Przejdź do głównej zawartości

Kabaret WEŹRZESZ - Ze skeczem przez życie.


Dziś mam dla Was wywiad, który został zamieszczony na łamach gazety. Mało o nich można przeczytać, więc pokusiłam się o nakreślenie kilku zdań na temat właśnie tej grupy kabaretowej. Zapraszam do czytania.

Z kabaretem Weźrzesz zetknęłam się już jakiś czas temu, pamiętam jak ktoś podesłał mi skecz o nazwie „Sabat” oglądałam w kółko i za każdym razem śmiałam się, trzymając za brzuch. Moja myśl była: dlaczego ich wcześniej nie widziałam? Jestem miłośniczką skeczów i wszelakiej maści gagów. Staram się więc śledzić poczynania naszych speców od dobrego humoru na bieżąco. Jakim moim zaskoczeniem było to, że w gronie moich przyjaciół jest aktorka kabaretowa i to z wyżej wymienionego kabaretu (nie przyznała się szelma). Nie mam często do czynienia z gwiazdami estrady, więc pierwsze spotkanie z panią Anetą Kwapisz było dla mnie bardzo stresujące. Okazało się, że moje obawy były bezpodstawne, a cała tą gęstą atmosferę rozwiała gigantyczna pizza. Sam kabaret tworzą dwie znakomicie ze sobą współgrające osoby: Aneta Kwapisz oraz Jarosław Pająk. Istnieją już od jakiegoś czasu i datę powstania grupy można liczyć od 2004 roku. Pierwszą nagrodę zdobyli już w roku następnym na Ogólnopolskim Przeglądzie Kabaretów PODKOWA w Koszalinie, potem kolejne posypały się jak z rękawa. Wiecznie w rozjazdach i wiecznie zajęci, a na miłość publiczności trzeba sobie przecież zapracować. Nigdy nie tracą optymizmu, a ciężka praca jest dla nich wyzwaniem, które podejmują każdego dnia. Powszechnie jest bowiem wiadomo, że bycie kabareciarzem nie należy do łatwych. Publiczność bywa trudna, nawet jeden ze sławniejszych aktorów polskiej sceny powiedział, że łatwiej zagrać jest dramat, niż coś co ma rozśmieszyć widownię. Oczywiście miał rację. Cechuje ich opanowanie, a wszystkie skecze i gagi są bardzo dobrze przemyślane, nie brakuje w nich sarkazmu oraz scenek typowo zaczerpniętych z życia, nie tylko politycznego. Zaskakują bardzo profesjonalnym podejściem do swojej pracy.
Korzystając z okazji, przeprowadziłam z nimi drobny i bardzo króciutki wywiadzik. Zagonieni i zmęczeni odpowiedzieli na kilka bardzo prostych pytań. Opłacało się czekać. Oto treść rozmowy:





Debiutext:
- Witam, z góry dziękuję za chęć rozmowy z naszą skromna gazetą. Chciałabym w ramach wywiadu zadać wam kilka nurtujących nas pytań. Zatem, jak się poznaliście?

Kabaret Weźrzesz:
- Poznaliśmy się w 2003 roku przy projekcie kabaretowym „Formacja Kaftan Bezpieczeństwa” . Już wtedy utworzyła się między nami nić porozumienia na scenie i prywatnie, która spowodowała, że mimo zakończenia działalności formacji postanowiliśmy kontynuować wspólną pracę pod szyldem kabaretu „Weźrzesz”.

Debiutext:
- Kto z Was wpadł na pomysł założenia kabaretu?

Kabaret Weźrzesz:
- Na pomysł stworzenia projektu kabaretu Weźrzesz wpadł Jarek Pająk, zapraszając do grupy Anetę Kwapisz. Przez lata przewijały się w kabarecie różne osoby, między innymi Mikołaj Kwaśniak, który w składzie zagościł najdłużej, bo aż do początku roku 2011. Jednak czas zweryfikował skład kabaretu i obecnie tworzą go Aneta Kwapisz i Jarek Pająk.

Debiutext:
- Skąd czerpiecie inspirację?

Kabaret Weźrzesz:
- Inspiracje zmieniają się wraz z biegiem czasu. Dziś śmieszą nas trochę inne rzeczy niż kilka lat wcześniej. Żarty są bardziej dojrzałe, przemyślane i inteligentne. W skeczach staramy się nie podawać widzowi wszystkiego na „tacy”, zmuszając go do własnych przemyśleń. Inspirują nas sprawy społeczne, relacje między ludzkie, codzienność; podane w sposób niekonwencjonalny i absurdalny. Bardziej kładziemy nacisk na aktorstwo, naturalność na scenie niż na rozśmieszanie przerysowanymi postaciami.

