Przejdź do głównej zawartości

Droga przez Mroki

Zanim już na dobre się tu zadomowię i zacznę systematycznie dzielić się recenzjami jakie napisałam, mam w planie napisać lub zwyczajnie wygrzebię je z dna mojego prywatnego dysku. Podzielę się swym sukcesem. Tak będę tą złą, która mówi: Patrzcie udało mi się. Ale taka jest prawda. Ktoś mi kiedyś, już bardzo dawno temu powiedział, że marzenia spełniają tylko Ci, którzy mają pieniądze, a biedaczki to mogą obejść się smakiem. Był czas gdzie rzeczywiście, jak dziecko w deszczowy dzień, siedziałam z nosem przyklejonym do szyby, i tylko w duchu zazdrościłam tym, którym się w życiu wiedzie. W przeświadczeniu, że ja nie zasługuję, a moim jedynym miejscem jest dom i cieplutka posadka w osiedlowym markecie, plus do szczęścia dziurawe skarpety męża, który tak naprawdę nie widzi we mnie kobiety, a coś na wzór wyżymarki do szmat. Na szczęście ten czas się skończył i moje życie zaczęło się w piękny, deszczowy dzień. I znów ta aura, która podobno miała, mnie prześladować i przesycać depresją. Nic błędnego. Deszcz stał się moim sprzymierzeńcem. Postanowiłam wyjść na przeciw dziecięcym marzeniom i zostawić coś swoim potomkom, a mam ich aż sztuk dwie. I nie mam na myśli długu za pralkę, czy nagrobka na raty. Postanowiłam spróbować jeszcze raz. A był ten pierwszy raz? Ano był. Jako zacne podstawówkowe dziecię, potem licealne. Pamiętajcie nie należę do pokolenia, które zahaczyło o gimnazjum (uch moje szczęście). Pisałam i czytałam masę. Książki były moją ucieczką od rzeczywistości. I nie zagłębiałam się w romansach czy błahych, lekkich i przyjemnych. Pochłaniałam klasykę, nie szczędząc sobie Prousta, Sołżenicyna czy Sapkowskiego, okraszając Tolkienem i Joycem. Zaowocowało to pierwszymi, bardzo infantylnymi wierszykami, potem prozą, próbą pisania pamiętnika i na końcu opowiadań. Całą radość została jednak zabita przez prozę życia, która spadła na mnie raptem jak miałam 17 lat. Ale koniec tego dobrego. Pewnego pięknego wieczoru postanowiłam napisać książkę. Najpierw podchodziłam do tego bardzo nieśmiało, składając zdania w całość, jakby były pozostałością rozbitej, kruchej, chińskiej porcelany. Potem słowa sama układały się w strony, kartki, rozdziały, a na końcu miałam przed sobą twór własny. Efekt ciężkiej, ponad rocznej pracy, legł w mych rekach, namacalny i prawdziwy. Kurcze to dziwne, ale pomyślałam sobie, że teraz to każdy pisze, więc co w tym niezwykłego, pewnie i tak tego nikt nie wyda. I zaczęło się szukanie wydawcy. Jakież miałam szczęście, że znalazłam. Nigdy tego dnia nie zapomnę, jak uskrzydlona biegłam do domu z nowiną, że moje "Mroki" staną się książką, taką prawdziwą. Z okładką i spisem treści i nazwiskiem na początku. I będą moje, a ja powiem sobie, że nie jestem już tylko kurą domowa, która nic innego nie robi, jak myje gary i karmi koty. Że stałam się autorem, lecz nie pisarzem, to zbyt zaszczytny tytuł i nie jestem godna by go nosić. I teraz nadchodzi znów ten dzień, kiedy zbliżam się do końca, końca, którym jest drugi tom powieści, a konkretnie trylogii w kanonie fantasy. Jedynymi marzeniami jakie posiadam to mieć siły, by znosić krytykę, czarować czytelników światem, w którym sama chciałabym żyć. Zatem przedstawiam wam okładkę mojej debiutanckiej powieści której bohaterem jest elf skrytobójca o imieniu Leto.
Ps. Celowo nie wymieniałam nazwisk i nie opisywałam całego procesu tworzenia się ostatecznej wersji książki. Chce sobie zostawić pole do popisu, na kiedyś tam. A ci którzy byli, pomagali, stawali się częścią projektu doskonale wiedzą jacy są dla mnie cenni i jak wiele się od nich nauczyłam.
Pozdrawiam Stagerlee.



Serdecznie zapraszam na fp na Facebook promujący książkę.
https://www.facebook.com/pages/Katarzyna-Szewio%C5%82a-Nagel-MROKI/521026877958567?hc_location=stream

Komentarze

  1. Gartuluję Pani Kasiu. Napisanie książki to również moje wielkie marzenie. Pani historia jest wzruszająca i zarazem tak boleśnie prawdziwa. Życzę Pani sukcesów, i kibicuję gorąco.
    Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję:) Nie ma na co czekać, tylko zasiąść, wziąć coś dobrego na biurko i zrobić plan. A jak już plan będzie, będzie i powieść;) Proszę się pochwalić jak idą postępy. Trzeba wychodzić na przeciw pragnieniom, a nie chować je w słoiku:) Pozdrawiam Stag.

