Przejdź do głównej zawartości

„Dragon Age: Świt Poszukiwacza” - Receznja filmowa


Już jakiś czas temu, byłam proszona o napisanie recenzji jednego z filmów. Twórca wortalu „Przystań Szarego Strażnika”, do dziś wiercił mi dziurę w brzuchu z uporem godnym mistrza dręczyciela. Musiałam ulec, inaczej pewnie spadły, by na mnie gromy samej Andrasty z wściekłym tabunem rozjuszonych mabari, toczących pianę z szerokich pysków. Taki właśnie jest Ilidan. Uparty i nie dający sobie przetłumaczyć, że jakoś nie mam ochoty tego pisać i, co gorsza udręka jaką odczuwam, porównywana jest do przypalania ciała rozżarzonym prętem. No dobrze, ale o jaki film chodzi i dlaczego, tak bardzo cierpię na sama myśl o nim? „Przystań...” sama mówi już za siebie i jest to produkcja stricte osadzona w tematyce Dragon Age. Przecież to moja najukochańsza gra, więc ja tak mogę, no babo zlituj się. Dochodząc do meritum sprawy chodzi o film „Dragon Age: Świt Poszukiwacza” a w wersji angielskiej, brzmi on „Dragon Age: Dawn of the Seeker”. Dlaczego zatem tak jęczę i się wzbraniam? Bo to anime. Tak, moi drodzy, kierunek sztuki filmowej, który za nic na świecie, nie jest w stanie do mnie dotrzeć. I chroń mnie Andrasto, od wszelakiego zła, ale nie jestem klasycznym haterem i nie generalizuje niczego, a już tym bardziej nie wtrącam się w gusta innych. Ogromne grono moich znajomych to wyjadacze w tej kwestii. Sama na koncie mam kilka obejrzanych filmów i serii w tym nurcie. Nie powiem, że mi się nie podobały, bo podobały. Jednak nie jestem fanem, czasem zwyczajnie są rzeczy, które mnie potwornie irytują. Na szczęście, moi wyżej już wymienieni przyjaciele, w sposób przystępny i łopatologiczny, tłumaczą cierpliwe zawiłości gatunków, połączenia z nimi oraz wszystko to, co jest dla mnie enigmatyczne, a mój hermetyczny, puchatkowy rozumek do siebie nie przyjmuje. Oczywiście jestem pełna podziwu dla cierpliwości i wytrwałości, zatem z mojej strony wielkie dzięki.

 
A o czym film, przepraszam anime?
Akcja rozgrywa się w Orlais. Ci, którzy znają świat Dragon Age, w lot odnajdą się w temacie. Co to za miejsce i z czego słynie. Dla tych, którzy chcą dowiedzieć się więcej, jest ten oto link http://www.dragon-age.com.pl/projekt-orlais doskonale obrazujący wszystko. Odsyła oczywiście na stronę „Przystani...”. Twórca obrazu, pokazuje nam szerokie spectrum samego Thedas i nie tylko. Ujrzymy na własne oczy Val Royeaux, Wielką Katedrę i właśnie samo Orlais. Namalowane z najdrobniejszymi szczegółami. Anime opowiada o Cassandrze. Uważni gracze wiedzą, iż pojawi się ona w II części gry, już na jej samym początku, gdzie Varick snuje opowieść o bohaterze Kirkwall. Film jest jakby wycinkiem jej życia. Mamy tu do czynienia z młodą bohaterką, która jest Poszukiwaczką Prawdy. Zakon ten między innymi, specjalizuje się podobnie jak Templariusze w polowaniu na magów, ale także ochroną Boskiej, czy wykrywaniu spisków, jakie zawiązują się w Orlais i nie tylko. Łowczyni jest istotą niezwykłą, bowiem jak się dowiadujemy w jej żyłach płynie krew łowców smoków. Obraz naszpikowany jest kadrami z jej życia, na zasadzie krótkich retrospekcji i powrotów wspomnień. Dzięki tym wstawkom, możemy bliżej ją poznać i wczuć się w jej zagmatwaną i nieprzystępną osobowość, szkoloną przez wiele lat. Dostajemy twardą i niezłomną, młodą kobietę zaciekle walczącą z samą sobą. Dostrzegamy też, że dziewczyna nosi w sercu bolesną zadrę. Film opowie o szybkim wyewoluowaniu i intrydze w jaką została wplątana. Aby oczyścić swe imię, musi przejść wiele dróg i nawiązać wiele znajomości, które nie tylko przysporzą jej więcej kłopotów, ale nie raz uratują skórę (brzmi znajomo?). Oczywiście, wszystko jakby na to nie patrzeć, opiera się o magię krwi, smoki, templariuszy. Zobaczymy również szeroki wachlarz postaci, nie koniecznie tych pozytywnych, a sama bohaterka dojrzeje do pewnych decyzji tuż na naszych oczach. 

