Przejdź do głównej zawartości

Z cyklu radosna twórczość Stag - Fanfiction gry Dragon Age pt. Cullen i Dahl.

Źródło grafiki  deviantART: http://browse.deviantart.com/art/DA-Forbidden-Love-Gift-229346316


Czas na moją radosną twórczość. Sądzę, że nie będzie to ani pierwsza, ani też ostatnia taka moja wstawka. Czasem lubię sobie coś naskrobać. Piszący tak mają, że jak im się w głowie coś zawiąże to, nie ma zmiłuj się. Muszą to napisać. Inaczej nie daje im to spokoju. W tym przypadku było tak samo. Tak mnie dręczyło, że nie mogłam spać. Pomyślałam też, że będzie to fajny prezent na urodziny naczelnego Przystani Szarego Strażnika, w której poniekąd się udzielam jako autor, recenzent czy skromny korektor.  Zatem Łukasz dostał swój fanfik, a ja pozbyłam się opowieści z mej głowy. Wyszło coś takiego. Ostrzegam zawiera treści erotyczne. Miłego czytania.

  

CULLEN & DAHL


Świat skuty zimowym pustkowiem, jęczał pod naporem wiatru świszczącego w konarach okolonych lodowymi otulinami, które zapewne dopiero puszczą, jak wiosna prześliźnie się przez nieuważne palce zimy. Noc była nieprzenikniona. W powietrzu podsycane mrozem, wirowały cieniutkie ostrza lodowych drobin, które podobno były śniegiem. Wdzierały się pod poły szat i zbroi, kułując dotkliwie wędrowców, mozolnie brnących przez trakt. Zasłaniali twarze grubymi szalami i mrużyli oczy, jednak wiele to nie dawało. Zima tego roku była wyjątkowo nieznośna i trudna do ścierpienia. Wiedzieli to wszyscy, więc rzadko spotykano kupców przemierzających drogi. Zbyt często wozy zmuszano do postojów na ostępach. Okradano je bezlitośnie. Wszystko dzięki grasującym, wygłodniałym bandom drobnych rzezimieszków, czy zbłąkanych elfów uciekających z obozowisk.
     Grupa w końcu dotarła do jeziora. Skute było grubą warstwą lodu. Jeden z templariuszy stuknął obcasem w jego powierzchnię. Odprysło kilka skrawków i przykleiło się do cholewki.
   - Kaster chyba nam dziś nie będzie potrzebny – Zakaszlał, przyciskając mocniej chustę do ust.
   - Pokonamy jezioro przechodząc po nim – Zaśmiał się niski, krępy towarzysz, trąc dłonie.
   - No, to chodźmy, byle ostrożnie. Ej ty tam, trzymaj ją, bo gotów nam zwiać, szelma.
Dwóch młodych templariuszy, widać że nowych w bractwie, złapało otuloną grubą skórą, małą postać, która szarpnęła się nerwowo, bezskutecznie chcąc się uwolnić. Mieli jednak silne ręce i jej zakusy szybko zostały ostudzone.
     Noga za nogą, ostrożnie przemierzali jezioro, ważąc każdy krok. Lód trzeszczał i jęczał pod ich ciężkimi okutymi w zbroje ciałami, złowieszczo i ostrzegawczo. Mimo ostrożności, nie tracili czujności i obserwowali każdy drobny krok istoty prowadzonej za nimi. Kiedy postawili stopy na zaśnieżonej ziemi, odetchnęli z ulgą. Przed nimi rysowała się smukła wieża, zapraszająca do swego wnętrza wielkimi, kutymi odrzwiami, po których obu stronach łomotał na wietrze płomień. Pochodnie te nigdy nie gasły. Sekret znali jedynie, ci którzy zamieszkiwali ów miejsce. Była to bowiem jedna z wież Kręgu Magnów. Jezioro Kalenhad otaczało je zewsząd, tworząc coś na wzór głębokiej fosy. Pełnej dziwacznych i nieznanych nikomu stworzeń. Miejscowi mawiają, że to co zamieszkuje jego wody, to efekty nieudanych eksperymentów oszalałych głodem lyrium.
     Rozległo się głuche uderzanie we wrota. W głębi dało się słyszeć niespieszne, szurające kroki. Zamki zgrzytnęły i ukazał się w drzwiach wysoki, jasnowłosy mężczyzna z latanią w ręce. Poświecił po twarzach przybyszy i szerzej otworzył drzwi. Ubrany był w szaty templariuszy, olśniewały swym złotym ornamentem za tle purpurowej materii. Rysy miał łagodne i młodzieńcze, z oczu biło raczej zaspanie, niż cokolwiek.
   - Wejdźcie - odezwał się ziewając.
   - Rychło wczas Cullen. Zamarzamy na tym mrozie. Wleczemy się aż z Lothering.
   - A co was w taką zamieć pokusiło, by się po trakcie włóczyć?
   - Mamy maga.
Dopiero teraz zauważył za rosłymi postaciami, skuloną, drobną osóbkę, niebieską z zimna na twarzy, wpatrującą się w niego wielkimi z przerażenia oczyma. Na brodzie miało stróżkę zakrzepłej krwi.
   - Idę po Irvinga – Wpuścił grupę i zatrzasnął za nimi wrota z głośnym hukiem. Śnieg zawirował wokół ich butów.
   - Idę w cholerę do swojej kwatery, mam dość zimna, magów i mokrych skarpet. – Jęknął niski mężczyzna i zniknął za kolumną. Zbrzmiał w oddali dźwięk metalowych obcasów. Dwóch młodych templariuszy nadal trzymało istotkę pod ręce.
   - Puśćcie ją jełopy – chrząknął prowadzący grupę. – Zdam raport i też idę spać. A tą tutaj się Irving zajmie. Dawno nie miałem tak upierdliwego ludzkiego maga. No co się tak patrzysz, teraz to twój dom. –  Wykonał  zamaszysty gest rozkładając ramiona, chcąc tym sposobem ukazać ogrom miejsca w jakim się znalazła.
     Dziecko zerkało, to w prawo, to w lewo, co chwila odgarniając kosmyk białych włosów z czoła, który uparcie wracał na swoje miejsce. Żaden z nich nie zaprzątał sobie głowy, o czym teraz myślało i prawdę mówiąc nie mieli na to ochoty.
     Irving wkroczył miękko do sali, ubrany w lekką szatę, a na ramionach spoczął mu gruby koc. Za nim podążał pewnie Cullen ze zwojem w ręce i piórem. Rosły mężczyzna podał mu podobny zwitek. Ten rzucił okiem na nabazgrolone słowa rozmywające się pod wpływem wilgoci.
   - Niech to szlag. – Wycedził przez zęby i przesunął dłonią nad dokumentem. Zasyczało, papier stał się suchy, a litery wróciły do swojego poprzedniego stanu. – No do razu lepiej. Co my tu mamy. Z raportu wynika, że zostałaś przyłapana na używaniu magii. Zostało to zgłoszone lokalnej grupie templariuszy, którzy według rozkazów przyprowadzili cię tutaj. Nazywasz się Dahl Amell. Zgadza się moje dziecko? I masz siedemnaście lat. Siedemnaście – powtórzył nie dowierzając temu co widział.
     Dziewczynka popatrzała na starca z ukosa, przyglądając mu się z zainteresowaniem.
   - Odzywa się, jak pytają! – I dostała w głowę kuksańca od templariusza, który jeszcze przed chwilą kurczowo trzymał ją pod pachę.
     Małej zapłonęły oczy, ten dobył ostrza przykładając jej do gardła.
    – Ani mi się waż! – Zasyczał.
Irving podniósł dłoń łagodząc sytuację – Dosyć – nakazał – Mam dość, odpowiedz czy to ty, to wszystko.
     Dziewczynka przytaknęła, nie spuszczając oczu z miecza.
