Przejdź do głównej zawartości

Elizabeth Gaskell "Ruth" - Recenzja.




Weekend pod znakiem literatury angielskiej. Czyli klasyka w najczystszej postaci. No to zaczynamy:)


Niezbadane są losy czytających.
Książkę „Ruth” wypatrzyłam w Empiku. Cierpiałam sromotnie, patrząc na jej cenę, równocześnie obracając ją w dłoniach. Doskonale znam twórczość Pani Gaskell i wiedziałam, że będzie wysmakowana i doskonała, okraszona przy tym fantastycznymi porównaniami oraz opisami. Z bolącym sercem odłożyłam ją na półkę, wzdychając: Kiedyś kupię, tak kupię. Nie mam, wiele pieniążków, więc ubolewam nad tym faktem bardzo, gdyż tyle jest do przeczytania, a tak mocno kusi, książki kuszą, kusi klasyka. Uwielbiam powieści opisujące kon
wenanse, mezalianse oraz całą tę otoczkę wiktoriańskiej Anglii, przesyconej do szpiku kości tajemniczością, intrygami, tudzież skomplikowanymi rozterkami głównych bohaterów.
Nasza gazeta zaczęła współpracę z wydawnictwem MG, tak to to wydawnictwo, które ma w ofercie właśnie „Ruth” i moje pierwsze słowa, jakie usłyszała jedna z naszych redaktorek brzmiały – Marzyłam o niej. Tak, marzyłam o „Ruth”. I oto mam. Leży przede mną powieść, o której nie mogłam przestać myśleć, i na którą zbierałam zaskórniaki. Książka wydana jest pięknie. Cóż może powiedzieć bibliofil trzymający pozycję, którą chciał za wszelką cenę – trudno być obiektywnym. To wspaniale wydana powieść. Okładka jest prosta i w swej prostocie doskonale odzwierciedla treść i charakteryzuje naszą główną bohaterkę. Wszystko jest proste i zasługuje na najwyższe noty, jakie mogę wystawić. Rzadko się zdarza, żeby wydawnictwo z drukarnią, tak dobrze ze sobą współgrały, tworząc coś, co czytelnik będzie miał na długie lata, coś, co nie rozpadnie się. Wszytko za sprawą szytych i klejonych równocześnie kartek, zamkniętych w twardej oprawie. Takie właśnie lubię… Długowieczne.
Elizabeth Gaskell dokonanie znana jest czytelnikom z takich powieści jak „Północ Południe” czy „Żony i córki”. Jest ona również przyjaciółką Charlotte Brontë i autorką jej biografii. Żyła w wiktoriańskiej Anglii, a jej twórczość była wspierana przez samego Charlesa Dickensa. Pisywała nie tylko powieści osadzone w jej epoce, interesował ją również świat paranormalny, co zaowocowało opowiadaniami, w których między innymi możemy przeczytać o duchach. Ten gatunek literacki nazywany jest fikcją gotycką. Ta niezwykle zdolna oraz interesująca kobieta, przelewała na karty swych książek opisy tak doskonałe, że czytelnik mógł poczuć na twarzy wiosenny wiatr, czy rzęsisty deszcz.
Powieść „Ruth” powstałą w 1853r. W Polsce nie można jej wcześniej było przeczytać, dopiero teraz po stu sześćdziesięciu latach od publikacji oryginału, można ją dostać przetłumaczoną na język polski.