Debiutext:
- Czym jest dla was kabaret?

Kabaret Weźrzesz:
- Kabaret to sposób na życie, pasja, praca dająca ogromne spełnienie i satysfakcję. Występy dają mnóstwo pozytywnej energii od publiczności, utwierdzając nas w przekonaniu, że to, co robimy, jest dobre, śmieszne a z roku na rok rozwija się w bardzo zadowalającym nas kierunku. Kabaret daje nam również poczucie pewności. Co by się nie działo zawsze możemy pojechać nawet na koniec Polski i zrobić świetny show, wracając zrealizowani i szczęśliwi. Ponadto życie w kabarecie to ciągłe podróże, poznawanie ciekawych ludzi, znanych aktorów oraz innych świetnych grup kabaretowych.

Debiutext:
- Czy macie tremę przed występami?

Kabaret Weźrzesz:
- Bywa, że tak. Najczęściej na początku występu, ponieważ każdy nasz występ traktujemy jakby to był najważniejszy występ w życiu. Na szczęście jest to trema mobilizująca, która mija przy pierwszej dobrej reakcji ze strony publiczności.

Debiutext:
- Jakie macie plany na przyszłość?

Kabaret Weźrzesz:
- Z racji tego, że większość przeglądów i festiwali kabaretowych w całej Polsce wygraliśmy lub zdobyliśmy na nich znaczące nagrody, naszym priorytetem nie są już udziały w takich imprezach jako kabaret konkursowy. Skupiamy się obecnie nad nowym programem i dążymy do takich występów, które będą całkowicie satysfakcjonowały nas i widzów. W przyszłości chcielibyśmy pojawić się na takich festiwalach jak Opole, Sopot, Zielona Góra, Mrągowo czy Płock. Pomimo że debiut telewizyjny mamy już za sobą, ponieważ wystąpiliśmy już kilka razy w telewizji, np. w programach: „Sabat Czarownic”, „Kabaretowe Wakacje z Duchami”, „Rybnicka Jesień Kabaretowa”, „Stand Up Zabij Mnie Śmiechem”.

Debiutext:
- I ostatnie pytanie na zakończenie. Jakie macie plany na ten rok? Gdzie będzie można was zobaczyć?

Kabaret Weźrzesz:
- Do końca roku chcielibyśmy skończyć nowy program oraz dopieścić go w każdym szczególe.
I oczywiście jak najwięcej występować. W najbliższym czasie odwiedzimy Warszawę, Kraków, Wrocław i Kielce. Możliwe także, że zgłosimy się do konkursu na najważniejsze festiwale kabaretowe takie jak Lidzbarskie Wieczory Humoru i Satyry czy Rybnicką Jesień Kabaretową.

Debiutext:
- Bardzo dziękuję za rozmowę, mam nadzieję, że kiedyś potkamy się na jednym z wieczorków kabaretowych i będziemy mogli znów porozmawiać.

Reasumując wszystko to co zostało powiedziane, kabaret ma przed sobą świetną przyszłość. Tworzą go ludzie z pasją, ale też z racjonalnym i rzeczowym podejściem do otaczającej nas rzeczywistości. W sumie wszystko to wystarcza, by połączyć się w całość, doprawić aromantycznym sosem pikantnych skeczy i oto mamy przepis na grupę kabaretową, który porywa nas i zatapia w swoim fantastycznym pełnym radości i gagów świecie. Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć im wszystkiego najlepszego, kolejnych nagród oraz fantastycznej publiczności, która nagrodzi ich trud owacjami na stojąco.

Źródła: Pani Aneta Kwapisz, Oficjalna strona Kabaretu Weźrzesz ( http://www.wezrzesz.pl/ ), Funpage na Facebook (https://www.facebook.com/wezrzesz?ref=ts&fref=ts ).


Artykuł napisany dla gazety internetowej Debiutext.




Moje recenzje znajdziecie też na; 
Lubimy Czytać: http://lubimyczytac.pl/profil/152325/stagerlee
Debiutext:  http://debiutext.eu/
Webook: http://www.webook.pl/Stagerlee

Komentarze

  1. Witaj i mam nadzieję, że się nie pogniewasz, ale:
    nominuję cię do Versatile Blogger Award ^^
    Szczegóły u mnie:
    http://mirror-of--soul.blogspot.com/2013/07/versatile-blogger-award.html

    Pozdrawiam;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oki, nie mam pojęcia o co biega;p Zaraz zobaczę;p Dziękuję bardzo za wyróżnienie:) Choć nie wiem czym sobie zasłużyłam. Pozdrawiam Stag.