   - Weź to od jej gardła, jeśli łaska! – zrobił to wyjątkowo niechętnie.
Starzec przywołał Cullena i podyktował mu kilka zdań. Ten zapisał je ozdobnym pismem, po czym oddał mu pergamin. Podał go dziewczynce prosząc, by się podpisała. Wzięła pióro do ręki i ku zaskoczeniu zebranych, czytelnie nakreśliła imię i nazwisko. Irving uśmiechnął się do niej.
   - Wspaniale, potrafisz pisać, doskonale. Witaj w Kręgu.
     Templariusze odmaszerowali, zostawiając ją z Zaklinaczem i Cullenem.
   - Proszę zaprowadź naszą nową uczennicę do swojej kwatery, obudzę jednego z wyciszonych pomoże Ci przygotować wszystko. Ja jestem potwornie zmęczony, ale sądzę, że sobie poradzicie – pogładził nowicjuszkę po twarzy, miał miękką skórę.
     Jakoś nie chciała uciekać, co samo było dla niej nie lada zaskoczeniem. Chyba docierało do niej, że już nie ma odwrotu i stała się kolejną czarodziejką zamkniętą w wieży, a nie apostatą.
Odszedł szeleszcząc szatą i zostawiając ją z młodym templariuszem.
   - Daj – wyciągnął do niej rękę
Popatrzała na niego zdziwionymi oczami.
   - Daj ten płaszcz, jest mokry i zapewne ciężki, już nie będzie Ci potrzebny – powtórzył gest.
Nieśpiesznie zdjęła jedyną wartościową rzecz jaką posiadała i podała ją mężczyźnie. Dopiero teraz mógł się jej przyjrzeć. Była bardzo drobna. Miała delikatną, bladą skórę, która pod wpływem ciepła zdążyła już nabrać zdrowszego kolorytu, aniżeli zmrożona sinizna. Usta miała wydatne i lekko zaróżowione, a oczy przenikliwym lodowym blasku, otoczone obwódką gęstych krzaczków rzęs i brwi, przypominających skrzydła ptaków. Drobną twarzyczkę okalały pukle białych włosów, opadające lekko na ramiona. Nigdy nie widział młodej kobiety, tak zjawiskowo pięknej, mógłby się pokusić o stwierdzenie, że jest niespotykanym zjawiskiem. Jednak tę myśl odgonił dość szybko. Musiała minąć chwila jak się w nią wpatrywał, bo z tej niezręcznej ciszy wyrwał go wyciszony, który obudzony prze Irvinga wszedł do sali.
   - Zaklinacz prosił bym pomógł – odrzekł matowo.
   - Tak, tak – jąkał się. – Proszę chodź – pokazał jej drogę, którą ma iść.
Przytknęła i poszła z wyciszonym. Za nią w pewnej odległości powlekł się młody mężczyzna, bijący się z myślami, które krążyły po jego umyśle, jak nieznośne kruki, pożerając resztki zdrowego rozsądku.
   - Nie możesz – rozmyślał. – To mag pamiętaj, to cholerny splugawiony mag.
     Zaprowadzili ją do nowej kwatery i ulokowali. Chciała podziękować, ale Cullen zniknął szybko, jakby uciekając przed nią, nie mogła tego pojąć. Prycza była nie za wygodna, będzie musiała przywyknąć, teraz w końcu to jej nowy dom. Długo wpatrywała się w sklepienie zanim zasnęła. Tymczasem przyjmujący ją templariusz, krążył nadal zatopiony w swoich myślach. Korytarze nagle wydały mu się za krótkie, za wąskie, a powietrze duszne i nie do zniesienia. Nie mógł pojąć co się z nim dzieje, Myśli uczepiły się nowej adeptki i nie mógł się od nich uwolnić, szczególnie od obrazu jej oczu. Ta noc stała się dla niego koszmarnie długa. Kiedy schodził z nocnej warty, zaryglował drzwi do swojej kwatery i nikogo nie wpuszczał do obiadu. Nie pojmowano jego zachowania. Nie mógł spać, siedział przy otwartym oknie i marzł, mając nadzieję, że zimny wiatr ostudzi jego rozpalone ciało. Uczucie jakie go ogarniało, było mu obce, było nieznośnie… rozkoszne.
     Ranek przywitał ją ciekawskimi spojrzeniami i szeptami po kątach. Otaczały ją zupełnie obce osoby, całkiem nowe przedmioty, których nigdy na oczy nie widziała i zapewne sama Andrasta, nie wie do czego służą. Na krześle znalazła szatę i kilka ksiąg, plus welin i pióro. Przebrała się, i ulokowała na łóżku nie wiedząc co ma dalej czynić. Nie siedziała tak jednak zbyt  długo, kiedy przyszedł po nią ten sam wyciszony, i głosem pozbawionym jakichkolwiek emocji oznajmił, że plan zajęć wisi w holu i ma się z nim zapoznać, tak samo jak z harmonogramem posiłków, oraz czasu wolnego, który może poświecić na doskonalenie się, lub czytanie literatury. Wyłożył również całą hierarchię kręgu, tudzież czego jej nie wolno, z naciskiem na NIE wolno. Była koszmarnie znudzona tym wykładem i co rusz zasłaniała usta, po to by tylko ziewnąć. Wyciszony jednak nie zwracał na to uwagi. Kidy skończył, obrócił się równie leniwie, jak mówił i zawołał.
   - Jowan! – głos miał tak bezbarwny i matowy, że nawet wołanie wydało się jego mierną imitacją.
Kiedy ten się nie zjawił, przeprosił i wyszedł z pokoju zostawiając ją ziewającą. Wrócił po chwili a za nim snuł się, równie młody jak ona mężczyzna w identycznej szacie jaką i jej dali, tyle że szytą dla mężczyzny.
   - To jest Jowan. Jowan to jest Dahl Amell. Z polecenia Irwinga masz ją zapoznać ze wszystkim i dopilnować, by się nie zgubiła. – Ukłonił się i wyszedł z pomieszczenia zostawiając ją z nowym „przyjacielem”.
   - Nudziarz – bąknął, jak ten tylko zniknął za drzwiami – Założę się, że znasz już wszystkie formułki, historię oraz rozkład pomieszczeń z dokładnym opisem kurzu na księgach i fiolkach.
     Oboje parsknęli śmiechem.
   - Długo tu jesteś? – spytała spuszczając oczy, kiedy skończyli się już śmiać.
     Chłopak podparł się pod boki i podrapał po czole.
    – Niech pomyślę, będzie już z siedem lat, tak myślę, że jest to siedem lat. Miałem jedenaście, kiedy mnie tu przyprowadzono. Spaliłem siostrze drewniany rydwan. Tak się wściekła, że pobiegła do świątyni nagadać wielebnej. Ta sprowadziła templariuszy i oto jestem.
   - No to bardzo wcześnie – położyła ręce na kolanach. – Ja mam siedemnaście lat i udawało mi się ukrywać, o Kręgu krąży masa opowieści. Nie miałam ochoty się tu znaleźć, szczerze powiedziawszy. Wolałam już zostać apostatą, niż być zamknięta na cztery spusty w jakiejś wieży. Stąd nikt nie wychodzi, chyba że martwy. – Westchnęła, oczy się jej zaszkliły.
   - Bzdury gadasz. Tu nikt nikogo nie zabija za to, że jest magiem. No może templariusze są nadgorliwi czasem i można zarobić od nich kuksańca, ale to tylko to. Łapę na wszystkim trzyma Irving to do niego należy kontrola kręgu. Są też siostry służące Andraście. Mamy kaplicę, więc jak jesteś żarliwą wyznawczynią możesz udawać się na nabożeństwa.
Pokręciła przecząco głową i pozwoliła mu mówić dalej.
