Przejdź do głównej zawartości

Relacja z Festiwalu LGBT w Katowicach.



To, że jestem częścią społeczności LGBT na Śląsku to chyba już wszyscy wiedzą.  Oto króciutka relacja z festiwalu, jaki odbył się w kwietniu w Katowicach, a także w innych miastach w Polsce. Miłego czytania.

Od 19 do 28 kwietnia 2013 roku w całej Polsce odbył się cykl festiwali LGBT (Lesbian, Gay, Bisexual, Transgender), którego organizatorem był Imago FILM. Pierwsze projekcje można było oglądać w Warszawskiej Kinotece. Obejmował także takie miasta jak Wrocław (Kino Nowe Horyzonty), Gdańsk (Klub Żak) oraz Poznań (Kino Malta i Nowe Kino Pałacowe). Od 21 do 28 kwietnia można było się wybrać do kina w Łodzi do Ms Cafe, a do Katowic i Kina Kosmos w dniach 22-28 kwietnia. Po raz czwarty środowisko LGBT wyszło z podziemia i ukazało poprzez film świat, w jakim żyją: nietolerancję, walkę z systemem, w którym jest miejsce wyłącznie dla osób heteroseksualnych oraz trudy dnia codziennego.

Fot. Stagerlee.




 Obrazy były pełne emocji, czasem śmieszne, czasem boleśnie wzruszające. Nie zabrakło specyficznej dla tej grupy społecznej erotyki. W każdym z wymienionych miast można było obejrzeć bardzo podobny repertuar. Filmy nie były wyłącznie dedykowane osobom ze środowiska. Każdy kto miał ochotę, mógł wybrać się na wybraną przez siebie produkcję. Na ulotkach oraz reklamach widnieje bowiem znaczek „hetero friendly” zachęcający do tak zwanego oswajania bestii, czyli przełamywania barier, jakie sami sobie stwarzamy. Tego roku blok filmowy został też wzbogacony o cykl filmów krótkometrażowych, które zostały nadesłane przez widzów. Poprzez oficjalną stronę wydarzenia można było głosować na nie w takich kategoriach jak Najlepszy Film Festiwalu (dokument, fabuła) i Najlepszy Film Krótkometrażowy. Festiwalowi towarzyszyły również wernisaże, wystawy oraz pogadanki z twórcami.
Miałam zaszczyt uczestniczyć w tym wydarzeniu dzięki Stowarzyszeniu Tęczówka zrzeszające społeczność LGBT na śląsku. Byłam wolontariuszem w ostatni dzień projekcji, czyli 28.04. Jak zawsze takiego typu wydarzeniom w Katowicach towarzyszą przepychanki związane z członkami ONR oraz kibicami GKS. Tym razem również tak było. Pierwszego dnia wyżej wymieniona grupa pojawiła się na otwarciu. Oczywiście szybko członkowie stowarzyszenia zareagowali i zawiadomili policję. Nie obyło się jednak bez incydentu, jakim było przymocowanie stalowymi łańcuchami roweru prezesa Tęczówki Tomasza Kołodziejczyka do stojaka na rowery tak, by nie mógł go ruszyć z miejsca parkingowego. Były też wyzwiska oraz obrzucanie inwektywami nie tylko członków, ale i gości festiwalu. Sam jednak prezes powtarza, że takiego typu wybryki nikogo nie przestraszą i za każdym razem, będzie to zgłaszane na policję. Reszta dni przebiegła spokojnie i sami wolontariusze byli tym faktem bardzo zaskoczeni.
Prowadzono również skromne prelekcje na temat HIV, AIDS oraz na temat działania stowarzyszenia. Można było zabrać ze sobą ulotkę oraz
program festiwalu opatrzony logiem Tęczówki. Festiwal doskonale wkomponował się już w życie miasta. Zaowocowało to pełnymi po brzegi salami tudzież kuszącymi cenami biletów, które kosztowały zaledwie 11zł. Spotkałam nie tylko ludzi ze środowisk LGBT, ale również ogromne grono moich znajomych. Na srebrnym ekranie mogliśmy oglądać tak znane produkcje jak „Zadanie specjalne” (Crusing) z samym Alem Pacino. Film okrzyknięty jednym z najbardziej kontrowersyjnych na obecne mu czasy. Wycięto z niego kilka scen,około 40 minutobrazu filmowego, tylko dlatego, że ukazywały one nieobyczajne zachowanie obrazujące stosunki pomiędzy partnerami tej samej płci i mogły one być powodem klasyfikacji tego obrazu jako filmu dla widzów dorosłych. Próbą odzyskania tych scen zajął się sam James Franco i Travis Mathews w kolejnym proponowanej ekranizacji pod tytułem „Interior. Leather Bar”. To film obfitujący w erotykę i dialogi zawierające osobiste przemyślenia grających w tym dokumencie aktorów. Zamykał on festiwal i zgromadził pełną po brzegi salę kinową, a opinie na jego temat to między innymi: „Wspaniały!”, „Dziwny i awangardowy”. Jest to film, który był jedną z najlepszych niespodzianek Festiwalu w Sundance w Berlinie, też roku 2013.