„Ruth” opowiada o niespełna szesnastoletniej młodej dziewczynie. Osierocona, została oddana przez swojego opiekuna na nauki. Miała, według planu, zostać szwaczką i przyuczać się zawodu ciężko pracując, wraz z innymi dziewczętami, w spartańskich i urągających im warunkach. Jednak plan opiekuna spalił na panewce i za sprawą poznania starszego Pana Bellinghama, na jednym z świątecznych bali. Odbywały się one w miejskim ratuszu, a Ruth, wraz ze swą nauczycielką, została tam zaproszona w roli szwaczki, która miała być pomocna, kiedy to którejś z wytwornych dam przydarzy się wypadek. Nieświadoma niebezpieczeństwa, jakie niesie za sobą związek z mężczyzną, Ruth godzi się na spotkania. Oczarowany jej niebywałą urodą oraz delikatnością, mężczyzna pozostawią ją uwieść. Ona nieświadoma niczego pozwala na taki rozwój wydarzeń. Jest zupełnie nieprzygotowana na to, co może ją spotkać. Nie została nauczona przez matkę dystansu oraz podstaw wszystkich tych, tak ważnych na owe czasy, konwenansów i etykiety. Sytuację tą wykorzystał pan Bellingham. Mamiąc ją i kusząc, do tego stopnia, że młodziutka i naiwna istota zaufała mu bezgranicznie. Kiedy na jednej z wycieczek zostaje przyłapana przez swoją opiekunkę i wyrzucona z zakładu krawieckiego, bez wahania przyjmuje propozycje udania się do Walii, wraz ze swoim, jak myśli, wybawcą.
Efektem mezaliansu jest ciąża naszej głównej bohaterki, o której młody panicz Bellingham nie wie. W tym też czasie za namową swej matki, zgorszonej zachowaniem syna, opuszcza ją, pozostawiając jej w zamian pieniądze, których ona nie przyjmuje. Nad zdruzgotaną dziewczyną lituje się Benson, zniekształcony chorobą mężczyzna, który przekonuje swoją siostrę o czystości i niewinności Ruth. Młoda kobieta dostaje nie tylko drugą szansą od życia, ale także nowe nazwisko, wraz z nową, wymyśloną przez panią Benson, tożsamością. Dają jej również poczucie bezpieczeństwa, które jest niej tak bardzo potrzebne, i akceptują ją z bagażem doświadczenia, jaki ze sobą wniosła pod ich dach. Los jednak sprawi, że będzie musiała stanąć przed najtrudniejszym wyborem w swoim życiu.
Powieść Pani Gaskell to klasyczna powieść. Mogłabym się nawet pokusić o stwierdzenie, iż jest to powieść moralizatorska. Autorka w niezwykły sposób przedstawia czytelnikowi świat, w jakim żyje Ruth. Posługuje się wspaniałymi opisami, których nie sposób pominąć, pisząc recenzję. Są doskonałe, – od niej można się nauczyć stylu opisywania przyrody, pomieszczeń, czy nawet kreowania samych postaci. Jest bardzo twórcza. Pisze obrazowo i bardzo wyraźnie. Jak już wspominałam, czytelnik jest w stanie zamknąć oczy i wyobrazić sobie szumiącą rzeczkę, pośród zielonego listowia, przez które przebijając się delikatne promyki słońca, malując na nich delikatne refleksy. Autorka wplata w powieść masę odnośników dotyczących literatury, czy biblii.
Wiktoriańska Anglia jest tutaj nakreślona niezwykle dokładnie. Wszystkie te dostrzegalne nam zasady moralności wydają się wręcz nierealne. Mnie trudno było pojąc w niektórych momentach, dlaczego właśnie tak się dzieje, a nie inaczej. Jest to dla mnie świat zupełnie obcy, w którym po części chciałabym się znaleźć, ale po części nie. Z moim poczuciem niezależności, pewnie bym została przeklęta przez wysublimowane i wysoko postawione damy. Całość podszyta jest pobożnością, wydumaną religijnością, a pod tym płaszczykiem kryje się hipokryzja i niedostrzeganie własnych błędów. Czasem odnosiłam wrażenie, że niektóre bohaterki cieszy krzywda innych – jakby zanurzały się w niej, smakując jej każdy kęs.  Dostawałam w tych momentach gęsiej skórki, napawały mnie obrzydzeniem. To dla mnie bardzo niezrozumiałe zasady, nawet nie silę się na to, by je pojąć, a już tym bardziej nie mam ochoty na wprowadzanie ich w życie. Choć umiłowanie tradycji, tudzież przyjmowania gości, oraz etykietę chętnie widziałabym w swoim domu.
Przedstawienie głównej bohaterki jako kobiety upadłej, wręcz wyklętej i nie godnej egzystować w czasach, w jakich żyła, jest dla mnie zatrważające. Autorka doskonale przedstawiła jej wrażliwość oraz pokorę, z jaką znosiła wszystkie niesprawiedliwości i obelgi, które na nią spadały. Wszystko to sprawiało, że z czasem stawała się bardziej na nie odporna, lecz nie pozbawiły jej one delikatności i wrażliwości, którą ujmuje czytelnika już od pierwszych stron.
Podsumowując, nie jest to literatura najłatwiejsza. Autorka doskonale prowadzi narrację i wprowadza czytelnika w świat, w jakim żyła. Osoba nie znająca ówczesnych praw oraz zasad będzie miała ogromny kłopot, by wczuć się w klimat książki. Wyda się ciężka i przytłaczająca, niosąca za sobą jedynie te dziwne uczucie w okolicy serca, którego tak nie znoszę. Wszytko ukryte jest pod kotarą fałszywej etykiety oraz łez naszej Ruth. Lekturę polecam!
To świetnie napisana powieść. Kiedyś pisałam, że nie jestem romantyczna, tutaj jednak dałam się uwieść i nie żałuję. Miłośnicy klasyki będą zachwyceni. Składam też ogromny szacunek na ręce tłumacza, edytorów i korektorów. Znalazłam w książce raptem tzw. 3 ogonki. Do niczego nie mogę się przyczepić. Ta książka zostanie długo w mojej świadomości i myślę, że nie tylko w mojej. Odkładam na półkę wierząc, że wrócę do mojej wymarzonej pozycji znów za jakiś czas, tylko po to by móc sobie uświadomić, że jestem tylko człowiekiem.

Książka przekazana w ramach recenzji przez Wydawnictwo MG.


 Recenzje można tez przeczytać na stronach gazety internetowej Debiutext.