   – No i jest jeszcze katorga, jednak na temat tego rytuału nic nie wiem i zapewne nikt z nowicjuszy. Ma chyba na celu dowiedzenie siły woli maga. Tyle wiem. Możesz też poprosić o wyciszenie, jeśli uważasz, że twój dar to przekleństwo. Wiele osób o to prosi, ale przeważnie są to bogobojni wyznawcy Andrasty. Ja tam lubię moją magię, czuję się wyjątkowy i bardzo czekam na moją katorgę. Niektórzy przechodzą ją wcześniej, inni później. O tym decydują nauczyciele i oczywiście Irving. Nie mogę się doczekać, by zamieszkać w pokojach starszych magów, bez dzieciarni pętającej się pod nogami. No i szaty maja ładniejsze – puścił do niej oczko.
Nie wiedząc dlaczego zaczynała lubić tego gadułę. Miał miłą powierzchowność. Ciemnie włosy, źle przystrzyżone, opadały mu na nos, co chwila więc poprawiał przydługą grzywkę usilnie chcąc ją wetknąć za ucho. Oczy miał bursztynowe i ciemną skórę. Mógł uchodzić za przystojnego, lecz jednak nie był to jej typ, zupełnie nie jej.
   - No dobrze chodź, zaraz zaczynają się zajęcia i myślę, że chyba mamy razem, bo inaczej Owain nie wołałby mnie, bym się tobą zajął. Teraz pewnie siedzi i pilnuje magazynku, taka jego rola.
   - No to chodźmy – wstała, poprawiając szatę. Zabrała materiały jakie leżały na stołku obok łózka i poszła za Jowanem, który nadal mówił i gestykulował pokazując jej miejsca jakie mijali w drodze na pierwsze jej zajęcia w kręgu.
     Dzień minął jej na poznawaniu wszystkiego. Krąg nadal wydawał się wielki i nie do ogarnięcia. Ludzie przyglądali się jej z zainteresowaniem. Wyglądała wszak zupełnie inaczej niż większość czarodziejek, no i jej wiek był też o wiele wyższy, aniżeli przecięnie przyprowadzanego do Wieży młodocianego maga. Zajęcia nie były tak wyczerpujące jak myślała, było nawet dość przyjemnie. Młody mag w bardzo delikatny sposób uczył zgromadzonych władania ogniem. Każdy mógł po kolei ćwiczyć na manekinie. Odbywały się też zajęcia z księgami i woluminami. Nie musiała siedzieć z dzieciakami, które nie potrafią pisać czy czytać. Dołączyła więc do starszej grupy, która uczyła się historii Fereldenu. Dużo wyniosła z tych zajęć. Zaczynała nawet lubić ten przedmiot, choć dla niektórych jest nużący i nie za bardzo do "przełknięcia".
     Po zajęciach udała się z Jowanem na posiłek. Jeden już ominęła niechcący, ale bez śniadania też przecież da się funkcjonować. Stołówkę eypełnili po brzegi uczący się tam adepci. Wszędzie słychać było szczęk uderzanych sztucami talerzy. W powietrzu unosił się zapach pieczonych ziemniaków i duszonych mięs. Żołądek skręcił się jej z głodu. Stanęła na końcu kolejki, czekając na swoją porcję. Wyciszona kucharka nałożyła jej ziemniaki i mięso, kolejna dorzuciła górkę warzyw i pokazała dzbanek z kompotem. Z przyzwyczajenia zerknęła do środka. Jowan jednak ją upomniał, by tego nie robiła, podobno przełożona kucharka nie lubiła jak się kwestionuje jej kuchnię. Nie miała pojęcia co ma wspólnego zerkanie do dzbana, a kwestionowanie kuchni, wzruszyła więc ramionami i usiała obok młodego maga, który zdążył pochłonąć już część warzyw z talerza. Z pełnymi ustami stwierdził, iż najpierw zjada to, co najgorsze, potem zje mięso. Uśmiechnęła się i zabrała z posiłek. O dziwo rzeczywiście warzywa nie należały do najsmaczniejszych. Szczególnie rozgotowana i niedosolona marchew. Tą zjadła więc pierwszą korzystając z rady Jowana.
Resztę dnia też z nim spędziła. Nadal dobrze czuł się w roli przewodnika i pokazywał najbardziej zakurzone kąty w Kręgu. Zaczynał to być początek całkiem mocnej więzi, jaka ich połączy po czasie. Przypominał jej brata, więc tak też go zaczynała traktować i pieszczotliwie zwracała się do niego „braciszek gaduła”. Z czasem przywykł do tego, ale zabraniał jej tak się do siebie zwracać w obecności innych magów.
     Cullen w końcu musiał wyjść z bezpiecznego ukrycia. Inni templariusze zerkali na niego z ukosa. Nie wiadomo czy myśleli o nim jak o wariacie, czy może coś zupełnie innego. Wiadome było, że szeptali po kątach. Takie zachowanie było niedopuszczalne, szczególnie że Irving obrał sobie młodego templariusza jako prawą rękę jeśli chodziło o sprawy nowicjuszy. Gregor bardzo się temu sprzeciwiał. Jednak po czasie musiał ulec sile woli starego wygi. Sędziwy mag, dobrze wiedział, że ma on bardzo dobre podejście do ludzi, ale i nie tylko. Elfy bardzo go lubiły, często z nimi rozmawiał. To przekonało go jeszcze bardziej, że pod skorupą płytowej zbroi, kryje się również człowiek, a nie tylko wykonujący ślepo polecania żołnierz. Cullen należał do tych, którzy nie zażywali lyrium. Nie potrzebował go, nie ścigał bowiem poza murami zbiegłych magów oraz apostatów.
     Teraz kiedy ochłonął poszedł na kolejną wartę. Tym razem miał pilnować pokoi starszych magów, na piętrze. Służbę przyjął z ogromną wdzięcznością i ulgą. Nie wiedział czy ponowne spotkanie z nową mag wywoła podobne odczucia. Kiedyś na pewno na nią natrafi, ale tym razem będzie gotowy na jej „urok”. Zwyczajnie musi o niej przestać myśleć. Może miganie się od służby przy pokojach nowicjuszy coś da. Tylko na jak długo. Nie chciał o tym myśleć. Przechadzał się w pełnym rynsztunku po pięterku, pozdrawiany przez mijających go magów i wyciszonych. Myśli zajmował dziecięcą wyliczanką, powtarzając ją sobie w kółko. Do momentu, aż go znudziła i zamiast zajmowac myśli, poczuł się znużony i senny. Więc służba ciągnęła się w nieskończoność.
Irving wystawił głowę ze swojego gabinetu mrużąc oczy. Cullen go zauważył i ukłonił mu się skinieniem głowy. Odpowiedział mu uśmiechem i ruchem ręki. Mężczyzna podszedł do przełożonego. Mag oparł się o futrynę i spojrzał na niego spod przymkniętych powiek.
   - Co cię trapi? Wyglądasz jakbyś dostał zdechłą żabą od nowicjuszy – zażartował.
     Rycerz skrzywił się na słowo zdechła żaba.
   - Nic mi nie jest, chyba jestem zmęczony. Mało ostatnio sypiam – westchnął.
   - Dać ci coś na to?
   - Nie, dziękuję. Powinno przejść, muszę się bardziej zmęczyć – odrzekł nie patrząc mu w oczy.
   - To może warta w skrzydle dziecięcym?
     Cullen wystawił dłonie przed Irvinga, machając nimi energicznie – Nie, nie tylko nie skrzydło dziecięce wykończą mnie! To ja już wolę tutejsza nudę, niż osmolone cholewki butów.
Mag zaśmiał się donośnie, a jego śmiech poniósł się po korytarzu. Wabiąc tym zaciekawionych magów, którzy poczęli wyglądać ze sowich pokoi. Teraz na Cullena patrzyła dziesiątka par oczu, zaciekawiona tym co sprawiło, że zaklinacz się roześmiał. Poczerwieniał na twarzy i spocił się na czole. Mag przegonił ruchem ręki ciekawskich. Szybko zniknęli, znów zostawiając ich samych.
