. W pierwszej części mnie irytował, a jego chłód sprawiał, że miałam wrażenie, iż jest istotą martwą. Nadal czytamy więc o nim i choć wydaje się już bardziej plastyczny, czytelnik nakierowany jest na drugą główną postać w tej książce, mianowicie na samego Porucznika, który jest Krukiem. Autorka chyba celowo odwraca naszą uwagę od młodszego bohatera, przybliżając nam sylwetkę Kruka. W tej części akcja płynie. Nie ma falowania, jest linia prosta. Wszystko nadal jest mroczne i nasycone plastycznymi metaforami, budującymi obraz oraz całokształt. Tu też ciekawy zabieg autorski. Książka nie zaczyna się klasycznie od pierwszego rozdziału, a jest kontynuacją, zatem mamy tu dwudziesty piaty. Chłopak, czyli nasz Rin, jest odsunięty od czytelnika. Oczywiście nadal jest obecny, a jego zachowania ewoluują w takt wydarzeń, jakie niesie mu nieuchronny los, ale mamy też tutaj do czynienia z przeciekającym przez palce okrucieństwem samego pana, którym jest Kruk. Przez swoje postępowanie sprawia on, że nasz młody bohater nasyca się tym wszystkim. Nagle przekonuje się, że zadawanie bólu oraz patrzenie na niego, zwyczajnie go irytuje i odstręcza. Nagle zaczyna dostrzegać prawdę, że takie zachowania są niewłaściwe.

Pani Katarzyna rysuje nam postaci barwne, lecz zauważyłam w nich coś na wzór pustych i bezdusznych marionetek, odzianych jedynie w wytworne materie, a w ich główkach mieści się sianko zamiast rozumku. Troszeczkę mnie przerażają i gdybym miała się pokusić o obrazowanie ludzi to pewnie bym zaczęła pokazywać paluchem nadęte panny rodem z wiocha.pl. Przepraszam za porównanie.

Co jeszcze daje nam książka? Bogaty obraz przeżyć wewnętrznych. Autorka skupia się na nich bardziej, jakby chcąc czytelnika w nie wciągnąć i zrobić z jego umysłem to, co za pierwszym razem, czyli nic innego jak wprowadzić w gęsty mrok. I choć narracja nadal jest skupiona na postaci chłopca to tak, jak wspominałam, wszystko jednak zawęża się do postaci Kruka. Troszkę mnie smuci fakt, że nie ma nowych rzeczy, jakby gdzieś umknęły, zostawiając czytelnika w spectrum tego, co zostało już powiedziane. Dostajemy jedynie skrawki nowości, nie mniej może kolejna część przyniesie nam zwrot akcji tak duży, że powali na kolana.

Celowo nie opisywałam o czym książka, jak to się miewa w zwyczaju, pisząc recenzję. Jednak mamy tu kontynuacje, która nas wciąga po raz kolejny i sprawia, że przenosimy się w zupełnie inny świat, z którego nie ma się ochoty wracać. Nawet jeśli przed naszymi oczami kreślą się ohydne sceny torturowania więźniów. Powieść znowu mnie zaczarowała. Ciężko było mnie oderwać. Mój zachwyt nad stylem pisania Pani Szelenbaum pozostaje niezmienny i zazdroszczę warsztatu. Nie będę ukrywała, że pisarka (zasłużyła na to miano, jako nieliczna z osób debiutujących na naszym rynku wydawniczym) stanie się dla mnie pewnego rodzaju wzorem i będę pilnie śledziła jej poczynania. Metafory są tak plastyczne i tak realne, że nie sposób o nich nie wspomnieć. Kreowany świat jest rzeczywisty i namacalny, a postaci żywe i czasem może przerysowane, wyglądające jak żywcem wzięte z filmu animowanego. Nie zmienia to jednak faktu, że warto o nich poczytać. Doskonała kontynuacja, czytelnik podąża śladem wykreowanych bohaterów wprost w obcięcia nie znanego nam jeszcze celu, a który pewnie zostanie osiągnięty w takim stylu, że będziemy siedzieli z rozdziawioną gębą. Książkę polecam każdemu, kto lubi ciężką, acz dobrą literaturę.

Książka przekazana w ramach recenzji przez wydawnictwo G+J.

Moje recenzje znajdziecie też na; 
Lubimy Czytać: http://lubimyczytac.pl/profil/152325/stagerlee
Debiutext:  http://debiutext.eu/
Webook: http://www.webook.pl/Stagerlee

Komentarze

  1. Raczej nie moje klimaty, ale jest coś intrygującego w tej książce, nie mówię nie :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ciężki cykl, ale napisany tak, że przynajmniej moje chore zauroczenie wszelakiego rodzaju torturami, po części zostaje zaspokojone. Warta poświęconego jej czasu:)
      Pozdrawiam Stag.