 Jakie wrażenia? Negatywne. Pośród wszystkich opinii jakie znalazłam w internecie, mogłabym spokojnie powiedzieć, że miłośnicy świata Dragon Age, po tym właśnie filmie, podzielili się na dwie grupy. Jednym obraz bardzo się podobał, inni na samo słowo „Świt Poszukiwacza” prychają jak wściekłe koty. Od razu na myśl przyszedł mi „Zmierzch” czemu? Może dlatego, że właśnie tak podzielili się fani, na tych zachwyconych i na ten drugi obóz, pałający ogniem piekielnym. Nie mam pojęcia dlaczego właśnie ta książka, nawet nie pytajcie. Dla mnie Uniwersum już zostało pokaleczone, dzięki powieściom Pana Gaidera i podchodzę do tego z ogromną rezerwą i dozą nieufności. Prawda taka, że nie mogłam doczekać się tego anime. Jak nie gustuję w tym kierunku, tak miałam niezmierną ochotę, znów zanurzyć się w atmosferze ulubionego świata fantasy. Dlaczego taki niesmak i zawód? Może dlatego, że oczekiwałam czegoś lepszego, a może dlatego, że jestem uprzedzona, choć to uprzedzona to zbyt ostre słowo. Moja pierwsza reakcja, była bardzo znacząca, zrobiłam klasyczne wtf. Nie śmiejcie się, moja mina właśnie to wyrażała, a w głowie formowało się stwierdzenie: Co to u diabła ma być? Od pierwszych scen, wszystko wydawało mi się wymuszone, klejone na szybko i nie dopracowane. Przed oczami, jakby pojawiały się dwa, nie zależne od siebie obrazy, narzucone jeden na drugi, nie tworzące zupełnie żadnej spójności i choć wyedukowałam się w gatunkach anime, zanim sięgnęłam po „Świt...” to miałam wrażenie, że coś jednak jest nie tak. Widz ma okazję zanurzyć się w klimacie i zakosztować dotychczas nie znanych mu obrzędów, czy wejść w miejsca, w które nigdy by nie wszedł, grając w grę. Poznajemy Boską oraz etykietę, jaka towarzyszy spotkaniom z tą nadobną personą. Magowie też są przedstawieni nieco inaczej, niż dotychczas. Postaci są płaskie, bark im wyrazistości, zresztą całemu filmowi tego brakuje. I choć akcja faluje, nie odczuwamy tego za bardo, gdyż naszą uwagę przykuwa źle prowadzona narracja, która jest płytka i jakby wymuszona, do tego sam wygląd co poniektórych, budzi ogromne zastrzeżenia, choćby templariuszy, którzy wyglądają jak puszki po sardynkach. Nasza Cassandra jest pełna buty i czasem jej zachowanie zwyczajnie drażni. Ma się ochotę wrzasnąć do monitora coś na zasadzie: Weź się babo ogarnij.

Obserwujemy również ogromny pęd ku przesadzie i może ten gatunek ma to do siebie, jednak w tym przypadku, przewraca nam bebechy. Jedyną rzeczą, do której się nie przyczepię, jest muzyka, trafia do mnie i chyba jak zawsze, mogę spokojnie powiedzieć, że mi się podobała, budowała napięcie i intrygowała. Reszta niestety nie zachwyca, nie porywa i powoduje jedynie zmęczenie. Fani Dragon Age muszą zobaczyć ten film. To bardzo dobre wprowadzenie do innych elementów, jakie nam dane będzie otrzymać od studia BioWare. Lecz jeśli nie grałeś nigdy i nie masz takiego zamiaru, nie oglądaj, lepiej już sobie obejrzeć „Death Note”. 
 
Recenzja napisana na potrzeby wortalu internetowego Przystań Szarego Strażnika:





Moje recenzje znajdziecie też na; 
Lubimy Czytać: http://lubimyczytac.pl/profil/152325/stagerlee
Debiutext:  http://debiutext.eu/
Webook: http://www.webook.pl/Stagerlee

Komentarze

  1. Fajnie napisane, ale film jednak nie dla mnie. Zdecydowanie wolę kino akcji...albo horror :)Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świat Dragon Age jest piękny, ale tu dali plamę, a szkoda, bo zapowiadało się bardzo dobrze.
      Pozdrawiam Stag.