   - Jak będziesz miał kłopot, zwyczajnie daj znać. Postaram się spełnić twoją prośbę. A tak na marginesie, co sądzisz o nowej mag?
     Cullen znów poczuł uderzenie gorąca. Nie tego się spodziewał, a przynajmniej nie takiego pytania.
   - Zdolna sztuka prawda? – kontynuował. – Gdyby nie jej wybryk, pewnie nadal nikt by nie wiedział, że posługuje się magią. Szelma, tyle lat w ukryciu.
     Pokiwał głową na znak, że rozumie. Odpowiadać jednak nie chciał. Przed oczami stanął mu jej obraz i wyraz oczu, kiedy ją pierwszy raz zobaczył.
   - Dobrze się czujesz? – zagaił po chwili ciszy ze strony młodego templariusza.
   - Tak, tak – pokiwał głową. – Chyba rzeczywiście zaczynam być zmęczony, to dobry znak – skierował rozmowę na inny tor.
   - To świetnie, nie będę ci już zawracał głowy. Miłego dnia – odparł i zniknął w swoim gabinecie pozostawiając Cullena samego na korytarzu. Młody templariusz po części cieszył się, że rozmowa dobiegła końca, a jego tajemnice pozostały wraz z nim. Irving słynął z umiejętności czytania w umysłach niepokornych uczniów, czy zbiegłych z wieży apostatów.
     Stary mag zasiadł za biurkiem wertując księgę o magii krwi, zabraną z półki w bibliotece dla starszych magów. Zaniepokoiło go zainteresowanie jednego z nich nią. Choć Uldred należał do grona tych spokojnych, wiecznie zanurzonych w starych woluminach i lubiących przesiadywać godzinami w bibliotece, to jednak magia krwi była zakazana i tylko mag o silnej i niezłomnej woli mógł ją posiąść, nie czyniąc krzywdy innym. Zatem pozwolił sobie na zabranie ksiąg. Spoczęły one w jego gabinecie piętrząc się na jednym z bocznych ław. Odłożył ją ostrożnie na katedrę, i przeszedł kilka razy po pokoju zerkając w wysokie sklepienie. Coś go niepokoiło w zachowaniu Cullena, jeszcze nie wiedział co to było, ale zapewne niebawem wypłynie. Takie rzeczy wypływają przecież dosyć szybko. Szczególnie, jeśli tycza się templariuszy, ci mają słabe umysły. Ufał jednak swojemu pupilowi, nigdy go nie zawiódł, a stanowisko jakie piastował traktował bardzo poważnie, niemal że z namaszczeniem i czcią. Więc czego się tu obawiać? Wrócił uspokojony do księgi, czytając ją z zainteresowaniem, dawno tego woluminu nie miał w rekach. Miło było odświeżyć sobie pamięć.
     Minęło dobrych kilka miesięcy. W tym czasie Dahl obchodziła swoje pierwsze urodziny w kręgu, które ku jej zaskoczeniu odbyły się bardzo hucznie. Została bowiem bardzo dobrze przyjęta przez magów jak i templariuszy. Należała do grona tych dziewczyn, które raczej niczego się nie boją. Była też jedną z najzdolniejszych uczennic. Irving nie posiadał się z radości, kiedy tylko miał okazję prowadzić zajęcia, w których brała czynny udział. Zawsze wyprzedzała myślą pozostałych. Nie przysparzało jej to grona przyjaciół. Otaczała się ludźmi, z którymi potrafiła się dogadać, reszta się nie liczyła. Oni też otrzymywali do niej pomoc w najdrobniejszych problemach. W szczególności raczej były to problemy typowo sercowe, ale czym się tu dziwić. Magowie wszak też posiadają uczucia. Najgorsze jednak to, że dziewczęta zbyt często lokowały swe namiętności nie tam gdzie miały, czyli nic innego jak podkochiwały się w młodych i przystojnych templariuszach. Doskonale sobie zdwajając sprawę, że to do niczego nie prowadzi. Serce nie sługa – powtarzała im z każdym razem, kiedy zapłakana przyjaciółka, wylewała potoki łez w jej rękaw. Sama stroniła do tego typu uniesień. Wolała samotne wieczory z pasjonującą książką o… historii Fereldenu. O zgrozo – zawsze jęczał jej nad uchem Jowan. Odganiała go jak natrętną muchę. Ten jednak nie dawał za wygraną i wyrywał jej z rąk zakurzoną księgę, rzucając ją w kąt. Tylko po to, by w wolnych chwilach spędzała czas z nim.
     Od przybycia do kręgu stali się dobrymi przyjaciółmi. Nic nie było w stanie zniszczyć relacji między nimi. Nawet nieznośne plotki mówiące o tym, że rzekomo są parą.
     Zaczęły chodzić słuchy, że Irving przygotowuje wraz z templariuszami pierwszą w historii Kręgu w Fereldenie tak wczesną katorgę. Młodzi magowie spoglądali na Dahl z coraz większym niedowierzaniem oraz zainteresowaniem. Ona sama jednak nie wierzyła plotkom i prowadziła życie takie jak przedtem, pełne czytania, nauki i nieskończenie długich rozmów z Jowanem, którego też dopadła strzała amora i w ukryciu podkochiwał się w młodszej siostrze kręgu Lily. Niczego mu nie odradzała, bała się jednak, tego że strzeli mu coś do łba.
   - Wiesz co czynisz – upominała go. – To niedozwolone, tak samo jak miłostka Anesis do Davida, młodszego templariusza, wiesz tego z czarnymi włosami, co go przy bramie zawsze stawiają.
Machnął na nią ręką, wpatrując się w portret na ścianie.
   - Nie machaj tak – pacnęła go dłonią w wierzch jego dłoni.
   - Sama powtarzasz do znudzenia, że serce nie sługa… a ona jest taka…
   - Jaka? Chuda?
   - Ależ jesteś złośliwa, wiesz? – parsknął a ślina prysnęła mu na szatę. – Ona jest taka uduchowiona. Jak z nią rozmawiam mam wrażenie jakby mówił ze świętą, i te jej oczy… ech – wzdychał.
   - Jowanie na Andrastę, czy ty się słyszysz?
   - Tak i to doskonale, ona jest ideałem – znów się rozmarzył.
   - Na szczęście ja nie mam takich problemów – wzruszyła ramionami. Doskonale jednak wiedziała, że coś ją omija, nie była przecież z kamienia.
     Jowan wstał i wygładził szatę na tylnej części swojego ciała, która pomięła się od siedzenia na kamieniu.
   - Pójdę już. Niebawem jest nabożeństwo, za nic w świecie nie mogę go przegapić. Lily będzie recytowała Pieśń Światła – pogładził drżącymi z podekscytowania palcami sterczące jak zawsze, źle obcięte włosy.
   - Wariat – bąknęła, przyglądając mu się z ukosa.
   - Sama jesteś wariatka i to oziębła, a niech cię też coś nawiedzi – pomachał jej przed nosem rękami, jakby chciał rzucić na nią jakiś niewidzialny urok.
     Gest rozbawił ją bardzo i zaczęła się głośno śmiać, trzymając za brzuch. Jowan doskonale wiedział jak ma ją rozweselić. Pożegnał się i zniknął za kolumną. Ona zaś oparła się o zimną ścianę i zerknęła na monumentalną rzeźbę maga Grovisha. Tobie to dobrze, nie musisz się niczym przejmować – westchnęła. Chyba jednak powiedziała to zbyt głośno, bo usłyszała zbliżające się w jej stronę kroki. Świadczyły o tym, że na pewno należą do templariusza. Dźwięk okutych butów, niósł się po ścianach głuchym echem. Zza stołu wyłoniła się sylwetka Cullena, zaintrygowanego dziwnym szeptem niosącym się po pomieszczeniu. Miał wartę w dolnej części wieży. Dahl głośno przełknęła ślinę. Lubiła Cullena, ale nigdy nie miała okazji rozmawiać z nim sam na sam. Przycisnęła do piersi Legendę Kalenhada i czekała na rozwój wydarzeń.