      Usuń
  2. Cieszę się, że dobrze się Pani czytało. Dziękuję za ciepłe słowa! Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co. To była przyjemność;)
      Pozdrawiam Stag.

      Usuń

Prześlij komentarz

Wypowiedzi w formie obraźliwej lub wulgarnej, zostaną usunięte. Miłego czytania.

Popularne posty z tego bloga

Podsumowanie roku na Fp - Człowiek Matka

Od jakiegoś czasu prowadzę stronkę, która nazywa się - Człowiek Matka. Jest to lekko ironiczne miejsce, w którym opiniuję rzeczy, które zakupiłam na chińskiej stronie Aliexpres. Dowiedziałam się o niej od jednej z moich koleżanek, kiedy to zaczęłam moją przygodę z lakierami hybrydowymi. Podobno na niej miałam znaleźć to, czego mi było wtedy potrzeba. Mianowicie lakierki hybrydowe w bardzo okazyjnych cenach. Niestety, majfrendowe mazadła okazały się beznadziejne, za to inne rzeczy już nie. Zamówiłam kilka produktów, wrzuciłam recenzje na grupę zrzeszająca fanów zakupów z Chin. I tak urodziła się myśl, że może by tak fp z tym zrobić. No i jest. Tworzę na niego grafomańskie wpisy, nasycone wszelakiego rodzaju babolami i radosnym słowotwórstwem (ale to są bardzo przemyślane babole, które nomen omen bardzo często mi są wytykane, co śmieszy mnie do łez). Z dnia na dzień przybywa lubisów tego miejsca, co mnie niezmiernie zaskakuje. Dlaczego więc na blogu, na którym opiniuję książki, znalazł …

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Intruz - recenzja

Przyszedł czas na ostatnie DLC do Inkwizycji, po którym, niestety, musimy się pożegnać z kolejnymi dodatkami, ponieważ ten jest ostateczny i zamykający rozgrywkę. Powiem szczerze, że poczułam lekkie rozczarowanie. Po chwili jednak przyszło otrzeźwienie, przecież studio nie może w nieskończoność klepać DLCeków, bo jakaś Stag chce grać w grę. Intruz został stworzony dla PC. Ma on rozszerzyć fabułę, pozwalając graczowi rozegrać ostatnią niewielką kampanię, która umiejscowiona jest po pewnym czasie, od zakończenia głównego wątku. Gracz będzie też mógł poznać dalsze losy towarzyszy, którzy opuszczają go po pokonaniu Koryfeusza.
Warto też wspomnieć, bo generalnie „Przebudzenie”, które wyszło po Dragon Age: Origin, w które można było grać bez ukończenia podstawy, kreując jedynie postać, jest dodatkiem niezależnym. Tak tutaj wymagana jest baza. Nie obejdziemy tego. Zatem, jeśli ktoś jest leniuszkiem i mu się nie chciało kończyć, no to bardzo mi przykro. W tym przypadku nie pobiega sobie po tym…

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Zstąpienie - recenzja

Jest to ta z opinii, którą piszę drugi raz, bo poprzednią szlag trafił, podobnie jak screeny i zapisy gry. No niestety. Dysk czasem się pali, a wraz z nim znika to, co tak skrzętnie się gromadzi. Troszkę mnie zdziwił fakt, że jakimś tajemniczym zrządzeniem losu z chmury ulotnił się cały zapis stanu gry, włącznie z postacią, która przemierzałam dodatek. Cuda na kiju, ewentualnie Andrasta maczała w tym swoje paluchy. No, nie wnikam. Poszło w cholerę, po co drążyć. 
 Kody do dodatków, tak dodatków, bo jeszcze w pakiecie znalazł się ostatni, wiążący - „Intruz”. Otrzymałam od szefa grupy fanowskiej - „Dragon Age – Przystań Szarego Strażnika”, Łukasza. Zwanego przez przyjaciół - Ilidanem. Za co mu niezmiernie dziękuję, gdyż był to prezent „z zaskoczenia”, który wywołał na mojej twarzy niewyobrażalnie szeroki uśmiech. Wyglądałam przy tym jak genlok ucieszony z nowej, krwawej jatki. Rozpracowałam jak sobie to wpisać, załadować i pobrać. Trzeba brać pod uwagę to, że jestem babą – kurą domową,…