      Usuń

Prześlij komentarz

Wypowiedzi w formie obraźliwej lub wulgarnej, zostaną usunięte. Miłego czytania.

Popularne posty z tego bloga

Podsumowanie roku na Fp - Człowiek Matka

Od jakiegoś czasu prowadzę stronkę, która nazywa się - Człowiek Matka. Jest to lekko ironiczne miejsce, w którym opiniuję rzeczy, które zakupiłam na chińskiej stronie Aliexpres. Dowiedziałam się o niej od jednej z moich koleżanek, kiedy to zaczęłam moją przygodę z lakierami hybrydowymi. Podobno na niej miałam znaleźć to, czego mi było wtedy potrzeba. Mianowicie lakierki hybrydowe w bardzo okazyjnych cenach. Niestety, majfrendowe mazadła okazały się beznadziejne, za to inne rzeczy już nie. Zamówiłam kilka produktów, wrzuciłam recenzje na grupę zrzeszająca fanów zakupów z Chin. I tak urodziła się myśl, że może by tak fp z tym zrobić. No i jest. Tworzę na niego grafomańskie wpisy, nasycone wszelakiego rodzaju babolami i radosnym słowotwórstwem (ale to są bardzo przemyślane babole, które nomen omen bardzo często mi są wytykane, co śmieszy mnie do łez). Z dnia na dzień przybywa lubisów tego miejsca, co mnie niezmiernie zaskakuje. Dlaczego więc na blogu, na którym opiniuję książki, znalazł …

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Intruz - recenzja

Przyszedł czas na ostatnie DLC do Inkwizycji, po którym, niestety, musimy się pożegnać z kolejnymi dodatkami, ponieważ ten jest ostateczny i zamykający rozgrywkę. Powiem szczerze, że poczułam lekkie rozczarowanie. Po chwili jednak przyszło otrzeźwienie, przecież studio nie może w nieskończoność klepać DLCeków, bo jakaś Stag chce grać w grę. Intruz został stworzony dla PC. Ma on rozszerzyć fabułę, pozwalając graczowi rozegrać ostatnią niewielką kampanię, która umiejscowiona jest po pewnym czasie, od zakończenia głównego wątku. Gracz będzie też mógł poznać dalsze losy towarzyszy, którzy opuszczają go po pokonaniu Koryfeusza.
Warto też wspomnieć, bo generalnie „Przebudzenie”, które wyszło po Dragon Age: Origin, w które można było grać bez ukończenia podstawy, kreując jedynie postać, jest dodatkiem niezależnym. Tak tutaj wymagana jest baza. Nie obejdziemy tego. Zatem, jeśli ktoś jest leniuszkiem i mu się nie chciało kończyć, no to bardzo mi przykro. W tym przypadku nie pobiega sobie po tym…

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Zstąpienie - recenzja

Jest to ta z opinii, którą piszę drugi raz, bo poprzednią szlag trafił, podobnie jak screeny i zapisy gry. No niestety. Dysk czasem się pali, a wraz z nim znika to, co tak skrzętnie się gromadzi. Troszkę mnie zdziwił fakt, że jakimś tajemniczym zrządzeniem losu z chmury ulotnił się cały zapis stanu gry, włącznie z postacią, która przemierzałam dodatek. Cuda na kiju, ewentualnie Andrasta maczała w tym swoje paluchy. No, nie wnikam. Poszło w cholerę, po co drążyć. 
 Kody do dodatków, tak dodatków, bo jeszcze w pakiecie znalazł się ostatni, wiążący - „Intruz”. Otrzymałam od szefa grupy fanowskiej - „Dragon Age – Przystań Szarego Strażnika”, Łukasza. Zwanego przez przyjaciół - Ilidanem. Za co mu niezmiernie dziękuję, gdyż był to prezent „z zaskoczenia”, który wywołał na mojej twarzy niewyobrażalnie szeroki uśmiech. Wyglądałam przy tym jak genlok ucieszony z nowej, krwawej jatki. Rozpracowałam jak sobie to wpisać, załadować i pobrać. Trzeba brać pod uwagę to, że jestem babą – kurą domową,…