     Templariusz zatrzymał się, jakby zmrożony widokiem jaki zastał. Pobladł, a potem poczerwieniał na twarzy. Przyglądała mu się z nie ukrywanym zainteresowaniem.
   - Panienka nie powinna już być na swoich kwaterach? – wydukał.
   - Nie – pokiwała głową. – Mam pozwolenie na przebywanie w bibliotece do czasu ciszy nocnej – odezwała się bardzo nieśmiało. – Uczę się – wyciągnęła przed siebie grubą księgę, mając nadzieję, że sobie pójdzie, jak zobaczy co trzyma w rekach.
   - Cóż za nudna księga – odezwał się i sam nie dowierzał swoim słowom.
     Dziewczyna zerknęła na złocone litery, potem na mężczyznę.
   - Mnie się też za bardzo nie podoba, choć wątek miłosny jest dosyć ciekawy – ugryzła się w język.
   - Ukrywana miłość z poświęceniem dla sprawy, tak pamiętam ten fakt – znów słowa wypłynęły z jego ust, niekontrolowane i drżące.
   - Tak, to prawda, szkoda że skończyło się to w tak tragiczny sposób – dodała.
   - Szkoda – westchnął, lecz zaraz dodał. – Niech panienka nie siedzi na tym zimnym kamieniu, może się panienka przeziębić – tym razem głos wyrażał troskę.
     Popatrzała na niego przekrzywiając głowę, biały pukiel włosów opadł jej na twarz. Cullen odwrócił głowę i zamknął oczy.
   - Niech panienka już idzie – poprosił nie otwierając oczu.
     Nie pojmowała jego zachowania.
     W nim zaś płonął ogień podobny do tego, który palił jego trzewia kiedy ją pierwszy raz zobaczył. W ciągu tych miesięcy dojrzała i stała się młodą kobietą. Zaokrągliła się w odpowiednich też miejscach, pobudzając wyobraźnię, cierpiącego na jej widok, młodego mężczyzny. Oczami wyobraźni dotykał jej włosów i twarzy, przesuwając delikatnie wierzchem dłoni po jej policzku. Pożądał jej oddechu na swoich ustach i dotyku białej skóry tuż pod palcami.
     Z amoku wyrwała go niespodziewanie trącając ramieniem. Stał w przejściu i nie miała innego wyjścia. Dotarł do niego zapach jej skóry, uderzył go w nozdrza też aromat różanego olejku, perfekcyjnie skomponowanego z jej naturalną wonią. Poczuł się odurzony i lekko zakręciło mu się w głowie. Kiedy w końcu jej kroki ucichły niesione echem kamiennego korytarzyka, otworzył oczy i wziął głęboki oddech. Przywrócił mu równowagę. Było to pierwsze ich spotkanie sam na sam. Unikał jej. Za każdym razem, kiedy jego warta przypadała na miejsca, w których przebywała, robił wszystko by jej nie spotkać. Tym razem się nie udało. Nie żeby żałował. W duchu cieszył się jak mały chłopiec, ale uczucia wyższe, czy zauroczenie nie dla niego. On musi służyć sprawie. Otrząsnął się i poszedł dalej dopełniać służbę. Próbował usnąć jej obraz z myśli, nie potrafił. Wgryzła się w jego świadomość jak robak, w dojrzałe soczyste jabłko. Tą noc spędził na snach na jawie z udziałem pięknej czarodziejki.
     Dahl była nadal zaskoczona zachowaniem templariusza. Pierwszy raz też mu się przyjrzała bardzo dokładnie. Wydał się jej bardzo wysoki, wyższy niż wcześniej myślała. Zarazem dostrzegła w nim człowieka, a nie tylko pełniącego służbę templariusza będącego na usługach Gregora i Irvinga. Coś szarpnęło jej najcieńszą struną w sercu. Nie znała dotąd tego uczucia. W duchu zaczynała przeklinać Jowana za rzucanie niewidzialnych uroków, przecież na kogoś trzeba zrzucić winę za takie rzeczy, a to on jeszcze chwilkę temu machał przed nią rekami, zaklinając, by ją też to spotkało.
Przeklęty Jowan i ta jego Lily, udzieliło mi się – burknęła pod nosem.
     Cullen jak zawsze jej unikał, lecz ona nie miała najmniejszego zamiaru unikać jego. Musiała się przekonać cóż to za dziwne emocje nią targają. Przyglądała mu się więc ukradkiem jak patrolował korytarze, zaczepiany przez najmłodszych magów. Znosił to z nieopisaną cierpliwością. Kiedy to ją zachowania dzieci, czasem doprowadzały do pasji i wrzeszczała na nie. Te rozbiegały się w cztery strony świata, po to tylko by naskarżyć na nią Wynne.
     Jej zachowanie dostrzegła jedna z starszych czarodziejek. Ona również bardzo przychylnym okiem patrzała na przystojnego żołnierza.
   - Co ja bym dała na potajemne spotkanie w środku nocy z nim, wiesz sam na sam – westchnęła jej do ucha, rozmarzona.
   - O czym ty mówisz – skarciła ją, udając że nie ma pojęcia o czym wspomina.
   - No nie mów, że tobie się nie podoba? Co druga wzdycha do niego i marzy po nocach. Jeszcze żadna nie wylądowała w jego ramionach.
Popatrzała na nią rozchylając usta.
   – Czy ty mi insynuujesz, że ja niby coś do Cullena mam?
   - Nie oszukasz mnie, widzę przecież jak na niego zerkasz, i to nie od dziś – zaśmiała się cichutko przystawiając usta do jej ucha. – Chodzą plotki – ciągnęła – że nasz templariusz nie sypia po nocach, podobno się zakochał – zachichotała zasłaniając usta ręką. – Nikt jednak nie wie kim ona jest.
Popatrzała na koleżankę z nieukrywanym zainteresowaniem.
   - Co ty nie powiesz.
Ta wzruszyła ramionami i oddaliła się z uśmieszkiem na twarzy, w tym też momencie Cullen przechodził obok Dahl opartej o półkę z książkami. Pech chciał, że ich spojrzenia się spotkały. Dziewczyna poczuła ukłucie w okolicy klatki piersiowej, które odebrało jej oddech. Cullen szybko się oddalił porażony lodowym blaskiem jej oczu.
     Od tego zdarzenia nie było dnia, w którym by na siebie nie wpadli. Było to jak fatum, którego nie potrafili przerwać. Za każdym razem też oboje czerwienieli na twarzach i pociły im się dłonie oraz dochodzili do siebie gdzieś poukrywani w najciemniejszych zakamarkach korytarzy wieży maginów. obojgu serce łomotało w piersiach, a oddech przyspieszał i spazmatycznie wyrywał się z płuc, jakby miał być tym ostatnim. Nie dało się tego ukryć. Jowan naśmiewał się z Dahl za każdym razem, jak zauważał ją spłoszoną znikająca za kolumną czy kotarą. Cullen zaś przycichł. Coraz rzadziej pojawiał się na wspólnych posiłkach. Częściej można było go w wolnych chwilach spotkać w bibliotece, jak przeglądał stare księgi.
     Zaniepokojony jego zachowaniem Irving pewnego popołudnia zawołał go do swego gabinetu.
   - Zmarniałeś – odezwał się się nie odrywając wzroku od pergaminu zwieńczonego pieczęcią królewską.
   - Nic mi nie jest – stanął na szeroko rozstawionych nogach a dłonie splótł za plecami.
Irving podniósł wzrok na młodego mężczyznę, który stał wyprostowany jak struna, tak jak nauczono go podczas szkolenia.
   - A jednak – położył pergamin. – Coś cie trapi?
