Przejdź do głównej zawartości

Depeche Mode nową płytą podbijają serca fanów



Dzień dzisiejszy zdominuje Depeche Mode. Przedstawiam Wam artykuł, który dosłownie na szybko skreśliłam dla gazety internetowej, a który dosyć ostro skrytykowali fani. Sama jestem fanką, ale tą jakby to ując, dosyć neutralną. Uwielbiam ich, ale moje zainteresowanie nie przekracza zdrowego rozsądku. Żeby być uczciwą, wrzucam nie poprawiony wpis, taki sam, jaki zamieściłam na stronach Debiutext. Biorąc też pod uwagę fakt, że niebawem zacznę czytać ich "Wczesne Lata" przysłane w ramach recenzji, przez wydawnictwo Anakonda to postanowiłam nieco wprowadzić w klimaty. Miłego czytania.





  Towarzyszą mi o dobrych dwudziestu pięciu lat, niezmiennie pobudzają do myślenia, koją zszargane nerwy i inspirują. Doskonale pamiętam każdą premierę, każdą płytę oraz dreszcz, jaki przebiegał po plecach, kiedy trzymałam świeżutką kasetę – potem płytę – w rękach. O takich wykonawcach się nie z zapomina. Oni zwyczajnie są i towarzyszą nam od zawsze. Czasem grzech się przyznawać, że wyrasta się z tego i owego, ale z Depeche Mode nie wyrasta się nigdy. Każdy singiel odsłuchiwany jest z uporem maniaka, do wytarcia ścieżek. Tak, tak było kiedyś. Teraz skarby przechowuję na dysku mojego komputera i włączam, kiedy mam na to ochotę.
Zespół za każdym razem powtarza, że nie ma pojęcia, czy powstanie kolejna płyta. Do niej zwyczajnie się dojrzewa z czasem, to tak jak z doskonałym winem. Potrzebuje lat, by kusić swoim aromatem i słodyczą ukrytą we wnętrzu. To samo stało się z najnowszą płytą o nazwie Delta Machine, która pojawi się oficjalnie na rynku 22 marca 2013. Jednak od jakiegoś już czasu można zanurzać się w dźwiękach z tego krążka.
Jest to pierwsza produkcja, przy której zespół współpracował tak zgodnie, że nie było wewnątrz żadnych nieporozumień oraz utargów. Musimy pamiętać, że atmosfera w grupie nie zawsze należała do udanych. Sam Gahan mówi:
- Wiele razem przeżyliśmy podczas ostatniej trasy, a także każdej wcześniejszej. Jeśli przebywasz z tymi samymi ludźmi od ponad 30 lat, jest wiele wzlotów i upadków, rzeczy, które cię martwią i tych, które razem świętujecie. Tak to mniej więcej wygląda.
Martin L.Gore dopowiada:
- Tworzenie tego albumu było trudne, ponieważ chciałem osiągnąć na nim możliwie najbardziej nowoczesne brzmienie. Pragnę, aby ludzie słuchając tego albumu odnajdywali wewnętrzny spokój. Jest w nim coś magicznego.
Płyta jest trzynastym krążkiem z karierze zespołu. Wydana jest przez Columbia Records. Nagrywano ją stopniowo. Prace trwały pod czujnym okiem Bena Hilliera oraz Marka Ellisa. Całość zmiksował Flood. Powstawała w dwóch miastach w USA: Santa Barbara i Nowym Yorku w 2012 roku. Znajdziemy na niej trzynaście utworów, do tego tzw. Deluxe Edition dodatkowe pięć nowych piosenek. Fani na pewno nie przegapią okazji, aby zakupić obie wersje. Zresztą czemu tu się dziwić, od lat niezmiennie ich przybywa. Sama zaraziłam własną córkę miłością do tego zespołu. Poniżej przedstawiam listę utworów, które znajdziemy na obu krążkach:

1. Welcome to My World - 4:56
2. Angel - 3:57
3. Heaven - 3:57
4. Secret To The End - 5:12
5. My Little Universe - 4:24
6. Slow - 3:45
7. Broken - 3:58
8. The Child Inside - 4:16
9. Soft Touch/Raw Nerve - 3:26
10. Should Be Higher - 5:04
11. Alone - 4:29
12. Soothe My Soul - 5:22
13. Goodbye - 5:03

Edycja Deluxe:

1. Long Time Lie - 3:25
2. Happens All the Time - 4:20
3. Always - 5:07
4. All That’s Mine - 3:22
5. Heaven (Live Studio Session)






  W ramach promocji zespół rusza w trasę koncertową. Zagra też w Polsce: 25 lipca 2013 roku na Stadionie Narodowym w Warszawie – zapewne będzie to największe wydarzenie muzyczne w tym roku. Dave Gahan, Martin Gore i Andy Flatcher zagrają 34 koncerty w 25 europejskich miastach dla ponad 1,5 miliona fanów – tych koncertów nie można przegapić. Następnie zawitają do Ameryki Północnej. Zespół rozpoczyna trasę występem na stadionie w Hayarkon Park w Tel Avivie we wtorek 7 maja. Pozostałe koncerty odbędą się m.in. na Olympic Stadium w Berlinie, the Stade De France w Paryżu, Locomotive Stadium w Moskwie i na Olympic Stadium w Rzymie. Europejska część trasy zakończy się 29 lipca w Minsk Arena.

Wróćmy jeszcze do samej płyty. Brzmienie po raz kolejny zadziwia. I po raz kolejny jestem miło zaskoczona, a zarazem mam mieszane uczucia. Bo nie wiem, czy mam traktować tę muzykę poważnie, czy może odpuścić sobie, popuszczając wodze wyobraźni. Sama nie wiem. Kręcę się w kółko, nie odnajdując odpowiedniej odpowiedzi. Wiem natomiast jedno: stworzyli coś niezwykle pełnego w każdej formie. Coś na miarę swojej wielkości. Przedpremierowo płyta już zyskuje przychylność krytyków, to samo powinno się tyczyć samych słuchaczy. Jest ona finezyjnym połączeniem pierwszego krążka z resztą dorobku. Bazuje na synthopowych dźwiękach, przeplatanych mocnym akcentem perkusji. Stylem bardzo przypominają początki swojej kariery. Wracają do korzeni. Głos wokalisty jednak ma inny wymiar – smakuje dojrzale, wibruje i powoduje przyjemne dreszcze. Przewaga elektronicznych akordów stapia się z mocną gitarą. Troszkę przypominają Sound of the Universe lub Violator, ale na tym kończy się podobieństwo. Wszystko splata się w całość tak mocno, że nie można się oderwać. Fani będą zachwyceni i zapewne dzień po premierze, zaroi się od wszelakiej maści remiksów, na które – nie ukrywam – również czekam. Warto też wspomnieć o tekstach. Tu opinie są podzielone. Część słuchaczy zauważa płynność oraz lekkość, dla innych zaś są wręcz zbyt ciężkie i do ich treści muszą przywyknąć. Zespół słynie z dobierania niewybrednego i intrygującego słownictwa, które ma niebanalny wpływ na odbiorcę. W tym też przypadku Delta Machine nie zawodzi. Znajdujemy na niej teksty liryczne, by zaraz wpaść w wir elektro i sythpopowej ekstazy. Płytę gorąco polecam, nawet tym którzy tego typu muzyki nie lubią, wszak to klasyka, nie zapominajmy o tym.

Specjalne podziękowania dla Marco Gahan oraz Agent Orange za współpracę.

Źródła: Wikipedia, Oficjalne strony Depeche Mode, EskaRock.pl, Ogólnopolskie Forum Fanów Depeche Mode.


Artykuł napisany na potrzeby gazety internetowej Debiutext.