Kolejnym godnym polecenia dokumentem jest „Izrael. Geje w ziemi obiecanej”. Jest to unikatowy projekt byłego gwiazdora porno Michaela Lucasa, który stanął za obiektywem tylko po to, aby uwiecznić bogate życie, jakie wiodą geje w kosmopolitycznym Tel Awiwie. Ukazuje otwartość oraz tolerancję tamtejszych mieszkańców i przedstawiając tym sposobem niezwykłość ludzi oraz równouprawnienie, jakie jest jednym ze standardów w izraelskiej demokracji. Możemy poznać pary jednopłciowe wychowujące dzieci i radzące sobie z nimi doskonale, oraz zawieranie małżeństw poprzez pary homoseksualne. Wzruszający i ciepły dokument, godny polecenia wszystkim tym, którzy otwarci są na środowisko LGBT.
Podsumowując te kilka dni festiwalu, można z czystym sumieniem stwierdzić, że czas jaki spędziło się w sali kinowej nie był czasem straconym, a ci, którzy odważyli się zakosztować czegoś zupełnie innego, na pewno nie są zawiedzeni. 

Artykuł napisany dla gazety internetowej Debiutext.  






Moje recenzje znajdziecie też na; 
Lubimy Czytać: http://lubimyczytac.pl/profil/152325/stagerlee
Debiutext:  http://debiutext.eu/
Webook: http://www.webook.pl/Stagerlee



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Podsumowanie roku na Fp - Człowiek Matka

Od jakiegoś czasu prowadzę stronkę, która nazywa się - Człowiek Matka. Jest to lekko ironiczne miejsce, w którym opiniuję rzeczy, które zakupiłam na chińskiej stronie Aliexpres. Dowiedziałam się o niej od jednej z moich koleżanek, kiedy to zaczęłam moją przygodę z lakierami hybrydowymi. Podobno na niej miałam znaleźć to, czego mi było wtedy potrzeba. Mianowicie lakierki hybrydowe w bardzo okazyjnych cenach. Niestety, majfrendowe mazadła okazały się beznadziejne, za to inne rzeczy już nie. Zamówiłam kilka produktów, wrzuciłam recenzje na grupę zrzeszająca fanów zakupów z Chin. I tak urodziła się myśl, że może by tak fp z tym zrobić. No i jest. Tworzę na niego grafomańskie wpisy, nasycone wszelakiego rodzaju babolami i radosnym słowotwórstwem (ale to są bardzo przemyślane babole, które nomen omen bardzo często mi są wytykane, co śmieszy mnie do łez). Z dnia na dzień przybywa lubisów tego miejsca, co mnie niezmiernie zaskakuje. Dlaczego więc na blogu, na którym opiniuję książki, znalazł …

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Intruz - recenzja

Przyszedł czas na ostatnie DLC do Inkwizycji, po którym, niestety, musimy się pożegnać z kolejnymi dodatkami, ponieważ ten jest ostateczny i zamykający rozgrywkę. Powiem szczerze, że poczułam lekkie rozczarowanie. Po chwili jednak przyszło otrzeźwienie, przecież studio nie może w nieskończoność klepać DLCeków, bo jakaś Stag chce grać w grę. Intruz został stworzony dla PC. Ma on rozszerzyć fabułę, pozwalając graczowi rozegrać ostatnią niewielką kampanię, która umiejscowiona jest po pewnym czasie, od zakończenia głównego wątku. Gracz będzie też mógł poznać dalsze losy towarzyszy, którzy opuszczają go po pokonaniu Koryfeusza.
Warto też wspomnieć, bo generalnie „Przebudzenie”, które wyszło po Dragon Age: Origin, w które można było grać bez ukończenia podstawy, kreując jedynie postać, jest dodatkiem niezależnym. Tak tutaj wymagana jest baza. Nie obejdziemy tego. Zatem, jeśli ktoś jest leniuszkiem i mu się nie chciało kończyć, no to bardzo mi przykro. W tym przypadku nie pobiega sobie po tym…

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Zstąpienie - recenzja

Jest to ta z opinii, którą piszę drugi raz, bo poprzednią szlag trafił, podobnie jak screeny i zapisy gry. No niestety. Dysk czasem się pali, a wraz z nim znika to, co tak skrzętnie się gromadzi. Troszkę mnie zdziwił fakt, że jakimś tajemniczym zrządzeniem losu z chmury ulotnił się cały zapis stanu gry, włącznie z postacią, która przemierzałam dodatek. Cuda na kiju, ewentualnie Andrasta maczała w tym swoje paluchy. No, nie wnikam. Poszło w cholerę, po co drążyć. 
 Kody do dodatków, tak dodatków, bo jeszcze w pakiecie znalazł się ostatni, wiążący - „Intruz”. Otrzymałam od szefa grupy fanowskiej - „Dragon Age – Przystań Szarego Strażnika”, Łukasza. Zwanego przez przyjaciół - Ilidanem. Za co mu niezmiernie dziękuję, gdyż był to prezent „z zaskoczenia”, który wywołał na mojej twarzy niewyobrażalnie szeroki uśmiech. Wyglądałam przy tym jak genlok ucieszony z nowej, krwawej jatki. Rozpracowałam jak sobie to wpisać, załadować i pobrać. Trzeba brać pod uwagę to, że jestem babą – kurą domową,…