   - Nie starszy zaklinaczu.
   - Skoro tak, to mam dla ciebie wyborną wiadomość – nie spuszczał go z oka, ani na chwilę.
   - Słucham – odrzekł rzeczowo nie przerywając kontaktu wzrokowego.
   - Od jakiegoś czasu przygotowuję katorgę – począł przechadzać się po gabinecie. – Zastanawiałem się, którego z templariuszy wyznaczyć na tego, który będzie zmuszony zabić maga, jak opęta go demon. Jak myślisz kto by się nadał?
     Zatrzymał się i wbił w niego starcze oczy. Cullen poczuł na sobie przeszywający wzrok, jakby przebijający czaszkę. Zakuło go w skroniach. Przyłożył dłoń do czoła, ściągając brwi.
   - Nie wiem starszy zaklinaczu, ma pan jakiegoś kandydata na te stanowisko – pocierał energicznie piekące miejsce.
   - Z marszu pomyślałem o tobie – uśmiechnął się do niego.
   - Wie pan, jak nie lubię zabijać – odrzekł niezadowolony ze słów starca.
   - To będzie ciekawa katorga – znów zaczął krążyć po gabinecie. – Myślę o tym od jakiegoś już czasu, nie mogę jednak zebrać się by wszystko przygotować. Wiesz jak to jest, kiedy ma się masę rzeczy na głowie. Teraz dostałem wiadomość od króla, że zaczyna zagrażać nam plaga i od południa ciągną w nasza stronę pomioty. Jednak nie zanotowano pojawienia się Arcydemona. Nie wiem czy mam się cieszyć czy raczej obawiać.
   - Pomioty – przełknął głośno ślinę – Nie myśli pan, że zagraża nam plaga?
   - Nikt tego nie wie – wzruszył ramionami – Miejmy nadzieję, że jest to fałszywy alarm.
   - Ja też mam taką nadzieję – znów założył ręce za plecami.
   - Wracając do katorgi – kontynuował – Chciałbym ją przeprowadzić w urodziny naszej mag, sądzisz, że to dobry pomysł, taki prezent – spojrzał na templariusza.
Cullen przestąpił z nogi na nogę przenosząc ciężar ciała – Kim jest nasza kandydatka?
   - Dahl Amell.
     Mężczyzna pobladł. Nagle zrobiło mu się sucho w ustach, jakby nie pił od bardzo dawna. Dźwięk jej imienia zabrzęczał w uszach jak dzwonek. Irving bacznie mu się przyglądał. Nieświadomemu niczego Cullenowi wdarł się do świadomości i zobaczył obraz czarodziejki. Teraz już wiedział w czym tkwił problem i dlaczego zachowuje się tak czy inaczej. Jednak młody rycerz miał bardzo silną wolę i więcej nie nie mógł dostrzec.
   - Nie sądzę starszy zaklinaczu, by śmierć była dobrym prezentem urodzinowym.
   - Z góry zakładasz młodzieńcze najgorsze. Jest pewne ryzyko, zawsze tak jest, ale nawet najsilniejszy mag może ulec pokusie, jaką może zaoferować mu demon w pustce, chciałbym jednak wierzyć, że ona sobie poradzi. Wiążę z nią odważne plany.
   - Jakie to plany?
     Stary mag podszedł do biurka i przeglądał leżące na nim dokumenty. Trwało to chwilkę, ale spod stosu innych udało mu się wyciągnąć niewielki pergamin.
   - Mam, tu się schował. Król będzie powoływał armię, chciałbym by nasza zdolna adeptka wzięła udział w bitwie pod Ostagarem. To zaszczyt walczyć u boku naszego króla i oczywiście Szarej Straży.
   - Tak, to ogromny zaszczyt – przytaknął mu, choć w głowie kłębiło mu się milion rożnych makabrycznych wizji związanych z bitwą. Wolał by została tu i jako nauczyciel wpajała tajniki sztuki magicznej młodym „ chłonnym” umysłom.
   - Co ty na to Cullenie?
   - Doskonały pomysł – wydukał sucho.
   - Świetnie, przekażę wieści Gregorowi oraz reszcie. Cieszę się, że chciałeś ze mną porozmawiać. Nie wyobrażam sobie tej katorgi bez ciebie u mego boku. Nie mogę się już doczekać. Mamy jeszcze troszkę czasu. Proszę cię byś na razie o tym nikomu nie wspominał.
     Przytaknął i czekał na pozwolenie odmaszerowania. Irving zauważył jego chęć ulotnienia się jak najszybciej z jego gabinetu. Ruchem ręki pokazał mu, że może odejść. Ten przyjął to w wyraźną ulgą.
     Wyszedł szybko i nie patrząc na nikogo. Skierował się energicznym krokiem w kierunku biblioteki. Echo jego kroków niosło się po korytarzu głośnym chrzęstem okutych butów. Wiedział doskonale co Dahl robiła w tym czasie. Kiedy wkroczył do miejsca przeznaczenia, wszystkie twarze skierowały się w jego stronę. Nie zważał na to. Jego oczy zachłannie szukały jej. Kiedy w koncu ją dostrzegł, wciśniętą jak zwykle w kąt biblioteki, poczuł ulgę. Podszedł i złapał czarodziejkę zwinnym ruchem pod ramię. Przerażona jęknęła. Jego uścisk był mocny i niemalże bolesny.
   - Chodź – wycedził przez zęby.
     Nie wiedział dokładnie co nim kierowało i dlaczego tak, a nie inaczej się zachował w tym momencie, ale musiał zostać z nią sam na sam, tu i teraz! Nie przeszkadzały mu zaskoczone wpatrujące się w niego oczy zebranych w bibliotece uczniów i nowicjuszy.
   - To boli – jęknęła.
   - Chodź musimy porozmawiać!
   - Co ja takiego uczyniłam? – patrzała na niego wielkimi z zaskoczenia oczyma.
   - Nie tutaj, porozmawiamy… w gabinecie – pociągnął ją za sobą.
     Nie opierała się, więc rozluźnił uchwyt. Mijający ich Jowan pobladł na twarzy na ten widok. Zaczął się zastanawiać, czy aby nie jest to jego wina…
Kiedy wyszli z biblioteki, puścił jej ramię i rozejrzał się dokładnie, czy ktoś za nimi nie idzie, lub nie podsłuchuje.
   - Znasz jakieś miejsce, gdzie nie będą nam przeszkadzać? – dyszał zlany potem, ręce mu drżały.
   - Składzik… ale tam jest bardzo, no wie pan, ciasno.
Przeszukał nerwowo schowki w zbroi. Na szczęście znalazł to czego szukał.
   - Mam, przypomniałem sobie, że mam zapasowy, chodź i nie pytaj o nic.
Dziewczyna przytaknęła, nie miała nawet czasu na rozmyślania nad całą sytuacją. Zaskoczenie oraz ciekawość górowały. Uczono ją, by słuchała templariuszy, więc skoro Cullen zachowuje się tak, to pewnie ma jakiś powód. Obawiała się jedynie, że odkryto romans Jowana z Lily. On jej ufał, więc nie puści pary z ust nawet pod groźbą kary. Zacisnęła zęby i pokornie poszła za rycerzem. Ku jej zaskoczeniu prowadził ją do piwnicy.
   - Dokąd idziemy? – zagaiła mu przez ramię.
   - Do repozytorium, tam nikt nam nie będzie przeszkadzał. Muszę z panienką pilnie porozmawiać na osobności. To bardzo ważne – wyrzucił z siebie jednym tchem.
   - To aż tak niecierpiące zwłoki? – spytała, bacznie mu się przyglądając.
      Jego twarz wyrażała raczej troskę i coś jeszcze czego nie umiała odgadnąć, na dokładkę był blady jak ściana.
   - Powiem panience na miejscu – obrócił się i otworzył drzwi, potem kolejne. Aż w końcu znaleźli się w repozytorium.