      Usuń
  2. Ja osobiście jak usłyszałam, że owy film ma wyjść w postaci anime byłam wniebowzięta. Kocham ten rodzaj animacji, jednak moim skromnym zdaniem trochę przedobrzyli chcąc dobrze i wyszło jak wyszło (wizualnie bynajmniej), fabularnie jest ok, jak najbardziej trzyma klimat gry, jednak mogło być lepiej :) Recenzja spoko.
    Moja ocena filmu to takie naciągane 6 na 10 :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pati, ja też się cieszyłam, nie mogłam doczekać się premiery. Kij z tym, że anime. Ale to Dragon Age nie ;p? Dobre anime nie jest złe, no tu jednak przeszli samych siebie... W tą złą stronę oczywiście.
      Pozdrawiam Stag.

      Usuń

Prześlij komentarz

Wypowiedzi w formie obraźliwej lub wulgarnej, zostaną usunięte. Miłego czytania.

Popularne posty z tego bloga

Podsumowanie roku na Fp - Człowiek Matka

Od jakiegoś czasu prowadzę stronkę, która nazywa się - Człowiek Matka. Jest to lekko ironiczne miejsce, w którym opiniuję rzeczy, które zakupiłam na chińskiej stronie Aliexpres. Dowiedziałam się o niej od jednej z moich koleżanek, kiedy to zaczęłam moją przygodę z lakierami hybrydowymi. Podobno na niej miałam znaleźć to, czego mi było wtedy potrzeba. Mianowicie lakierki hybrydowe w bardzo okazyjnych cenach. Niestety, majfrendowe mazadła okazały się beznadziejne, za to inne rzeczy już nie. Zamówiłam kilka produktów, wrzuciłam recenzje na grupę zrzeszająca fanów zakupów z Chin. I tak urodziła się myśl, że może by tak fp z tym zrobić. No i jest. Tworzę na niego grafomańskie wpisy, nasycone wszelakiego rodzaju babolami i radosnym słowotwórstwem (ale to są bardzo przemyślane babole, które nomen omen bardzo często mi są wytykane, co śmieszy mnie do łez). Z dnia na dzień przybywa lubisów tego miejsca, co mnie niezmiernie zaskakuje. Dlaczego więc na blogu, na którym opiniuję książki, znalazł …

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Intruz - recenzja

Przyszedł czas na ostatnie DLC do Inkwizycji, po którym, niestety, musimy się pożegnać z kolejnymi dodatkami, ponieważ ten jest ostateczny i zamykający rozgrywkę. Powiem szczerze, że poczułam lekkie rozczarowanie. Po chwili jednak przyszło otrzeźwienie, przecież studio nie może w nieskończoność klepać DLCeków, bo jakaś Stag chce grać w grę. Intruz został stworzony dla PC. Ma on rozszerzyć fabułę, pozwalając graczowi rozegrać ostatnią niewielką kampanię, która umiejscowiona jest po pewnym czasie, od zakończenia głównego wątku. Gracz będzie też mógł poznać dalsze losy towarzyszy, którzy opuszczają go po pokonaniu Koryfeusza.
Warto też wspomnieć, bo generalnie „Przebudzenie”, które wyszło po Dragon Age: Origin, w które można było grać bez ukończenia podstawy, kreując jedynie postać, jest dodatkiem niezależnym. Tak tutaj wymagana jest baza. Nie obejdziemy tego. Zatem, jeśli ktoś jest leniuszkiem i mu się nie chciało kończyć, no to bardzo mi przykro. W tym przypadku nie pobiega sobie po tym…

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Zstąpienie - recenzja

Jest to ta z opinii, którą piszę drugi raz, bo poprzednią szlag trafił, podobnie jak screeny i zapisy gry. No niestety. Dysk czasem się pali, a wraz z nim znika to, co tak skrzętnie się gromadzi. Troszkę mnie zdziwił fakt, że jakimś tajemniczym zrządzeniem losu z chmury ulotnił się cały zapis stanu gry, włącznie z postacią, która przemierzałam dodatek. Cuda na kiju, ewentualnie Andrasta maczała w tym swoje paluchy. No, nie wnikam. Poszło w cholerę, po co drążyć. 
 Kody do dodatków, tak dodatków, bo jeszcze w pakiecie znalazł się ostatni, wiążący - „Intruz”. Otrzymałam od szefa grupy fanowskiej - „Dragon Age – Przystań Szarego Strażnika”, Łukasza. Zwanego przez przyjaciół - Ilidanem. Za co mu niezmiernie dziękuję, gdyż był to prezent „z zaskoczenia”, który wywołał na mojej twarzy niewyobrażalnie szeroki uśmiech. Wyglądałam przy tym jak genlok ucieszony z nowej, krwawej jatki. Rozpracowałam jak sobie to wpisać, załadować i pobrać. Trzeba brać pod uwagę to, że jestem babą – kurą domową,…