Moje recenzje znajdziecie też na; 
Lubimy Czytać: http://lubimyczytac.pl/profil/152325/stagerlee
Debiutext:  http://debiutext.eu/
Webook: http://www.webook.pl/Stagerlee

 

Komentarze

  1. Tak też marzę o przeczytaniu tej książki :) Uwielbiam Wielką Brytanię i fantastycznie jest się tam przenieść w książce :) Niestety tak jak ty- ubolewam nad ceną i raczej w najbliższej przyszłości nici z tego... :(
    Ale bardzo mocno mnie zachęciłaś, bo czytałam kilka nieciekawych opinii o tej książce ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To literatura dla dojrzałego czytelnika i konesera tych klimatów. Klasyka nie należy do łatwej. Dlatego ją czytam. Lecz ma tą swoją fantastyczną zaletę, której próżno szukać u większości współczesnych pisarzy. To artyzm posługiwania się słowem, przez co czytelnik sam się rozwija. Wzbogaca. Polecam, warta jest uwagi. Pozdrawiam Stag.

      Usuń
  2. Uważam, że dla fanów książek z epoki wiktoriańskiej to obowiązkowa lektura. Skłania do głębokiej refleksji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, książka jest fenomenalna. Za to właśnie kocham angielską klasykę:) Pozdrawiam Stag.

      Usuń

Prześlij komentarz

Wypowiedzi w formie obraźliwej lub wulgarnej, zostaną usunięte. Miłego czytania.

Popularne posty z tego bloga

Podsumowanie roku na Fp - Człowiek Matka

Od jakiegoś czasu prowadzę stronkę, która nazywa się - Człowiek Matka. Jest to lekko ironiczne miejsce, w którym opiniuję rzeczy, które zakupiłam na chińskiej stronie Aliexpres. Dowiedziałam się o niej od jednej z moich koleżanek, kiedy to zaczęłam moją przygodę z lakierami hybrydowymi. Podobno na niej miałam znaleźć to, czego mi było wtedy potrzeba. Mianowicie lakierki hybrydowe w bardzo okazyjnych cenach. Niestety, majfrendowe mazadła okazały się beznadziejne, za to inne rzeczy już nie. Zamówiłam kilka produktów, wrzuciłam recenzje na grupę zrzeszająca fanów zakupów z Chin. I tak urodziła się myśl, że może by tak fp z tym zrobić. No i jest. Tworzę na niego grafomańskie wpisy, nasycone wszelakiego rodzaju babolami i radosnym słowotwórstwem (ale to są bardzo przemyślane babole, które nomen omen bardzo często mi są wytykane, co śmieszy mnie do łez). Z dnia na dzień przybywa lubisów tego miejsca, co mnie niezmiernie zaskakuje. Dlaczego więc na blogu, na którym opiniuję książki, znalazł …

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Intruz - recenzja

Przyszedł czas na ostatnie DLC do Inkwizycji, po którym, niestety, musimy się pożegnać z kolejnymi dodatkami, ponieważ ten jest ostateczny i zamykający rozgrywkę. Powiem szczerze, że poczułam lekkie rozczarowanie. Po chwili jednak przyszło otrzeźwienie, przecież studio nie może w nieskończoność klepać DLCeków, bo jakaś Stag chce grać w grę. Intruz został stworzony dla PC. Ma on rozszerzyć fabułę, pozwalając graczowi rozegrać ostatnią niewielką kampanię, która umiejscowiona jest po pewnym czasie, od zakończenia głównego wątku. Gracz będzie też mógł poznać dalsze losy towarzyszy, którzy opuszczają go po pokonaniu Koryfeusza.
Warto też wspomnieć, bo generalnie „Przebudzenie”, które wyszło po Dragon Age: Origin, w które można było grać bez ukończenia podstawy, kreując jedynie postać, jest dodatkiem niezależnym. Tak tutaj wymagana jest baza. Nie obejdziemy tego. Zatem, jeśli ktoś jest leniuszkiem i mu się nie chciało kończyć, no to bardzo mi przykro. W tym przypadku nie pobiega sobie po tym…

Dragon Age: Inkwizycja, DLC: Zstąpienie - recenzja

Jest to ta z opinii, którą piszę drugi raz, bo poprzednią szlag trafił, podobnie jak screeny i zapisy gry. No niestety. Dysk czasem się pali, a wraz z nim znika to, co tak skrzętnie się gromadzi. Troszkę mnie zdziwił fakt, że jakimś tajemniczym zrządzeniem losu z chmury ulotnił się cały zapis stanu gry, włącznie z postacią, która przemierzałam dodatek. Cuda na kiju, ewentualnie Andrasta maczała w tym swoje paluchy. No, nie wnikam. Poszło w cholerę, po co drążyć. 
 Kody do dodatków, tak dodatków, bo jeszcze w pakiecie znalazł się ostatni, wiążący - „Intruz”. Otrzymałam od szefa grupy fanowskiej - „Dragon Age – Przystań Szarego Strażnika”, Łukasza. Zwanego przez przyjaciół - Ilidanem. Za co mu niezmiernie dziękuję, gdyż był to prezent „z zaskoczenia”, który wywołał na mojej twarzy niewyobrażalnie szeroki uśmiech. Wyglądałam przy tym jak genlok ucieszony z nowej, krwawej jatki. Rozpracowałam jak sobie to wpisać, załadować i pobrać. Trzeba brać pod uwagę to, że jestem babą – kurą domową,…