     Zamknął wrota magicznego składziku. Otoczyła ich ciemność lepka, pachnąca stęchlizną i wilgocią. Usłyszała jak opiera się o metalowe drzwi.
   - Proszę zapal kaganki – wyszeptał.
Spełniła jego prośbę i ruchem dłoni zapaliła wszystkie lampki w pomieszczeniu. Otoczyła ich mdła jasność. Knoty syczały i trzeszczały, kopcąc niemiłosiernie, napełniając powietrze smrodliwym, zatęchłym odorem.
   - Proszę mi wybaczyć, ale część zgaszę, umrzemy tu od oparów – tym samym ruchem zgasiła te palące się w głębi pomieszczenia, pozostawiając kilka. W magazynku zapanował półmrok i utworzyła się specyficzna atmosfera.
   - Tak, ma panienka rację. Tej oliwy wieki chyba nie wymieniano, zdążyła zjełczeć – próbował podtrzymać luźną rozmowę, szło mu jednak bardziej niemrawo niż przypuszczał.
     Dziewczyna założyła ręce na piersi i czekała na rozwój wydarzeń. Im dłużej jednak tak stała, tym czuła się dziwaczniej. Doszło do tego, że nie wiedziała jak ma ułożyć dłonie. Każda pozycja wydawała się nieodpowiednia lub niewygodna, bądź co gorsza obraźliwa. Panowała pomiędzy nimi brzęcząca cisza przerywana syczeniem palących się lampek. Cullen nie wiedział jak na jej powiedzieć, to co usłyszał od Irvinga. Za każdym razem jak otwierał usta, zamykał je w pół słowa nie umiejąc wydobyć z siebie dźwięku, towarzyszyła temu głupkowata mina i niezrozumiały gest.
   - No, to może tak od początku – wyszeptała, widząc, że męczy się niemiłosiernie.
   - Tak, chyba tak – w końcu słowa przecisnęły mu się przez zaciśnięte gardło. Głos mu się łamał.
     Zrobił krok w jej stronę, potem kolejny. Oczy miał rozbiegane i lśniące w blasku kaganków. Był na tyle blisko, by mogła poczuć piżmowy zapach jego skóry, która pulsowała pod zbroją od nagromadzonych emocji. Jej zapach unosił się w powietrzu. Otaczał go. Tak samo jak ją. Coś ściskało młodą mag w piesi.
   - Muszę ci to powiedzieć – szeptał. – na Andrastę czy mogę mówić ci po imieniu?
Pokiwała potwierdzająco głową.
   - Doskonale – kontynuował. – Rozmawiałem przed chwilą z Irvingiem – wciągnął ze świstem do płuc powietrze mając nadzieję, że zwiększona dawka sprawi, że poczuje większą swobodę wobec pięknej czarodziejki. Jednak nie dało to zamierzonego efektu. Nadal czuł się omamiony jej urodą.
   - I?
   - I szykuje katorgę dla ciebie, a ja mam być tym, który ma cię zabić, jak przejmie nad tobą kontrolę demon… ale ja nie mam ochoty na to, nienawidzę katorg ech… – stęknął padając na kolana, tuż przed nią, ukrywając twarz w dłoniach.
     Wiadomość okazałą się policzkiem wymierzonym wprost przez samego stwórcę. Przyłożyła dłonie do ust zdławiając krzyk. Cullen spojrzał na nią. Miała zaszklone oczy. Nie były to już te same oczy, które widział po raz pierwszy w tę zimową zawieruchę. Stały się oczami osoby śmiertelnie przerażonej.
   - Przepraszam – szeptał. – Musiałem ci to powiedzieć. Umarłbym gdybym tego nie uczynił.
     Spojrzała na niego blada i drżąca. Nie miała pojęcia na czym polega katorga. Po kręgu krążyły zawsze plotki związane z tym rytuałem. Nigdy jednak żaden mag, który ją przechodził, nie pisnął nawet słówka o jej przebiegu. Była otoczona ścisłą tajemnicą. Teraz wiedziała dlaczego.
   - Będę musiała z tym żyć – westchnęła, przecierając bardzo energicznie oczy.
   - Nie chciałem, to Irving sobie zażyczył bym tam był – nadal przed nią klęczał, wpatrując się w jej twarz.
     Miał ochotę wziąć ją w ramiona, tu i teraz i zatopić się w nich. Wydawała się taka krucha i bezbronna. Poczucie obowiązku templariusza, walczyło z jego ludzkimi odruchami. W tym nie różnił się w ogóle od każdego zamieszkującego wieżę. Wszyscy tam byli osamotnieni na swój niepowtarzalny i makabryczny sposób. Najbardziej jednak templariusze. Nie mogli posiadać rodzin, ani też nikim się wiązać. Magowie żyli podobnie. Często zdarzały się jednak nieplanowane ciąże, poczęte gdzieś w tajemnicy. Żadna czarodziejka nigdy nie przyznawała się kto był ojcem. Tak samo ojcowie nie przyznawali się do własnych dzieci. Nikt nie liczył grzeszków templariuszy, tak samo nikt nie liczył ich w gronie magów, to zwyczajnie się działo. Niemniej każdy cierpiał na swój sposób.
     Dahl Opuściła ręce wzdłuż ciała zrezygnowana i bezsilna.
   - Kiedy ta katorga?
   - W twoje urodziny – spuścił głowę, przysiadając na obcasach butów.
   - Cudownie – jęknęła. – Piękny dzień na umieranie.
   - Wszystko pójdzie dobrze – pocieszał. – Jesteś najsilniejszym magiem jakiego znam, najzdolniejszym, naj… – przerwał.
   - A ty jesteś chyba najbardziej oddanym swej sprawie templariuszem, w tym cholernym więzieniu.
     Przykucnęła tuż przy nim. Znajdowała się tak blisko, że czuł jej oddech na swojej skórze. Jednym ruchem przygarnął ją do siebie, obejmując w pasie i wtulając twarz w miękkie, białe włosy. Po raz kolejny ją zaskoczył. Gest jednak był delikatny, a zarazem bardzo pewny siebie. Nie potrafiła go odrzucić. Sama fantazjowała o takiej chwili od jakiegoś czasu. On zaś nie umiał zrozumieć swej odwagi. Zarzuciła mu ramiona na szyję, chłonąc całą sobą chwilę jaką im dano. Otoczyła ich aura ciszy. Lampki się dopalały sycząc wściekle za każdym razem, kiedy stykały się z oliwą. Knoty topiły się w niej. Znów półmrok, potem ciemność. Nie słyszeli nawet gryzoni żerujących po rogach piwnicy. Otoczyła ich nieprzenikniona cisza. Jakby byli sami, jedyni na tym świecie, a ich los leżał teraz wyłącznie w ich własnych rękach. Ani ona, ani on, nie mieli ochoty wzniecać płomyków oliwnych lampionów. Ciepło ich ciała przenikało przez ubrania, łącząc się w jedno. Po czasie ich oczy przywykły do ciemności repozytorium i bez przeszkód dostrzegali pochowane tam w mroku przedmioty. Cullen odszukał dłonią jej twarz. Miał zimne i drążące palce. Jej zaś policzki płonęły od wewnętrznej gorączki. Przesunął opuszkami po jej skórze, tak jak to czynił w swej fantazji. W cieniu zobaczył blask jej lodowych oczu. Nie jaśniał on gniewem, a raczej czymś, czego nie pojmował. Miał tak małe doświadczenie z kobietami. Zawstydzała go. Lecz ona nie wstydziła się jego. Czuła pulsujące ciepło w okolicy podbrzusza, leniwie rozlewające się na resztę organizmu. Na wpół omdlała od tej słodyczy, ujęła jego twarz w dłonie. Skórę miał szorstką i pokrytą kilkudniowym zarostem. Biła się z myślami, bo przecież nie wolno, zakon zakazuje. Wszystko jednak było silniejsze od niej samej. Namacalne, na wyciągnięcie reki. Trwali w takiej pozycji jeszcze chwilę. Cullen nie wytrzymał jednak napięcia i przyciągnął ją jeszcze bliżej. Stęknęła pod naciskiem jego silnego ramienia. Poddając się jego woli. Dotknął ustami jej szyi. Pulsowała lekko i pachniała znanym mu różanym pachnidłem. Skórę miała aksamitną i cienką jak najdroższa materia. Dotykał wargami jej twarzy, najdelikatniej jak potrafił. Oddychała ciężko rozchylając wilgotne usta. Zapomnieli się. Kiedy odnaleźli w ciemnościach swe usta, oba ciała zadrżały w tańcu zmysłów. Delikatny pocałunek w jednej chwili zamienił się w żar. Nie wiedział czy płonie, czy to tylko złudzenie. Dahl nie kontrolowała magii jaka w niej tkwiła. Otoczyła siebie i kochanka kulą ognia, odgradzając dojście do nich. Płomienie jednak nie były gorące. Lizały leniwie skrawki ich odzienia, nie wyrządzając żadnych szkód. Smakowali swe usta, pieszcząc przy tym swe ciała, delikatnie i bardzo nieśmiało. Niestety on odziany w zbroje jedynie mógł rozkoszować się dotykiem jej pełnych i wiecznie głodnych ust. Ona zaś odpływała niesiona falą pożądania, które odbierało jej rozum.