      Usuń
  2. Powodzenia z blogiem :)
    A książkę jak znajdę czas to się biorę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie. Ja czekam z niecierpliwością na recenzję;)
      Pozdrawiam Stag.

      Usuń
  3. Łał! Wielki szacun :) Tę ksiażkę też bym czytała :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Choć ja jako autor zawsze będę powtarzała, że zawsze mogło być lepiej;p
      Pozdrawiam Stag.

      Usuń
  4. Kochana - Mroki są magiczne i z niecierpliwością czekamy na ich kontynuację. Mówiłam, że nie jestem sama i masz całą rzesze fanów !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że ja się nie przyzwyczaję do tego... Nigdy:)
      Pozdrawiam Stag.

      Usuń
  5. Naprawdę podziwiam, gratuluję sukcesu. Z miłą chęcią sięgnę po książkę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo:) Każda opinia jest ważna.
      Pozdrawiam Stag.

      Usuń

Prześlij komentarz

Wypowiedzi w formie obraźliwej lub wulgarnej, zostaną usunięte. Miłego czytania.

Popularne posty z tego bloga

Podsumowanie roku na Fp - Człowiek Matka

Od jakiegoś czasu prowadzę stronkę, która nazywa się - Człowiek Matka. Jest to lekko ironiczne miejsce, w którym opiniuję rzeczy, które zakupiłam na chińskiej stronie Aliexpres. Dowiedziałam się o niej od jednej z moich koleżanek, kiedy to zaczęłam moją przygodę z lakierami hybrydowymi. Podobno na niej miałam znaleźć to, czego mi było wtedy potrzeba. Mianowicie lakierki hybrydowe w bardzo okazyjnych cenach. Niestety, majfrendowe mazadła okazały się beznadziejne, za to inne rzeczy już nie. Zamówiłam kilka produktów, wrzuciłam recenzje na grupę zrzeszająca fanów zakupów z Chin. I tak urodziła się myśl, że może by tak fp z tym zrobić. No i jest. Tworzę na niego grafomańskie wpisy, nasycone wszelakiego rodzaju babolami i radosnym słowotwórstwem (ale to są bardzo przemyślane babole, które nomen omen bardzo często mi są wytykane, co śmieszy mnie do łez). Z dnia na dzień przybywa lubisów tego miejsca, co mnie niezmiernie zaskakuje. Dlaczego więc na blogu, na którym opiniuję książki, znalazł …

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Intruz - recenzja

Przyszedł czas na ostatnie DLC do Inkwizycji, po którym, niestety, musimy się pożegnać z kolejnymi dodatkami, ponieważ ten jest ostateczny i zamykający rozgrywkę. Powiem szczerze, że poczułam lekkie rozczarowanie. Po chwili jednak przyszło otrzeźwienie, przecież studio nie może w nieskończoność klepać DLCeków, bo jakaś Stag chce grać w grę. Intruz został stworzony dla PC. Ma on rozszerzyć fabułę, pozwalając graczowi rozegrać ostatnią niewielką kampanię, która umiejscowiona jest po pewnym czasie, od zakończenia głównego wątku. Gracz będzie też mógł poznać dalsze losy towarzyszy, którzy opuszczają go po pokonaniu Koryfeusza.
Warto też wspomnieć, bo generalnie „Przebudzenie”, które wyszło po Dragon Age: Origin, w które można było grać bez ukończenia podstawy, kreując jedynie postać, jest dodatkiem niezależnym. Tak tutaj wymagana jest baza. Nie obejdziemy tego. Zatem, jeśli ktoś jest leniuszkiem i mu się nie chciało kończyć, no to bardzo mi przykro. W tym przypadku nie pobiega sobie po tym…

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Zstąpienie - recenzja

Jest to ta z opinii, którą piszę drugi raz, bo poprzednią szlag trafił, podobnie jak screeny i zapisy gry. No niestety. Dysk czasem się pali, a wraz z nim znika to, co tak skrzętnie się gromadzi. Troszkę mnie zdziwił fakt, że jakimś tajemniczym zrządzeniem losu z chmury ulotnił się cały zapis stanu gry, włącznie z postacią, która przemierzałam dodatek. Cuda na kiju, ewentualnie Andrasta maczała w tym swoje paluchy. No, nie wnikam. Poszło w cholerę, po co drążyć. 
 Kody do dodatków, tak dodatków, bo jeszcze w pakiecie znalazł się ostatni, wiążący - „Intruz”. Otrzymałam od szefa grupy fanowskiej - „Dragon Age – Przystań Szarego Strażnika”, Łukasza. Zwanego przez przyjaciół - Ilidanem. Za co mu niezmiernie dziękuję, gdyż był to prezent „z zaskoczenia”, który wywołał na mojej twarzy niewyobrażalnie szeroki uśmiech. Wyglądałam przy tym jak genlok ucieszony z nowej, krwawej jatki. Rozpracowałam jak sobie to wpisać, załadować i pobrać. Trzeba brać pod uwagę to, że jestem babą – kurą domową,…