 Moje recenzje znajdziecie też na; 
Lubimy Czytać: http://lubimyczytac.pl/profil/152325/stagerlee
Debiutext:  http://debiutext.eu/
Webook: http://www.webook.pl/Stagerlee
 





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Podsumowanie roku na Fp - Człowiek Matka

Od jakiegoś czasu prowadzę stronkę, która nazywa się - Człowiek Matka. Jest to lekko ironiczne miejsce, w którym opiniuję rzeczy, które zakupiłam na chińskiej stronie Aliexpres. Dowiedziałam się o niej od jednej z moich koleżanek, kiedy to zaczęłam moją przygodę z lakierami hybrydowymi. Podobno na niej miałam znaleźć to, czego mi było wtedy potrzeba. Mianowicie lakierki hybrydowe w bardzo okazyjnych cenach. Niestety, majfrendowe mazadła okazały się beznadziejne, za to inne rzeczy już nie. Zamówiłam kilka produktów, wrzuciłam recenzje na grupę zrzeszająca fanów zakupów z Chin. I tak urodziła się myśl, że może by tak fp z tym zrobić. No i jest. Tworzę na niego grafomańskie wpisy, nasycone wszelakiego rodzaju babolami i radosnym słowotwórstwem (ale to są bardzo przemyślane babole, które nomen omen bardzo często mi są wytykane, co śmieszy mnie do łez). Z dnia na dzień przybywa lubisów tego miejsca, co mnie niezmiernie zaskakuje. Dlaczego więc na blogu, na którym opiniuję książki, znalazł …

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Intruz - recenzja

Przyszedł czas na ostatnie DLC do Inkwizycji, po którym, niestety, musimy się pożegnać z kolejnymi dodatkami, ponieważ ten jest ostateczny i zamykający rozgrywkę. Powiem szczerze, że poczułam lekkie rozczarowanie. Po chwili jednak przyszło otrzeźwienie, przecież studio nie może w nieskończoność klepać DLCeków, bo jakaś Stag chce grać w grę. Intruz został stworzony dla PC. Ma on rozszerzyć fabułę, pozwalając graczowi rozegrać ostatnią niewielką kampanię, która umiejscowiona jest po pewnym czasie, od zakończenia głównego wątku. Gracz będzie też mógł poznać dalsze losy towarzyszy, którzy opuszczają go po pokonaniu Koryfeusza.
Warto też wspomnieć, bo generalnie „Przebudzenie”, które wyszło po Dragon Age: Origin, w które można było grać bez ukończenia podstawy, kreując jedynie postać, jest dodatkiem niezależnym. Tak tutaj wymagana jest baza. Nie obejdziemy tego. Zatem, jeśli ktoś jest leniuszkiem i mu się nie chciało kończyć, no to bardzo mi przykro. W tym przypadku nie pobiega sobie po tym…

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Zstąpienie - recenzja

Jest to ta z opinii, którą piszę drugi raz, bo poprzednią szlag trafił, podobnie jak screeny i zapisy gry. No niestety. Dysk czasem się pali, a wraz z nim znika to, co tak skrzętnie się gromadzi. Troszkę mnie zdziwił fakt, że jakimś tajemniczym zrządzeniem losu z chmury ulotnił się cały zapis stanu gry, włącznie z postacią, która przemierzałam dodatek. Cuda na kiju, ewentualnie Andrasta maczała w tym swoje paluchy. No, nie wnikam. Poszło w cholerę, po co drążyć. 
 Kody do dodatków, tak dodatków, bo jeszcze w pakiecie znalazł się ostatni, wiążący - „Intruz”. Otrzymałam od szefa grupy fanowskiej - „Dragon Age – Przystań Szarego Strażnika”, Łukasza. Zwanego przez przyjaciół - Ilidanem. Za co mu niezmiernie dziękuję, gdyż był to prezent „z zaskoczenia”, który wywołał na mojej twarzy niewyobrażalnie szeroki uśmiech. Wyglądałam przy tym jak genlok ucieszony z nowej, krwawej jatki. Rozpracowałam jak sobie to wpisać, załadować i pobrać. Trzeba brać pod uwagę to, że jestem babą – kurą domową,…