Niestety namiętność została przerwana przez kroki na korytarzu. Templariusz zasłonił czarodziejce usta dłonią. Oboje drżeli, lecz nie było im zimno. Kula ognia zniknęła lekko sycząc przy zetknięciu z wilgotna posadzką. Głosy ucichły. Spojrzeli po sobie. Żadne bowiem nie rozumiało tego co właśnie się wydarzyło. On bił się z myślami, ona zawstydzona nie widziała czy może spojrzeć mu w oczy.
   - Na Stwórcę, cóż żeśmy uczynili – jęknęła przestraszona.
Spoglądał na nią i te same słowa odbijały mu się od czaszki.
   - Nie mogłem nawet o tym marzyć – wszeptał jej do ucha. – Od momentu jak cię zobaczyłem pierwszy raz, płonę w środku. Nie sypiam, marzę i śnię na jawie o czarodziejce przyprowadzonej do Kręgu w mroźną noc. Wybacz moja najdroższa, nie mogłem postąpić inaczej. Wybacz mi proszę, tak bardzo mi przykro – przytulił swój policzek do jej zanurzając dłoń w gęstwinie miękkich włosów.
Odwzajemniła gest. Teraz wiedziała co czuje Jowan do Lily i dlaczego tak, a nie inaczej się zachowuje. Nareszcie pojęła, że życie to nie tylko opasłe księgi i chłód murów wieży. Że żyjący w tym magicznym więzieniu ludzie to istoty z krwi i kości, posiadający własny świat uczuć. Nie chciała by to się kończyło, lecz ta chwila nadciągała, ciężkimi krokami okutych w stal butów.
   - Chodźmy, zanim się zorientują, że nas nie ma, już i tak zbyt długo tu zamarudziliśmy.
Przytaknęła i pomogła mu wstać. Nogi miał zdrętwiałe i przemarznięte od zimna kamienia.      Niezauważeni przemknęli korytarzem. Nikt ich nie zobaczył jak żegnali się czule patrząc sobie w oczy.
      Następnego dnia huczało do plotek o Cullenie i Dahl. Kilka tygodni później zawitał do kręgu Duncan Szary Strażnik poszukujący rekrutów do królewskiej armii…Korekta: EC

Opowiadanie te można przeczytać na stronach gazety internetowej:


Moje recenzje znajdziecie też na;
Lubimy Czytać: http://lubimyczytac.pl/profil/152325/stagerlee
Debiutext:  http://debiutext.eu/
Webook: http://www.webook.pl/Stagerlee


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Podsumowanie roku na Fp - Człowiek Matka

Od jakiegoś czasu prowadzę stronkę, która nazywa się - Człowiek Matka. Jest to lekko ironiczne miejsce, w którym opiniuję rzeczy, które zakupiłam na chińskiej stronie Aliexpres. Dowiedziałam się o niej od jednej z moich koleżanek, kiedy to zaczęłam moją przygodę z lakierami hybrydowymi. Podobno na niej miałam znaleźć to, czego mi było wtedy potrzeba. Mianowicie lakierki hybrydowe w bardzo okazyjnych cenach. Niestety, majfrendowe mazadła okazały się beznadziejne, za to inne rzeczy już nie. Zamówiłam kilka produktów, wrzuciłam recenzje na grupę zrzeszająca fanów zakupów z Chin. I tak urodziła się myśl, że może by tak fp z tym zrobić. No i jest. Tworzę na niego grafomańskie wpisy, nasycone wszelakiego rodzaju babolami i radosnym słowotwórstwem (ale to są bardzo przemyślane babole, które nomen omen bardzo często mi są wytykane, co śmieszy mnie do łez). Z dnia na dzień przybywa lubisów tego miejsca, co mnie niezmiernie zaskakuje. Dlaczego więc na blogu, na którym opiniuję książki, znalazł …

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Intruz - recenzja

Przyszedł czas na ostatnie DLC do Inkwizycji, po którym, niestety, musimy się pożegnać z kolejnymi dodatkami, ponieważ ten jest ostateczny i zamykający rozgrywkę. Powiem szczerze, że poczułam lekkie rozczarowanie. Po chwili jednak przyszło otrzeźwienie, przecież studio nie może w nieskończoność klepać DLCeków, bo jakaś Stag chce grać w grę. Intruz został stworzony dla PC. Ma on rozszerzyć fabułę, pozwalając graczowi rozegrać ostatnią niewielką kampanię, która umiejscowiona jest po pewnym czasie, od zakończenia głównego wątku. Gracz będzie też mógł poznać dalsze losy towarzyszy, którzy opuszczają go po pokonaniu Koryfeusza.
Warto też wspomnieć, bo generalnie „Przebudzenie”, które wyszło po Dragon Age: Origin, w które można było grać bez ukończenia podstawy, kreując jedynie postać, jest dodatkiem niezależnym. Tak tutaj wymagana jest baza. Nie obejdziemy tego. Zatem, jeśli ktoś jest leniuszkiem i mu się nie chciało kończyć, no to bardzo mi przykro. W tym przypadku nie pobiega sobie po tym…

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Zstąpienie - recenzja

Jest to ta z opinii, którą piszę drugi raz, bo poprzednią szlag trafił, podobnie jak screeny i zapisy gry. No niestety. Dysk czasem się pali, a wraz z nim znika to, co tak skrzętnie się gromadzi. Troszkę mnie zdziwił fakt, że jakimś tajemniczym zrządzeniem losu z chmury ulotnił się cały zapis stanu gry, włącznie z postacią, która przemierzałam dodatek. Cuda na kiju, ewentualnie Andrasta maczała w tym swoje paluchy. No, nie wnikam. Poszło w cholerę, po co drążyć. 
 Kody do dodatków, tak dodatków, bo jeszcze w pakiecie znalazł się ostatni, wiążący - „Intruz”. Otrzymałam od szefa grupy fanowskiej - „Dragon Age – Przystań Szarego Strażnika”, Łukasza. Zwanego przez przyjaciół - Ilidanem. Za co mu niezmiernie dziękuję, gdyż był to prezent „z zaskoczenia”, który wywołał na mojej twarzy niewyobrażalnie szeroki uśmiech. Wyglądałam przy tym jak genlok ucieszony z nowej, krwawej jatki. Rozpracowałam jak sobie to wpisać, załadować i pobrać. Trzeba brać pod uwagę to, że jestem babą – kurą domową,…